Sylwetki zawodników: Lou Williams

Opublikowane przez , 6 lipca 2015 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Lou Williams to dziesięcioletni weteran, który od razu po szkole średniej postanowił przejść na zawodowstwo. Wybrany w drafcie 2005 roku z 45 numerem (ze względu na słabą prezentację w odbytych workoutach) przez Philadelphię 76ers 28-latek, miał okazję w swojej karierze reprezentować barwy Sixers, Hawks oraz ostatnio także Raptors. Jest on typowym scorerem, który najlepiej czuje się jako dwójka ale ze względu na niski wzrost (185 centymetrów), często przypisywana jest mu pozycja rozgrywającego. Nie ma on z nią jednak za dużo wspólnego, a w zespołach w których grał, zawsze odpowiedzialny był za atak i zdobywanie punktów. Dodatkowo najlepiej czuje się wchodząc z ławki, co udowodnił m.in. w ostatnim sezonie 2014/15. Jako członek Dinozaurów zdobywał średnio 15.5 punktów (FG 40%, 3FG 34%), 1.9 zbiórek, 2.1 asyst oraz 1.1 przechwytów na mecz. To też właśnie z tego powodu zdobył nagrodę Najlepszego Rezerwowego Ligi – jego pierwsze tak znaczące wyróżnienie w NBA.

Williams już jednak wcześniej imponował na koszykarskich parkietach. Bardzo dobrze zaprezentował się w swoim drugim roku w NBA, kiedy to będąc członkiem Sixers, grał dla zespołu z D-League – Fort Worth Flyers oraz w rozgrywkach 2007-08, po zakończeniu których, podpisał pięcioletnią umowę wartą 25 milionów dolarów z ekipą z Philadelphii. Szczególnie udany miał jednak sezon 2009/10, w którym to zdobywał 14 oczek na mecz, a do tego rozdawał 4.2 asysty. Być może to też właśnie wtedy niektórzy zaczęli dopatrywać się w nim rozgrywającego ale jak się okazało później, Lou po prostu zaczął lepiej wykorzystywać swoje atrybuty oraz skupiać na sobie więcej uwagi, dzięki czemu jego koledzy częściej niż zwykle znajdywali się w dogodniejszych niż on pozycjach do zdobywania punktów. Równie solidnie zaprezentował się także w 2011/12, kiedy to notował najwięcej oczek wśród wszystkich graczy 76ers (14.9) i to pomimo tego, że ani jednego meczu nie rozpoczął w pierwszej piątce. Dzięki temu zajął drugie miejsce w głosowaniu na Najlepszego Rozgrywającego Ligi (tuż za Jamesem Hardenem). Nie da się więc ukryć, że jak na tak daleki wybór w drafcie, Lou sprawdził się w lidze i przewyższył wszelkie oczekiwania co do jego osoby. Jedynie zerwanie ACL nieco spowolniło jego rozwój w NBA ale ostatni rok pokazał, że Williams chyba powrócił już do swojej formy.

Tak jak już pisałem powyżej – urodzony w Memphis obrońca specjalizuje się w zdobywaniu punktów. Uwielbia grać z piłką i zdobywać oczka czy to po oddawaniu rzutów z przed nosa rywali, czy też po wjazdach pod kosz. Bez wątpienia jest w stanie odciążyć kolegów z drużyny od scoringu i samemu przejąć pałeczkę oraz wykreować jakąś okazję dla partnera z drużyny. Nieźle spisuje się również jako spot-up shooter, a szczególnie jeżeli chodzi o tzw. corner threes, które trafia z przynajmniej 47% skutecznością. Tutaj jednak pojawia się pewien problem w związku z obecnym szkoleniowcem Jeziorowców. Mike D’Antoni co prawda pewnie bardzo by się ucieszył z podpisania Lou, ale natomiast Scott i jego podejście odnośnie rzutów dystansowych, raczej nie ułatwi Williamsowi odnalezienie się na obwodzie, przez co ten pewnie częściej będzie rzucał z dalekiego dystansu, niż z rogów. A w tym już nie jest tak efektywny (średnia skuteczność poniżej 30%). Zresztą zobaczcie sami jego shot chart z ostatnich rozgrywek.

