Sylwetki zawodników: Marcelo Huertas

Opublikowane przez , 16 września 2015 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Marcelo Huertas, zwany przez wszystkich Marcelinho, w końcu w wieku 32 lat zadebiutuje w najlepszej lidze na świecie – National Basketball Association. Po wielu latach spędzonych w Europie, a przede wszystkim w Hiszpanii, gdzie bronił barw potentatów koszykarskich, Brazylijczyk zdecydował się na odważny krok jakim jest powrót za ocean. Na jego zaangażowanie zdecydowali się Jeziorowcy, przez co wszyscy twierdzą, że Mitch Kupchak zrobił znakomity interes pozyskując za bezcen rozgrywającego takiej klasy. Jednakże kim jest dokładnie ten gracz i czy przyda się on Los Angeles Lakers w nadchodzącym sezonie 2014/15? Na te pytania postaram się pokrótce odpowiedzieć przybliżając wam sylwetkę latynoskiego magika, który na koncie ma naprawdę sporo drużynowych osiągnięć.

Marcelinho uprawia profesjonalnie koszykówkę od 2001 roku, jednak już wcześniej miał do czynienia z grą na bardzo wysokim poziomie i miało to miejsce nawet w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o czasy liceum, które Brazylijczyk kończył właśnie w Copell na przedmieściach Dallas. Już wtedy trenerowi Bradowi Chasteenowi wpadła w oko jego lekkość do wykonywania niesłychanie trudnych podań, tak magicznych jak w stylu Showtime’u. Jednakże Huertas nie zdecydował się na grę w lidze akademickiej. Chciał od razu zarabiać pieniądze i dlatego też wrócił do rodzinnej Brazylii. Tam jego talent nie został pominięty i po trzech latach sukcesywnej gry przeniósł się do Hiszpanii do Joventutu Badalona, klubu z prowincji Barcelona. Drużyna miała wówczas w składzie także inną młodą gwiazdę hiszpańskiej koszykówki – Rudy’ego Fernandeza, którego współpraca z Marcelo już w drugim sezonie zaowocowała znacznym awansem w tabeli. W czasie swojego pobytu w Badalonii Marcelinho nie tylko stworzył z tej ekipy potentata ligowego i zwycięzcę pucharu Euro Challenge ale był także niezastąpionym mentorem dla 15-letniego Ricky’ego Rubio, którego wielki talent rozbłysł właśnie w Joventucie.

Ta piękna przygoda trwała trzy lata. Później Huertas rok pograł w Bilbao, a następnie we włoskiej Bolonii. Jednak po nieudanej przygodzie na półwyspie Apenińskim (jego zespół spadł do niższej ligi), zdecydował się na powrót do Hiszpanii, do jednego z głównych kandydatów do mistrzostwa – Saski Baskonia. Sprowadzono go tam w jednym celu – aby wraz z Tiago Splitterem (kolegą z reprezentacji) stworzyli zabójczy duet i pokonywali wszystkich rywali doprowadzonymi do perfekcji akcjami pick & roll. I to się udało. Przez dwa lata pod wodzą Dusko Ivanovica, znakomitego serbskiego trenera nie mieli sobie równych w Hiszpanii i w Europie. Żaden inny zespół nie był tak świetnie dopasowany, co przełożyło się na triumf w lidze ACB, Pucharze czy też Superpucharze kraju. Jednakże później Splitter zdecydował się spróbować sił w NBA, gdzie trafił do San Antonio Spurs i ostatecznie Huertas został sam w drużynie.

