Wywiady końcowe: sezon 2015/16

Opublikowane przez , 28 kwietnia 2016 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Dwa tygodnie temu, następnego dnia po ostatnim meczu w sezonie zasadniczym Los Angeles Lakers, zawodnicy złota i purpury, Byron Scott oraz Mitch Kupchak udzielili końcowych wywiadów mediom, w których podsumowali rozgrywki 2015/16. Jak można łatwo się domyślić – nikt z nich  nie był zachwycony tym, jak spisała się drużyna i miejscem, które zajęła w ligowej tabeli. Na szczęście środowy występ Kobe’ego Bryanta w starciu z Utah Jazz i jego 60 oczek na chwilę nieco przyćmiło słabą grę Jeziorowców, a dziennikarze każdej osoby zadawali pytania związane z Black Mambą. Ten z kolei był nieobecny podczas Exit Interviews ale to oczywiście dlatego, że zdążył udzielił obszernego wywiadu tuż po meczu z ekipą z Salt Lake City (link). Za to wiele ciekawego do powiedzenia mieli jego koledzy – przede wszystkim Nick Young, D’Angelo Russell, Julius Randle, czy też Brandon Bass. Wypowiedzi Byrona Scotta i Mitcha Kupchaka również były interesujące, choć z perspektywy czasu, nie każde chyba były szczere.

Jako pierwszy do dziennikarzy wyszedł Lou Williams – były Sixth Man of the Year. Lou w swoim pierwszym roku gry w Los Angeles zdobywał średnio 15.3 oczka na mecz, rzucając na 40.8% skuteczności, w tym 34.4% zza łuku. Choć jego procent z gry nie imponował, tak jednak na uwagę zasługuje fakt, że najczęściej wśród wszystkich graczy z Miasta Aniołów stawał na linii rzutów osobistych (zazwyczaj oddawał 6.3 próby warte jeden punkt). Mimo to Sweet Lou przyznał, że ciężko jest szukać pozytywów z ostatniego sezonu. Pod wrażeniem był za to zdobycia przez Bryanta 60-ciu punktów, co było dla niego wielkim zaskoczeniem i wręcz czymś magicznym.

Po raz pierwszy w mojej karierze doświadczyłem czegoś takiego. To było niewiarygodne…

Lou ponadto stwierdził, że w zespole jest wielu utalentowanych, młodych zawodników ale muszą oni każdej nocy tak samo starać się wygrywać mecze. Williams miał bowiem czasami wrażenie, że brakowało tej zawziętości i rywalizacji między poszczególnymi graczami.

Kolejnym przepytanym Jeziowocem był Metta World Peace. 36-latek poprzedni rok spędził zza oceanem lecz postanowił wrócić do NBA i nauczyć kilku zagrań m.in. Juliusa Randle’a. A poza tym mógł ponownie zagrać u boku z Kobe Bryantem, z którym się bardzo dobrze zna. W ostatnim wywiadzie przyznał, że w spotkaniu z Utah Jazz, wszyscy chcieli aby Kobe rzucił jak najwięcej oczek. Bryant z kolei oczekiwał od wszystkich tego wieczoru, że dadzą z siebie wszystko i zostawią na parkiecie krew, pot i łzy. Według Metty jednak, tylko Vino grał w ten sposób ale to na szczęscie wystarczyło do odniesienia zwycięstwa.

Jeżeli natomiast chodzi o niego samego, to jak sam przyznał, jest z siebie zadowolony i dumny, że nadal może być częścią tej ligi.

Ogólnie moja kariera była solidna. Co prawda już dawna powinienem wylecić z ligi, mając na uwadze obecny styl gry, ale udało mi się pokonać słabości i skupić na grze. Jestem dumny z siebie, że nie popadłem w depresję podczas złego odżywiania się, picia itd. Udało mi się pokonać te wszystkie słabości.

W przyszłości niewykluczone, że World Peace zajmie się… trenerką! Ostatnio w każdy weekend jest coachem w lokalnej szkole średniej, więc niewykluczone, że jak nadarzy się okazja w NBA, to postara się zaręcić w jakimś zespole.

