Sylwetki zawodników: Wayne Ellington

Opublikowane przez , 23 września 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Wayne Ellington to mierzący 193 centymetry wzrostu mistrz NCAA oraz NCAA Final Four Most Outstanding Player z 2009 roku. Wraz z North Carolina Tar Heels pokonał on wtedy w finale Michigan State Spartans 89-72, a w całym Final Four trafił 7 na 10 oddanych rzutów z dystansu. Jednak nie był to pierwszy raz, kiedy popisał się dobrą grą na dystansie. Już wcześniej pokazał, że jest solidnym shooterem, a jego skuteczność zza łuku w pierwszym sezonie gry na uczelni tylko to potwierdziła (37%). W kolejnych dwóch latach udało mu się ja nawet poprawić – najpierw o 3%, a następnie o 4.7% w odniesieniu do okresu bazowego. Poza tym podczas swojej przygody w Północnej Karolinie okazał się też być niezłym scorerem (średnia 14.7 punktów na mecz) oraz całkiem dobrym zbierającym (4.1). Stąd też po trzech latach spędzonych w barwach Tar Heels, postanowił w końcu spróbować swoich sił w NBA. Wayne chciał już trafić do amerykańsko-kanadyjskiej ligi po drugim sezonie gry ale nie zatrudnił wówczas agenta i ostatecznie wrócił na uczelnię na jeszcze jeden rok.

W drafcie został wybrany z 28 numerem przez Minnesotę Timberwolves, gdzie jednak nie rozwinął za bardzo swoich umiejętności. Spędził w niej aż trzy lata, cały czas mogąc liczyć na około 19 minut w każdym meczu. Ellington zdobywał w tym czasie ponad 6 punktów i zbierał dwie piłki na mecz. Dobrze rzucał na dystansie w pierwszych dwóch sezonach (prawie 40%) ale już w trzecim, jego skuteczność spadła aż do 32.4%. Poza tym nie dało się ukryć, że w ciągu tych trzech lat nie poprawił się właściwie pod żadnym względem i dlatego w czasie offseasonu, został wymieniony przez władzę Wilków do Memphis Grizzlies za skrzydłowego Dante Cunninghama.

W barwach Niedźwiadków jednak również nie zachwycał. Co prawda rzucał fenomenalnie na linii rzutów osobistych (skuteczność 93.8%) oraz na obwodzie (42.3%), zaliczył kilka świetnych występów (np. przeciwko Miami Heat, czy Sacramento Kings), a także ustanowił rekord kariery w ilości zdobytych punktów (25) oraz trafionych tróejk (7) ale tak poza tym, to grał na podobnym poziomie co w Minnesocie. Dla władz Memphis było to za mało, a poza tym nie byli zadowoleni z jego postawy w defensywie i w styczniu postanowili wymienić go do Cleveland Cavaliers.

W drużynie ze stanu Ohio zetknął się z Byronem Scottem, pod wodzą którego grał swoją najlepszą koszykówkę. Ellington dostał więcej minut gry (25.9) i dlatego też stał się bardziej produktywny. Zaczął notować średnio 10.4 oczka, 3 zbiórki oraz 0.8 przechwytów na mecz, przy okazji ciągle rzucając na solidnej skuteczności (FG 43.9%, 3FG 37.1%). Statystyki na 36 minut gry pokazują, że był to jego najlepszy okes w karierze i kto wie, być może tutaj w Los Angeles, gdzie ponownie będzie miał styczność z Princeton Offense, uda mu się powtórzyć wyczyn z sezonu 2012/13. Jego umiejętność rozciągania defensywy bardzo pasowała do taktyki obecnego szkoleniowca Jeziorowców, która nie wymagała od niego nic więcej. Dzięki temu Wayne mógł się skupić na swojej mocnej stronie i tym samym być przydatny drużynie, przynajmniej w ofensywie.

Wayne Ellington po trafieniu trójki w barwach Cavs

Choć Wayne rozegrał całkiem dobre zawody w Cleveland, tak nie został w zespole i latem podpisałem kontrakt z Dallas Mavericks, w barwach których grał średnio 8.7 minut w każdym, z 45 rozegranych spotkań. W czasie obecnego offseasonu został wymieniony do New York Knicks, a następnie do Sacramento Kings, gdzie 3 września został zwolniony. W końcu po zaprezentowaniu swoich umiejętności w El Segundo oraz wielokrotnych rozmowach Byrona Scotta z Mitchem Kupchakiem, znalazł zatrudnienie w Jeziorowcach.

