Wesley Johnson i jego niewykorzystany potencjał

Opublikowane przez , 15 stycznia 2015 w Artykuły, Zawodnicy, 1 komentarz

Po przeciętnym sezonie 2013/14 w wykonaniu Wesley’a Johnsona, Los Angeles Lakers raczej nie byli zainteresowani jego usługami. Jim Buss oraz Mitch Kupchak nie mieli w planach podpisania kolejnej umowy z byłym skrzydłowym Suns i Wolves, a ich uwaga była skupiona na LeBronie Jamesie i Carmelo Anthonym. Gdy jednak Jeziorowcy nie zdołali sprowadzić żadnego topowego gracza na pozycji niskiego skrzydłowego, zdecydowano się zaproponowanać kolejny jednoroczny kontrakt Johnsonowi. Tym samym Wes otrzymał od złota i purpury drugą szansę ale jak pokazuje w obecnych rozgrywkach – raczej na nią nie zasłużył. Poprzednie całe lato przepracował pod okiem Kobe’ego Bryanta ale jakoś nie widać efektów jego pracy. Wes znów gra przeciętnie, niczym się nie wyróżnia i ogólnie zalicza kolejny bezbarwny sezon w swojej karierze. I to wszystko mimo tego, że gra przecież w jednej z najgorszych drużyn w lidze, przez co wydaje się, że powinien wyróżniać się na tle wszystkich – tak jak to w poprzednim sezonie zrobił Kent Bazemore. Niestety jednak to tylko teoria, bo w praktyce jest zupełnie inaczej.

Dlaczego akurat piszę o nim? O 27 – letnim zawodniku z Corsicany? Być może dlatego, że czuję się zawiedziony. Po raz kolejny zresztą. Na początku poprzednich rozgrywek Wes mi imponował swoją grą, szczególnie w obronie. W ataku nie wyróżniał się niczym specjalnym, ale w defensywie był wszędzie i choć czasami zdarzało mu się popełniać szkolne błędy, tak często jednak można było liczyć na jego solidną grę po tej stronie parkietu. Później jednak obniżył swoje loty, skończyła się jego seria meczów z przynajmniej jednym przechwytem i jednym blokiem na koncie i właściwie od połowy sezonu 2013/14 nic się nie zmieniło. Johnson nadal nie udowodnił, że jest warty czwartego wyboru w drafcie i prawdopodobnie, już nigdy tego nie zrobi.

Obecnie ten czteroletni weteran, według statystyk PER 36, notuje średnio 11.7 punktów, 4.6 zbiórek, 2 asysty oraz po jednym przechwycie i bloku. Trafia na skuteczności 41.6%, w tym 37.1% zza łuku i 84% z linii rzutów osobistych. W niektórych kategoriach jest niewiele lepszy niż rok temu, a w innych gorszy. Ogólnie jednak Wes właściwie jest tym samym graczem, którym był rok temu. A przecież powinien być lepszy pod każdym względem. W rzeczywistości jednak nie rozwinął swoich skrzydeł w Mieście Aniołów i wydaje się, że po tym sezonie może mieć problem ze znalezieniem zatrudnienia w lidze. Johnsonowi brakuje pewności siebie, ma problem z trafianiem z czystych pozycji, a lock-down defenderem już też raczej nie będzie i to mimo niezłych warunków fizycznych.

Pytania, które eksperci i dzennikarze zadawali sobie w momencie wybierania Johnsona w drafcie (mianowicie: czy będzie potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne, czy będzie regularnie trafiał zza łuku, podejmował lepsze decyzje z piłką itd.), wszyscy nadal sobie je zadają. A to nie świadczy dobrze o zawodniku i jego przyszłości w NBA. Od kiedy Wes trafił do Los Angeles, to może liczyć na regularne miejsce w pierwszej piątce i stałe minuty. Wreszcie można by rzec. Wydawało się, ze stabilność była tym, czego potrzebował Johnson, aby odnaleźć swoją formę. Ale z perspektywy czasu widać, że ona nie wystarczyła i tak naprawdę nie wiadomo, co mogłoby pomóc Wesowi. W końcu nawet Kobe nie był w stanie uczynić go lepszym graczem.

Johnsonowi we wskoczeniu na wyższy poziom nie pomógł nawet trening z Black Mambą

To co rzuca się w oczy, gdy patrzy się na grę Johnsona, jest to, że nie jest w czymś bardzo dobry – za bardzo nic go nie wyróżnia od innych graczy w NBA i prawie w żadnym elemencie nie jest w stanie znacząco wspomóc swojej ekipy. Dla Jeziorowców więc właściwie nie ma znaczenia czy Johnsona gra, czy też nie. On właściwie nic specjalnego nie wnosi do gry i jest to coś, czego chyba żaden zawodnik nie chciałby usłyszeć. Nie będę tutaj przytaczał jego statystyk On/Off the Court, gdyż te mogą nie odzwierciedlać dokładnie jego indywidualnego wkładu w grę (ze względu na Bryanta). Z drugiej strony w ogóle nie muszę tego robić, gdyż brak rozwoju w jego grze po prostu widać gołym okiem. W NBA są zawodnicy, którzy np. beznadziejnie bronią ale każdego wieczoru dostarczają te 10 – 15 punktów z ławki. Tym samym szkoleniowcy znajdują dla nich miejsce i role w składzie oraz wiedzą, czego można się po nich spodziewać. Z Johnsonem jest inaczej i choć na pewno wart jest więcej niż ten jeden milion dolarów, który dostanie za ten sezon gry, to raczej nie są to pieniądze, które organizacje chciałyby płacić za tak słabo rozwiniętego zawodnika w tym wieku i na dodatek nie mającego już chyba żadnego potencjału.

