Wywiady końcowe: sezon 2014/15

Opublikowane przez , 25 kwietnia 2015 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Ponad tydzień temu sezon zasadniczy 2014/15 dobiegł końca dla zawodników złota i purpury. Lakers zakończyli go z bilansem 21 zwycięstw oraz 61 porażek i zajęli 14 miejsce w Konferencji Zachodniej. Był to więc kolejny rozczarowujący rok, w którym ponownie też główną rolę odegrały kontuzje. Był to też pierwszy sezon Byrona Scotta na stanowisku szkoleniowca zespołu i delikatnie mówiąc, nie był on udany. Tak czy inaczej jednak gracze Jeziorowców, jako że ich rozgrywki dobiegły końca, udzielili ostatnich oficjalnych wywiadów w sezonie. Na kilku specjalnie zorganizowanych konferencjach zjawili się prawie wszyscy zawodnicy, którzy reprezentowali barwy 16-stokrotnych mistrzów NBA. Zabrało tylko Steve’a Nasha, który zakończył wcześniej swoją karierę i zwołał już specjalną konferencję oraz… Kobe’ego Bryanta. Black Mamba znów postanowił nie pojawiać się na tego typu wydarzeniu i nie rozmawiać z dziennikarzami o bolesnych dla wszystkich rozgrywkach. Reszta jednak była dostępna, tak samo zresztą jak trener Byron Scott i menedżer Mitch Kupchak. To właśnie ta dwójka miała najwięcej do powiedzenia ze wszystkich przepytywanych i odpowiadała na najciekawsze pytania.

Tradycyjnie jednak zaczniemy od początku. Jako pierwszy wywiadu udzielił rozgrywający Lakers – Ronnie Price, który w sezonie 2014/15 notował średnio 5.1 punktów, 3.8 asyst i 1.6 przechwytów. W sumie rozegrał on 43 spotkania, w których rzucał przeciętnie z 34.5% skutecznością, w tym 28.4% zza łuku. Jego przygoda z bieżącymi rozgrywkami dobiegła końca 22 lutego, kiedy to z powodu kontuzji łokcia musiał poddać się operacji. W swojej końcowej przemowie, Price przede wszystkim podziękował Byronowi Scottowi oraz całej organizacji za danie mu szansy w tym roku i uwierzenie w jego umiejętności. Bardzo dobrze mu się współpracowało z trenerami oraz jego partnerami z drużyny. Nic w tym jednak dziwnego – w końcu gdyby nie Jeziorowcy i ich szkoleniowiec, to Ronnie pewnie nie znalazłby miejsca w NBA. Sam zawodnik zapewne zdaje sobie z tego sprawę, dlatego otwarcie przyznał, że jest gotowy wrócić do zespołu z Kalifornii nawet jako trzeci rozgrywający. 31-latek na pewno spróbuje jeszcze swoich sił w lidze, gdyż po prostu czuje się świetnie, a łokieć ma się bardzo dobrze. Za niecały miesiąc powinien wznowić swoje treningi.

To moja pierwsza operacja w karierze. Miałem więc dużo szczęścia pod tym względem. Przez nią jednak zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo tęsknię za tym sportem. Stało się to już kilka dni po operacji. W to lato więc w całości poświęcę się koszykówce.

Czy jednak Price wróci w przyszłym sezonie w barwach złota i purpury? Tego na razie nie wiadomo. Na pewno jednak ma szacunek Kobe’ego Bryanta, z którym często rozmawiał o dawnych ich bojach oraz kolejnych pojedynkach. Do tego Byron Scott również był zadowolony z jego postawy, więc może domagać się pozostawienia go w ekipie. Szczególnie, że ten nie chce błyszczeć, a raczej chce być wokalnym liderem w szatni i pomagać innym (szczególnie Clarksonowi).

Przyjemność sprawia mi bycie wokalnym liderem w szatni. Nie wiem czy jestem dobrym kolegą, czy też mentorem ale lubię pomagać młodszym zawodnikom. Nigdy nie wiesz co takiego powiesz im, co pomoże im w dalszej fazie ich kariery (…) Musisz mu to przyznać (Clarksonowi)… Dostając tyle czasu na parkiecie – myślę, że to bardzo mu pomogło. Ma wiele umiejętności i ogromny potencjał aby robić wspaniałe rzeczy w tej lidze.

Ponadto Price jest wielkim fanem Scottem, którego szanuje za jego metody szkoleniowe i filozofię. Szczególnie zaimponował mu w nim fakt, że cały czas trzymał się tego, w co wierzy. Według niego to wiele mówi o danej osobie i chętnie chciałby kontynuować ich współpracę. Bez względu na to czy będzie grał, czy też nie.

Ronnie Price (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Po Price’ie przyszedł czas na Wayne’a Ellingtona, czyli kolejnego Jeziorowca, który przedwcześnie zakończył swoje rozgrywki. W porównaniu jednak do wielu innych, Wayne wypadł z gry dopiero w ostatnim miesiącu, kiedy to nabawił się kontuzji ramienia w spotkaniu przeciwko New Orleans Pelicans. Na szczęście Ellington czuje się dużo lepiej od tamtej pory i każdy dzień przybliża go do wznowienia aktywności związanych z koszykówką.

Przez pierwszy tydzień bardzo mnie bolało ale zaczynam się już czuć lepiej. Nie jest to coś, czym się martwię. Często się to zdarza w innych sportach. Nie jest więc to kontuzja, którą powinienem się przejmować.

