Sylwetki zawodników: Luol Deng

Opublikowane przez , 7 lipca 2016 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Luol Deng to 31-letni Sudańczyk, posiadający brytyjskie obywatelstwo. W swoim życiu miał okazję spotkać się z byłym zawodnikiem NBA – Manutem Bolem, który był dla niego oraz jego starszego brata – Ajou mentorem. Wraz z rodziną wcześnie wyemigrował do Brixtonu – dzielnicy położonej w południowym Londynie. Tam uczęszczał do szkoły średniej w St. Mary’s RC, gdzie zakochał się w piłce nożnej. Podziwiał wtedy gracza Newcastle United – Faustino Asprilla. Nie porzucił jednak gry w koszykówkę, a dzięki dobrym występom, został zaproszony do drużyny Reprezentacji Anglii do lat 15-stu. W jej składzie wziął udział w European Junior Men’s Qualifying Tournament, gdzie zdobywał średnio 40 oczek i zbierał 11 piłek na mecz. Z tego też powodu został wybrany MVP turnieju. Następnie doprowadził swój kraj do finałów European Junior National Tournament, gdzie z kolei notował zazwyczaj 34 punkty w pojedynczym spotkaniu, co również pozwoliło mu zgnarnąć nagrodę MVP. Po tych sukcesach, w wieku 14 lat, Deng przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie grał w koszykówkę w Blair Academy w New Jersey.

Tam, w swoim ostatnim roku gry, Luol był uznawany za jednego z najbardziej obiecujących graczy szkoły średniej w Stanach Zjednoczonych (pięć gwiazdek według Rivals.com). Ustępował tylko LeBronowi Jamesowi, który od samego początku był ulubieńcem ekspertów. Deng dostał się do All-America First Team, wybieranej przez Parade i USA Today, a do tego został wybrany do meczu McDonald’s High School All-America. Jednak z powodu kontuzji stopy, nie mógł wziąć w nim udziału.

Na studia postanowił iść do Duke, gdzie grał pod wodzą Mike’a Krzyzewskiego. W swoim jedynym sezonie spędzonym w barwach Blue Devils, wystąpił w 37 meczach. Zdobywał w nich średnio 15.1 oczek, a jego ekipa dostała się do Final Four. W tym czasie stał się jednym z dziesięciu graczy w historii Atlantic Coast Conference (ACC), którzy przewodzili wszystkim pierwszoroczniakom w zdobytych punktach, zbiórkach oraz skuteczności z gry.

Tuż po rozegraniu sezonu 2003/04, Luol postanowił wziąć udział w drafcie National Basketball Association. Został w nim wybrany z siódmym numerem przez Phoenix Suns. Od razu jednak został wymieniony do Chicago Bulls. W swoim debiutanckim roku trafił do NBA All-Rookie First Team i znacznie pomógł Bykom w ich pierwszym od siedmiu lat awansie do playoffs. W 61 pojedynkach, notował średnio 11.7 oczek, a 8 lutego w starciu z Dallas Mavericks, udało mu się zaliczyć swoje pierwsze w karierze double-double.

Sudańczyk z roku na rok rozwijał swoje umiejętności w ekipie z Wietrznego Miasta. Doceniał to sztab szkoleniowy zespołu, który postanowił dawać mu coraz więcej minut i obarczać go większą odpowiedzialnością. W roku 2012 udało mu się dostać do Meczu Gwiazd oraz znaleźć się w drugiej najlepszej defensywnej piątce. Rok później z kolei ponownie dostał się do All-Star Game. Swój najlepszy sezon w barwach Byków rozegrał jednak na przełomie 2013/14. Jego DRTg z tego okresu było jednym z najlepszych w karierze (102 oczka na 100 posiadań), PER wyniósł 17 punktów, a według statystyk na 36 minut gry, notował 18.3 oczka, 6.6 zbiórek i 3.6 asyst. Jedynie jego skuteczność zza łuku wtedy nie zachwycała (27.4%) ale był to jedyny mankament w jego grze.

Luol Deng w spotkaniu z Boston Celtics

Przed startem wspomnianego sezonu, Bull wiedzieli, że będą musieli słono zapłacić Dengowi za jego grę. Mówi się, że ten niski skrzydłowy chciał otrzymać ofertę wartą około 60 milionów dolarów za pięć sezonów gry. Władze Chicago nie chciały wydawać takiej sumy pieniędzy na niego, tym bardziej że w ich składzie był młody i głodny gry Jimmy Butler. W trakcie sezonu zdecydowano się więc wymienić Denga do Cleveland Cavaliers za Andrew Bynuma, dwa przyszłoroczne wybory w drugiej rundzie draftu, zastrzeżony pick, który Cavs otrzymali od Sacramento Kings oraz prawo do zamiany pierwszorundowego wyboru Kawalerzystów w drafcie 2015 roku. W zespole z Ohio jego kariera jednak nie układa się najlepiej, a do tego Deng chciał walczyć o najwyższe cele, a nie brać udział w przebudowie. Dlatego też latem, kiedy stał się wolnym agentem, postanowił dołączyć do Miami Heat, gdzie spędził kolejne dwa sezony.

