Classic Games: 2009 Playoffs Run

Classic Games: 2009 Playoffs Run

Playoffs 2009 – rok wcześniej Los Angeles Lakers dostali się do Finału NBA ale przegrali w nim po bezlitosnym szóstym meczu w wykonaniu Boston Celtics 2-4. Kobe Bryant i jego koledzy nie chcą dopuścić do podobnej sytuacji i tym razem, zamierzają zrobić wszystko aby wygrać upragnione mistrzostwo ligi. O to nie było jednak łatwo. Co prawda seria z Utah Jazz nie należała do najbardziej emocjonujących ale już druga runda, w której to Jeziorowcy zmierzyli się z Rakietami, już tak. W końcu ekipa z Texasu przez większość czasu grała w niej bez Tracy’ego McGrady’ego oraz Yao Minga, a mimo to doprowadziła do siedmiu meczów. W Finale Konferencji natomiast, w drugiej konfrontacji Denver Nuggets niespodziewanie ukradli Lakers przewagę własnego parkietu, co również zwiastowało bardzo interesującą serię. Te wszystkie pojedynki jednak bardzo pozytywnie wpłynęły na drużynę Phila Jacksona, która dzięki temu przeszła prawdziwy test i była gotowa na finałową rywalizację z Orlando Magic.

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

26/01/2017 Lakers vs Jazz

26/01/2017 Lakers vs Jazz

Nie udało się Los Angeles Lakers sprawić niespodzianki w starciu z Utah Jazz i doznali 8-punktowej porażki. W spotkaniu dała o sobie znać szczelna defensywa Jazz – pozwolili oni Jeziorowcom na zdobycie zaledwie 88 punktów, z czego większość była autorstwa 3 zawodników – Williamsa (20), Clarksona (16) i… Ivicy Zubaca (16 i 10 zbiórek!). Młody środkowy w ostatnich spotkaniach udowadnia, że wcale nie musi być postacią drugo-, a nawet trzecioplanową w młodym rosterze Lakers. O ile obrona graczy z Salt Lake City była bardzo zespołowa, o tyle w ataku mieli oni jednego głównego aktora – Gordona Haywarda (24 punkty). Swoje zrobił też Rudy Gobert (9 pkt, 13 zb, 6 blk). Podopieczni trenera Waltona znów mają za sobą bardzo nierówny mecz – zaczęli bardzo słabo, od wyniku 2:10. W drugiej kwarcie poprawili ofensywę i zaczęli gonić gospodarzy, przegrywając do przerwy tylko 3 punktami po celnych trafieniach Clarksona i Younga. Trzecia odsłona to znów słabsza gra, szczególnie w końcowych 4 minutach kwarty, kiedy to Jazz odskoczyli z jednopunktowej przewagi na 12 oczek, dzięki runowi 11:0. Lakers stać było jeszcze na mały zryw w połowie kwarty, ale nie mieli wystarczająco argumentów, żeby odnieść wyjazdowe zwycięstwo na trudnym terenie.

Czytaj więcej

Nowy Rok, nowy/a ja!

Los Angeles Lakers zaczęli sezon 2016/17 naprawdę dobrze i po pierwszym miesiącu, kiedy ich bilans wynosił 10-10, a drużyna zajmowała 8. pozycję w Konferencji Zachodniej, wydawali się jednym z największych zaskoczeń początku rozgrywek. Młody skład wytrzymywał psychicznie zacięte spotkania, drużyna miała wiele opcji w ataku, mocną ławkę i grała przyzwoicie w obronie, a przede wszystkim atmosfera była świetna, budowana z każdym kolejnym zwycięstwem. Przed grudniem, który był miesiącem teoretycznie łatwiejszym, oczekiwania były duże, co pisaliśmy w zapowiedzi poprzedniego miesiąca, a niektórzy z Was prorokowali nawet bilans 8-8 lub 9-7 po 16 grudniowych spotkaniach. Niestety, wraz z ostatnim miesiącem roku przyszły kontuzje i pierwszy poważny kryzys w młodej ekipie trenera Waltona, co przypomniało wszystkim obrazki z poprzedniego sezonu, kiedy to bezradni Lakers seryjnie ponosili kolejne porażki. „Nowy Rok, nowy/a ja” – tak brzmi wyśmiewane w internecie styczniowe motto, ale jeśli do kogoś ono pasuje, to chyba do obecnych Jeziorowców. Zawodnicy i sztab szkoleniowy powinni wspólnie wyciągnąć wnioski z fatalnego grudnia, kiedy zanotowali bilans 2-14 i ze świeżymi głowami wejść w 2017 rok, bo szanse na playoffs się oddaliły, ale wciąż są realne.

