Z Nowego Jorku do słonecznej Kalifornii

Opublikowane przez , 3 października 2013 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Shawne Williams póki co nie może pochwalić się udaną karierą w NBA. Jego jedyny dobry sezon przypada na okres 2010 – 11, kiedy to grał w barwach New York Knicks. Później niestety było już tylko gorzej. Po nieudanej przygodzie z New Jersey Nets, Williams trafił do Portland TrailBlazers, aż w końcu znalazł się poza ligą. Wtedy też ponownie wpakował się w kłopoty związane z posiadaniem narkotyków w samochodzie i jego przyszłość stała pod znakiem zapytania. Jednak wybrany w drafcie 2006 roku przez Indianę Pacers zawodnik, postanowił zrobić coś ze swoim życiem. Nie był jeszcze gotowy się poddać, dlatego opuścił ulicę w Memphis i zaczął pracować nad swoją grą w ośrodku treningowym IMG Academy. Na całe szczęście dostrzegł to Mike D’Antoni, który ponownie zainteresował się usługami swojego byłego podopiecznego za czasów Knicks.

To właśnie coach Jeziorowców kilka miesięcy po przegranej serii w playoffs z San Antonio Spurs, poprosił Mitcha Kupchaka oraz Jima Bussa o zaproszenie dla 27 – latka na sesję ćwiczeniową. Od tego zaczęła się przygoda Shawne’a z ekipą złota i purpury. To jednak wcale nie oznacza pewnego miejsca w składzie. Williams jest dopiero na półmetku i ciągle musi ciężko pracować, żeby znaleźć się w finałowym składzie.

Zyskałem szacunek do Mike’a kiedy byłem w Nowym Jorku. Mieliśmy spotkanie, na którym powiedział mi parę rzeczy. Nie chcę mówić o tym publicznie ale poruszył kilka kwestii. Powiedział mi prawdę. Za to go właśnie szanuję.

O co dokładnie chodzi? Dziennikarze postanowili dowiedzieć się za wszelką cenę i zapytali o to samego coacha. Mike na szczęście nie miał problemu z przyznaniem się do tego incydentu i chętnie opowiedział o tym podczas ostatniego Media Day:

Pamiętam. Powiedziałem mu, że go nie chcę. Czasami właśnie tak się dzieje w lidze. Nie znałem go, wiedział o nim tylko to co przeczytałem, co widziałem, co usłyszałem.

Shawne jednak nie obraził się za te słowa i bardzo docenił szczerość swojego trenera. Ponadto była to dla niego dodatkowa motywacja, dzięki której postanowił bardziej wysilać się na treningach. Przez pierwsze 18 spotkań w sezonie 2010 – 11, Williams był na ławce rezerwowych lecz ani razu nie wystąpił w meczu. Kiedy jednak otrzymał swoją szansę, był w 100% gotowy do gry. Knicks od jego debiutu wygrali osiem spotkań z rzędu, a zawodnik pochodzący z Memphis trafił w nich 15 na 28 oddanych rzutów zza łuku.

Po 18 spotkaniach w końcu miałem okazję zagrać i ostatecznie poszło mi całkiem nieźle. Od tego momentu grałem już regularnie. Jak dla mnie system Mike’a jest idealny. On sam jest świetnym trenerem. Szanuje zawodników, wie jak ich trenować. To mój facet. Lubię go zarówno jako trenera jak i osobę.

D’Antoni również chwali swojego podkoszowego i nie szczędzi dla niego miłych słów. W wywiadzie podczas Media Day pośrednio przyznał się do błędu z przeszłości, kiedy to niewłaściwie ocenił mierzącego 206 centymetrów koszykarza.

Kiedy poznasz gościa, to przekonasz się że nie jest tym, na kogo wygląda. Jest jednym z najmilszych, dających się trenować i utalentowanych zawodników jakich miałem i mam nadzieję dalej mieć. Mimo, że był już nawet poza NBA, to ciągle ma siłę walczyć o swoje miejsce w lidze. Jest jednym z tych graczy, którzy spisują się lepiej niż można przypuszczać.

Jak doskonale wiemy sezon 2010 – 11 okazał się być najlepszym w karierze Williamsa. Jego średnia skuteczność z dystansu na poziomie 40% w znaczący sposób pomogła New York Knicks w awansowaniu do playoffs. Stał się specjalistą od rzutów z rogu, których trafił około 44%. Jego wskaźnik oRTG był wtedy najwyższy z całej kariery – na poziomie 111 punktów.

Skuteczność Shawne'a Williamsa w sezonach 2010 - 11 i 2011 - 12

Po zakończeniu sezonu Shawne postanowił przenieść się z Madison Square Garden do New Jersey Nets, którzy oferowali mu więcej pieniędzy. Niestety od tego czasu nie potrafił odnaleźć swojej formy, ani też miejsca w NBA. 15 marca 2012 trafił w wymianie do Portland TrailBlazers, którzy jednak nie byli zainteresowani jego usługami i wykupili kontrakt wart 2.6 miliona dolarów. Ostatecznie Williams wyleciał z ligii i ponownie wpakował się w kłopoty. 13 grudnia tego samego roku został aresztowany za posiadanie narkotyków (marihuany), a także syropu kodeinowego.

Czasami ta liga przypomina obrotowe drzwi. Musisz jednak mieć głowę podniesioną do góry. Czasami wydaje się, że to wszystko zmierza do nikąd ale dalej musisz iść z podniesioną głową, aż w końcu się uda.

