W nowy miesiąc z problemami

Opublikowane przez , 2 grudnia 2016 w Artykuły, Zapowiedzi, 1 komentarz

Po 20 meczach rozegranych w ciągu 36 dni ekipa Luke’a Waltona notuje bilans 10-10 i jest w ósemce na Zachodzie, co można uznać za wielki sukces. Tym bardziej, że ta młoda drużyna miała niełatwych rywali, a połowę swoich spotkań rozegrała na wyjazdach. Niestety Lakers wchodzą w nowy miesiąc z wielkimi problemami związanymi z kontuzjami czołowych graczy. Już pod koniec listopada z gry wypadli Russell, Randle i Young, zbiegło się to ze spotkaniami z bardzo silnymi zespołami takimi jak Spurs, Warriors czy Thunder i przyniosło to niestety kilka gorszych występów. Jak chociażby 106-149 z Golden State czy 85-109 z tą samą ekipą, a także mecz, w którym kolejnej kontuzji doznał Young i przydarzyła się porażka z Pelicans. Luke Walton ma nie lada problem jak skompletować pierwszą piątkę i godnie zastąpić swój duet obrońców. Jeziorowcy muszą jednak powalczyć o chociażby jedną wygraną podczas obecnej trasy wyjazdowej, która ma miejsce na przełomie listopada i grudnia. Co jeszcze czeka Lakers w nadchodzącym miesiącu oraz z kim zagrają w świąteczny dzień o tym poniżej.

Grudzień rozpocznie się od wyjazdowego starcia w Toronto. Miejscowi Raptors to druga siła na Wschodzie, lecz ich przewaga nad resztą stawki jest znikoma, a strata do Cavaliers wydaje się duża, a dysproporcje pomiędzy tymi ekipa ogromne. Jedyny kanadyjski klub w NBA pewnie nie podda się do samego końca, gdyż jak przekonali się rok temu w Playoffach przewaga własnego parkietu ma wielkie znaczenie, jednakże wątpię, aby Lebron James i spółka oddali pierwsze miejsce w Konferencji. Toronto po oddaniu Biyombo i Scoli straciło nieco siły pod koszem, tym bardziej, że z gry wypadł ich nowy nabytek Jared Sullinger. Przez to ich gra w obronie nie wygląda już tak fantastycznie jak rok temu. Pozwalają rzucać rywalom aż 104.3 pkt przy 98.2 w ostatniej kampanii. Z pewnością dla Lakers jest to szansa na urwanie wygranej, gdyż dobrze im się gra z zespołami, które gorzej bronią. Lecz nie zapominajmy, że braki w składzie Jeziorowców będą w trakcie tego meczu duże i ciężko będzie im zatrzymać dwóch kanadyjskich liderów Kyle’a Lowry’ego i Demara Derozana.

Zaledwie po 24 godzinach przerwy Lakers już w Memphis będą musieli zagrać mecz z lokalną drużyną. I to będzie bardzo ciężkie starcie. W końcu Grizzlies to czołówka NBA, ostatnio awansowali w tabeli notując 7 zwycięstw w 10 meczach i obecnie są na czwartym miejscu na Zachodzie. Co ciekawe jest to jedyny oprócz Pacers i Blazers klub, który będąc w czołowej ósemce traci więcej punktów niż rzuca. To także trzecia defensywa ligi dająca sobie wrzucić jedynie 97.3 pkt/mecz. Lakers ciężko się gra z Memphis w ostatnich latach, a w tym roku ten team wydaje się jeszcze lepszy po dodaniu do składu Chandlera Parsonsa. Jeśli skrzydłowy wróci do formy po kontuzji Grizzlies będą w stanie zagrozić nawet największym potęgom ligi. Jeziorowcy będą potrzebowali najlepszego meczu w sezonie swoich wszystkich zawodników jeśli chcą wygrać w Fedex Forum, tym bardziej, że spotkaniu nie zagrają na pewno Young i Russell.