Następnie z mediami spotkał się inny weteran – Brandon Bass, który ma już na swoim koncie 11 rozegranych sezonów w NBA. W sieci zdążyły się już jednak pojawić plotki, jakoby miał on zrezygnować ze swojej opcji i w lato znaleźć nowego pracodawcę. Wskazywać też na to może jego wypowiedź z Exit Interviews. Bass na początek przyznał, że ma zamiar spotkać się ze swoim agentem i przedyskutować jego przyszłość w lidze. Wspólnie zastanowią się na tym, co będzie dla niego oraz jego rodziny najlepsze. Mimo jednak słabego sezonu, Brandon potrafił czerpać z niego radość. Był bowiem bardzo wymagający i miał okazję sprawdzić się w nowym otoczeniu i roli.

Przez pierwszy miesiąc lub dwa, wywierałem presję na sobie i grałem szaleńczo, stąd moja słaba forma na początku sezonu. Później jednak się dostosowałem, zacząłem grać lepiej i czuć się bardziej pewny siebie. Zacząłem traktować to wszystko jak wyzwanie. Dlatego właśnie wydaje mi się, że zakończyłem rozgrywki zaliczając naprawdę niezłe występy.

Brandon stwierdził także, że może grać na każdej pozycji – tak bardzo kocha koszykówkę, że nie ma to dla niego znaczenia jaka będzie jego rola na parkiecie. Przypomniał także wszystkim, że w Dallas i w Bostonie miał okazję grywać jako center, stąd też nie czuł się niekomfortowo, gdy Byron Scott poprosił go o to samo w Lakers. W kolejnym sezonie z kolei, myśli o sporadycznym występowaniu na trójce. Trudno jednak powiedzieć, czy w Jeziorowcach.

Dostrzegam tutaj początek przebudowy. Myślę, że nasze doświadczenie pomogło tym młodym graczom. Metta, Lou, ja, Kobe – wszyscy w jakiś sposób na nich wpłynęliśmy. Wydaje mi się, że przyszły rok będzie dla nich dobry. A szczególnie dla Juliusa, który ma za sobą świetny sezon. Musi się jednak nauczyć czytać grę po obu stronach parkietu oraz tych wszystkich detali. Wtedy będzie jeszcze lepszy i po prostu będzie mu łatwiej się odnaleźć. Tak samo JC. Oni są bardzo utalentowani i jak nabiorą doświadczenia, to wskoczą na zupełnie inny poziom.

Następny w kolejce był Nick Young, który w zasadzie nie miał za dużo do powiedzenia. Przyszłość Swaggy’ego P w Los Angeles jest już raczej policzona. Po incydencie z D’Angelo Russellem, słabej formie (FG 33.9%) i myśleniu o wszystkim innym, tylko nie o koszykówce, Young raczej nie będzie w przyszłym sezonie Jeziorowcem. On sam zresztą powiedział, że nieważne gdzie, ale chce grać.

To był ciężki rok ale postaram się z tego wydostać. Cieszę się, że Kobe miał świetną noc ostatnio ale ogólnie to jeszcze bardziej cieszę się z faktu, że ten sezon się już skończył. Nie miałem zbyt wielu okazji żeby zaprezentować swoje prawdziwe umiejętności ale tak to już jest w życiu… Dużo się działo i wiele rzeczy przeszkadzało w skupieniu się na grze.

Po Youngu przyszła kolej na Roy’a Hibberta, z którym wielu wiązało ogromne nadzieje, a ostatecznie były center Indiany Pacers raczej zawodził na parkiecie. Co prawda zagrał on w aż 81 spotkaniach ale notował tylko 5.9 punktów i 4.9 zbiórek na mecz. Wpływ na to mógł mieć styl gry zespołu, gdyż jak sam przyznał, wielkim wyzwaniem jest dla niego dostosowanie się do gry w obecnej lidze.

Nadal próbuję znaleźć odpowiedni sposób, aby jak najlepiej się wpasować. Za miesiąc jednak powinienem być bardziej świadomy swoich umiejętności i miejsca w NBA.

