Wywiady końcowe: sezon 2016/17

Opublikowane przez , 25 kwietnia 2017 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

12 kwietnia Los Angeles Lakers zakończyli swoją przygodę z sezonem zasadniczym 2016/17. Po raz kolejny nie udało im się awansować do playoffs i przez to musieli spotkać się z dziennikarzami zaledwie po dwóch tygodniach kwietnia. Tradycyjne Exit Interviews, które rozpoczęły się następnego dnia w ośrodku szkoleniowym El Segundo, polegały na podsumowaniu ostatnich rozgrywek przez samych graczy, trenera Luke’a Waltona oraz generalnego menedżera Roba Pelinkę. Wypowiedzi dotyczyły więc tego, w jakich aspektach gry zawodnicy poczynili największe postępy, co poszło dobrze, co poszło źle, jak wszyscy zamierzają przepracować lato oraz jak wyglądała ich rozmowa z władzami 16-stokrotnych mistrzów ligi. Dodatkowo Luke i Rob powiedzieli też co nieco na temat okresu free agency, składu Jeziorowców oraz planach na najbliższe miesiące.

Pierwszy do dziennikarzy wyszedł Metta World Peace, dla którego najprawdopodobniej był to ostatni sezon w barwach złota i purpury. Podobno w rozmowie z Magiciem Johnsonem, prezydent do spraw operacyjnych Lakers wprost powiedział, że raczej nie zamierza zaoferować mu kolejnego kontraktu. W całym sezonie 2016/17 World Peace pojawił się na parkiecie zaledwie 25 razy. Jego rola głównie ograniczała się do przewodzenia młodym zawodnikom w szatni. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie on poprowadził Jeziorowców do ich ostatniego zwycięstwa w kwietniu przeciwko New Orleans Pelicans (zdobył wtedy 18 punktów).

Wydaje mi się, że mam za sobą świetną karierę. Zanotowałem w niej kilka udanych występów i ogólnie mam wrażenie, że dobrze wypadłem przez te wszystkie lata. Jeżeli natomiast chodzi o młodych graczy złota i purpury, to zaliczyli oni spory postęp i tylko to się liczy. Wszyscy wykonali kolejny krok do przodu.

Następnym zawodnikiem, który udzielił wywiadu, był Nick Young. Swaggy P wrócił do formy, którą prezentował w sezonie 2013/14 i na parkiecie bez wątpienia dawał z siebie wszystko. Zdobywał średnio 13.2 oczka na mecz, rzucając na 40.4% skuteczności zza łuku. Zabrakło mu zaledwie ośmiu trójek do pokonania rekordu Nicka Van Exela, który osiągnął go rozgrywając 79 spotkań. Mimo to wszystko wskazuje na to, że Young zdecyduje się zrezygnować z ostatniego roku umowy i to nie tylko dla pieniędzy. Nick chciałby wreszcie grać w drużynie, w której będzie miał szansę przynajmniej na playoffs. W najbliższym czasie z pewnością rozważy wszystkie możliwe opcje.

Bardzo chwalił jednak Luke’a Waltona za to, że ten dał mu szansę po tym, jak wyglądał w jego wykonaniu poprzedni rok. Mało tego – Waltonowi zawdzięczał dodanie mu odwagi i pewności siebie, które pomogły mu wrócić do najlepszej formy oraz spowodowały, że wreszcie zaczął się starać w defensywie. W lato natomiast, zamierza skupić się nad poprawą swojej sylwetki, gdyż za dużo je śmieciowego jedzenia, które później ma wpływ na jego występy.

Luke jest jednym z nalepszych trenerów w tej erze koszykówki. Świetnie komunikuje się z zawodnikami i co najważniejsze – doskonale ich rozumie.

