Trade deadline 2014 – kto zostanie, a kto odejdzie?

Opublikowane przez , 19 lutego 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Do końca trade deadline pozostał już tylko jeden dzień, a wokół Lakers tradycyjnie pojawiło się kilka plotek związanych z wymianą ich zawodników. W tym roku jednak Jeziorowcy raczej nie będą się wzmacniać, tak jak to bywało zazwyczaj, a zamiast tego będą szukać oszczędności. Choć Mitch Kupchak w ostatniej rozmowie z Mike’em Trudellem powiedział, że podatek nie jest dla organizacji problemem, to ostatnie doniesienia dziennikarzy mówią co innego. Zespół z Kalifornii nie walczy o playoffy i z tego też względu nie ma sensu płacić dodatkowych pieniędzy drużynie, której celem jest jak najwyższy wybór w drafcie. Do końca sezonu pozostało już tylko 29 spotkań i jest to czas, na seryjne przegrywanie spotkań. Dlatego też menedżer Lakers na pewno rozważa przede wszystkim takie propozycje, które osłabią drużynę i w których dostanie w zamian albo pick, albo dzięki którym zaoszczędzi kilka milionów dolarów.

Kto więc ma największą szansę na opuszczenie Los Angeles? Ci, którzy zarabiają najwięcej. W grę wchodzą takie nazwiska jak Pau Gasol, Steve Blake, Jordan Hill i Chris Kaman. Niewiadoma jest też przyszłość Jodie’ego Meeksa i jeżeli zarząd stwierdzi, że nie uda mu się przedłużyć z nim umowy w nadchodzące lato, to być może również będzie chciał go wymienić. Reszta natomiast wydaje się być w miarę bezpieczna. Na pewno w drużynie pozostaną Nick Young, Jordan Farmar, Xavier Henry, czy też Steve Nash, na którego po prostu nie ma chętnych. Kanadyjczyk co chwilę ma problemy ze zdrowiem, a do tego jego kontrakt będzie również ważny w kolejnym sezonie. Z tych powodów żaden z właścicieli w NBA na pewno nie rozważa ściągnięcie do siebie dwukrotnego MVP ligi.

Zanim zaczniemy się zastanawiać nad potencjalnymi wymianami, warto przyjrzeć się drużynom, które mogą sobie pozwolić na przyjęcie jednego z graczy Lakers ze względu na nieprzekroczony próg salary cap. Są to Philadelphia 76ers, Phoenix Suns, Milwaukee Bucks, Utah Jazz, Orland Magic i Houston Rockets. Z tych ekip jednak tylko podopieczni Jeffa Hornacka i Kevina McHale’a mieliby powód, aby dokonać jakiś wzmocnień. Reszta zespołów walczy o jak najgorszą pozycję w lidze i na pewno nie będzie szukała graczy, którzy teoretycznie pomogliby im zająć lepszą pozycję w lidze. Oprócz nich są jeszcze drużyny, które posiadają trade exception (np. Grizzlies i Warriors) lub disable player exception, do których zalicza się Atlantę Hawks, Brooklyn Nets i Milwaukee Bucks. Wszystkie te zespoły mogą pozyskać prawie każdego z wymienionych wcześniej Jeziorowców za same pieniądze. Wyjątek stanowi tylko Pau Gasol, którego ponad 19 milionów dolarów jest dużą przeszkodę na drodze negocjacji.

Skoro już jesteśmy przy Hiszpanie, to zobaczmy na opcje jakie ma Mitch. Przede wszystkim pierwszą i najlepszą są Phoenix Suns, którzy oferowali Emekę Okafora. Jego kontrakt warty jest 14.5 miliona dolarów ale aż 80% jego wartości pokrywa zakład ubezpieczeń i dlatego jest on najlepszym rozwiązaniem dla Lakers. Trudno więc uwierzyć w to, że Kupchak nie zaakceptował oferowanego wcześniej przez Ryana McDonougha dealu. Menedżer ekipy z Miasta Aniołów chciał chyba ponownie pokazać, że to on rozdaje karty i przez to posunął się o krok za daleko. Nie wiadomo teraz, jak bardzo Suns są zainteresowani Gasolem i czy ostatecznie oddadzą swój pierwszy wybór w drafcie 2014 roku. Jeżeli nie, to chętnymi na dwukrotnego olimpijskiego medalistę mogą być Charlotte Bobcats i Cleveland Cavaliers. Obie te drużyny celują w playoffs i mogą chcieć się wzmocnić przed drugą połową sezonu. Rysie dla przykładu mogą oddać Bena Gordona, Ramona Sessionsa i wybór w drafcie, natomiast Cavs zbudować ofertę wokół Luola Denga, który prawie na pewno nie przedłuży umowy z nimi lub wokół Andersona Varejao. Tak czy inaczej w grę wchodzą tylko spadające kontrakty oraz picki i Jeziorowcom nie udałoby się zaoszczędzić na jednym z tych wariantów.