Hibbert ma bowiem zamiar bardzo dużo pracować w to lato. Tak, żeby lepiej pasować do jakiegoś zespołu z ligi. Nic jednak nie wspominał o tym, że zostanie w Los Angeles. Pochwalił za to Larry’ego Nance’a Jr. oraz D’Angelo Russella, z którym miał dobry kontakt i dla których był mentorem. Równie dużo czasu spędził z Juliusem Randle’em oraz Jordanem Clarksonem i był uważany za dobrego ducha w szatni drużyny.

Roy Hibbert podczas swojego ostatniego wywiadu w sezonie 2015/16

W końcowych wywiadach nie mogło zabraknąć również Roberta Sacre, który od dobrych kilku lat powtarza ciągle to samo. Center urodzony w Kanadzie nadal uważa, że może być jeszcze lepszy i pomagać ekipie występując parkiecie. Pragnął zauważyć także, że jego rzut poprawił się na przestrzeni ostatnich lat i że lepiej rozumie defensywne schematy, a w lato skupi się na rozwoju wszystkich aspektów jego gry. Oczywiście bardzo chciałby pozostać w Mieście Aniołów i grać dla Lakers, którzy są dla niego jak rodzina i świetnie go traktują. Ponadto potwierdził także plotki, że on i Metta World Peace są świetnymi kumplami.

Kocham Mettę, jest jednym z najlepszych indywidualistów, jakiego możesz spotkać.

Oprócz Sacre swoje pięć minut miał także Ryan Kelly, który na początku sezonu był stałą częścią rotacji Byrona Scotta ale po kilku porażkach z rzędu, bardo szybko z niej wypadł.

Oczywiście oni (sztab szkoleniowy) uważał, że nie grałem na dobrej skuteczności, szczególnie na dystansie. Nie miałem także okazji dostawać stałych minut, a do tego występowałem na różnych pozycjach. Zawsze starałem się robić to, co najlepsze dla drużyny ale nie tego oczekiwałem po tym sezonie. Mam jednak nadzieję, że udało mi się pokazać, że potrafię wykonać powierzone mi zadanie i udowodniłem, że mogę również grać na trójce.

Kelly zdążył także pochwalić Mambę za jego 60 punktów i powiedział dziennikarzom, że otrzymał od niego koszulkę z autografem, którą prawdopodobnie kupił każdy fan złota i purpury tego wieczoru.

W końcu do pomieszczenia wszedł drugoroczniak – Julius Randle, który zakończył sezon na 10 miejscu pod względem zebranych piłek, z czego na trzecim jeżeli chodzi o zbiórki w defensywie (657). Zajął także 15 miejscu pod względem ilości zanotowanych double-double (34) i ogólnie pokazał się z niezłej strony.

Chcę być świetny. Bardzo staram się wygrywać, wykonać odpowiednie zagranie, znaleźć sposób na funkcjonowanie na parkiecie z innymi. Nad wieloma aspektami gry muszę jednak popracować. Rzut, kończenie akcji prawą ręką, czytanie gry i ogarnięcie tego co się sprawdza w NBA, a co nie. Po prostu muszę się jeszcze wiele nauczyć. Duże znaczenie ma tutaj oglądanie taśm video i wyciąganie odpowiednich wniosków. Jeżeli natomiast chodzi o defensywę, to gra jeden na jednego nie jest dla mnie wyzwaniem. Problemem jest natomiast obrona z dala od piłki, która wymaga lepszego rozeznania, odgadywania zagrań i dostrzegania detali. Nad tym muszę wyjątkowo bardzo dużo popracować.

Jedno z pytań dziennikarzy dotyczyło zdrowia Juliusa ale nie ma się tutaj co martwić. Randle czuje się znakomicie i przyznał, że chciałby aby sezon nadal trwał i mógł grać na parkiecie. Ma 21 lat na karku, ciężki uraz ale już po wszystkim i obecnie myśli tylko o przyszłości. Chce także, aby Kobe Bryant w przyszłości był z niego dumny, co jeszcze bardziej uświadomił sobie po jego ostatnim meczu w NBA.