Kolejny w kolejce był Timofey Mozgov, dla którego był to pierwszy sezon w barwach złota i purpury. Nie był on jednym zbyt udany (średnio tylko 7.4 oczka i 4.9 zbiórek w każdym pojedynku), a na dodatek ostatnie sześć tygodni Rosjanin spędził na ławce. Po odbyciu spotkania z Magiciem, Robem i Luke’iem, Timofey w wywiadzie przyznał, że w tym roku pewnie nastąpią jakieś zmiany. Nie wiadomo co do końca miały oznaczać te słowa ale niewykluczone, że Jeziorowcy będą próbowali wymienić Mozgova, dla którego oglądanie meczów z ławki było bardzo trudne, gdyż uwielbia grać w koszykówkę. Rozumie jednak decyzję sztabu szkoleniowego, który w drugiej połowie sezonu postawił na młodych graczy. Na dzień dzisiejszy center zespołu po prostu zamierza być gotowy na start kolejnych rozgrywek i o niczym innym nie myśli.

Timofey przede wszystkim chce poprawić pracę nóg, a tym samym grę pod koszem rywali. Mimo, że coraz bardziej w modzie są centrzy rzucający zza łuku, sztab Lakers nie chce, aby Mozgov skupiał się na tym elemencie gry. Ponadto zamierza wykorzystać wszystkie krytyczne opinie wobec jego kontraktu jako swego rodzaju motywację i pokazać niedowiarkom, że naprawdę zasłużył na swoją umowę.

Timofey Mozgov podczas Exit Interviews w ośrodku szkoleniowym Lakers

Po Mozgovie przyszła pora na Thomasa Robinsonsa, który zdobył uznanie trenerów złota i purpury po obozie przygotowawczym i preseasonie. Skrzydłowy zespołu pojawił się w 48 pojedynkach, w których to notował zazwyczaj 5 punktów (FG 53.6%), 4.6 zbiórek oraz 0.6 asyst. Najlepiej wypadł pod koniec rozgrywek, gdzie m.in. zdobył 16 oczek w starciu z Los Angeles Clippers i był ważnym punktem zespołu podczas pięciomeczowej serii zwycięstw.

Z jego postawy, zaangażowania i występów bardzo zadowoleni byli Johnson oraz Pelinka, którzy docenili starania T-Roba oraz postęp jaki uczynił. Doradzili mu także, na jakich aspektach gry powinien się skupić podczas offseasonu oraz jak mógłby jeszcze bardziej pomóc drużynie.

Zawsze będę tego typu graczem, który chce robić na parkiecie wszystko, co może pomóc zespołowi wygrywać. Chcę być gwiazdą w swojej roli.

Za Robinsonem do mediów wyszedł Julius Randle, który oprócz 13.2 punktów, które zdobywał w każdym meczu, zbierał także 8.6 piłek i rozdawał 3.6 asyst. Ponadto trzykrotnie udało mu się zaliczył triple-double i to właśnie tego typu występy, ukazywały prawdziwy jego potencjał. Julius jednak doskonale wie, że musi jeszcze popracować na wieloma aspektami gry. Przede wszystkim na wykorzystaniu swojej prawej (słabszej) ręki przy wjazdach pod kosz oraz oczywiście rzutach z dystansu, co również potwierdziły władze Lakers.

Wydaje mi się, że w drużynie jest jasna wizja tego, w jaką stronę zmierzamy i jak chcemy osiągnąć swój cel.

Osobiście uważa natomiast, że dobrze poszło mu z nie wymuszaniem kolejnych rzutów i tym samym uderzaniem głową w mur. Czuje także, że może dostać się w pole trzech sekund kiedy tylko zechce i przy dobrym odczytaniu defensywy, nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Poza tym uważa, że znacznie poprawił się pod względem gry w obronie. Głównie w kryciu jeden na jednego, gdyż z defensywą zespołową nadal ma problemy.

Ważne będzie także to, aby Julius był konsekwentny w swoich występach. W sezonie 2016/17 często bowiem zaliczał fantastyczny występ, by w kolejnym pojedynku nieco zejść na dalszy plan. Randle wie, że to musi się zmienić i powinien do każdego meczu podchodzić tak samo skoncentrowanym. Mało tego – wydaje mu się, że jest to podstawą do wykonania kolejnego kroku w przód.