Czytaj więcej

27/12/2016 Jazz vs Lakers

27/12/2016 Jazz vs Lakers

To był brzydki, pełen fizycznej walki mecz, w którym po 48 minutach górą okazali się być gracze Utah Jazz, którzy wygrali 102-100. O wszystkim zadecydowała końcówka, w której gospodarze po prostu zrobili wszystko, aby przegrać. Kilka beznadziejnych posiadań, w tym te ostatnie, w którym to D’Angelo Russell zamiast wykorzystać zasłony kolegów i zaatakować kosz, zdecydował się na trójkę z dziewięciu metrów, która okazała się być airballem. Zresztą rozgrywający Lakers przez cały czas grał fatalnie, o czym świadczą tylko dwa celne trafienia, na 11 oddanych rzutów. Bardziej był on kulą u nogi, niż istotnym zawodnikiem w drużynie. Co innego Julius Randle, który zdobył 25 punktów (FG 9-12), zebrał 12 piłek i rozdał 3 asysty, a do tego w końcówce trafił ważny rzut, który dał remis Jeziorowcom. Również dobre zawody rozegrali Lou Williams – autor 22 oczek oraz Luol Deng, który z kolei dołożył 9 punktów i tyle samo zbiórek. Ogólnie jednak gospodarze słabo wypadli przede wszystkim na dystansie, gdzie rzucali z 25% skutecznością, przy 34.6% Jazz. Postawa zza łukiem zrobiła chyba największą różnicę w tym wtorkowym pojedynku. W każdym innym elemencie gry obie ekipy wypadły niemalże tak samo, co potwierdza przebieg tej konfrontacji. Goście jedynie strat popełnili nieco więcej (20 vs 16), ale mimo to, udało im się zdobyć więcej punktów po stratach, niż Lakers (24 vs 22). Spotkanie 16-stokrotni mistrzowie NBA przegrali po prostu przez swoje błędy, bezsensowne rozegranie kluczowych akcji i brak dojrzałości. Nie da się także ukryć, że duży wkład w grę ekipy z Salt Lake City miał Gordon Hayward, który zdobył aż 31 oczek (FG 10-17, 3FG 3-6), zebrał 9 piłek i rozdał 3 asysty. Najważniejsze trafienie w meczu zaliczył natomiast Joe Ingles, którego trójka na 21 sekund do końca, praktycznie pogrążyła gospodarzy.

Czytaj więcej

05/12/2016 Jazz vs Lakers

05/12/2016 Jazz vs Lakers

Kontuzje weszły w drogę rozpędzającym się na początku sezonu Los Angeles Lakers. O głębi składu, która tak często decydowała o zwycięstwach Jeziorowców nie ma już mowy – wobec absencji 5 zawodników, z których 3 są absolutnie kluczowi dla systemu gry Jeziorowców, drużyna z Miasta Aniołów notuje gorszy moment, przegrywając kolejne spotkanie, tym razem z Utah Jazz na własnym parkiecie 101-107. Początek meczu był wyrównany, nienajgorsza defensywa i gra kosz za kosz doprowadziły do remisu po 26 na koniec pierwszej kwarty. W drugiej utrzymywało się status quo, może z minimalną przewagą gości, którzy po przerwie docisnęli pedał gazu i odskoczyli Jeziorowcom na 15 punktów. Na nic zdała się pogoń w końcowce i dojście podopiecznych trenera Snydera nawet na 3 punkty na 3,5 minuty przed końcem. Lou Williams, który w całym meczu był zdecydowanym liderem Lakers (38pkt, 6zb, 7as) pudłował w końcówce ważne rzuty, a poza nim Lakers nie mieli argumentów, żeby przeciwstawić się Jazz. Jeziorowcy ciągle zajmują 9. pozycję na Zachodzie, jednak tracą już 2,5 zwycięstwa do ósmych Blazers i 3,5 do siódmych Jazz.