Powrót Luke’a Waltona i jego chłopaków do Staples po trasie wyjazdowej nie będzie należał do najprzyjemniejszych. Ich rywalem w meczu, który odbędzie się 5 grudnia będą Utah Jazz. Zespół, który może poszczycić się najlepszą obroną ligi (tracą 93.8pkt/mecz), posiada najlepszego blokującego Rudy’ego Goberta i pokonali już raz w tym sezonie Jeziorowców, ograniczając ich do 89 punktów. Jednakże Jazz są nawet lepsi niż podczas tamtego starcia w Salt Lake City. Do składu dodali swojego lidera Gordona Haywarda i ostatnio notują nawet serię czterech zwycięstw z rzędu. Ciężko będzie się im przeciwstawić bez dwóch swoich podstawowych graczy. Luke Walton będzie miał sporo do przemyślenia, czy aby przypadkiem nie zmienić ustawienia i nie zagrać nisko i szybko, co utrudniłoby Utah tak szczelną obronę.

Pierwszy mecz pomiędzy Lakers i Jazz należał do tych drugi. Czy w grudniu będzie podobnie?

Dwa dni później czyli 7 grudnia Lakers udadzą się do stanu Teksas by podjąć wyzwanie rzucone przez Houston Rockets. Będzie to rewanż za mecz otwarcia, w którym nieoczekiwanie to Jeziorowcy okazali się lepsi. Z pewnością James Harden będzie miał ochotę zmazać złe pierwsze wrażenie i pokazać znienawidzonej przez siebie drużynie gdzie jest ich miejsce. Tym bardziej, że Rakiety od tamtego czasu są na plusie, a ich lider gra jak z nut raz po raz notując double-double. Były obrońca Thunder rzuca średnio ponad 28 punktów i dokłada do tego prawie 12 asyst. Czy można sobie wyobrazić lepszego lidera. Dla Mike’a D’Antoniego pewnie nie, ale inni trenerzy zwracają też uwagę na defensywę, a w tej Harden często odpuszcza i ułatwia swoim vis-a-vis zdobywanie punktów. Jest to szansa dla Lakers, którzy powinni swój atak opierać właśnie na akcjach granych na Hardena. Nie wiadomo czy na to spotkanie wyleczy się Russell, ale Young i Clarkson powinni także grać agresywnie w ataku i wykorzystywać bierność rywala. Rockets można zabić ich własną bronią, czyli szybkim atakiem. Tak też stało się 26 października w Staples. Aby podobny rezultat miał miejsce w grudniowym meczu potrzebna będzie Jeziorowcom dobra skuteczność z dystansu i dużo zbiórek.

Kolejne dwa spotkania Lakers zagrają we własnej hali i będą to starcia z Suns i Knicks. Z tymi pierwszymi podopieczni Luke’a Waltona już raz mierzyli się w tym sezonie, również w Staples Center. Wówczas, prawie dokładnie miesiąc wcześniej udało im się przezwyciężyć znakomite indywidualne wyczyny Devina Bookera i wyrwali wygraną. To był wspaniały ofensywny mecz i nie inaczej zapowiada się starcie obu ekip tym razem. Przygotujmy się na szybką i efektowną dla oka grę, z nikłym nakładem sił na defensywę. Co innego spodziewajmy się obejrzeć podczas meczu z klubem z Nowego Jorku. Lakers zmierzą się z Knicks pierwszy raz w trakcie tych rozgrywek. 11 grudnia będziemy świadkami ciekawych match-upów, bowiem zespół ze wschodniej Konferencji dodał kilku bardzo dobrych graczy. Derrick Rose i Joakim Noah mają przywrócić Knicks do playoffs i jak na razie niewiele na to wskazuje. Phil Jackson nie potrafi zaszczepić tej drużynie „trójkątów”, a kolejni trenerzy nie są w stanie wzbudzić w Carmelo Anthonym poczucia bycia mentalnym liderem. Skrzydłowy niby zdobywa średnio ponad 22 pkt/mecz, ale na kiepskiej skuteczności (44% w tym zaledwie 34% z dystansu) i jego gra wygląda gorzej niż młodego kolegi z zespołu Kristapsa Porzingisa. Jeszcze gorzej prezentuje się trzeci z gwiazdorów, były lider Bulls Derrick Rose. Rozgrywający miał być zbawcą Knicks, ale jak do tej pory nie wygląda jak zawodnik sprzed kontuzji. Wydaje się, że już nigdy nie wróci na poziom jak miał w sezonie kiedy zgarniał statuetkę MVP. Jednakże nie zapominajmy, że to wciąż zaledwie 28-letni gracz i ma przed sobą jeszcze wiele lat gry. Dlatego też Knicks, ani Rose’a nie można przedwcześnie skreślać.