Zaraz za silnym skrzydłowym Lakers, z dziennikarzami porozmawiał Jordan Clarkson, który pod koniec sezonu stał się regularnym graczem pierwszej piątki. Jako jedyny Jeziorowiec wystąpił we wszystkich 82 spotkaniach, notując w nich zazwyczaj 14.7 oczek (FG 44.5%, 3FG 32.9%) oraz 3 zbiórki i 2.6 asyst w 29.2 minuty spędzane na parkiecie. Według niego samego jednak, nadal musi sporo popracować nad swoją lewą ręką oraz szybciej podejmować decyzje. Ponadto w kolejnym roku chciałby być także bardziej wokalną osobą w szatni, kimś w rodzaju lidera, który zachęci swoich kolegów do lepszej gry.

Jordan Clarkson podczas Exit Interviews w ośrodku szkoleniowym Lakers

Oprócz tego Jordan bardzo chwalił swoje spotkanie z Magiciem i Robem, którzy byli ciekawi jego opinii na temat zespołu oraz potencjalnych pomysłów. To dodało mu nieco więcej pewności siebie i dzięki temu on sam jest bardziej zainteresowany losami organizacji. W przyszłym roku bardzo by chciał awansować do playoffs. Uważa, że Lakers nie potrzeba wiele aby to się stało i sporo osób może być zaskoczonych, gdy do tego dojdzie. Duża w tym zasługa Luke’a Waltona, którego Jordan jest wielkim fanem.

Wydaje mi się, ze on jest prawdziwą definicją trenera zawodników. Dba o nas nie tylko na parkiecie, podczas treningów ale także poza nimi. Często wysyła smsy, pyta się co u nas słychać itd. Jest z nami szczery i bardzo otwarty, co jest super.

W podobnym tonie wypowiedział się o Johnsonie, który również stara się mieć regularny kontakt ze swoimi zawodnikami.

Jest jednym z najlepszych graczy, którzy kiedykolwiek grali w tę grę i najlepszym Jeziorowcem. To jest jego miasto. Ma wiele pomysłów i chętnie dzieli się nimi wszystkimi. Uwielbia nam także pomagać i radzić, jak zachowywać się w różnych sytuacjach, co dodaje wszystkim pewności siebie. Mamy szczęście, że z nami jest.

Chwilę po Clarksonie, przy mikrofonie znalazł się Corey Brewer, który został pozyskany przez Lakers tuż przed trade deadline’em. 10-letni weteran przyszedł do zespołu w zamian za Lou Williamsa. Pojawił się w sumie w 24 spotkaniach, w których to notował średnio 5.4 oczka i 2.2 zbiórki w 14.9 minut spędzanych na parkiecie. Największym jego osiągnięciem jednak, było stanie się iron manem w NBA. Rozegrał on w sumie 277 meczów z rzędu, co czyni go najlepszym w tej kategorii wśród aktywnych graczy.

Cóż, to oznacza, że potrafię zadbać o siebie. Chcę grać w koszykówkę każdego dnia. Trudno jest mi przebywać poza parkietem.

Ponadto Corey bardzo ciepło wypowiedział się o młodym trzonie zespołu z Kalifornii oraz organizacji złota i purpury, która ma dosyć przegrywania i chce wrócić na zwycięskie tory.

Są naprawdę dobrzy. Póki co są jeszcze młodzi i uczą się gry na poziomie NBA ale bez wątpienia widać w nich potencjał. Przed nimi bardzo ważne lato. Lakers chcą znów być dobrzy, a szczególnie Brandon, który niesamowicie się rozwinął przez ostatnie miesiące. Stara się jak tylko może. Kolejny rok będzie dla niego bardzo ważny.

Zaraz za Brewerem, na spotkanie z mediami przyszedł Tyler Ennis, który również został pozyskany przez Lakers tuż przed trade deadline’em. Wydawało się, że raczej nie ma on zbyt dużych szans namieszać w rotacji Luke’a Waltona, a tymczasem w jego siedmiu z ostatnich 10-ciu spotkań, Ennis zanotował dwucyfrową zdobycz. Najwięcej oczek zapisał na swoim koncie 9 kwietnia przeciwko Timberwolves, gdyż zgromadził ich wtedy 20.

Tyler Ennis podczas Exit Interviews w ośrodku szkoleniowym Lakers

Sam zawodnik wielokrotnie przyznawał, że bardzo cieszy się z tego, że trafił do Jeziorowców. Wreszcie bowiem miał okazję grać i pokazać swoje umiejętności, a nie tylko przebywać na ławce rezerwowych. Nadal jednak nie jest pewny tego, jak potoczy się jego dalsza kariera. Jak sam przyznał, już w pierwszym roku w NBA zaczął powątpiewać w to, czy utrzyma się w lidze.