Bardziej niż urazem, ten rzucający obrońca przejmuje się okresem free agency. Sam Ellington bardzo chciałby wrócić do Lakers ale jak sam podkreśla, w tym biznesie nigdy nic nie wiadomo. Wie jednak co będzie robił podczas offseasonu i na tym też zresztą na razie się koncentruje.

Pragnę poprawić moją umiejętność sprawowania kontroli nad piłką, a także nieco szybciej oddawać rzuty. Podpatrywałem już niektórych strzelców, którzy są naprawdę dobrzy. Poza tym chcę także lepiej potrafić wymuszać faule pod koszem.

Najważniejsze pytania dotyczyły jednak osoby Byrona Scotta. W odpowiedzi na to, dlaczego najlepsze sezony rozgrywał właśnie pod wodzą obecnego trenera 16-stokrotnych mistrzów NBA, Ellington powiedział, że po prostu on i Scott mają ze sobą bardzo dobre relacje. Nie traktują się tylko i wyłącznie jak współpracownicy. Poza tym wydaje mu się, że Scott docenia i szanuje jego zespołową mentalność, przez co też dostaje wiele szans od niego. Osobiście nie ma żadnych zastrzeżeń co do jego pracy w pierwszym roku w Lakers i uważa, że mając na uwadze wszystkie okoliczności, wykonał dobrą robotę.

Pod koniec Ellington odniósł się także do wsparcia jakie otrzymał od wszystkich po tym, jak wrócił do zespołu po krótkiej przerwie związanej ze śmiercią jego ojca. Szczególnie pochwalił Eda Davisa, którego zna od czasu gry w Północnej Karolinie.

Trenerzy, koledzy z drużyny – wszyscy mnie bardzo wspierali gdy wróciłem. Bardzo mi to pomogło skupić się na tym, co kocham robić. Mieliśmy świetną grupę graczy, która bardzo się ze sobą zżyła. Z tego powodu jestem trochę zestresowany tym, że w offseasonie nie będę spędzał z nimi czasu (…) (Jeżeli chodzi o Eda) to jestem prawdopodobnie najbliżej jego osoby. Świetnie było móc znów zagrać razem. Mieć kogoś, kogo zna się od bardzo dawna było bezcenne. Jego wsparcie, rozmowy z nim przez cały czas niewątpliwie mi pomogły.

Po Ellingtonie przyszła kolej na Jeremy’ego Lina, który przede wszystkim przyznał, że miał trudności z dostosowaniem się do nowego systemu i dopasowaniem się do wymagań Scotta. Z biegiem czasu jednak zrobił postęp w tej kwestii i czuł się coraz pewniej. Duży wpływ na to miało to, że Lakers zaczęli zmieniać niektóre rzeczy w związku z tym, że zawodnicy wypadli z powodu kontuzji. Chodzi tutaj przede wszystkim o zmianę ofensywy, która lepiej była dopasowana do Lina (w grze Lakers było widać więcej pick & roli, horns, a mniej Princeton Offense). Według Jeremy’ego to pozwoliło mu rozwinąć skrzydła. Nie oznacza to jednak, że w kolejnym sezonie zobaczymy go w koszulce złota i purpury. W nadchodzące lato bowiem wiele może się jeszcze zmienić.

Wiem jak szybko w tej lidze wszystko się zmienia. Były takie czasy, w których myślałem, że nigdy nie będę jej częścią. Nie wykluczam więc niczego (szczególnie powrotu) ale też nie wiem gdzie będę grał w kolejnym roku.

Póki co więc Lin chce po prostu być w pełni zdrów. Jego kolano ma się dobrze i niedawno wznowił regularne bieganie i ćwiczenia. Jego celem na razie jest możliwość wznowienia gry jeden na jednego. Gdy mu się to uda, to zacznie pracować nad tym, czego oczekują od niego Byron i Mitch.

Trener Scott chce abym, abym bardziej stał się kreatorem dla innych. Mitch natomiast chce abym przedostawał się częściej pod kosz i wykorzystywał moje umiejętności dryblingu.

Swoją drogą Tajwańczyk stwierdził, że wraz z postępem w sezonie, on i Byron zaczęli bardziej się szanować nawzajem, doceniać i rozumieć ze sobą. Na pewno lepiej dogadują się ze sobą, niż na początku rozgrywek, kiedy to Jeremy nie do końca wiedział co ma robić przy Black Mambie.

Jeremy Lin (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Zaraz po rozgrywającym złota i purpury, do dziennikarzy przyszedł Nick Young, który okazał się być jednym z największych rozczarowań w tym sezonie. Swaggy P zresztą doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Swoje zrobiła najpierw kiepska skuteczność, a później także kontuzja kolana, która wyeliminowała go z gry do końca rozgrywek. Young ewidentnie nie był sobą i nie przypominał tego samego zawodnika, który w poprzednim roku urządzał sobie momentami niezłe show na parkietach NBA. Nick nie ma jednak zamiaru się poddawać i z niecierpliwością czeka na kolejny sezon oraz na moment, w którym będzie w 100% zdrowy.

To jest proces leczenia. Będzie w porządku. Od początku sezonu dopadły mnie kontuzje. Przeszedłem swoją pierwszą poważną operację (chodzi o kciuk, którego kontuzji nabawił się w preseasonie). To był więc dla mnie bardzo trudny rok.

