Weekend Gwiazd główną atrakcją w lutym

Opublikowane przez , 4 lutego 2014 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Luty jest drugim miesiącem po kwietniu, w którym Lakers rozegrają najmniej spotkań w sezonie (dokładnie 12). Jest to spowodowane głównie przerwą na All-Star Weekend, która będzie trwała aż sześć dni. Ten okres czasu Jeziorowcy na pewno wykorzystają na wyleczenie wszystkich kontuzji i urazów, gdyż prawdopodobnie żaden z zawodników złota i purpury nie weźmie udziału w wydarzeniach, które w tym roku odbędą się w Nowym Orleanie. Istnieje zatem szansa na to, że od 19 lutego skład Mike’a D’Antoniego będzie dużo zdrowszy niż dotychczas. Do tego czasu zdolni do gry jeszcze przed Weekendem Gwiazd powinni być Steve Nash, Steve Blake, Jordan Farmar, czy ostatnio kontuzjowany Pau Gasol. Oczywiście dla Lakers to nie powinno już mieć żadnego znaczenia, gdyż obecnie okupują 14 miejsce na Zachodzie, a za kilka dni mogą być nawet ostatnią drużyną w swojej Konferencji i jedną z trzech najgorszych w NBA. Niemniej jednak być może ich gra będzie układała się nieco lepiej niż do tej pory, a na ich twarzach zobaczymy choć trochę więcej zaangażowania.

Czwarty miesiąc rozgrywek Jeziorowcy rozpoczną od trzymeczowej serii wyjazdowej. Najpierw zmierzą się z Minnesotą Timberwolves, a następnie polecą zrewanżować się Cleveland Cavaliers oraz stoczyć bój w rodzinnym mieście Kobe’ego Bryanta, czyli Philadelphii. Z trzech wymienionych drużyn najgroźniejsze z pewnością będą Wilki Ricka Adelmana, które walczą o ósme miejsce w Konferencji Zachodniej. Ekipa z Minneapolis w ostatnim czasie jest w średniej formie ale całkiem dobrze radzi sobie w hali Target Center. Ich lider z kolei – Kevin Love nadal prezentuje się fantastycznie i co mecz notuje ponad 25 punktów, 13 zbiórek i 4 asysty, będąc jednym z najbardziej efektywnych graczy w lidze. Poza tym może on liczyć na wsparcie Kevina Martina, który w Minnesocie jest drugą opcją ze średnią na poziomie 19 oczek (FG 43%, 3FG 40%).

Dwa kolejne starcia z Cavs i 76ers powinny być już nieco łatwiejsze, gdyż obie drużyny znajdują się na dole tabeli Konferencji Wschodniej ale oczywiście nie oznacza to, że podopieczni Mike’a D’Antoniego wygrają te rywalizacje. Jedynie pojedynek, który odbędzie się w Mieście Braterskiej Miłości może skończyć się na korzyść koszykarzy z Miasta Aniołów ale tylko pod warunkiem, że ekipie z Filadelfii będzie bardziej zależało na przegranej, niż Lakers,

Po powrocie z krótkiego tripu 16 – krotni mistrzowie NBA zagrają trzy mecze przed własną publicznością, zanim udadzą się na przerwę w sezonie. Najpierw 9 lutego do Staples Center zawitają koszykarze Chicago Bulls, którym Jeziorowcy na pewno będą chcieli się zrewanżować za porażkę w United Center, a dwa dni później czeka ich pojedynek z Utah Jazz. Na dzień dzisiejszy obie ekipy legitymują się podobnym bilansem i te starcie może spowodować, że jedna z nich znajdzie się na gorszej pozycji od drugiej. Bardzo możliwe jest, że tym zespołem będą Lakers, gdyż Jazz są w lepszej formie niż na początku rozgrywek, a ich niski skrzydłowy – Gordon Hayward jest praktycznie wszędzie na parkiecie. Zdobywa średnio prawie 17 punktów, 5.5 zbiórek, 4.9 asyst i 1.3 przechwytów na mecz. Powstrzymanie go oraz Derricka Favorsa powinno być priorytetem dla podopiecznych Mike’a D’Antoniego.

Przed Weekendem Gwiazd do Staples Center przybędzie jeszcze zespół Oklahomy City Thunder, który nie powinien mieć absolutnie żadnych problemów z defensywą Lakers. Dla Kevina Duranta będzie to dobra okazja pobicia swojego rekordu zdobytej ilości oczek, choć dużo tu zależy też od daty powrotu Russella Westbrooka. Durantula (lub Slim Reaper jeśli ktoś woli) był absolutnie bezkonkurencyjny w styczniu, prowadząc Thunder do 12 zwycięstw i notując po drodze 36 punktów oraz po 6 zbiórek i asyst.