Jego rola w drużynie Dwyane’a Wade’a nie była taka sama jak w Bulls, czy Cavs. Luol zdawał sobie z tego sprawę, gdy postanowił podpisać kontrakt z Patem Riley’em. Bez wątpienia był jednak bardzo ważnym zawodnikiem w rotacji Heat. Ponadto warto zaznaczyć, że jego ofensywa według ORtg uległa poprawie podczas gry na Florydzie. W meczu numer jeden playoffs 2016 przeciwko Charlotte Hornets udowodnił nawet, że ciągle może być jedną z głównych opcji w ataku. Zdobył wtedy 31 punktów, trafiając 11 na 13 oddanych rzutów. A to dobrze rokuje przed rozpoczęciem jego przygody z Lakers. Niestety spadła natomiast efektywność jego obrony, która statystycznie była gorsza od defensywy całego zespołu (szczególnie w rozgrywkach 2014/15). I pod tym względem na cuda raczej nie ma co liczyć. Prime Denga już minął i zapewne z każdym rokiem będzie dawał z siebie coraz mniej po bronionej stronie parkietu.

Przychodząc do Jeziorowców Luol Deng ma być jednak przede wszystkim mentorem dla młodziutkiego Brandona Ingrama. I w tej roli powinien spisać się swietnie. Od samego początku kariery Sudańczyka w NBA, różni trenerzy i zawodnicy bardzo chwalą jego etykę pracy. Jest jednym z najciężej pracujących graczy, którzy w ogóle nie sprawiają problemu w szatni. Daje z siebie po prostu 110%i to zarówno na treningach, jak i w meczach, a szkoleniowcy mogą zlecić mu do wykonania każde zadanie na parkiecie. Ktoś taki więc na pewno bardzo się przyda 16-stokrotnym mistrzom NBA. Deng jest w końcu 12-letnim weteranem, który bardzo dużo widział na parkiecie i poza nim. Wie jak zachować się w różnych sytuacjach i potrafi przekazać wiedzę młodym graczom. Dobro drużyny stawia ponad wszystko.

Luol Deng w barwach Miami Heat

Do tego przecież przynajmniej przez kolejne dwa lata, jego gra powinna wyglądać na podobnym poziomie jak w Miami Heat. Możemy więc spodziewać się zbiórek, rozciągania gry na obwodzie, czy też niezłej skuteczności przy atakowaniu obręczy (FG 67%). Nie wymaga piłki żeby być skutecznym, co jest bardzo ważne w nowym systemie, jaki będą stosować Jeziorowcy. W obronie natomiast, choć najlepsze lata ma już za sobą, tak jednak z pewnością będzie „pierwszym defensorem Lakers” i tym samym będzie musiał kryć najlepszych rywali przeciwnych drużyn. Będą to zapewne zarówno niscy jak i wysocy skrzydłowy. Spodziewam się bowiem, że Luke Walton będzie chciał go często wykorzystywać jako stretch four.

On naprawdę robi wszystko. Jest zarówno wspaniałym zawodnikiem, jak i osobą w życiu prywatnym. On jest jednym z powodów, dzięki któremu tak dobrze spisujemy się w tym roku. Jestem z niego dumny – John Paxson.

Oczywiście Deng nie jest wart 72 miliony dolarów, które zarobi przez najbliższe cztery lata. Niemniej jednak Los Angeles Lakers musieli kogoś przepłacić i z dwojga złego, lepiej że postawili na kogoś z doświadczeniem, kto pomoże rozwinąć się 19-letniemu zawodnikowi złota i purpury (Ingramowi), niż na jakiegoś całkiem młodego i jeszcze nie do końca ogarniętego w lidze gracza. Czy to się ostatecznie obu stronom opłaci? W pierwszych dwóch latach na pewno. Potem może nie być już tak kolorowo, ale tym będziemy się martwić później. Na razie miejmy nadzieję na to, że Brandon oraz inni Jeziorowcy jak najwięcej nauczą się od Denga i razem stworzą zgraną drużynę, która będzie uczyła się na swoich błędach i wzajemnie sobie pomagała. Bez wątpienia Luol jest ważnym punktem przebudowy, która od jakiegoś czasu trwa w Mieście Aniołów.

Tagi:

Skomentuj