To dodatkowa motywacja, coś co na zawsze zapamiętam. Starałem się nauczyć od niego jak najwięcej.

Zaraz po Juliusie do dziennikarzy wyszedł inny drugoroczniak – Jordan Clarkson, który zdobywał zazwyczaj 15.5 oczek, trafiając na 34.7% skuteczności z dystansu. Już na samym wstępie Jordan zapowiedział, że jest całkiem pewny tego, że zostanie w Los Angeles. Czuje się tu jak w domu i chciałby coś pozostawić po sobie. To miasto jest dla niego wyjątkowe i czuje miłość od ludzi. Fanów Lakers uważa za najlepszych na świecie i chyba nigdzie nie można poczuć się tak samo, jak w Mieście Aniołów. I to pomimo zaledwie 17 wygranych na koncie. Jordan chce być częścią tej społeczności, a szczególnie po tym, czego doświadczył w ostatnim meczu Kobe’ego w lidze.

To było znakomite, wspaniałe! Niesamowite przeżycie, któer zapamiętam do końca mojego życia. To był wyjątkowy dzień. Rzucił 60 punktów. Niewiarygodne. Na koniec wszystkich nas zjednoczył i po raz ostatni dał nam cząstkę siebie.

Ponadto Clarkson został zapytany także o współpracę z D’Angelo Russellem. Według 23-latka rozwinęła się ona pod koniec rozgrywek i obaj zawodnicy zaczęli lepiej rozumieć się ze sobą na parkiecie. Przed nimi jednak wciąż długa droga.

Jordan Clarkson mówił m.in. o swojej przyszłości w Jeziorowcach

Chwilę po Jordanie, z mediami spotkał się Tarik Black, który w sezonie 2015/16 nie wiedział za bardzo na co może liczyć. Notował średnio 3.4 oczka i 4 zbiórki w 12.7 minut spędzanych na parkiecie (39 rozegranych spotkań na koncie). 24-latek tylko raz przekroczył barierę 10 oczek ale za to zawsze dodawał wszystkim energii wchodząc z ławki, a do tego trafiał na 54.8% skuteczności spod kosza.

Jesteśmy młodym zespołem, który za bardzo jeszcze nie wie, co należy zrobić aby sięgnąć po mistrzostwo NBA i jak się w ogóle dostać do NBA. Jeszcze żaden młody gracz nie przyszedł do ligi i nie powiedział: OK, jestem mistrzem.

Black podzielił się także z dziennikarzami uwagami, jakie mieli co do jego osoby Mitch Kupchak oraz Byron Scott. Chcą oni bowiem, aby był bardziej konsekwentny na parkiecie i przez cały czas dawał z siebie wszystko.

Myślę, że dużo tutaj zależy od dostawania stałych minut i czucia się komfortowo z graczami na parkiecie. Chyba bowiem nikt nie wątpi w to, że każdego wieczoru staram się ze wszystkich sił. Jestem częścią tego młodego składu i chcę się rozwijać razem z resztą.

Zaraz za Tarikiem Blackiem przyszedł D’Angelo Russell – drugoroczny wybór w drafcie 2016 roku. Choć być może niektórzy spodziewali się po nim więcej, tak jednak warto zaznaczyć, że stał się on najmłodszym graczem w historii NBA, który trafił ponad 120 trójek w sezonie (dokładnie 130 na 35.1% skuteczności). Poprzedni rekord należał do Nicka Van Excela (123). 1 Marca z kolei, zdobył 39 oczek przeciwko Brooklyn Nets, co jest czternastą najlepszą zdobyczą punktową w kategorii pierwszoroczniaków, począwszy od 2000 roku. Ustanowił też Lakers rookie rekord pod względem ilości trafień z dystansu w jednym meczu (8). Jasne jest, że Jeziorowcy wiążą się z nim swoją przyszłość i nie będą próbowali go wymienić. Podobno jego końcowe spotkanie z Mitchem Kupchakiem oraz Byronem Scottem przebiegło świetnie i wszyscy zgadzają się co do tego, nad czym powinien popracować w lato (przede wszystkim nabrać więcej masy mięśniowej oraz poprawić grę tyłem do kosza). W końcu w sezonie 2015/16 jego gra wyglądała różnie.