Dla zawodnika Lakers był to także trudny rok pod względem słów krytyki, które padały z ust Byrona Scotta. Swaggy P podobno jednak nie przejmuje się tym i stwierdził, że jego szkoleniowiec po prostu chce, aby stał się lepszym zawodnikiem. Gdyby o nim nic nie mówił, to znaczyłoby, że go nic nie obchodzi. Szanuje więc Scotta, który chce aby poprawił swoją umiejętność do oddawania rzutów zaraz po otrzymaniu piłki, a także wykonywał lepsze i dokładniejsze podania. W tym offseasonie wydaje się, że uda mu się osiągnąć te cele.

W poprzednim roku martwiłem się o to, gdzie będę grał. Skupiałem się na okresie free agency i czekałem na to, co się wydarzy. W tym jednak, mogę w pełni poświęcić się trenowaniu na sali.

W ośrodku treningowym Lakers w El Segundo pojawił się także pierwszoroczniak Julius Randle, który zdążył rozegrać tylko 14 minut w sezonie 2014/15. Były zawodnik Kentucky nie uważa jednak, że stracił sezon, z którego starał się wyciągnąć jak najwięcej i znaleźć jakieś jego pozytywy.

Choć nie zagrałem (oprócz 14 minut), to i tak wiele się nauczyłem. Wiele wyniosłem z tego roku. Oczywiście chciałem grać ale tych wartościowych rzeczy, które się nauczyłem przez ten czas, na pewno bym nie oddał nikomu (…) Widzisz bowiem rzeczy z innej perspektywy – cała gra zwalnia dla ciebie. Wygląda ona zupełnie inaczej w TV, niż gdy oglądasz ją na żywo. Zaczynasz wtedy dostrzegać te małe rzeczy.

Randle obecnie czuje się świetnie. Pracuje każdego dnia, biega na bieżni, trenuje w ośrodku Jeziorowców itd. Powoli zaczyna też zwiększać obciążenie. Julius jest bardzo głodny gry i chyba jest to oczywiste. Jak sam przyznał, trudno jest nie móc grać w koszykówkę. Podczas rehabilitacji człowiek zaczyna naprawdę ją doceniać i po prostu za nią tęskni. Na szczęście jednak miał on przy sobie Kobe’ego Bryanta, który okazał się być ogromnym wsparciem.

Po tym jak to się stało, od razu do mnie napisał, że jest ze mną, że takie rzeczy już się zdarzały – nie tylko mu i innym wybitnym zawodnikom ale także pierwszoroczniakom. Przez cały sezon pytał „co u mnie” i udzielał mi wskazówek.

Również wielką pomocą był Paul George, który także przeszedł podobną kontuzję, z powodu której opuścił większość rozgrywek 2014/15.

To było bardzo zachęcające. To jest facet, z którym gadałem naprawdę często. Dodał mi otuchy. Dobrze wiedział przez co przechodzę.

Dla Randle’a najważniejsze były jednak momenty, w których lekarze stwierdzali poprawę w jego nodze i skracali czas powrotu na parkiety NBA. To właśnie one budowały u niego pewność siebie i powodowały, że Julius się nie załamał i cały czas wierzył w to, że jeszcze osiągnie sukces w tej lidze. One pomogły mu przetrwać cały ten proces rehabilitacji i stanowiły dla niego nadzieję na lepsze jutro.

Julius Randle (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Następny w kolejce był Carlos Boozer – były gracz Chicago Bulls, który w pewnym momencie nie mógł pogodzić się z tym, że rozpoczynał mecze z ławki rezerwowych. Podobno jednak C-Booz rozumie już, że swoje najlepsze lata gry ma za sobą, a dobre występy jako rezerwowego sprawiły, że zaakceptował nową rolę i nie ma to już dla niego znaczenia (w 45 meczach zdobywał średnio 11.6 punktów na 50.3% skuteczności z ławki). Ważniejsze jest wygranie mistrzostwa, stąd też wątpliwe jest, aby Boozer miał zostać w Los Angeles.

Wiedziałem, że w pewnym momencie mojej kariery będę musiał dostosować się do roli rezerwowego. (W ostatnim sezonie) były momenty, że świetnie spisywałem się w roli szóstego lub siódmego gracza (…) Mitchowi i Byronowi powiedziałem, że jeżeli będziemy mieli drużynę zdolną do walki, która nawiąże rywalizację z innymi, to chętnie wrócę tutaj.

Skoro już wspomniałem o mistrzostwie to… no właśnie. Carlos przychodząc tutaj miał nadzieję na to, że Lakers będą o coś walczyć – przynajmniej o playoffs. Całe niepowodzenie tego sezonu zwalił jednak na plagę kontuzji. Jak sam powiedział, liczył że Jeziorowcy będą mieli zdrowego Steve’a Nasha, Juliusa Randle’a oraz innych graczy. Ich brak sprawił, że ekipa złota i purpury zawodziła.

Nie byliśmy zdrowi w tym roku i przez to przegraliśmy tyle spotkań. Gdyby nie o to, na pewno bardziej liczylibyśmy się w grze (…) Jako weteran trudno jest mi się pogodzić z tym wszystkim – w końcu ostatnio cały czas o coś grałem. Ale to są Lakers. Długo nie będą w tym dołku.

Jedynym jasnym punktem tego sezonu był jednak Jordan Clarkson, którego silny skrzydłowy Jeziorowców nie mógł się na chwalić. Jak sam uważa, 22-latek może być przechwytem 2014 draftu i powoli wyrasta na gwiazdę. Ma do niego ogromny szacunek m.in za to, że nie boi się rywalizować z (Russellem) Westbrookiem, czy też Stephem Currym.