Od kiedy tylko zostałem po raz pierwszy wymieniony w moim debiutanckim sezonie, to od tego momentu zawsze starałem się dawać z siebie wszystko, aby pozostać w lidze. Wreszcie w Lakers dostałem prawdziwą szansę. Starałem się ją wykorzystać jak najlepiej, szczególnie w defensywie.

W końcu przyszła też pora na Tarika Blacka, dla którego był to trzeci rok gry w barwach złota i purpury. Były center Houston Rockets pojawił się w 67 meczach, w których to notował średnio 5.7 punktów i 5.1 zbiórek w 16.3 minuty spędzane na parkiecie. Jego największym sukcesem była skuteczność na linii rzutów osobistych, których trafiał zazwyczaj 75.2% (42.2% w poprzednim sezonie). Black na początku wywiadu przyznał, że jest bardzo zadowolony z rozmowy, jaką odbył z władzami Lakers i ma nadzieję na kolejny udany rok w Kalifornii.

Pogratulowali mi udanego sezonu i przyznali, że podobały im się moje występy. Każdego dnia byłem gotowy i dawałem z siebie wszystko. Również w szatni starałem się być dobrym kolegą dla swoich partnerów z drużyny. Według Magica i Roba mam spory potencjał i zdecydowanie mogę stać się lepszym graczem. Przede wszystkim w ataku, gdzie powinienem poszerzyć wachlarz swoich zagrań.

Poza tym Tarik bardzo długo dziękował Luke’owi Waltonowi, który dał mu szansę i dodał pewności siebie.

To dzięki niemu zdobyłem pewność siebie. Mimo bowiem rozegrania dwóch sezonów w lidze, ciągle mi jej brakowało. Szczególnie po ostatnim, który był dla mnie dosyć trudny. Chcę być częścią tej ekipy, kolejnej mistrzowskiej ekipy Lakers. Chciałbym aby to się wydarzyło. Wszystko jednak w rękach zarządu (który ma opcję przedłużenia z nim umowy).

Następny w kolejce był Brandon Ingram, dla którego początek pierwszego sezonu w NBA był niezwykle trudny. W ostatnich miesiącach jednak, były gracz Duke czuł się coraz lepiej na parkiecie, dzięki czemu poprawił skuteczność, a nawet zaliczył kilka efektownych wsadów. W marcu i kwietniu udowodnił wszystkim, że tkwi w nim prawdziwy potencjał, a Jeziorowcy po prostu powinni dać mu czas. Jak na razie, po kilku pojedynkach z najlepszymi skrzydłowymi, Brandon nauczył się przede wszystkim ich nastawienia. Wie, że jego też musi być takie samo, aby był skutecznym zawodnikiem.

Oni (Kawhi Leonard, LeBron James, Kevin Durant) potrafią wykorzystać każdy twój błąd i zaatakują obręcz, gdy tylko będą mieli okazję. Na początku za bardzo czułem respekt wobec tych gości. Później jednak uzmysłowiłem sobie, że ja też jestem w stanie grać na tym samym poziomie co oni, dzięki czemu częściej atakowałem rywali. Stałem się bardziej agresywny.

Ingram przyznał także, że w porównaniu do NCAA, w NBA gra się szybciej (po części przez 24-sekundowy zegar), sama gra jest bardziej inteligentna, a do tego w lidze jest wielu atletycznych graczy. Żeby dobić do tego samego poziomu, Magic i Rob zaproponowali mu, aby potrenował trochę z Kobe Bryantem w czasie offseasonu. Skrzydłowy Lakers przyznał, że Black Mamba kontaktował się z nim już na samym początku sezonu i wszystko wskazuje na to, że popracują trochę razem w nadchodzące lato. Ponadto zaznaczył on, że nie obchodzi go na jakiej pozycji ma grać – chce po prostu pomóc drużynie i pod tym względem ma pełne zaufanie do swojego szkoleniowca.