Kevin Durant i Okloma City Thunder to obecnie najgorętszy temat w NBA

Następnie Jeziorowców czeka wspomniane już sześć dni przerwy i okazja na odpoczynek oraz przećwiczenie pewnych elementów i wariantów gry. Tymczasem w Nowym Orleanie odbędzie się Weekend Gwiazd, który składa się głównie z Rising Stars Challenge, Slam Dunk Contest, Three-Point Shootout, Skills Challenge, Shooting Stars Competition oraz oczywiście All-Star Game, który będzie 63 meczem w historii All-Star Weekend. Na razie nie wiadomo kto wystąpi w sobotnich konkursach ale znamy za to pierwsze piątki Meczu Debiutantów (link) oraz Wschodu i Zachodu (link). Choć spotkania te nie należą do najtwardszych i najbardziej zaciętych, to z pewnością będą bardziej przyjemne dla oka, niż gra podopiecznych byłego coacha Phoenix Suns. Dla wszystkich fanów złota i purpury tegoroczny Weekend Gwiazd powinien być małą odskocznią od brutalnej rzeczywistości.

Zawodnicy z Miasta Aniołów wrócą do akcji dopiero 19 lutego, kiedy to do Kalifornii przylecą Houston Rockets. Będzie to pierwszy mecz Dwighta Howarda w Staples Center, kiedy Lakers wystąpią w roli gospodarza. Można się zatem spodziewać naprawdę dużej ilości gwizdów ze strony publiczności, którzy wyjątkowo będą chcieli aby ich drużyna wygrała ten mecz. Z wiadomych przyczyn nie będzie to jednak łatwe. Rakiety choć może nie wyglądają jak drużyna, która jest w stanie coś zdziałać w playoffs, to i tak są topową ekipą na Zachodzie. Z bilansem 32 wygranych i 17 porażek zajmują obecnie 5 miejsce w tabeli i są blisko przeskoczenia L.A. Clippers. Na dodatek w ich grze widać poprawę po defensywnej stronie parkietu, a zawodnicy coraz lepiej dogadują się między sobą. Z tych powodów D’Antoniemu przyda się mieć więcej dostępnych zawodników do gry, którzy odciążą w ataku Kendalla Marshalla, Jodie’ego Meeksa i Nicka Younga. Tym samym być może jego podopieczni lepiej będą rozkładać siły między ofensywą, a defensywą i postarają się sprawić niespodziankę. Szkoda tylko, że Kobe Bryant ponownie nie będzie miał okazji zmierzyć się z Rocketmanem ale być może uda mu się to zrobić przy okazji następnego ich starcia, które odbędzie się w kwietniu.

Po tym pojedynku Lakers zmierzą się z kolejnym rywalem, którego po prostu muszą pokonać. Mowa tutaj oczywiście o Bostonie Celtics, którzy przegrali w styczniu w TD Garden 107-104. Zwolennicy złota i purpury na pewno ponownie nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli ich ekipa znów okaże się lepsza od koszykarzy ze stanu Massachusetts. To z kolei powinno być łatwiejsze niż wcześniej. Celtics grają bowiem coraz gorzej i raczej można śmiało powiedzieć, że jest to spowodowane nastawieniem na wysoki wybór w drafcie. Dla Brada Stevensa priorytetem jest teraz ogrywanie Rajona Rondo, a nie wygrywanie kolejnych meczów. Stąd istnieje spore prawdopodobieństwo, że Lakers zesweepują Celtics trzeci raz w ciągu ostatnich pięciu sezonów. Odnoszenie zwycięstw w pojedynkach między największymi rywalami w lidze zawsze dobrze smakuje. Drużyna Mike’a D’Antoni będzie musiała jednak pamiętać o tym, aby nie dopuścić graczy z Bostonu do zdominowania deski, w czym są całkiem dobrzy oraz wyłączyć z gry Kelly’ego Olynyka, który podczas pierwszego starcia zanotował 25 punktów (FG 65%), 5 zbiórek i 7 asyst.