12 grudnia, a więc dzień po spotkaniu z ekipą Nowego Jorku Lakers rozpoczną najdłuższą trasę wyjazdową, która zahaczy o wschodnie wybrzeże i obejmować będzie aż siedem spotkań. Wydaje się, że to właśnie dodatni rezultat w jej trakcie może zadecydować o tym, czy Jeziorowcy będą w walce o playoffs. Tym bardziej, że starcia przypadną w większości na te z zespołami niżej notowanymi. Spośród siedmiu ekip jedynie Cavs i Hornets notują dodatni bilans, reszta rywali to niższa półka. A poza teamami z drugiego końca kraju Luke Walton i jego młodzież podejmą Sacramento Kings i to właśnie ten mecz otworzy trasę wyjazdową. Lakers marzy się pewnie taki sam rezultat jak ten z 10 listopada kiedy w nowej hali ograli „Królów”, dzięki znakomitej czwartej kwarcie Lou Williamsa. Jeśli Jeziorowcy zanotują dobre wejście w tą trasę wyjazdową, później będzie już tylko lepiej. Wydaje się, że powrót do gry Russella na te siedem spotkań to jest coś co zaważy o jej powodzeniu. Gdyż bez swojego lidera młoda ekipa Waltona jest chyba skazana na niepowodzenie.

Ostatnim razem Lakers wykonali fantastyczny comeback w pojedynku z Kings

Zaledwie po jednym spotkaniu w Kalifornii Lakers udają się na Wschód – kierunek Nowy Jork. 14 grudnia na Brooklynie odbędzie się rewanż z Nets. Pierwszy mecz Jeziorowcy wygrali, jednakże nie bez problemów. Tymczasem na drugi pojedynek do składu wróci Jeremy Lin, a gospodarze u siebie to zupełnie inny team. Spójrzmy tylko na tabelę i szczegółowe statystyki. W meczach na wyjeździe mają bilans 1-7, we własnej hali 4-5, to tylko świadczy o tym, że będzie to niezwykle zacięty pojedynek. Co więcej na pewno będzie obfitował w dużą ilość punktów, bo obie drużyny często zapominają o defensywie i wszystkie siły rzucają na atakowaną stronę tablicy. Nets już raz w tym sezonie ograli drużynę z Los Angeles, co prawda po dwóch dogrywkach, ale zaskoczyli Clippers, a bohaterem tamtego meczu został nikomu szerzej nie znany Sean Kilpatrick, który korzysta z nieobecności Lina i kolejny już raz w tym roku bije swój rekord życiowy. Powrót podstawowego gracza na pewno podziała na nich motywująco i sprawi, że na mecz z Lakers będą jeszcze silniejsi. Luke Walton musiał się poważnie zastanowić czy nie zagrać w tym spotkaniu niską piątką, aby przeciwstawić się szybkości rywali, czy też może niwelować ich przewagę grając rozważnie w ataku i szczelnie w obronie z Mozgovem na centrze.