Były wzloty i upadki. To było w ogóle zaskoczenie dla nas, że Kobe postanowił zakończyć karierę… Staraliśmy się jak mogliśmy w tej sytuacji. Dla wielu zawodników była to trudna sytuacja. W kolejnym roku z pewnością lepiej się poznamy i będziemy bardziej świadomi naszych umiejętności i słabości. Ten rok był tylko rozgrzewką. Nie wiedziałem wielu rzeczy, gdy rozpoczynał się sezon. Teraz natomiast zdaję sobie sprawę z tego, nad czym muszę popracować aby stać się lepszym zawodnikiem. Muszę tylko ciężko pracować. A my, tym razem jako drużyna a nie indywidualności, musimy coś wszystkim udowodnić w tej lidze.

Russella do ciężkiej pracy bardzo zmotywowały słowa Kobe’ego, który powiedział mu, że musi dawać z siebie wszystko podczas każdego offseasonu. Porażka nie jest akceptowana w tej organizacji. Trzeba więc tak się starać, aby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Ponadto D’Angelo wspomniał także, że pod koniec meczu z Utah Jazz, Kobe zebrał wokół siebie czterech młodych Jeziorowców i im podziękował, czego rozgrywający Lakers nie bardzo mógł zrozumieć w tamtej sytuacji.

Jego występ był wręcz szalony! Fani Lakers są jednak do tego przyzwyczajeni, a ten mecz był idealnym przykładem charakteru i umiejętności Kobe’ego. To było jedno z najlepszych spotkań, jakie zawodnik NBA może zaliczyć w swojej karierze.

Dziennikarze zapytali 20-latka także o incydent z Nickiem Youngiem i oto, czy udało mu się odbudować zaufanie w szatni. Russell był nieco zdziwiony tym pytaniem, gdyż uważa, że sytuacja w szatni została za bardzo wyolbrzymiona.

Nie uważam, żebym stracił zaufanie moich kolegów z drużyny. Wydaje mi się, że wielu z nich bardzo mnie wspierało w tym czasie, a szczególnie Kobe. W ogóle jego zakończenie kariery, ostatni mecz itp. sprawiły, że poniekąd zapomniałem o tym wszystkim. Jego osoba była bowiem w ostatnim czasie najważniejsza.

Po dość długim wywiadzie Russella, z mediami spotkał się Larry Nance Jr., który chyba stał się ulubieńcem każdego fana złota i purpury. Choć borykał się on z pewnymi problemami z kolanem, tak jednak swój debiutancki sezon może zaliczyć do udanych. Wie jednak, że ma nadal nad czym pracować i chce wykorzystać do tego każdą okazję.

Chciałbym móc grać z tymi młodymi zawodnikami podczas Summer League. Liczę na to, gdyż przyszłość tej drużyny zależy głównie od nas. Zdaję sobie także sprawę z tego, że muszę popracować nad kreowaniem własnego rzutu po dryblingu. Plusem w moim przypadku jest jednak pewność siebie. Wiem, że potrafię trafiać zza łuku, z dalekiego półdystansu itd. Dzięki temu udało mi się zaliczyć solidny rok.

Ważne będzie jednak, żeby Larry w pełni wyzdrowiał i mógł wykonywać ćwiczenia pod pełnym obciążeniem. Podobno lekarze mówią, że jego kolano jest dużo silniejsze niż wcześniej ale Nance Jr. musi się do tego sam przekonać, trenując w spokoju przed kolejnymi rozgrywkami. Póki co w głowie nadal ma wspaniały występ Bryanta, o którym tak prędko nie zapomni…

Podobne odczucia co do pięciokrotnego mistrza NBA ma Anthony Brown, który również przyznał, że ostatnie spotkanie z Utah Jazz, było niewiarygodnym przeżyciem. Tym samym poniekąd zapomniał o swojej rehabilitacji i zdrowiu, z którym jest coraz lepiej.