Nieważne na jakiej pozycji wystawi mnie Luke Walton. On wie co robi. Jest prawdziwym trenerem zawodników. Pozwala ci na wiele w trakcie meczów. Wierzy w twoje umiejętności i daje ci się wykazać, zrobić coś po swojemu.

Tuż po tym z dziennikarzami spotkał się właśnie Luke Walton, który tego dnia usłyszał od zawodników wiele ciepłych słów na swój temat. W porównaniu do poprzedniego sezonu, Lakers wygrali o dziewięć spotkań więcej, choć w pamięci fanów zostanie przede wszystkim początek rozgrywek (10-10 po pierwszych 20 meczach) oraz jego końcówka (5 zwycięstw w sześciu konfrontacjach). Luke jak sam przyznał, jest dobrej myśli co do przyszłości Jeziorowców. Wierzy w pomysł i plan Magica Johnsona oraz generalnego menedżera zespołu – Roba Pelinki. Wydaje mu się, że podobnie jak on, oni również wierzą w młody trzon ekipy z Kalifornii. Cieszy się także z faktu, że zawodnicy chętnie przychodzą na treningi i chcą się stawać lepszymi.

Luke Walton podczas Exit Interviews w ośrodku szkoleniowym Lakers

Szczególnie dużo uwagi Walton poświęcił Brandonowi Ingramowi, który według niego, obecnie jest dużo lepszym graczem, niż na samym początku rozgrywek. On także chce aby ten niski skrzydłowy współpracował z Kobe Bryantem, żeby lepiej zrozumieć jak myślą najlepsi gracze w NBA.

On może się sporo nauczyć od kogoś takiego jak Kobe, który wiele przeszedł w tej lidze, a jego umiejętności techniczne są znacznie lepsze od moich, czy kogokolwiek innego w naszym sztabie.

Oprócz tego Luke odniósł się także do sytuacji World Peace. Przyznał bowiem, że poinformowanie Metty o planach organizacji nie było wcale łatwe ale przy okazji zaznaczył, że jeżeli ten chciałby wrócić do zespołu w nowej roli (trenera, specjalisty od spraw rozwoju graczy), to wszyscy powitają go z otwartymi ramionami.

Metta był dla mnie kimś więcej niż tylko zawodnikiem, którego trenowałem. Jest moim przyjacielem i dawnym kolegą z drużyny, z którym wygrałem mistrzostwo.

Władze Jeziorowców są jednak pewne co do tego, w jaką stroną chcą, aby zmierzała ich drużyna. Otwarcie mówił o tym Rob Pelinka, który pojawił się tuż po Waltonie. I to bez względu na to, czy organizacji uda się zatrzymać wybór w pierwszej trójce draftu, czy też nie. On i Magic mają plan jak wskoczyć na kolejny poziom i za jakiś czas wygrać mistrzostwo.

Mam jedną zasadę – jeżeli ktoś nie chce zmierzać do doskonałości, to go tutaj nie będzie. Dotyczy to nie tylko zawodników ale także mnie, czy sztabu szkoleniowego. Wszyscy współpracujemy ze sobą i powinniśmy zawsze dawać z siebie wszystko.

Ponadto powiedział dziennikarzom, że część młodych zawodników już zadeklarowało swoje plany na offseason oraz jak zamierzają się poprawić. Dla przykładu D’Angelo Russell chce skupić się na defensywie, Julius Randle na swojej sylwetce, a Brandon Ingram chce być lepszy pod względem mentalnym i lepiej wykorzystywać swoje umiejętności. W osiągnięciu tego może pomóc legenda Lakers – Kobe Bryant.

Kobe jest otwarty na podjęcie współpracy z wieloma młodymi zawodnikami, nie tylko Ingramem. Bryant od kiedy tylko przyszedł do ligi, to chciał myśleć i grać jak najlepsi gracze (głównie Michael Jordan). Teraz więc, to on chce się podzielić swoimi doświadczeniami z naszymi zawodnikami i przekazać im całą swoją wiedzę.

Oprócz tego Pelinka odniósł się do możliwości ściągnięcia do ekipy gwiazdy w okresie free agency. Co prawda nie wie czy uda się to teraz, za rok, czy za dwa lata (oraz kto to będzie) ale wierzy w to, że wolni agenci będą chcieli grać dla złota i purpury. Już teraz bowiem widać, że 16-stokrotni mistrzowie NBA powoli wracają na właściwe tory, co powinno zachęcić gwiazdy na rynku free agency, do podpisania umowy z Jeziorowcami.