Wówczas ze znakomitym lukratywnym kontraktem i obietnicą grą o najwyższe cele zjawiła się ekipa Regal FC Barcelona. Miał on zastąpić w niej swojego byłego podopiecznego – Ricky’ego Rubio, który przeniósł się do NBA. I w tej roli odnalazł się znakomicie. Wraz z Juanem Carlosem Navarro stworzyli niesamowity duet obrońców, którzy rozumieli się bez słów i często wymieniali się płynnie na pozycjach 1-2. W czasie tych czterech lat Barcelona była prawdziwą europejską potęgą, choć za każdym razem kończyła udział w Eurolidze na pierwszej fazie Final Four. Katalończycy ani razu nie powtórzyli wielkiego sukcesu z 2010 roku, kiedy jeszcze nie było Marcelinho ale za to Huertasowi udało się ponownie posmakować tytułu mistrzowskiego w Hiszpanii (i to nawet dwa razy) oraz także zwycięstwa w Pucharze i Superpucharze krajowym. Jakby więc nie patrzeć, były to bardzo udane cztery lata dla rozgrywającego. Potwierdził on swoją klasę będąc rokrocznie w czołówce najlepiej podających graczy ligi i Euroligi. Co prawda skuteczność, szczególnie w trafieniach z dystansu nieco spadła, ale spowodowane to było większą rolą w zespole i większą ilością oddawanych prób.

Marcelo Huertas za czasów gry w FC Barcelona

Oprócz wspaniałej klubowej kariery nie można pominąć dokonań Marcelo w reprezentacji Brazylii, z którą dwukrotnie wygrał mistrzostwo Ameryk, dwukrotnie triumfował w turnieju Pan American i raz wywalczył złoty medal okazując się najlepszy w Ameryce Południowej, a także otrzymał nagrodę MVP. Może te wszystkie rozgrywki nie są aż tak bardzo prestiżowe jak Mistrzostwa Świata czy Igrzyska Olimpijskie, ale także na tych najważniejszych imprezach Marcelinho i Brazylia byli groźną ekipą, która zawsze sprawiała problemy faworytom. Niestety w turnieju o mistrzostwo globu ekipa miała pecha w losowaniu rywali i patrząc od 2002 roku za każdym razem trafiała w fazie pucharowej na rywala zza miedzy – Argentynę. Na nic zdawały się wtedy nawet wspaniałe mecze Huertasa (patrz zdobyte 32 punkty w 2010 roku). Dopiero rok temu w 2014 udało się popularnym Kanarkom pokonać odwiecznego wroga. Jeśli zaś chodzi o Igrzyska Olimpijskie, to w trakcie kariery Marcelinho Brazylli udało się tylko raz awansować na tę imprezę – w 2008 roku w Londynie. Wszystko wskazywało wtedy na to, że uda im się popsuć szyki faworytom i namieszać w turnieju. Już bowiem w pierwszej rundzie niespodziewanie ograli Hiszpanię i gdyby nie minimalna, jednopunktowa porażka z Rosją, zajęliby pierwsze miejsce w grupie. A tak los znowu przydzielił im znienawidzoną Argentynę w walce o półfinał. Choć Marcelo ponownie był najlepszym punktującym zawodnikiem tego spotkania, to i tak znów musiał przełknąć gorycz porażki. Na pocieszenie pozostało piąte miejsce i drugie miejsce w klasyfikacji podających w całym turnieju.

Czy więc w wieku 32 lat, debiutując w NBA Marcelinho może w jakikolwiek sposób wspomóc Los Angeles Lakers w nadchodzącym sezonie? Zdecydowanie tak. Jest to bowiem gracz ukształtowany, z niezłym rzutem z dystansu i znakomicie opanowanym zagraniem pick & roll oraz pick & pop. Będzie to poza tym wspaniały nauczyciel dla młodego D’Angelo Russella, z którego miejmy nadzieję zrobi przynajmniej tak dobrego zawodnika, jak kiedyś z młodego Ricky’ego Rubio. Nie oczekujmy jednak po nim tego, że będzie biegał do kontrataków. On ma poukładać grę w ataku pozycyjnym. Ma rozdzielać piłki pomiędzy shooterów, których w tym sezonie jest kilku w drużynie Jeziorowców. W końcu samo trafienie nie jest takie trudne, jak wypatrzenie danego strzelca na wolnej pozycji. A do tego Marcelinho jest po prostu stworzony.

Skomentuj