Kolejnym zawodnikiem złota i purpury, który udzielił wywiadu był Wesley Johnson, czyli osoba, której nie mam zamiaru już poświęcać osobnego artykułu – nawet jeśli jakimś cudem zostanie w Mieście Aniołów. Dlaczego? Myślę, że powody wszyscy znają, a jeśli nie, to odsyłam do jednego z artykułów (link). Wracając jednak do samych wypowiedzi Wesa, to najważniejsza wydaje się być oczywiście kwestia jego przyszłości w NBA. Podobno Mitch oraz Byron powiedzieli 27-latkowi, że podobała im się jego gra i agresja, którą przejawiał. Ogólnie nie mieli nic złego do powiedzenia na jego temat ale chyba też specjalnie nie wychwalali jego osiągnieć. I to by w sumie pasowało do Wesa. On jest bowiem właśnie takim zawodnikiem, który ani się nie wyróżnia, ani też zbytnio nie szkodzi zespołowi. Czy to jednak wystarczy aby otrzymać kolejną umowę od Lakers? Zobaczymy.

Oczywiście sprawy nie układały się po naszej myśli ale to jest powód, dla którego warto tutaj zostać. Chcesz być w takim miejscu jak to, gdy wszystko się zmieni na lepsze (…) W tym roku miałem kilka różnych ról w drużynie. Chcieli żebym skupił się na defensywie i odpowiadał za tę stronę parkietu. Ostatecznie jednak musiałem swoją energię przeznaczać bardziej na atak, z powodu kontuzji Bryanta i innych.

Johnson w nadchodzące lato planuje potrenować sprawowanie kontroli nad piłką, a także zwiększyć masę ciała. Najpierw jednak będzie musiał wyleczyć uraz (skręcona kostka), przez który opuścił dwa ostatnie mecze sezonu. Jak na razie Wesley nadal odczuwa ból w okolicach stawu skokowego i kontuzja jest chyba nieco poważniejszy, niż można było przypuszczać. Oczywiście Wes wróci do zdrowia ale będzie potrzebował na to więcej czasu, niż mogło się wydawać.

Wesley Johnson (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Następny w kolejce był Robert Sacre, czyli maskotka drużyny. Center Lakers już po raz drugi z rzędu z powodu kontuzji, mógł zademonstrować swoje możliwości i liczyć na niezłą ilość minut (średnio 16.9 w każdym meczu) w dużej liczbie rozegranych spotkań. Czy jednak wykorzystał swoją szansę? Mówiąc krótko – nie. Sam gracz uważa jednak inaczej i bardzo chciałby pozostać w Los Angeles i cieszyć się każdą chwilą.

Byłem kiedyś zawodnikiem tylko do treningów, a teraz zacząłem dostawać regularne minuty. Muszę więc tylko ciężko pracować, a wtedy nic nie jest niemożliwe (…) Wiem, że chciałbym być częścią Jeziorowców. To jest jak na razie mój dom i muszę przyznać, ze miałem naprawdę dużo szczęścia móc grać dla Lakers.

Sacre oczywiście planuje w lato popracować nad sobą ale czy będą tego jakieś efekty? Jest to raczej wątpliwe. Tak czy inaczej według zapowiedzi, Rob zamierza przestudiować materiały filmowe, poprawić timing przy blokach, czy też rozgrywanie z elbow. Ponadto chce także całkowicie przemodelować swoje zagrania podkoszowe i ogólnie grę w ataku.

W swoim wywiadzie Sacre przyznał także, że jeszcze nigdy nie był z tak wspaniałą grupą zawodników, a trener Byron Scott miał bardzo pozytywny wpływ na całą drużynę. Uczynił z nich twardszych, bardziej wytrwałych graczy, co po części udało mu się zrealizować dzięki treningowi kondycyjnemu, zorganizowanemu na początku obozu przygotowawczego.

Nauczył nas aby się nie poddawać. Zawsze się na tym skupiał, a także na tym, aby być twardym (również pod względem psychicznym).

Po Sacre do dziennikarzy przyszedł Ed Davis, czyli jeden z najrówniejszych i najlepszych zawodników złota i purpury z sezonu 2014/15. Davis doskonale zdaje sobie z tego sprawę i jak sam przyznał, ma za sobą bardzo solidny rok gry. Robił to, czego wymagał od niego trener i zawsze starał się być najaktywniejszym graczem na parkiecie. Mimo to pieniądze nie będą dla niego głównym wyznacznikiem podczas okresu free agency.

Chciałem po prostu pokazać zespołowi, że potrafię grać. Wcześniej bowiem siedziałem na ławce w Memphis za Marciem (Gasolem) i Zachiem (Randolphem) (…) Byron był konsekwentny co do mojej osoby przez cały rok. Chciał żebym był agresywny na atakowanej tablicy, biegał do kontr, a także bronił dostępu do kosza (…) Chcę więc być tam, gdzie będę czuł się komfortowo, gdzie sztab szkoleniowy będzie mi ufał oraz mnie potrzebował. Nie chcę być w miejscu, w którym będę tylko kolejnym, niepotrzebnym graczem.

Davis w lato zamierza skupić się przede wszystkim na poprawieniu swojej skuteczności z linii rzutów osobistych, a także nad grą na półdystansie. Osobiste są jednak dla niego priorytetem i dopóki ich nie poprawi, to nie zajmie się innym aspektem swojej gry.