Przyszłość Pau Gasola w Lakers tradycyjnie jest niepewna

Innym graczem ekipy z Miasta Aniołów, którego pozbycie wydaje się być całkiem realne jest Steve Blake. Wymianę z jego udziałem zaproponował Sam Amick z USATODAY i jest to tylko i wyłącznie jego pomysł, a o żadnych rozmowach z jego udziałem nie było mowy, a przynajmniej nic nikomu na ten temat nie wiadomo. Amick zasugerował, że rozgrywającym mogą być zainteresowani Golden State Warriors. Mają oni do zaoferowania największą sumę trade exception ze wszystkich drużyn i mogliby je wykorzystać na wzmocnienie backupu dla Stepheana Curry’ego. Choć pomysł na tę wymianę został luźno zaproponowany, to ma on sens dla obu stron i być może ekipy z Kalifornii zdecydują się dogadać w jego kwestii. Jest tylko jedna zasadnicza kwestia, która może stać na przeszkodzie. Jest nią podatek, którego prawdopodobnie Wojownicy nie chcą płacić. Z drugiej jednak strony jeżeli chcą się liczyć w walce o najwyższe cele, to nie powinni się zastanawiać nad tą kwestią i zrobić wszystko aby wzmocnić swój zespół. Tak czy inaczej Blake, choć zalicza bardzo dobry sezon, ma już 33 – lata na karku, a do tego w to lato będzie wolnym agentem. Dlatego też Lakers w jego przypadku mogą co najwyżej usunąć go z listy płac lub otrzymać wybór w drugiej rundzie draftu.

Kolejnym kandydatem do opuszczenia ekipy złota i purpury jest Jordan Hill, o którym pisaliśmy parę dni temu na Facebooku (link). Kontrakt Jordana warty jest 3.5 miliona dolarów i gdyby udało się go pozbyć, to Jeziorowcy zapłaciliby o prawie 6 milionów mniejszy podatek. Poza tym nie ma pewności, że w nadchodzące lato Hill przedłuży swoją umowę z Lakers, którzy przecież na pewno nie zaoferują mu takich samych pieniędzy jak inne zespoły w NBA. Na dodatek jeżeli na stanowisku trenera pozostanie Mike D’Antoni, to niemal pewne jest, że center opuści Los Angeles. Taką informacje podał sam Adrian Wojnarowski i wydaje się ona być bardzo prawdopodobna, szczególnie gdy spojrzymy na jego ilość minut oraz to jaką rolę pełni w drużynie 16 – krotnych mistrzów NBA. Chętnych na niego na pewno nie brakuje, gdyż ciągle jest bardzo młody (26 lat), a do tego zalicza najlepszy sezon w karierze. Pierwszą ofertę, o której poinformowały media, złożyli Brooklyn Nets ale Mitch raczej nie jest zainteresowany disable player exepction i pewnie uważa, że Hill jest warty znacznie więcej. Kupchak zapewne liczy na pozyskanie w zamian dalekiego wyboru w pierwszej rundzie zbliżającego się draftu lub młodego zawodnika o niższym kontrakcie, z którego w przyszłości mógłby być niezły role player (tak jak to było kiedyś z Shannonem Brownem). Stąd też najbardziej realne wydaje się, że Lakers mogliby się dogadać z Atlantą Hawks, Houston Rockets, Memphis Grizzlies lub New York Knicks, którym przydałby się ktoś z umiejętnościami centra z Karoliny Południowej. Wszystkie te drużyny mają ambicje na rozgrywki posezonowe i Hill wydaje się nieźle do nich pasować.

Czy Jordan Hill wkrótce pożegna się z drużyną?

Ostatni na liście jest Chris Kaman, który pod nieobecność Pau Gasola podbił swoją wartość rynkową, co wieczór dając od siebie ponad 18 punktów i 8 zbiórek. Gdyby jednak Hiszpan nadal grał, to Caveman nie dostałby swojej szansy i byłby wielką zagadką dla pozostałych ekip w NBA, przez co raczej nikt nie byłby zainteresowany jego usługami. Po tym jednak co zaprezentował w ostatnich sześciu spotkaniach, Mitch z pewnością otrzymał wiele telefonów z zapytaniem o Niemca. Podobno pierwszą ofertę złożyli już Cleveland Cavaliers ale również Atlanta Hawks, Houston Rockets, Memphis Grizzlies i Golden State Warriors powinni być nim zainteresowani. Nie wiadomo jednak jaka jest jego wartość dla wymienionych zespołów oraz przede wszystkim dla samego Kupchaka.

To jak będzie wyglądała ekipa z Miasta Aniołów przez kolejne dwa miesiące, wyjaśni się już jutro, kiedy to menedżerowie będą musieli podjąć ostateczne decyzje. Nikt jednak nie powinien liczyć na to, że Mitch Kupchak sprowadzi do Los Angeles gwiazdę formatu Kevina Love’a, którym Wolves nie muszą jeszcze handlować. Obecny sezon dla Jeziorowców jest przejściowy i dlatego ewentualne wymiany najprawdopodobniej będą związane z technicznym i finansowym aspektem zarządzania drużyną. Priorytetem dla organizacji rodziny Bussów wydaje się być jak największa ilość picków, a na drugim miejscu oszczędności. Kupchak zna wartość swoich zawodników i wie, że nie każdego z nich opłaca się wymieniać za same pieniądze. Oby tylko nie przesadził ze swoimi wymaganiami i podszedł do całej sprawy na spokojnie, nie próbując za wszelką cenę postawić na swoim. W obecnej sytuacji nie ma on za dużego pola do popisu ale zwolennicy Lakers dobrze o tym wiedzą i też nie oczekują cudów.

Skomentuj