Dotychczasowa kariera tego 26 – latka pokazuje jednak, że jest on typowym strzelcem i nie można od niego wymagać zbyt wiele. Na pewno jednak świetnie mógłby spisywać się przy graczach podkoszowych z najwyższej półki, którzy ściągaliby na siebie podwojenia, a następnie odgrywali na obwód. Niestety w obecnym składzie złota i purpury brakuje takich zawodników, chyba że Julius Randle i Carlos Boozer wskoczą na wyższy poziom. Na szczęście jest za to Princeton Offense – taktyka, która być może ponownie wykorzysta te mocne strony Ellingtona i pomoże mu być jak najbardziej produktywnym zawodnikiem, a tym samym i całej drużynie.

Co jeszcze można powiedzieć o tym pięcioletnim weteranie? To, że niestety nie należy on do dobrych, ani nawet przeciętnych obrońców. Średnie DRTg Wayne’a z kariery wynosi 112 punktów na 100 posiadań i w każdym sezonie było gorsze, od ogólnego DRTg drużyny (bez względu na to czy grał w Timberwolves, czy Grizzlies). Nie ma więc co liczyć na niego po tej stronie parkietu i to mimo tego, że ma przecież całkiem niezłe warunki (jak na dwójkę) do bycia dobrym defensorem. Poza tym warto zauważyć, że grając w Dallas, po raz pierwszy zaczął regularnie występować na pozycji niskiego skrzydłowego (35% spędzanego czasu na parkiecie) ale nie przynosiło to wiele dobrego drużynie. Atak zespołu był wtedy gorszy o 6.5 punktu, niż kiedy Wayne grał na dwójce, z kolei obrona traciła wtedy o 17.8 oczek więcej. Nie jest to więc dobre rozwiązanie i miejmy nadzieję, że Byron Scott weźmie to pod uwagę, jeżeli zdecyduje się wprowadzić go do rotacji.

Wayne Ellington podczas treningu w Dallas

Cechy Wayne’a (zarówno pozytywne jak i negatywne) powodują, że można go porównać do Jodie’ego Meeksa, kiedy przychodził do Los Angeles. Wtedy tak samo jak obecnie Ellingtona, cechowała go właściwie tylko skuteczność na dystansie. Meeks również nie błyszczał w obronie, nie sprawował dobrej kontroli nad piłką, czy też w jakikolwiek inny sposób miał wpływ na przebieg wydarzeń na parkiecie . Był właściwie jednowymiarowym graczem – tak samo jak nowy nabytek Lakers. Jodie w ciągu dwóch lat zrobił jednak olbrzymi postęp pod wodzą Mike’a D’Antoniego. Czy więc to samo uda się Ellingtonowi? Już raz przy Byronie rozegrał on całkiem dobry sezon, więc być może ponownie uda mu się nie tylko wznieść na wyżyny swoich możliwości ale również rozwinąć swoją grę. Przykład Meeksa pokazuje, że jest to możliwe i wszystko jest teraz w rękach samego zawodnika oraz sztabu szkoleniowego złota i purpury.

Podsumowując sylwetkę Wayne’a Ellingtona, można ponownie stwierdzić to, co zostało napisane wcześniej – jest on po prostu typowym strzelcem z dystansu. Swoją szansę może dostać pod nieobecność Xaviera Henry’ego, który nadal nie jest zdolny do gry i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy będzie. Jeżeli do tego czasu nie popisze się czymś więcej, niż umiejętnością trafiania trójek, to raczej straci on swoje miejsce w rotacji, a być może nawet i w składzie Lakers (jeżeli jest to niegwarantowany kontrakt). Jeżeli jednak pokaże coś więcej, będzie dobrym fitem dla Princeton Offense, które przecież zna z gry w Cleveland, a do tego będzie miał wsparcie Scotta, to być może uda mu się wywalczyć swoje stałe miejsce w zespole. Więcej na temat jego osoby dowiemy się już podczas obozu przygotowawczego. Na pewno jednak podpisanie go „nic” nie kosztowało zespół. Jest on bowiem kolejnym eksperymentem, który albo wypali i w przyszłości stanie się ważnym punktem drużyny, albo nie i wszyscy szybko o nim zapomnimy.

Skomentuj