Czytaj więcej

W nowy miesiąc z problemami

Po 20 meczach rozegranych w ciągu 36 dni ekipa Luke’a Waltona notuje bilans 10-10 i jest w ósemce na Zachodzie, co można uznać za wielki sukces. Tym bardziej, że ta młoda drużyna miała niełatwych rywali, a połowę swoich spotkań rozegrała na wyjazdach. Niestety Lakers wchodzą w nowy miesiąc z wielkimi problemami związanymi z kontuzjami czołowych graczy. Już pod koniec listopada z gry wypadli Russell, Randle i Young, zbiegło się to ze spotkaniami z bardzo silnymi zespołami takimi jak Spurs, Warriors czy Thunder i przyniosło to niestety kilka gorszych występów. Jak chociażby 106-149 z Golden State czy 85-109 z tą samą ekipą, a także mecz, w którym kolejnej kontuzji doznał Young i przydarzyła się porażka z Pelicans. Luke Walton ma nie lada problem jak skompletować pierwszą piątkę i godnie zastąpić swój duet obrońców. Jeziorowcy muszą jednak powalczyć o chociażby jedną wygraną podczas obecnej trasy wyjazdowej, która ma miejsce na przełomie listopada i grudnia. Co jeszcze czeka Lakers w nadchodzącym miesiącu oraz z kim zagrają w świąteczny dzień o tym poniżej.

Grudzień rozpocznie się od wyjazdowego starcia w Toronto. Miejscowi Raptors to druga siła na Wschodzie, lecz ich przewaga nad resztą stawki jest znikoma, a strata do Cavaliers wydaje się duża, a dysproporcje pomiędzy tymi ekipa ogromne. Jedyny kanadyjski klub w NBA pewnie nie podda się do samego końca, gdyż jak przekonali się rok temu w Playoffach przewaga własnego parkietu ma wielkie znaczenie, jednakże wątpię, aby Lebron James i spółka oddali pierwsze miejsce w Konferencji. Toronto po oddaniu Biyombo i Scoli straciło nieco siły pod koszem, tym bardziej, że z gry wypadł ich nowy nabytek Jared Sullinger. Przez to ich gra w obronie nie wygląda już tak fantastycznie jak rok temu. Pozwalają rzucać rywalom aż 104.3 pkt przy 98.2 w ostatniej kampanii. Z pewnością dla Lakers jest to szansa na urwanie wygranej, gdyż dobrze im się gra z zespołami, które gorzej bronią. Lecz nie zapominajmy, że braki w składzie Jeziorowców będą w trakcie tego meczu duże i ciężko będzie im zatrzymać dwóch kanadyjskich liderów Kyle’a Lowry’ego i Demara Derozana.

Czytaj więcej

28/10/2016 Lakers vs Jazz

28/10/2016 Lakers vs Jazz

Niestety Los Angeles Lakers przegrali na wyjeździe z Utah Jazz 89-96, choć mecz tak naprawdę był do wygrania. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana. Zespoły co chwilę wymieniały się prowadzeniem i trudno było stwierdzić, która ze stron ma przewagę. Dopiero pod koniec pierwszych 24 minut gry, Jazz przycisnęli w obronie, wykorzystali kilka błędów Lakers i objęli 5-ciopunktowe prowadzenie. Mówiąc krótko – postawili swoje warunki gry i trzymali się ich również w trzeciej kwarcie, którą przez ponad 3/4 zdominowali w defensywie. Jeziorowcy nie potrafili przełamać drugiej linii gospodarzy, a z kolei po drugiej stronie parkietu, Timofey Mozgov bardzo szybko złapał kilka przewinień, przez co w efekcie po trzech minutach ćwiartki goście już nie mogli faulować. To bardzo spowolniło grę i spowodowało, że co chwilę mieliśmy przerwy w grze. To oczywiście działało na korzyść Jazzmanów ale tylko do czasu. Gdy bowiem gospodarze wyszli na swoje największe 11-puntowe prowadzenie, 16-stokrotni mistrzowie NBA w końcu się przebudzili. Podopieczni Luke’a Waltona zaczęli odrabiać straty, w czym duży udział miał Lou Williams. Pod koniec kwarty role się odwróciły i po trójce Sweet Lou, to Lakers wyszli na prowadzenie. Od tego momentu ponownie oglądaliśmy wymianę ciosów. Walton postanowił zmienić taktykę z punktowania w polu trzech sekund, na rozciągnięcie defensywy Jazz i przerzuceniu ciężaru gry na obwód. Niestety jednak w pewnym momencie atak gości się zatrzymał, a z kolei gospodarzy rozkręcił. Utah wykonało run 11-0 i na ostatnie pięć minut prowadziło siedmioma oczkami. Lakers co prawda próbowali jeszcze odrabiać straty, ale na każde ich zagranie, odpowiedź mieli zawodnicy Quinna Snydera, a szczególnie George Hill. W samej końcówce straty do jednego oczka próbował zmniejszyć D’Angelo Russell ale jego trójce niewiele zabrakło aby wpaść do kosza. Po drugiej stronie natomiast z osobistych punkty zdobył Hill i w ten sposób zamroził mecz. Jeziorowcom przede wszystkim zabrakło lepszej gry ze strony ich podstawowego rozgrywającego (FG 3-14) oraz Jordana Clarksona (FG 2-9). Do tego mieli także problemy z faulami, przez co Jazz oddali aż 40 prób z linii rzutów osobistych, co bardzo pomogło im w zanotowaniu wygranej. Mimo to drużynie złota i purpury należą się brawa za walkę do samego końca na tak trudnym terenie. Oby ta porażka ich nie podłamała i w Oklahomie City również byli zmotywowani do gry.