Póki co Lakers będą skupiać się głównie na rozwoju młodych, w tym Ivicy Zubaca, który niespodziewanie namieszał w rotacji Luke’a Waltona. Jako 19-latek Zubac zaskoczył wielu ekspertów swoją grą i dojrzałością. Znalazł się na drugim miejscu wśród pierwszoroczniaków pod względem skuteczności z gry (52.9%), a jako członek pierwszej piątki, notował zazwyczaj 10.6 oczek i 5.3 zbiórek. Niestety ostatnie siedem spotkań opuścił z powodu kontuzji stawu skokowego ale jak sam mówi, czuje się już dobrze, a jego kostka ma się dobrze. Gdyby sezon nadal trwał, to na pewno wróciłby już do gry.

Ivica Zubac podczas Exit Interviews w ośrodku szkoleniowym Lakers

Zubac planuje spędzić całe lato w Los Angeles, a w lipcu wziąć udział w NBA Summer League. Bez dwóch zdań chce zostać regularnym członkiem pierwszej piątki i wygryźć z tej pozycji Timofey’a Mozgova. Wie jednak, że będzie to trudne, a poza tym ważniejsze od własnych minut, jest dla niego oczywiście dobro drużyny.

Ten, któ bardziej pomoże zespołowi w notowaniu kolejnych wygranych, będzie rozpoczynał mecze. Naszym celem w przyszłym roku jest bowiem awans do playoffs. Osobiście planuję spędzić sporo czasu nad poprawieniem swojej szybkości i dzięki temu lepiej poruszać się po parkiecie i wykańczać akcje.

Zaraz po Chorwacie o swoim sezonie opowiedział dziennikarzom David Nwaba, który znalazł się w składzie Lakers w dużej mierze dzięki Magicowi Johnsonowi. Prezydent do spraw operacyjnych zespołu docenił jego starania oraz grę w defensywie w D-League i zdecydował się dać mu szansę. Ten ją wykorzystał i pojawił się w sumie w 20 meczach NBA, wykazując się przede wszystkim we wspomnianej obronie.

Magic i Rob byli zadowoleni z tego, jak wypadłem, szczególnie po bronionej stronie parkietu. Muszę jednak popracować na rzutem zza łuku oraz sprawowaniem kontroli nad piłką. Na tym właśnie się skupię w lato. Jestem szczęśliwy, że otrzymałem taką szansę od organizacji i ją wykorzystałem. Wiem, co muszę zrobić, aby grać razem z najlepszymi w lidze.

Nwaba bardzo lubi grać w defensywie i starać się ograniczać poczynania rywali. Bez względu na to, czy gra przeciwko rozgrywającym, rzucającym obrońcą, czy też niskim skrzydłowym. Przeciwko graczom z pozycji numer trzy, lubi wykorzystywać swoją szybkość, a z kolei jeżeli chodzi o rozgrywających, to w ich przypadku chętnie korzysta ze swoich warunków fizycznych.

Bez dwóch zdań jestem w stanie bronić na poziomie NBA. Na początku trochę za bardzo szanowałem wielu zawodników ale potem zdałem sobie sprawę z tego, że przecież jest to ten sam sport, co w D-League. Co prawda gra się nieco szybciej ale nie jest to dla mnie problemem.

Przedostatnią osobą, która pojawiła się w El Segundo, był Larry Nance Jr. Silny skrzydłowy Lakers ma za sobą naprawdę udany sezon. Notował średnio 7.1 oczek, 5.9 zbiórek i 1.3 przechwyty. W porównaniu do debiutanckiego sezonu, polepszył się właściwie w każdym elemencie gry. Na dodatek zaczął też w końcu trafiać z dystansu, gdzie celnie zakończył 10 na 36 oddanych prób. Poza tym w kwietniu często grał na pozycji centra, co miało wpływ na zaliczenie trzech double-double i zapisanie średnich na poziomie 10.3 punktów, 9.6 zbiórek i 2 przechwytów.