Kolejnym miastem jakie napotkają Lakers na swojej drodze będzie Filadelfia. Z Sixers Jeziorowcy zagrają 16 grudnia i ten mecz już na pewno muszą wygrać, jeśli poprzednie dwa zakończą niepowodzeniem. Miejscowa ekipa to najgorszy team ligi obok Dallas Mavericks. Od kilku lat znajdująca się poza czołową ósemkę i dążąca do przebudowy przez draft. Jednakże ich kolejne wyboru okazywały się nietrafne z uwagi na trawiącego ich pecha. Najpierw dwa lata temu urazu doznał wybrany z numerem Joel Embiid, a w tym roku pierwszy pick Ben Simmons. Sixers nastawieni są więc chyba w tym roku, tak jak w latach poprzednich na tak zwane „tankowanie” i czekają już na kolejne rozgrywki. Z pewnością duet Simmons-Embiid wspierany przez grono zadaniowców może zawojować ligę, ale by tak się stało obydwaj muszą być zdrowi. Na razie jedynie drugi z nich gra i to także sporadycznie, ponieważ lekarze boją się ryzykować pełnego obciążenia, sądząc, że stopa do końca się nie zaleczyła. Ekipa z Filadelfii potrzebuje go jednak na dłużej niż na ten sezon, bo jak pokazały spotkania, w których grał Kameruńczyk ma ogromny potencjał. Starcia z Cavs, gdzie przegrali zaledwie jednym punktem czy zwycięskie z Pacers utwierdziły włodarzy Sixers jest to inwestycja na długie lata. Czy zagra z Lakers pewnie dowiemy się tuż przed samym meczem, w innym przypadku rywalem Mozgova będzie Jahil Okafor, który również nie należy do najłatwiejszych.

Zaledwie dzień po meczu z Sixers Lakers polecą do stanu Ohio na spotkanie z mistrzami NBA. Będzie to najtrudniejsze starcie dla ekipy Luke’a Waltona od czasu kiedy podejmowali Warriors. Golden State i Cleveland to ekipy ponaddźwiękowe, poza zasięgiem innych i wydaje się, że w finale dojdzie do kolejnego rewanżu. Nie można odmówić innym walki, lecz w pełnych składach team z Oakland i stanu Ohio to prawdziwe mocarstwa. Jeśli dodamy do tego fakt, że coraz lepiej rozumieją się Love, James i Irving, a ten pierwszy notuje statystycznie najlepszy sezon w Cavs mamy nieciekawy obraz gry dla Jeziorowców. Lakers nie są jeszcze na takim poziomie jak klub Lebrona Jamesa i ich zwycięstwo uznawane by było w kategorii sensacji, chyba nawet większej niż w przypadku wygranej z Warriors bo odniesione w hali rywala. Na pewno kluczem do zwycięstwa będzie przystopowanie Jamesa, nie danie mu zbyt dużej swobody przy rozgrywaniu i strata jak najmniejszej ilości piłek. Cavs w szybkim ataku są zabójczym zespołem, wykorzystują błędy rywali bezwzględnie, a Lebron potrafi bez patrzenia uruchomić kolegów niczym Magic Johnson w czasach Show Time’u. Stąd też zatrzymanie tego pędzącego pociągu ma nikłe szansę, lecz próbować można. W końcu Lakers potrafią zaskoczyć silniejszych rywali o czym przekonali się Bulls czy Warriors.

Lakers podczas jednego ze spotkań w preseasonie

Po niezwykle wyczerpujących starciach w Filadelfii i Cleveland Jeziorowcy dostaną aż trzy dni wolnego, by później udać się do Północnej Karoliny na mecz z drużyną, której właścicielem jest Michael Jordan. Hornets w tym roku walczą o czołowe lokaty na Wschodzie, a wszystko dzięki tak wyrównanej stawce zespołów, oczywiście poza liderem z Ohio. Pozbycie się Ala Jeffersona i Jeremy’ego Lina czyli dwóch liderów przed sezonem uznawano za czyste szaleństwo, jednak Bellinelli i Hibbert, którzy ich zastąpili spełniają swoje zadania. A dzięki temu więcej miejsca mają dla siebie Batum i Walker, grający pierwsze skrzypce w zespole. Charlotte rzucają więcej punktów i grają dużo bardziej efektownie niż rok temu, co przyciąga znacznie więcej fanów do hali i to cieszy Jordana. Lecz awans do playoffs wcale nie jest taki pewny z uwagi na wielką konkurencję na Wschodzie i całą masę ekip, które liczą się w walce o czołową ósemkę. Lakers będą mieli więc kolejny ciężki mecz do rozegrania, tym bardziej, że widownia w Północnej Karolinie nie należy do najbardziej kulturalnej, a fani często wulgarnie odnoszą się także do pracy sędziów wymuszając na nich werdykt. To będzie trudne spotkanie, ale każdy wyjazdowy mecz do takich należy.