Czytaj więcej

Co czeka Lakers w pierwszym miesiącu rozgrywek?

Los Angeles Lakers rozpoczynają kolejny, już 71 sezon National Basketball Association. Nie będzie on wcale należał do łatwych dla tych młodych graczy, tym bardziej, że terminarz od samego początku jest dosyć wymagający. Zresztą ciężko mówić o łatwych rywalach na arcytrudnym Zachodzie. Konferencja Zachodnia, a Wschodnia to dwie zupełnie różne bajki, a dysproporcje w ekipach pomiędzy dwoma wybrzeżami Stanów Zjednoczonych w ostatnich latach jeszcze bardziej się powiększyły. Na szczęście dla Russella, Randle’a, Ingrama i paru innych „młokosów” tym razem poprowadzi ich trener z nowej ery. Nie żyjącymi przeszłością Byron Scott, czy Mike „no defense” D’Antoni ale Luke Walton – trener z wizją. Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Jednakże nie oczekujmy od niego sukcesów już tu i teraz. Awans do playoffs to byłby cud w przypadku obecności tak naszpikowanych gwiazdami wielu rywali. Ci Lakers muszą się zaznajomić z systemem Waltona. Muszą wprowadzić do gry potencjalną, przyszłą gwiazdę Ingrama, a dopiero później można myśleć o sukcesach. Pierwszym sprawdzianem dla nich będzie początek sezonu, który niestety zapowiada się niezwykle ciężko.

W ostatnich dniach października i w listopadzie Jeziorowców czeka w sumie aż 20 spotkań, z czego 11 meczów zostanie rozegranych przeciwko ekipom, które grały w zeszłym roku w playoffs. Na dodatek aż trzy razy rywalem Lakers będą Golden State Warriors, czyli ostatni finaliści. Jednak zacznijmy od tego co czeka ich pod koniec października. Mecz otwarcia to będzie starcie z Houston Rockets, którzy w ostatnich sezonach byli ekipą znienawidzoną w Los Angeles, głównie ze względu na obecność Dwighta Howarda. Lecz D12 tego lata odszedł do swojej rodzinnej Atlanty, a do Staples przyjedzie zupełnie inny team, prowadzony przez starego znajomego Jeziorowców – Mike D’Antoniego. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej to, że ekipa z Teksasu będzie grać piekielnie szybko, bez defensywy (tu na pewno wykaże się Harden) ale za to z ochotą na zdobywanie dużej ilości punktów. Na pewno wiele zmian zostało wykonanych na plus i wydaje się, że Rockets mogą znów znaleźć się w czołówce ligi. Wszak Ryan Anderson, Tyler Ennis czy Eric Gordon to gracze idealni w obecnych czasach NBA. Powinni sprawdzić się jako wolni strzelcy, obok lidera drużyny – Jamesa Hardena. Na sezon zasadniczy na pewno to wystarczy, ale czy na playoffs? W to już raczej wątpię. Jednak jak będzie, pokaże sezon. Na pewno pierwszy mecz w Staples będzie obfitował w zdobycze punktowe, bo Lakers w swoim składzie także mają kilka strzelb dystansowych.

Czytaj więcej

60 punktów na zakończenie wspaniałej kariery

Nie było mowy, żeby Kobe Bryant tak po prostu przeszedł na emeryturę. W swoim ostatnim meczu lider Los Angeles Lakers musiał zrobić coś wyjątkowego, co fani NBA mogliby zapamiętać na zawsze. I tym czymś było zdobycie 60 punktów (najwięcej w bieżącym sezonie wśród wszystkich graczy), wykonanie niesamowitego comebacku w czwartej kwarcie (praktycznie w pojedynkę) oraz trafienie pięciu ostatnich rzutów z gry, w tym tego najważniejszego – na 31.6 sekund do końca. Warto jednak pamiętać, że początek wcale nie był taki udany dla 20-letniego weterana. Przestrzelił on swoje pierwsze pięć prób, gdyż jak sam przyznał… był lekko zdenerwowany i czuł atmosferę oraz napięcie panujące w Staples Center. Ale to nie zraziło Black Mamby do dalszych starań, który nie przestawał wierzyć i właściwie z każdą minutą coraz bardziej się rozkręcał.

