W ataku widać postęp ale w obronie… wręcz przeciwnie

Opublikowane przez , 1 kwietnia 2017 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Tylko dwa zwycięstwa w 14 rozegranych spotkaniach – takim bilansem koszykarze Luke’a Waltona zakończyli przedostatni miesiąc sezonu zasadniczego 2016/17 w NBA. W grze zawodników rzadko było widać zaangażowanie, determinację i chęć zwycięstwa. Jeżeli gracze skupiali się w pojedynczych meczach, to głównie na atakowanej stronie parkietu, a nie na bronionej. To jest coś, do czego chyba wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić przez ostatnie lata. Ponadto szkoleniowiec zespołu zdecydował się wykorzystać ten czas na testowanie różnych wariantów, mieszanie rotacją itp., przez co od jakiegoś czasu możemy oglądać m.in. D’Angelo Russella grającego na pozycji rzucającego obrońcy. Rozwiązania te nie przełożyły się na wyniki całej drużyny ale za to indywidualnie, niektórzy z zawodników mieli ostatnio spore pole do popisu. Wystarczy tutaj wspomnieć, że aż czterech Jeziorowców ustanowiło w marcu swoje nowe rekordy punktowe w karierze, a najlepiej pod tym względem wypadł wspomniany Russell, który stał się najmłodszym graczem w historii organizacji, który przekroczył barierę 40 punktów. Z drugiej strony czy tego typu występy wystarczą do tego, aby przekonać do siebie władze Lakers i fanów? To z pewnością jest temat na nadchodzący offseason.

Tak jak wspomniałem wcześniej, ofensywnie Lakers wypadli całkiem nieźle w poprzednim miesiącu. 104.2 oczka na 100 posiadań według NBA.com to skok o 2.4 punkty względem lutego. Statystyka ta wygląda jeszcze lepiej, gdy weźmiemy pod uwagę wiele innych czynników. Zespół co prawda trafiał w sumie na 46.9% skuteczności, ale tylko na 33.8% na dystansie. Pod tym względem mogło być znacznie lepiej, choć z drugiej strony absencja Nicka Younga w wielu spotkaniach na pewno miała na to wpływ (Jeziorowcy oddawali średnio prawie sześć prób mniej zza łuku niż w lutym i trafiali ich o 1.9 mniej). Ponadto można było także zauważyć brak Lou Williamsa, gdyż liczba oddawanych rzutów osobistych była najmniejsza spośród wszystkich miesięcy w bieżących rozgrywkach (21.1) oraz niedoświadczenie pod koszem Ivicy Zubaca. Lakers zbierali tylko 10 piłek na atakowanej tablicy na 100 posiadań, co przełożyło się na zdobywanie tylko 11.9 oczek z ponowień (również najsłabszy wynik zespołu w całym sezonie).

Jak to się więc stało, że mimo wszystko podopieczni Waltona byli bardziej efektywni w ofensywie niż w miesiącu, kiedy miał miejsce All-Star Weekend? Główna w tym zasługa częstszego atakowania obręczy (Jeziorowcy zdobywali aż 54.7 punktów w polu trzech sekund – o 7.5 oczek więcej niż w lutym) oraz wykorzystywania błędów rywali (19.1 po stratach), czy też szybszego w ich wykonaniu przechodzenia do kontrataków (17.3). Te trzy elementy zaowocowały wieloma zdobywanymi oczkami. Gdyby do tego Lakers dołożyli jeszcze odpowiednią skuteczność na obwodzie (powiedzmy 36%) lub jeszcze bardziej ograniczyli straty (do 14), to Luke Walton miałby naprawdę powód do zadowolenia przynajmniej po tej jednej stronie parkietu. Lakers jednak jak wiemy, są bardzo młodą ekipą, a przez to niestabilną. Stąd też raz potrafią zagrać naprawdę solidnie w ataku, a w innym spotkaniu po prostu zawieść. Dlatego właśnie w ogólnym rozrachunku są dopiero na 23 miejscu pod względem efektywności ofensywy. Ale wszystko wskazuje na to, że z sezonu na sezon powinno być coraz lepiej pod tym względem.