Johnson przede wszystkim nie jest konsekwentny. Jednej nocy potrafi zanotować double-double, by następnej zupełnie zniknąć i przejść obok meczu. To jest jego największym problemem i tak naprawdę, chyba nikt nie wie jak go rozwiązać. Mike D’Antoni i Byron Scott mieli/mają do niego zaufanie, dali mu jasne i proste cele do realizacji na parkiecie, a mimo to Johnson wydaje się być często na nim zagubiony. Ostatnio w starciu z Blazers zdobył 17 punktów i był bardzo jasnym punktem swojej drużyny ale to wszystko tylko po to, aby w spotkaniu z Miami Heat trafić zaledwie 3 na 13 oddanych rzutów i zakończyć pojedynek z dorobkiem sześciu oczek. W 28 minut spędzonych na parkiecie nie udało mu się zdobyć choćby jednego punktu z osobistych…

Ponadto wielkim minusem w jego grze jest szybkość podejmowanych przez niego decyzji. Dla przykładu weźmy rzuty po dryblingu. Często bowiem Wes dostaje pilkę, drybluje i w momencie, w którym powinien oddać rzut sprzed nosa rywala, lub po minięciu go, Johnson się zatrzymuje. Następnie analizuje rozwiązania i dopiero po około 2 sekundach decyduje się jednak oddać rzut, co ma wielki wpływ na jego efektywność. Gdy robi to zza łukiem, to trafia tylko z 17.6% skutecznością, przez co jest jednym z najgorszych shooterów w tej kategorii. Choć Johnson ma przecież całkiem wysokie koszykarskie IQ, wie gdzie się ustawić na parkiecie i ogólnie nie forsuje rzutów, tak jednak często potrzebuje zbyt wielu sekund na podjęcie decyzji i zamiast instynktownie reagować, to wydaje się, że on woli najpierw przeanalizować wszystkie opcje. A to bardzo negatywnie wpływa na jego grę i odbija się na płynności ofensywy całej drużyny.

Wesley Johnson próbujący zachować piłkę w grze

Dużo lepiej wypada za to gdy nie zastanawia się za bardzo nad rozwiązaniem i po prostu po złapaniu piłki, oddaje rzut (catch and shoot). W ten sposób trafia ponad 40% oddawanych rzutów, w tym 41% z dystansu. Różnica między tymi dwoma typami zagrań jest więc ogromna.

Jego jedyną, tak naprawdę dosyć mocną stroną w tym roku, są rzuty z dystansu z rogów. Wes trafia przy nich na solidnej 39% skuteczności (wzrost o 3% w porównaniu do poprzedniego sezonu). To jest właśnie to, na czym powinien się szczególnie skupić, a właściwie on i jego trener – Byron Scott, pomagając mu częściej okupować właśnie te dwa miejsca na parkiecie. W ten sposób być może Johnson byłby bardziej produktywny i regularnie dostarczałby zespołowi punktów. Co prawda nie wystarczyłoby to do tego, aby od razu wychwalać go pod niebiosa ale na pewno słyszelibyśmy więcej pozytywnych opinii na jego temat. Rzeczywistość jest jednak inna i choć swoją postawą, były zawodnik Suns obecnie nikogo nie krzywdzi w drużynie, tak też nikogo nie zachwyca.

Poza tym tak jak pisałem wcześniej – Wes w innych kategoriach jest przeciętny i nic więcej. Przypuszczam, że nie takiej gry w jego wykonaniu wszyscy oczekiwaliśmy. Jego problem z brakiem stabilności jest jednak poważny i powoduje, że nie tylko nie można liczyć na niego każdej nocy ale też, że jakakolwiek praca nad rozwinięciem jego umiejętności, wydaje się być bez sensu, o czym zdążył się już przekonać sam Kobe Bryant. Johnson nie polepszył swojej gry od ostatniego roku i to mimo tego, że drugi sezon z rzędu jest starterem w drużynie złota i purpury. Co to wszystko oznacza? Moim zdaniem to, że Johnson nie dostanie już trzeciej szansy w Los Angeles i że zespół powinien już teraz zatrudnić kogoś nowego, kto być może rozwinie swoją grę w słonecznej Kalifornii. Wesowi się to nie udało ale wśród wolnych agentów jest paru innych graczy, którym warto byłoby dać szansę. Jednym z nich jest Glen Rice Jr., który niedawno został zwolniony z Washington Wizards. Lakers nie mają już nic do stracenia, a w Wesa, po prostu nie warto już inwestować.

1 komentarz

  1. DrJ

    Akurat wczoraj zobaczyłem tak wątek na reddicie http://www.reddit.com/r/nba/comments/2scg6m/your_20142015_average_nba_player_is_wesley_johnson/

    Wes to po prostu przeciętny wingman, a w lidze zdominowanej na tej pozycji przez wielu znakomitych graczy, nie ma miejsca na przeciętność.

Skomentuj