Nie zmienię nagle swojego stylu gry w stretch four ale chcę polepszyć się pod względem rzutów osobistych. Muszę poprawić swój rzut. W tym roku trafiałem z 48.7% skutecznością, więc zdecydowanie była ona gdzieś w ogonie ligi. Spędzę więc wiele czasu w sali.

Za Edem Davisem przyszedł Ryan Kelly, który w tym sezonie spędził bardzo dużo czasu na pozycji niskiego skrzydłowego, co delikatnie mówiąc, nie przyniosiło najlepszych wyników. Wydaje się, że Kelly też o tym wie ale na konferencji próbował robić dobrą minę do złej gry mówiąc, że im na więcej pozycjach grasz, tym lepiej. Niemniej jednak podczas offseasonu planuje skupić się na grze jako stretch four i w tym też upatruje swoich szans w NBA.

Myślę, że będę trenować aby być graczem typu stretch four. A jak się uda to spróbuję połączyć to z umiejętnością gry na trójce (…) Wszyscy wiedzieli, że nie była to dla mnie najlepsza opcja (gra jako niski skrzydłowy) ale tego właśnie potrzebowali (…) Tak czy inaczej, w lato chcę stać się konsekwentnym strzelcem z dystansu. Niewielu silnych skrzydłowych w lidze rzuca na 38-40% skuteczności z dystansu. Po prostu więc muszę włożyć w to wiele pracy na sali treningowej. Świetną rzeczą w związku z ćwiczeniem rzutu jest to, że wystarczy oddać wiele rzutów aby go poprawić.

Kelly wypowiedział się także na temat pracy swojego szkoleniowca w jego pierwszym sezonie gry ale powiedział to, co każdy inny zawodnik – Byron spisał się dobrze i w takich okolicznościach, nikt nie mógłby wykonać lepszej pracy.

Myślę, że wykonał naprawdę dobrą robotę jak nikt inny. Zawodnicy walczyli przez cały rok pomimo zmian w składzie. Zachowywali się jak profesjonaliści i trzeba za takie podejście pochwalić sztab szkoleniowy.

Wreszcie do dziennikarzy przyszedł Jordan Clarkson, czyli najjaśniejszy punk tego sezonu w zespole Jeziorowców. 22-latek w ogóle nie przypuszczał, że może rozegrać tak udane zawody. Uważa jednak, że duża w tym zasługa Byrona Scotta za to, że dał mu szansę wyjścia na parkiet i udowodnienia swojej wartości. Clarkson przeszedł długą drogę od pierwszego dnia obozu przygotowawczego ale jego nastawienie do gry przez cały czas było takie samo.

Taką mam właśnie agresywną naturę – wychodzę na parkiet i rywalizuję. Trenowałem w sali przed meczami, ćwiczyłem, starałem się z całych sił. Kiedy nadszedł ten czas, to po prostu go wykorzystałem (…) Nic jednak nie było łatwe. Pozycja (rozgrywającego) w tej lidze jest bardzo dobrze obstawiona. Widzisz ich umiejętności, jak tworzą sobie okazję do zdobywania punktów, jak porozumiewają się ze swoimi kolegami itd. – to było dla mnie świetne doświadczenie, z którego wyciągnąłem wnioski.

Nie da się ukryć, że Jordana w dużym stopniu do dobrej gry motywowało to, że został wybrany dopiero w drugiej rundzie draftu z 46 numerem. Clarkson otwarcie o tym przyznał podczas konferencji. Już od momentu rozpoczęcia NBA Summer League, rozgrywający zespół chciał coś udowodnić wszystkim. Nie patrzył na statystyki – po prostu chciał pokazać wszystkim menedżerom, że popełnili błąd.

Zostałem wybrany w drugiej rundzie – z 46 numerem. Zawsze będzie mi to chodzić po głowie. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym odbył się draft (…) Myślę, że oglądałem go z 10 raz w ciągu roku. Nic jednak nie dzieje się bez powodu.

I to mu się chyba udało, a jego umiejętności doceniło wielu zawodników w NBA (m.in. Zach Randolph). Również jego kolega z zespołu – Carlos Boozer bardzo chwalił jego postawę i porównał go do Russella Westbrooka, o czym wspominałem już wyżej.

To miły komplement ale chcę być sobą i po prostu uczyć się różnych rzeczy od innych obrońców w tej lidze.

Tak jak Jordana chwalą inni, tak on chwali Juliusa Randle’a. Clarkson powiedział mediom, że Randle jest prawdziwą bestią i nigdy nie widział kogoś o tym wzroście, kto tak dobrze sprawowałby kontrolę nad piłką. Jest szybki i potrafi wykreować sobie okazję do zdobycia punktów. Według niego, Julius będzie znakomitym zawodnikiem.

Jordan Clarkson (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Czy również znakomitym będzie Tarik Black? Tego oczywiście nie wiemy ale Black ma potencjał i dostrzegli to Mitch Kupchak oraz Byron Scott. Tarik przybył do Los Angeles pod koniec grudnia i jak sam mówi, tutaj znalazł swój dom i jest szczęśliwy z okazji, jaka się natrafiła. Jego gra dla Jeziorowców znalazła uznanie władz Lakers, którzy pochwalili jego starania i mają nadzieję, że będzie ważną częścią drużyny.