Po tym wydarzeniu Williams otrząsnął się i postanowił pracować nad sobą aby wrócić do NBA. Jego determinacja, zaangażowanie i wola walki znalazły uznanie D’Antoniego. Od niego i od władz Lakers Shawne otrzymał kolejną szansę. Mimo to, cała ta sytuacja była dla niego bardzo trudna. Przychodząc do ośrodka treningowego Lakers wiedział, że niesie ze sobą swój mały bagaż, a coach D’Antoni ręczył za niego. Nie chciał go zawieść, tak samo zresztą jak i Mitcha Kupchaka czy Jima Bussa. Z tego powodu był gotowy do każdego poświęcenia, a jego pierwszym celem było zrzucenie kilku kilogramów przed przystąpieniem do ćwiczeń.

Ta sztuka udała mu się dzięki programowi treningowemu, który przygotował dla niego Tim DiFrancesco (specjalnie przydzielony do śledzenia postępu Williamsa). W ten sposób Shawne stracił tylko tkankę tłuszczową, a nie mięśnie, przez co zachował swoją siłę. Dzięki temu mógł rozpocząć treningi w ośrodku szkoleniowym Jeziorowców. Te z początku nie zachwycały trenerów ale z czasem sprawy zaczęły wyglądać coraz lepiej. Williams coraz lepiej wykorzystywał swoje ciało przy kontakcie z innymi graczami oraz odnajdywał pozycje na parkiecie, które są dla niego najlepsze. Jeszcze miesiąc temu miał problem z odnalezieniem się w grze ale jak mówi Tim, wszystko zmierza w dobrym kierunku i Shawne czuje się coraz pewniej i jest bardziej efektywny. Jeśli będzie znajdował się w dogodnych dla niego miejscach, to powinien regularnie trafiać swoje rzuty.

Czy Shawne odnajdzie się w świetle reflektorów Hollywood?

Jednak mimo postępu jaki Williams uczynił od początku przebywania w Los Angeles Lakers, to wciąż nie ma pewności że znajdzie uznanie trenerów i władz zespołu. Jego kontrakt wart jest około miliona dolarów ale tylko 100,000$ jest gwarantowane. Shawne ciągle musi sobie zasłużyć na miejsce w składzie, w którym tylko 11 zawodników ma pewne umowy. Przyszłość jego oraz Eliasa Harrisa, Xaviera Henry’ego, Marcusa Landry’ego, Ryana Kelly’go, Dariusa Johnsona-Odoma, Erica Boatenga oraz Dana Gadzurica ciagle jest niepewna. Na szczęście były zawodnik Knicks zdaje sobie z tego sprawę i stara się optymistycznie podchodzić do sytuacji.

Myślę, że Mitch wykonał świetną robotę sprowadzając wielu dobrych gości, którzy będą walczyć o swoje miejsce. To tylko nam pomoże stać się lepszymi zawodnikami. Uważam, że każdy ma szansę, choć osobiście raczej o tym nie myślę. Po prostu chcę przejść przez obóz przygotowawczy, robić to co potrafię najlepiej i pozwolić potoczyć się wydarzeniom.

Jego głównym atutem jest umiejętność rozciągania defensywy rywali ale jak się okazuje – nie tylko. Mike zwraca również uwagę na zasiąg ramion Shawne’a, który jest podobny do Pau Gasola. Dzięki temu Williams ma większe szansę na przecinanie podań rywali, przechwytywanie piłek, blokowanie rzutów i zbieranie. D’Antoni mówiący o obronie powoli przestaje już każdego zaskakiwać. Dostrzegł to również sam Shawne, który uważa, że Mike jest trochę inną osobą niż w New York Knicks.

Wydaje się, że większą uwagę poświęca obronie., więcej czasu spędza na trenowaniu defensywy. Teraz wszystko zaczyna się od niej, a dopiero potem decydujemy jak wygląda nasz atak. To najbardziej szokująca dla mnie rzecz ale w dobrym tego słowa znaczeniu. On stara się wybiegać w przyszłość i pracować nad wszystkim.

Shawne miał już momenty w karierze, w której blokował Dirka Nowitzkiego czy też bronił 1 na 1 przeciwko Russellowi Westbrookowi. Jeżeli aby w 80% zachował swoją dynamiczną i powróci do pracy nóg z jego najlepszego sezonu, to może być ważnym zawodnikiem pod kątem obrony zespołu. Wraz z Jordanem Hillem mogliby asekurować w pewnym stopniu poczynania wolniejszego Gasola, czy Chrisa Kamana.

Kariera Williamsa w NBA na pewno jeszcze nie dobiegła do końca. Nie wiadomo czy Shawne zostanie w Jeziorowcach, czy też znajdzie zatrudnienie w innym zespole ale na pewno łatwo nie złoży broni. Dobrze jest jednak widzieć jego i D’Antoniego razem w jednej drużynie. Obydwoje przebyli długą drogę z Broadway’u do Hollywood i obydwoje mają wielką motywację aby przypomnieć o swoich umiejętnościach. W Nowym Jorku Mike dał szansę swojemu skrzydłowemu i uczynił z niego kluczowego zawodnika w swojej rotacji. Czas zatem aby Williams odwdzięczył się swojemu trenerowi i stał się solidnym role playerem, każdego wieczoru zostawiając serce na parkiecie.

Skomentuj