Pięciokrotny mistrz NBA trafił swoje kolejne pięć rzutów i gospodarze powoli wracali na właściwie tory. Niestety nie trwało to długo, bowiem w drugiej kwarcie, jego skuteczność wyniosła już tylko 29%, a gospodarze przegrywali po 24 minutach gry 42-57. To jednak nie był koniec, a prowadzeni przez Vino Lakers zmniejszyli straty do dziewięciu oczek w kolejnej odsłonie. Sam Bryant zaczął wyglądać dokładnie tak, jak za dawnych lat, a mecz ten mógł przypominać jeden z tych, które często rozgrywał w sezonie 2005/06. Kobe co chwilę był przy piłce i oddawał rzut. Te na dystansie za bardzo mu nie siedziały (3FG 6-21) ale na półdystansie i pod koszem spisywał się znakomicie (FG 16-29). Najważniejsza była jednak wspomniana końcówka. Black Mamba zdobył w ostatniej ćwiartce aż 23 oczka. Samodzielnie wykonał run 13-0, trafił wszystkie arcyważne rzuty, bez których Lakers na pewno by nie wygrali. A dzięki dwóm osobistym, po raz szósty w karierze i po raz pierwszy od starcia z New York Knicks 2 lutego 2009 roku, przekroczył barierę 60 oczek. Był po prostu perfekcyjny, tak jak za dawnych lat. To był Vintage Kobe.

Czytaj więcej

13/04/2016 Jazz vs Lakers

13/04/2016 Jazz vs Lakers

Kobe Bryant we wspaniały sposób pożegnał się z ligą NBA! Lider Los Angeles Lakers zdobył aż 60 punktów w swoim ostatnim meczu w karierze (najwięcej w tym sezonie wśród wszystkich graczy), a jego zespół wygrał z Utah Jazz 101-96. Mało tego, był on głównym autorem comebacku Jeziorowców, którzy przegrywali już nawet 15-stoma punktami. W czwartej kwarcie zagrali jednak koncertowo, a Black Mamba w ostatnich trzech minutach gry trafił wszystkie pięć rzutów z gry (w tym jedną trójkę) i w tym czasie zdobył w sumie 15 oczek. Jego celne trafienie na 31.6 sekund do końca dało upragnione (i pierwsze!) prowadzenie gospodarzom, które następnie powiększył dokładając dwa osobiste. Z kolei zwycięstwo przypieczętował Jordan Clarkson, który w ostatniej akcji wsadził piłkę z góry po podaniu Bryanta, które przypominało te, które Lamar Odom wykonał w końcówce siódmego meczu z Bostonem Celtics w 2010 roku. Fani zgromadzeni w Staples Center po prostu nie mogli uwierzyć w to, co się działo na parkiecie. A Jack Nicholson to już kompletnie zwariował i wraz z innymi celebrytami, których było pełno tego wieczoru, był zachwycony grą Mamby. Gameplan był dokładnie taki, jak zapowiadał Byron Scott – dać piłkę pięciokrotnemu mistrzowi NBA do rąk i zejść mu z drogi. Tego wieczoru nikt nie chciał aby Kobe podawał, a zamiast tego każdy zachęcał go do kolejnych rzutów. Stąd też oddał ich on w sumie 50, z czego 22 znalazły drogę do kosza. Jego skuteczność byłaby jednak zapewne bardzo dobra, gdyby nie gra na dystansie (3FG 6-21). Vino często nie miał siły na kolejne dryblingi i przedostawanie się w pole trzech sekund rywala i stąd decydował się na próby zza łuku. Na szczęście na półdystansie i przy wejściach w trumnę był znakomity (FG 16-29), co udowodnił we wspomnianej już końcówce spotkania. Można więc powiedzieć, że Kobe odchodzi z NBA jako zwycięzca. Oczywiście jest to naciągane, gdyż nie zdobył swojego szóstego mistrzostwa ale wszyscy fani koszykówki na pewno zapamiętają ten dzień. A Bryant potwierdził, że od początku do końca był przede wszystkim scorerem w tej lidze i zdobycie 60 oczek w wieku 37 lat, powinno wszystkich utwierdzić w tym przekonaniu.

Czytaj więcej