Jestem w 80% gotowy i zdolny do gry. Za kilka tygodni powinno już być wszystko w jak najlepszym porządku. Nie ryzykowaliśmy, a ja nie przemęczałem się zbytnio przez ten ostatni miesiąc, żeby niczego nie pogorszyć. W przyszłości chce spełnić pokładane w nim nadzieje, a więc być zawodnikiem typu 3&D.

Ostatnim zawodnikiem Lakers, który rozmawiał z dziennikarzami był Brazylijczyk – Marcelo Huertas, który według statystyk PER 36 – rozdawał średnio 7.5 asyst, co oczywiście zapewniło drużynie lepszy ball movement, gdy przebywał na parkiecie. Choć ma on już 32 lata, tak jednak był to dopiero jego pierwszy sezon gry w NBA.

To był trudny rok dla wszystkich – dla całej drużyny jak i dla mnie samego. Na początku sezonu próbowaliśmy dosłownie wszystkiego, żeby zacząć wygrywać… Mimo to starałem się optymistycznie podchodzić do przyszłości, bo wiedziałem, że dostanę kolejną szansę. Co prawda wydaje mi się, że to co robiłem w przeciągu całej mojej kariery (nie tylko w Europie ale również z reprezentacją), potwierdza moją wartość, tak jednak ludzie nie do końca zdawali sobie z tego sprawę. Ja jednak nie mam wątpliwości co do tego, że pasuję do tej ligi.

Huertas mimo wielu lat gry w koszykówkę i długiego sezonu w NBA, nie zamierza rezygnować z gry dla Brazylii. Tym bardziej, że przecież będzie ona gospodarzem tegorocznych Igrzysk Olimpijskich, a on sam uważa, że ma szansę na medal. Muszą tylko poważnie do tego podejść i jak najciężej pracować, aby po raz kolejny przejść do historii.

Następnego dnia z mediami spotkali się były szkoleniowiec zespołu – Byron Scott oraz menedżer – Mitch Kupchak. Pierwszy był oczywiście Byron, który od kilku dni nie jest już dłużej trenerem ekipy z Miasta Aniołów. Tego chyba on sam się nie spodziewał, gdyż jeszcze dwa tygodnie temu był całkiem pewny tego, że zostanie w Jeziorowcach przynajmniej na kolejny rok. Ponadto powiedział, że jest on bezpośrednią osobą, przez co wszyscy wiedzą jakie mają role w zespole i co muszą zrobić, aby zapracować sobie na minuty. Dodał także, że jest znacznie mądrzejszy, niż wielu ludzi uważa… I że chce nadal rozwijać tych młodych graczy.

To nadal jest Los Angeles – bardzo atrakcyjne miejsce, a to nadal są Lakers – jedna z najlepszych organizacji w sporcie. Nasi młodzi zawodnicy muszą nauczyć się ufać sobie nawzajem. Wiele o tym rozmawialiśmy w tym sezonie. Każdy z nich ma wyjątkowe umiejętności ale muszą w końcu zapomnieć o swoim nazwisku na plecach, a skupić się na tym, co widnieje na przodzie koszulki. Staram się im w tym pomóc. Jestem dla nich zarówno trenerem, jak i mentorem oraz ojcem.

Jeżeli natomiast chodzi o D’Angelo Russella, to Scott nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że poczynił on znaczne postępy – pod każdym względem. Przyznał jednak, że jego incydent z Nickiem Youngiem wpłynął negatywnie na drużynę i atmosferę w szatni.

Zaufanie jest kluczem w koszykówce. I gdy się je straci, to trudno jest je odzyskać. Niestety problemy tej dwójki to jest coś, co sami muszą sobie wyjaśnić. Ja im tylko udzieliłem rad, jak powinni zachować się w tej sytuacji. W końcu jesteśmy w Los Angeles i wszyscy nas tutaj obserwują.

Byron Scott zapowiedział, że jest pewny swojej przyszłości w Lakers...