Uważam, że potrafię całkiem dobrze zbierać. Mam wiele zagrań w ofensywie, a w obronie myślę, że mogę kryć graczy od pozycji numer trzy do pięć każdej nocy (…) Chciałbym jednak grać głównie jako silny skrzydłowy. To chcę właśnie robić ale w sezonie (2014/15) nie miałem wyjścia – sytuacja była taka, a nie inna. Ogólnie bowiem brakuje mi nieco centymetrów ale oczywiście mam pewne umiejętności jako center.

Ponadto Black powiedział dziennikarzom, że nauczył się w tym sezonie w NBA tego, że dobrze jest mieć określone, dobrze przećwiczone zagrania, które bardzo trudno zatrzymać i to nawet jeśli obrona się ich spodziewa. Tarik chce mieć takie zagrania w swoim arsenale i czarować obrońców oraz imponować fanom przychodzącym na mecz.

Następny w kolejce był Jordan Hill, czyli jeden z ulubieńców Byrona Scotta, który od samego początku stawiał na jego osobę i zrobił z niego podstawowego centra. Wydaje się, że Scott chciał ośmieszyć Mike’a D’Antoniego i pokazać mu, że popełniał błąd grając Hillem po 20-24 minuty w meczu. Czy ostatecznie miał rację? Raczej nie. Jordan w sezonie 2014/15 notował tylko 12 punktów i 8 zbiórek w każdym spotkaniu, a jego energia nie była taka sama jak rok temu. Wie o tym zresztą sam zawodnik, co przyznał w wywiadzie.

W pierwszym miesiącu grałem z tą energią. Ale grając tyle minut w każdym meczu, zdecydowałem nieco zwolnić tempo i wtedy właśnie moja energia zaczęła ze mnie uchodzić (…) Zaczynałem czuć się zmęczony. To wszystko było dla mnie czymś nowym i nie byłem na to przygotowany. Teraz jednak czuję inaczej i myślę, że lepiej poradzę sobie w tej roli w następnym sezonie (…) Muszę być lepiej świadomy wyzwania jakie jest przede mną i zająć się moim ciałem oraz kondycją.

Wyszło więc na to, że D’Antoni ma rację – Hill jest bardziej efektywniejszy grając mniej minut. Scott w osobistej rozmowie z centrem Lakers nie ukrywał tego, że jest nieco zawiedziony. Liczył na więcej ze strony Jordana, a szczególnie po tym, co pokazał podczas rozgrywek 2013/14. Mimo to oczywiście oboje bardzo się szanują i nadal chętnie współpracowaliby ze sobą. Poza tym plusem Hilla z ostatnich rozgrywek była na pewno jego gra na półdystansie. Treningi rzutowe wreszcie się opłacili, a Jordan dodał do swojego arsenału zagrań właśnie skuteczny rzut z mid-range. Jego rywale nie byli na to przygotowani przez co udawało mu się zaliczać naprawdę niezłe występy w ataku. Minusem tego było jednak to, że chyba Hill aż za bardzo skupił się na półdystansie, przez co mniej punktów zdobywał spod kosza, a także zaliczał mniej zbiórek. Center Jeziorowców co prawda wie o tym i postara się bardziej zbalansować swoją grę, ale także ma zamiar dodać do niej nowy element…

Oddawanie więcej rzutów z półdystansu spowodowało, że zacząłem gorzej zbierać. Ale w każdym roku staram się poprawić swoją grę. Teraz zamierzam nawet popracować nad rzutami z dystansu.

Kolejnym Jeziorowcem był Jabari Brown, czyli zawodnik który najkrócej jest oficjalnie graczem złota i purpury. Brown jest bardzo podekscytowany tym, co czeka go w przyszłości. Na razie planuje nieco odpocząć, po czym rozpocznie swoje przygotowania do ligi letniej. W niej być może weźmie udział wraz z Jordanem Clarksonem, którego bardzo chwalił podczas wywiadu.

Patrząc na niego od początku sezonu aż do okresu po przerwie na Weekend Gwiazd, to widać, że stał się dużo bardziej pewny siebie. Nie boi się oddawać ważnych rzutów.

Zaznaczył także, że nie ma to dla niego znaczenia, że nie został wybrany w drafcie. Nie wszystko jest bowiem łatwe, a droga każdego jest inna. Są gracze, którzy zostali wybrani w pierwszej dziesiątce i ci, którzy znaleźli zatrudnienie dopiero w drugiej rundzie. Każdy z nich musi jednak grać i się starać, żeby zostać w lidze. Tak jak on starał się w NBA D-League i czekał na dzień, w którym dostanie swoje powołanie do NBA. Jak sam uważa, jego kariera nie była usłana różami i miał już za sobą wzloty i upadki, więc był przygotowany na tego rodzaju trudne chwile.

Jabari Brown (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Ostatnim przepytywanym zawodnikiem był Vander Blue, którego tak jak już pisaliśmy wcześniej na Facebooku, przygoda z Lakers być może nie dobiegła jeszcze do końca. Kupchak i Scott byli bowiem zadowoleni z jego gry w końcówce sezonu i stwierdzili, że dobrze poradził sobie mimo tego, że został rzucony na gorący ogień. Choć między D-League a NBA jest ogromna różnica, tak jednak Blue pokazał się z nienajgorszej strony, a według niego samego – w ostatnim spotkaniu pokazał na co go stać. Niewykluczone więc, że zobaczymy go jeszcze w koszulce złota i purpury.