Czuję, że poprawiłem się w wielu aspektach ale nadal przede mną jeszcze sporo pracy. Szczególnie chciałbym poprawić grę w obronie jeden na jednego. W tym celu zamierzam przejrzeć sporo taśm video z Draymondem (Greenem) oraz Kawhi (Leonardem). Chcę być brany pod uwagę przy rozmowie o Najlepszym Defensywnym Graczu Roku.

Poza tym Larry wprost powiedział, że cieszy się z tego, że sztab szkoleniowy wreszcie pozwolił mu (i Randle’owi) rzucać z dystansu. Obaj zawodnicy nad trójkami pracowali przez cały sezon, a po trafieniu kilku w meczu, uwierzyli że mogą być naprawdę dobrzy w tym elemencie. Ich trójki bez wątpienia pomogły też Jeziorowcom wygrać kilka ostatnich spotkań w sezonie zasadniczym.

Jestem zadowolony z tego, jak zakończyliśmy sezon. Pokazaliśmy wszystkim, w jakim kierunku zmierzamy i jak dobrzy będziemy w przyszłości.

Tegoroczne wywiady końcowe zakończył D’Angelo Russell, który swój ostatni mecz w sezonie rozegrał 9 kwietnia przeciwko Minnesocie Timberwolves. W tym pojedynku miał on nie wziąć udziału z powodu śmierci swojej babci ale zdecydował się zagrać dla niej i… trafił zwycięską trójkę równo z końcową syreną. W ogóle po przerwie na All-Star Weekend combo-guard Jeziorowców wyglądał naprawdę dobrze. Zdobywał zazwyczaj 18.5 punktów na 42.5% skuteczności, grając przede wszystkim jako rzucający obrońca. Do tego udało mu się zanotować nawet 40 oczek i to przeciwko mistrzom NBA – Cleveland Cavaliers.

Mimo to Russell wie, że nie grał na tym samym poziomie przez cały sezon. Zbyt często zdarzało mu się dobre spotkania przeplatać słabszymi i jest to coś, co musi wyeliminować w kolejnym roku. Chce bowiem, aby drużyna zawsze mogła na niego liczyć, a on regularnie pomagał jej w zdobywaniu punktów. Wspomnieli też o tym na rozmowie z nim Magic i Rob, którzy ponadto chcą, aby D’Angelo lepiej przewodził swojej ekipie i popracował nad swoim ciałem. Zgadza się z tym sam Russell, który dodatkowo planuje także popracować nad swoją defensywą.

Exit Interviews wzięło udział w sumie 14 graczy złota i purpury. Zabrakło w nim tylko Luola Denga, który w związku z odsunięciem od składu Lakers w ostatnich meczach, zdecydował się inaczej wykorzystać swój wolny czas. Ostatnio jednak porozmawiał przez chwilę z Markiem Mediną i w ten sposób poniekąd podsumował ostatni sezon. Zdaje on sobie sprawę z tego, że nie był tym samym zawodnikiem, co choćby w Miami Heat i liczy się z tym, że może zostać wymieniony. Podobno Magic Johnson i Rob Pelinka powiedzieli mu wprost, że zrobią to, co będzie najlepsze dla drużyny. Sudańczyk to rozumie ale przy okazji zaznacza, że jeżeli ma być bardziej produktywny, to powinien częściej grać na czwórce.

Nie jest to chyba żadnym zaskoczeniem. Przecież już przed startem rozgrywek 2016/17 sugerowano, że Luke Walton powinien grać Dengiem właśnie na pozycji silnego skrzydłowego i tym samym rozciągać defensywy rywali. Zresztą w Heat Luol również grał jako czwórka i przez to spisywał się naprawdę solidnie. W Jeziorowcach trudno było mu się przystosować do nowej ofensywy i to na pozycji niskiego skrzydłowego, która wymaga od zawodnika innego stylu gry, niż podkoszowy. Na szczęście podobno Walton zgadza się z Dengiem i również dostrzegł ten problem, a w przyszłym sezonie ma zamiar częściej wystawiać go jako czwórkę. Oczywiście pod warunkiem, że Luol zostanie w ekipie 16-stokrotnych mistrzów NBA.

Skomentuj