Lakers podczas marcowego starcia z Nuggets

Obrona za to, jak wszyscy wiemy, jest ogromny problem i zmartwieniem dla sztabu szkoleniowego oraz fanów zespołu. Prawda jest bowiem taka, że na razie nie widać żadnych przesłanek, które pozwalałyby mieć nadzieję na to, że w przyszłości Jeziorowcy będą solidną ekipą w defensywie. Jeszcze na początku sezonu, kiedy to zespół wygrywał około 50% swoich spotkań, zdarzało mu się całkiem nieźle grać po tej stronie parkietu. Później przyszły jednak kolejne porażki, załamanie i brak pomysłu na naprawienie tego wszystkiego. Indywidualnie wielu zawodników odstaje poziomem od przeciętnego obrońcy w NBA i to wychodzi w każdym pojedynczym spotkaniu. Zwieńczeniem tego wszystkiego był marzec, który okazał się być pod tym względem najgorszym miesiącem dla Lakers w tym sezonie. Według NBA.com drużyna traciła 115.3 oczka na 100 posiadań – aż o 4.7 więcej niż w lutym. Pewien wpływ na to miało też zapewne zwiększenie minut Ivicy Zubaca na centrze, który póki co nie ma nawet odpowiednich warunków fizycznych do tego, aby stać się solidnym obrońcą. Ale na pewno nie aż tak duży, aby drużyna całkowicie oddawała inicjatywy rywalom. Chciałbym wierzyć w to, że to efekt „straconego sezonu” i wielu zawodników po prostu nie przywiązuje tak dużej wagi do gry po tej stronie parkietu ale byłoby to chyba oszukiwaniem samego siebie.

Przed nami jeszcze tylko siedem spotkań sezonu zasadniczego 2016/17. Na pewno sporo z nas po prostu czeka, aż Lakers dograją go do końca, a następnie wezmą udział w loterii draftu. Podobnie też pewnie myślą sami zawodnicy, którym w obecnej sytuacji, bardziej chyba zależy na indywidualnym pokazaniu swoich umiejętności, niż na sukcesie drużyny (co oczywiście nie jest takim złym podejściem, jakby się mogło wydawać). Na miejscu Luke’a Waltona starałbym się jednak wymusić na swoich zawodnikach chęć pokazania się po bronionej stronie parkietu. Prawie żaden z graczy na razie nie zachwycił swoimi umiejętnościami, zaangażowaniem oraz koszykarską inteligencją w defensywie (być może poza Tarikiem Blackiem oraz Brandonem Ingramem). Do stworzenia solidnej obrony potrzeba chęci wszystkich pięciu graczy na parkiecie. A czy np. D’Angelo Russell i Jordan Clarksona są w stanie być nie tylko groźnymi zawodnikami w ofensywie, ale również i w defensywie? Na razie się na to nie zanosi, choć bardzo bym chciał aby postrzeganie ich tylko przez pryzmat ataku, wreszcie się zmieniło.

W samym ataku z kolei raczej chyba wszyscy wiemy czego spodziewać się po większości graczy. Być może jedynie Julius Randle powinien wreszcie zostać zmuszonym do grania jako stretch four, aby przekonać się co do tego, czy ma on szansę w przyszłości być produktywnym w tej roli. Do tej pory bowiem Luke Walton nie wymagał od niego regularnej gry na obwodzie w oficjalnych meczach. Wszyscy chyba jednak doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że aby ofensywa Waltona była w pełni efektywna, to musi być w niej silny skrzydłowy potrafiący rzucać zza łuku. A do tego sam Julius jeżeli chce być bardziej nieprzewidywalny dla swoich rywali, to powinien w końcu dodać ten element gry do swojego arsenału zagrań. Na szczęście pod koniec marca nieco uaktywnił się pod tym względem. W całym sezonie trafia średnio 0.2 trójek na 0.8 prób, z kolei w samym marcu rzutów za trzy punkty oddawał zazwyczaj 1.6, z czego trafiał 34.8%. Jest więc cień nadziei na to, że uda mu się osiągnąć swój cel. Według Waltona, zarówno on jak i Larry Nance Jr. bardzo dobrze radzą sobie na treningach pod tym względem ale muszą to przekładać również na oficjalne ligowe spotkania. Czy zrobią to już teraz, w kwietniu? Przekonamy się w najbliższych i ostatnich dwóch tygodniach sezonu.

Skomentuj