Powiedzieli mi (Byron i Mitch), że zdecydowanie są zainteresowani zobaczeniem mnie ponownie podczas ligi letniej. Na razie jednak wszyscy przygotowują się do offseasonu. Wiem, że to bardzo ważne dla Lakers (…) Dla mnie natomiast to jest najbardziej zwariowany tydzień w moim życiu. Trzy dni temu byłem w Dallas i w życiu bym nie pomyślał, że będę tutaj rozmawiał z wami.

Wreszcie po zawodnikach złota i purpury przyszedł czas na trenera zespołu – Byrona Scotta. W swoim pierwszy roku na stanowisku szkoleniowca Lakers, Scott zdołał poprowadzić drużynę do zaledwie 21 zwycięstw. Oczywiście duży wpływ miały na to kontuzje ale z drugiej strony, już sam początek sezonu nie zwiastował niczego dobrego i osobiście wątpię, czy nawet ze zdrowym składem Jeziorowcy odnieśliby 30 zwycięstw.

Gdy tu przychodzisz to oczywiście chcesz odbudować tę organizację jak najszybciej. Ale po pierwszej rozmowie z Mitchem i Jimem wiedziałem, że nie uda się to zrobić w jedną noc (…) Nie sądziłem, że będziemy drużyną na playoffs ale myślałem, że będziemy blisko ich osiągnięcia. Nie spodziewałem się jednak tak wielu urazów (…) Nie wiem czy możesz się ot tak pogodzić z tym sezonem. Na pewno bardzo byś chciał ale zawsze będzie cię to nękało. Wydaje nam się jednak, że przed nami jest świetlana przyszłość. Mamy wiele do zrobienia, ale także wiele środków (pieniężnych) do wydania oraz wyborów w drafcie.

Lakers na pewno postarają się dokonać wzmocnień w nadchodzący offseason ale trudno powiedzieć, czy skupią się tylko na młodych graczach, czy również na weteranach. Sam Byron chciał mieć mieszankę młodości z dojrzałością. Bardzo lubi mieć w składzie młodych graczy, którzy są głodni gry ale także weteranów, którzy dobrze znają się na swojej pracy i którzy mogą być mentorami dla innych.

To bardzo wiele znaczy dla młodych zawodników. Pomaga im dorosnąć. Przyspiesza cały proces nauki. Przede wszystkim masz nadzieję na to, że (Kobe Bryant) będzie zdrowy przez cały następny rok, gdyż to wiele by znaczyło dla naszych młodych graczy, bo uczyliby się wtedy od najlepszego (…) (Jeżeli chodzi o Bryanta), to z naszej konwersacji dwa dni temu wynika, że dopiero zaczął rehabilitację. Zaczyna podnosić ciężary. Skupi się na bardziej old-schoolowym podejściu, czyli przede wszystkim chce mieć silną podstawę do dalszego działania. Innego dnia gdy z nim rozmawiałem wyglądał dobrze i czuł się świetnie.

Swoją drogą Byron pośrednio przyznał, że żałuje, że grał tyle minut Bryantem ale osobiście nie wie, czy miało to bezpośredni wpływ na uraz, ponieważ Kobe już od jakiegoś czasu zmagał się z barkiem. Tak czy inaczej jednak, jako że musiał opuścić resztę sezonu, to Scott czuje się nieco winny. W przyszłości zapewne będzie kontrolował jego minut i poziom zmęczenia, a także może przestawić go na pozycję niskiego skrzydłowego, która może być dla niego najlepszym rozwiązaniem. Obecnie jednak Scott nadal widzi Black Mambę jako rzucającego obrońcę i w tym wypadku dużo zależeć będzie od draftu i okresu free agency.

Byron Scott (Lakers) podczas ostatniego wywiadu w sezonie 2014/15

Od draftu i free agency zależy także to, jakie Byron dokona zmiany po obu stronach parkietu. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że musi przeanalizować swój system oraz filozofię gry ale najpierw chciałby poznać zawodników, z którymi będzie miał do czynienia.  Na pewno jednak w zespole pozostanie Jordan Clarkson, z powodu którego trener oraz menedżer Lakers są bardzo podekscytowani.

Mitch i ja rozmawialiśmy ze sobą i muszę przyznać, że był bardzo zadowolony z Jordana (…) W pewnym momencie w sezonie kiedy na niego spojrzałem, to powiedziałem sobie: Ten dzieciak potrafi grać i na pewno stanie się jeszcze lepszy, jeśli nadal będzie ciężko trenował. Udało nam się z nim (…) Mamy także innych młodych zawodników (Black, Davis), którzy pokazali się z bardzo dobrej strony w tym sezonie i mogą być z siebie dumni.

Na koniec tradycyjnie z dziennikarzami usiadł Mitch Kupchak aby podsumować cały sezon. Oczywiście niespodzianki tu nie było – menedżer Lakers otwarcie przyznał, że był to rozczarowujący sezon, a przegranie 60 spotkań nie jest żadnym powodem do dumy. Już na początku 2015 roku Kupchak wiedział, że z tych rozgrywek już nic nie będzie, więc postanowiono skupić się na ogrywaniu młodzieży, która może stanowić ważną część zespołu w następnym sezonie. Ogólnie Mitch jest pozytywnie nastawiony do przyszłości i nie przejmuje się dotychczasowymi słabymi wynikami.