Na koniec trasy wyjazdowej Jeziorowcy udadzą się na Florydę, aby podjąć tam w ciągu dwóch dni oba zespoły z tego stanu. Najpierw 22 grudnia zagrają z Miami Heat, którzy są w fazie przebudowy po odejściu Lebrona Jamesa, a tego lata także Dwayne’a Wade’a. Ten ostatni nie otrzymał umowy na jaką zasługiwał i zdecydował się powrócić do rodzinnego Chicago. Tymczasem Heat, a właściwie Pat Riley, bo to on podjął decyzję zostali z niczym. Nie udało im się ściągnąć Kevina Duranta, a Hassanowi Whiteside’owi dali ogromny kontrakt, aby go u siebie zatrzymać i na resztę graczy zadaniowych zabrakło funduszy. Miami zalicza więc fatalny start sezonu i wydaje się, że marzenia o Playoffach trzeba będzie odłożyć na później, a teraz zająć się odpowiednimi wymianami, które mogą wzmocnić team wokół utalentowanego centra. Lakers jeśli się postarają i będą w pełni zdrowi i skoncentrowani są w stanie wyrwać dwie wygrane na Florydzie. Dzień później grają z równie chimeryczną ekipą, która po letnich wzmocnieniach gra niewiele lepiej. I wydaje się, że dodanie do składu Serge’a Ibaki tak wielkim kosztem (Oladipo, Ilyasova, Sabonis) to był ogromny błąd. I nie chodzi wcale o fakt, że Hiszpan gra słabo (choć rzeczywiście w obronie już nie jest takim postrachem), lecz o to, że za rok kończy mu się kontrakt i na pewno nie zostanie w Orlando. To było ogromne ryzyko i ono się włodarzom Magic nie opłaci. Zespół miał z miejsca stać się kontenderem na Wschodzie, a tymczasem wciąż nie potrafi przebić się do ósemki. Biyombo i Ibaka się nawzajem niwelują, nie są w stanie znaleźć wspólnego języka, a Nik Vucević po przyjściu wspomnianej dwójki zupełnie się zagubił. Jedynym jasnym punktem wydaje się być Evan Fournier, który latem otrzymał ogromny kontrakt i teraz spłaca go z nawiązką. Potrzeba jednak czasu aby pozostali gracze znaleźli się na jego poziomie, a tego niestety ekipie Franka Vogela brakuje. Latem będzie ciężko utrzymać w składzie Ibakę czy Jeffa Greena, którzy będą szukać drużyny walczącej o tytuł, stąd też pewnie Magic spróbują poszukać wymiany za któregoś z nich.

Mecz z Magic będzie ostatnim spotkaniem wyjazdowym Lakers w roku 2016. Po powrocie rozegrają oni aż pięć spotkań z rzędu u siebie w tym trzy w grudniu. Najpierw 25 grudnia w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia fanów w Los Angeles czeka prawdziwa koszykarska uczta. Lakers podejmą Clippers i będzie to powrót do wielkiej rywalizacji, która zanikła w ostatnich latach kiedy Jeziorowcy grali dużo słabiej. W tych rozgrywkach jest już inaczej. Młoda ekipa Luke’a Waltona jest w stanie rzucić wyzwanie gwiazdorskiej kadrze Doca Riversa. Ten dzień to będzie nie tylko gratka dla kibiców w Mieście Aniołów, ale także jak zwykle na całym świecie. W końcu to właśnie 25 grudnia pierwszy raz od siódmego meczu finałów spotkają się ekipy Cavaliers i Warriors. Mecz ten poprzedzi starcie nowych-starych znajomych z wschodniej wybrzeża Celtics-Knicks, a następnie NBA przygotowała spotkania Bulls-Spurs i Thunder-Timberwolves. Dopiero na końcu tego ekscytującego dnia rozegrany zostanie pojedynek derbowy w L.A. Będzie to swego rodzaju wisienka na torcie, który zje ten, kto zaprezentuje się lepiej w ataku. Defensywa to drugorzędna sprawa dla drużyn z Los Angeles. Obie rzucają ponad 108 pkt/mecz i nie zamierzają na tym poprzestać. Grają efektownie i kibice ich uwielbiają, a to w Staples jest najważniejsze. Dopiero później liczy się to czy wygrałeś. Bowiem jeśli zagrałeś niewidowiskowo i zwyciężyłem fani o tym zapomną. Takie są prawa rynku i Walton i Rivers o tym wiedzą, dlatego sprezentują 25 grudnia niezłe show, oby tylko nie skradli zawodnikom pierwszoplanowych ról (jak to miało miejsce w starciu z Nets).