Kobe Bryant i Rajon Rondo, czyli reprezentanci swoich organizacji

Po rywalizacji z Celtics, Lakers zagrają jeszcze jedno spotkanie przed własną publicznością z Brooklynem Nets, którzy byli jedną z najlepszych drużyn w poprzednim miesiącu (10-3), a następnie udadzą się do Indianapolis oraz Memphis. Starcia z Pacers oraz Grizzlies będą prawdopodobnie najtrudniejszymi dla Lakers w drugiej połowie miesiąca. Ekipa Franka Vogela, jak przy okazji ostatniego meczu wspomniałem, są bardzo dobrą drużyną w hali Bankers Life Fieldhouse, natomiast Niedźwiadki po bardzo słabym początku sezonu, wrócili na właściwe tory. Obecnie siedzą na ogonie Dallas Mavericks, wygrywając właściwie każde spotkanie (bilans 8-2 w ostatnich 10 starciach). Jeszcze do niedawna byli oni skreślani przez niektórych ekspertów, a dziś już raczej nikt nie ma wątpliwości, że jeżeli tylko będą zdrowi, to znajdą się w rozgrywkach posezonowych. Duża w tym zasługa nowego ich nabytku – Courtney’a Lee, który notuje prawie dwukrotnie więcej punktów niż za czasów gry w Bostonie Celtics (13.5), grając nieco ponad 31 minut w każdym meczu. Poza tym również udanym wzmocnieniem okazał się być James Johnson, który jest jednym z najlepszych obrońców w zespole, zaliczając do tego 7.9 oczek i 4.5 zbiórek na mecz.

Ostatnim rywalem Jeziorowców w lutym będzie ekipa Sacramento Kings, którzy do Staples Center przybędą 28.02. Finaliści Konferencji Zachodniej z 2002 roku prezentują się na podobnym poziomie co Lakers, przegrywając ostatnich sześć spotkań w styczniu. Gra ich nowego zawodnika – Rudy’ego Gay’a (20.9 oczek, FG 57%, 3FG 47% w ostatnich 10 starciach) nie przekłada się na wyniki drużyny i Kings są nadal kandydatem do jednego z topowych wyborów w nadchodzącym drafcie. Obydwie ekipy będą się zatem prawdopodobnie biły o porażkę w tym starciu, a o końcowym wyniku być może zadecydować skuteczność danego dnia. Ekipa z Sacramento obecnie znajduje się na ostatnim miejscu w lidze pod względem obrony, dlatego prawdopodobnie żaden z oglądających mecz, nie zobaczy twardej walki po tej stronie parkietu. Może jednak za to liczyć na popisy strzeleckie Isaiaha Thomasa (20 punktów, 6.2 asyst), DeMarcusa Cousinsa (22.6 punktów, 11.7 zbiórek) i oczywiście wspomnianego już Gay’a.

Los Angeles Lakers czeka więc ponownie trudny terminarz ale nie powinno to być żadną nowością dla nich oraz wszystkich fanów. W końcu każdy miesiąc wydaje się być nieprzyjemny dla koszykarzy z Miasta Aniołów, szczególnie biorąc pod uwagę wszystkie kontuzje, które dotknęły zespół. Choć na ekipę Mike’a D’Antoniego czeka więcej spotkań domowych niż w pierwszym miesiącu 2014 roku, to większość z tych meczy będzie rozgrywana z wymagającymi rywalami (Bulls, Thunder, Rockets, Nets). Wyjazdy z kolei nie są mocną stroną dla zawodników z Kalifornii i nieważne z kim przyjdzie im się zmierzyć, trudno będzie spodziewać się po nich dobrej postawy. Jak już było wielokrotnie wspominane – Lakers nie tankują celowo. Oni są po prostu za słabi by wygrywać i pnąć się w górę tabeli. Celowe tankowanie może dopiero rozpocząć się przy zdrowym składzie ale nie wiadomo przecież, jak tak długa przerwa od gry wpłynie na postawę rozgrywających Jeziorowców i pozostałych graczy. Może się bowiem okazać, ze będą oni potrzebowali dużej ilości czasu, zanim ponownie będą w stanie grać na takim samym poziomie jak wcześniej. Do tego te wszystkie kontuzje zniszczyły pewność siebie drużyny oraz zaburzyły chemię i chyba jest już niewielu zawodników, którzy widzą sens w dawaniu z siebie wszystkiego w kolejnych meczach. Mimo to obecny miesiąc, ze względu na mniejszą ilość rozgrywanych spotkań powinien być dobrą okazją dla zawodników, do przynajmniej w małym stopniu poprawienia swojej gry i podwyższenia swojej wartości rynkowej. Lakers powinni wyglądać nieco lepiej niż do tej pory i ci, co regularnie oglądają ich występy, być może będą mieli mniej powodów do narzekań.

Skomentuj