Każdy roku mamy ten sam cel – chcemy wygrać mistrzostwo. Możemy momentalnie stać się lepszą ekipą. Jesteśmy w dobrej pozycji pomimo tego, że zaliczyliśmy naprawdę okropny rok. Były jednak dobre momenty w tym sezonie, a nasi trenerzy dobrze się spisali zachowując pewną mentalność tej organizacji i dbając o atmosferę w szatni, nad czym przecież łatwo można było stracić kontrolę.

Takim dobrym momentem był oczywiście Jordan Clarkson, który podobał się Jeziorowcom już od dawna ale nie wierzyli, że uda im się go pozyskać. Gdy nadarzyła się jednak okazja, to nikt nie miał co do tej transakcji żadnych wątpliwości. Według Mitcha, rozgrywający Lakers nieco wolno się rozwijał podczas ligi letniej i obozu szkoleniowego ale wraz z pomocą Steve’a Nasha i innych weteranów, zaczął na siebie zwracać większą uwagę. Kiedy więc na początku 2015 roku było już wiadomo, że Lakers nie awansują do playoffs, to Kupchak odbył rozmowę ze Scottem, po której szkoleniowiec drużyny wstawił Clarksona do pierwszej piątki (23/01/2015 przeciwko Spurs przyp. redaktor). Od tej pory 22-latek z meczu na mecz zaczął grać coraz lepiej. Nic więc dziwnego, że Kupchak z optymizmem patrzy na kolejny draft, chociaż oczywiście nie wyklucza również wymiany picku.

Jeśli nam się poszczęści w loterii, to wybierzemy jakiegoś młodego zawodnika. Za rok, dwa lub trzy powinien się przyczyniać do sukcesów drużyny. Jest jednak również opcja wymiany picku i dostania w zamian jakiegoś weterana (…) To będzie jednak dobry draft. Widziałem wielu niezłych zawodników. Ogólnie mówiąc, to cieszę się, że wezmą udział w drafcie w tym roku.

Po drafcie przyjdzie natomiast okres free agency, w którym Mitch nie ma zamiaru rekrutować wolnych agentów za sprawą przeszłości. Menedżer Lakers zdaje sobie sprawę z tego, że prawie każdy fan NBA, zawodnik tej ligi czy też będący w college’u zna historię tej organizacji ale nie jest to coś, co przyciąga ich uwagę. Jest to ewentualnie niezły dodatek. Podstawą jest jednak przyszłość i to, co zespół może zaoferować danemu zawodnikowi.

Naszą największą zaletą jest miasto oraz fani. Przeszłość i osiągnięte sukcesy również są ważne ale to nie dlatego gracze tutaj przychodzą. Zawsze uważałem, że jeżeli (pod względem finansowym) zaproponujemy komuś taką samą umowę jak inna organizacja, to mamy tutaj przewagę (…) W nadchodzące lato możemy zaoferować jednemu zawodnikowi maksymalną umowę. Będziemy więc bardzo aktywni na rynku wolnych agentów (…) Nie chcemy jednak użyć naszego capu tylko po to, żeby wygrać 40 meczów, co przecież w tym roku nie gwarantowało nawet playoffs. Ciężko pracuje się nad tym, aby stworzyć przyszłość organizacji – bez względu na to czy dokonuje się tego za sprawą wyborów w drafcie, czy tez wymian. Nie chcesz więc pozbywać się (całej elastyczności finansowej), bo po prostu możesz. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę oczekiwania wszystkich, a szczególnie fanów, którzy chcą widzieć jakąś poprawę. Nie jest więc powiedziane, że nasze pieniądze wydamy tylko na jednego gracza z maksymalną umową. Mogą pojawić się także inne możliwości (ulepszenia zespołu) ale nie wiemy jeszcze jakie. Na pewno jednak zawodnicy w tym okresie będą pod bardzo dużą presją (ze strony różnych organizacji) (…) Nie ma jednak takiego jednego planu, który wiesz że zrealizujesz. Zresztą nie wiemy nawet kto będzie w drafcie albo który potencjalny wolny agent, będzie ostatecznie wolnym agentem. Na razie więc możesz tylko jak najlepiej przygotować się do tego offseasonu (…) Mając na uwadze to, jaki sezon mamy za sobą, dobrze byłoby zostać nagrodzonym zawodnikiem z loterii. To byłoby bardzo wartościowe dla nas. Mam nadzieję także, że z pewną przezornością uda nam się w odpowiedni sposób wydać nasze pieniądze.

To na kogo Lakers przeznaczą swoje pieniądze pozostaje na razie zagadką. Nie wiadomo także, czy w składzie pozostanie Ed Davis, którego Mitch bardzo chciałby mieć u siebie ale na razie nie wie jaka będzie jego wartość na rynku. Również pewną zagadką pozostaje Kobe Bryant, co do którego Kupchak na razie nie ma żadnych oczekiwań. Wie, że Black Mamba będzie bardzo ciężko pracował aby wrócić do gry ale trudno mu powiedzieć, czego się po nim spodziewać. Na razie nie to jest najważniejsze dla organizacji, a po prostu zbliżająca się loteria, następnie draft i wreszcie okres free agency. Prawdopodobnie dopiero po tym wszyscy zastanowią się nad tym, jak najlepiej wykorzystać umiejętności Bryanta. Póki co poniżej prezentujemy prawie wszystkie pełne końcowe wywiady złota i purpury z sezonu 2014/15. Tych, którym powyższy skrót nie wystarczył, zachęcamy do oglądania.

Skomentuj