Ostatniego i tradycyjnie najdłuższego wywiadu, udzielił wszystkim Mitch Kupchak, który od kilku lat stara się odbudować potęgę złota i purpury. Na razie jednak z marnym skutkiem, gdyż Jeziorowcy właśnie zaliczyli najgorszy sezon w historii organizacji. Spotkanie zaczął od krótkiego przemówienia w którym powiedział, że bardzo trudno było mu zmazać nazwisko Bryanta z tablicy ze składem drużyny. Potrzebował do tego specjalnego sprayu, gdyż przez 20 lat nie zmieniło ono swojej pozycji. Cieszy się jednak z tego, że w swoim ostatnim występie Black Mamba znów był sobą i przypomniał o sobie całemu światu.

Nie mogę sobie wyobrazić lepszego zakończenia, niż te które nam zaprezentował. To była bardzo wyjątkowa chwila. Jeśli byłeś wtedy w Staples Center, to wiesz o czym mówię. Czegoś takiego już nie zobaczymy. Jeden zawodnik, 20 lat gry. Na początku przestrzelił pięć z sześciu rzutów ale się tym nie zraził i nadal grał swoje. To jest te skupienie, o którym wielu mówi, ta wola walki i determinacja. Dzięki czemu oglądaliśmy bardzo emocjonujący, nieprzewidywalny i dramatyczny spektakl.

Zakończył mecz z 60-cioma punktami na koncie i niemal sam poprowadził zespół do zwycięstwa. Nie wygralibyśmy tego spotkania, gdyby nie on. Jak często to oglądaliśmy w jego karierze? Nie wiem jak mu się to udało – mając na uwadze jego zmęczenie ale zrobił to – po raz kolejny udźwignął ten ciężar. To było spektakularne. W ten oto sposób skończył się pewien rozdział, a jego nazwisko została wymazane z tablicy.

Po wypowiedzeniu się na temat pięciokrotnego mistrza NBA, Kupchak wspomniał o środkach pieniężnych, jakie Lakers będą mieli do wydania. Zapowiedział, że nie wie czy uda im się wykorzystać je wszystkie ale bez wątpienia organizacja jest w lepzsej sytuacji, niż rok (albo dwa lata) temu.

Każdy, kto oglądał mecz w środę, wie co to znaczy grać w Los Angeles i odnieść tutaj sukces. Potencjalnym wolnym agentom sprzedajemy więc nasze miasto, historię, organizację i fanów. W to lato możemy podpisać dwa maksymalne kontrakty albo jeden i do tego około dwóch lub trzech weteranów. Na pewno chcemy dodać kilku graczy do obecnie bardzo młodego trzonu zespołu. Nie mamy jednak zamiaru wydać 60 milionów dolarów na średnich koszykarzy, którzy nie pomogą tej ekipie w przyszłości. Jeżeli natomiast chodzi o backcourt i frontcourt, to teoretycznie skupiać się będą przede wszystkim na frontcourcie.

Wpływu weteranów na drużynę nie należy jednak negować. Kupchak przyznał, że świetną robotę w tym sezonie wykonał Metta World Peace, który był odpowiedzialny przede wszystkim za atmosferę w szatni i pełnił rolę łącznika między doświadczonymi, a młodymi zawodnikami oraz sztabem szkoleniowym. Również D’Angelo Russell został doceniony, przede wszystkim za grę w lutym, kiedy to zarówno zdobywał punkty, jak i świetnie rozgrywał w ośmiu rozegranych spotkaniach. Drużyna będzie jednak musiała zastanowić się nad tym, czy bardziej zrobić z niego scorera, czy rozgrywającego.

Łatwiejsze zadanie trenerzy będą mieli z Larrym Nance’em Jr., którego chyba wszyscy zdążyli już pokochać. Kupchak chce jedynie, aby był bardziej agresywny w ataku i częściej próbować trafiać za trzy punkty z obu rogów na parkiecie.

Na koniec warto także wspomnieć, że Mitch bardzo chwalił Byrona Scotta za jego pracę w takich, a nie innych okolicznościach i był pod wrażeniem jego postawy. Jak jednak pokazał czas, te słowa nie miały praktycznie żadnego znaczenia. Choć akurat chyba nikt nie będzie miał mu tego za złe…

Skomentuj