D'Angelo Russell vs Chris Paul w świątecznym starciu z 2016 roku pomiędzy Lakers i Clippers

Lakers będą mieli następnie dwa dni na ochłonięcie po meczu derbowym. 27 grudnia również we własnej hali zmierzą się z Jazz. Będzie to już trzeci pojedynek obu ekip w tym sezonie. Pierwszy Jeziorowcy przegrali po niezwykle zaciętym spotkaniu, które obfitowało w ostrą grę, często na pograniczu przepisów. Wynik drugiego jest nam na razie nieznany, bowiem ma miejsce także w tym miesiącu, lecz można się spodziewać, że ekipy przystąpią do ostatniego starcia z wynikiem remisowym. Nie będzie to decydujące spotkanie, gdyż ostatnie planowane jest na 26 stycznia, jednakże warto aby Lakers pokusili się w nim o wygraną. Na dobre zakończenie niezbyt udanego roku 2016 Jeziorowcy podejmą Mavericks, którzy już raz ich w tym sezonie w Staples pokonali. Wówczas podopieczni Luke’a Waltona nie byli w stanie powstrzymać Harrisona Barnesa i po dobrej grze ostatecznie polegli w czwartej kwarcie. Były gracz Warriors wraz z Sethem Currym zdobyli 54 punkty, trafiając 20 z 33 rzutów i byli zabójczy dla Lakers. Dzielnie zastąpili oni kontuzjowanych Williamsa i Noviztkiego, sprawiając małą sensację pokonując Jeziorowców na wyjeździe. Tym bardziej, że później udało im się już tylko raz wygrać na 11 spotkań. Aktualnie Mavs są więc najgorszym zespołem ligi i ciężko przypuszczać aby do 29 grudnia, bo wtedy zostanie rozegrany ten mecz, cokolwiek się zmieniło. Nie wiadomo kiedy składu wróci Dirk, a bez niego drużyna zatraciła pewność siebie. Dość powiedzieć, że Mavericks to jeden z trzech teamów na Zachodzie, który nie jest w stanie rzucać średnio 100 pkt/mecz (ich wskaźnik zatrzymał się na 91.2). Jednak pozostałe dwie ekipy nie dość, że rzucają prawie 7 punktów więcej, to na dodatek specjalizują się w obronie, w czym Dallas również nie jest najmocniejsze. Wydaje się więc, że kluczem do sukcesu Lakers w tym meczu będzie odcięcie od piłki i podwajanie Barnesa, tak jak to robili podczas zwycięstwa z Bulls.

W grudniu Lakers czeka aż 16 pojedynków, w tym aż 10 na wyjeździe. To będzie ciężki miesiąc dla młodych wilków Waltona, tym bardziej, że wchodzą w niego bez dwóch podstawowych zawodników. Bez dwóch liderów. Nick Young i D’Angelo Russell odpoczną od koszykówki około dwa tygodnie, a wcale nie jest powiedziane, że nie więcej. Kluczowy będzie chyba ich powrót na niezwykle męczącą trasę wyjazdową po wschodnim wybrzeżu. Wówczas Jeziorowcy rozegrają siedem spotkań z rzędu w obcych halach i potrzebni będą wszyscy gracze. To będzie chyba przełomowy moment sezonu. Jeśli Lakers to przetrwają być może powalczą o ósemkę i powrót do playoffs po trzech latach. Aby tak się stało koncentracja musi pozostać na najwyższym poziomie. A zdrowie musi w końcu zacząć dopisywać.

1 komentarz

  1. Szczęście w nieszczęściu, że grudniowy kalendarz jest w miarę łatwy. Oby ten bilans 9-7 się sprawdził ;)

Skomentuj