Shot Chart Lou Williamsa z ostatniego sezonu

Zresztą ogólnie Williams przy rzutach zza linii 7 metrów i 24 centymetrów nie jest tak skuteczny, jak mogłoby się wydawać. Ogólnie w całej karierze trafił średnio tylko 34.1% trójek, co jest po prostu słabym wynikiem. Dużo lepiej dla Lakers będzie więc, jeżeli skupi się na półdystansie oraz na wspomnianych już wjazdach pod kosz. Lou nie tylko potrafi zdobywać punkty w polu trzech sekund ale także, pomimo swoich warunków fizycznych, dosyć często wymusza faule (w ostatnim sezonie oddawał prawie 5 osobistych na mecz), a na linii rzutów za jeden punkt trafia z 81.6% skutecznością. To też właśnie ten ostatni element bardzo zawyża jego True Shooting %, który w karierze wynosi 54%. Nikt jednak nie powinien się nim do końca sugerować, gdyż choć Lou jest scorerem i zdobywa dosyć dużo punktów, tak jednak wspomniana już wcześniej jego skuteczność z gry ciągle pozostawia wiele do życzenia. Gdyby sam zawodnik decydował się na rozsądniejsze rzuty i był lepiej wykorzystywany przez swoich trenerów, to być może byłby dużo bardziej efektywnym graczem ale tak, przypomina on nieco Nicka Younga. Czyli czasami mu wszystko wpada do kosza, a czasami wręcz przeciwnie. Jedynie to, że znacznie częściej decyduje się atakować kosz od Swaggy’ego P, wyróżnia go od 30-latka.

Ponadto ten rzucający obrońca bardzo dobrze potrafi sprawować kontrolę nad piłką. W ostatnim roku, 27% zagrywek Raptors wykorzystywało właśnie osobę Williamsa, a więc naprawdę sporo. Mimo to, Williams tracił piłkę tylko 8.4 razy na 100 posiadań. A to bardzo dobrze świadczy o jego ball handlingu. Nie należy tego jednak interpretować również pod względem jego umiejętności jako rozgrywającego, gdyż Lou w rozgrywkach 2014/15 rzadko asystował. Gdyby pewniej częściej decydował się na podania, to wskaźnik ten by wzrósł. Niemniej jednak tak jak pisałem, oznacza że to, że najczęściej nie ulega presji obrońcom i potrafi indywidualnie poradzić sobie z rywalem i zakończyć akcję przynajmniej rzutem, a nie stratą. A to zawsze jakiś plus.

Ogólnie więc, mimo pewnych wad, bez wątpienia mocną stroną Williamsa jest właśnie atak i to tej po stronie parkietu się wyróżnia. Zresztą potwierdzają to właściwie wszystkie zaawansowane statystyki (np. Offensive Rating – 114, czy też Offensive Box Plus/Minus – 4.0). W ostatnim roku nawet, jego wskaźnik Offensive Win Shares wyniósł 5.4, co oznacza że dzięki jego grze w ofensywie, zespół przypuszczalnie odniósł ponad pięć wygranych. Dzięki temu zajął wysokie 22 miejsce wśród wszystkich zawodników NBA, co potwierdza jak duży wpływ miał na atak Dinozaurów przez ostatni rok. Oprócz tego, również statystyki Raptors z nim i bez niego na parkiecie potwierdzają jego przydatność w ataku. W końcu z nim ekipa z Kanady zdobywała 116.1 punktów na 100 posiadań, a bez niego „tylko” 108.7, co daje różnicę aż 7.3 oczek.

Lou Williams jeszcze w barwach Raptors

Niestety zupełnie inaczej jest po bronionej stronie parkietu, która jest chyba piętą Achillesową Williamsa. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to co Lou daje w ofensywie, to oddaje w defensywie (w końcu jego Box Plus/Minus z kariery wychodzi niemal na równe 0). Niekorzystne warunki fizyczne, brak masy ciała oraz siły powodują, że nawet mimo szybkości, mierzący 185 centymetrów zawodnik nie jest w stanie nawiązać walki w obronie. A już szczególnie, gdy przychodzi mu się mierzyć z dużo silniejszymi i większymi zawodnikami od niego. Mówiąc więc krótko – jest beznadziejny pod tym względem i jedyną nadzieję jest to, że Roy Hibbert (jeżeli oficjalnie trafi do zespołu), zatuszuje jego braki. W końcu w ostatnim roku według 82games.com, defensywa Raptors była nawet o 0.5 oczek lepsza kiedy Lou przebywał na parkiecie, niż kiedy był poza nim. Błędem byłoby jednak założenie, że to on sam był tak dobry po tej stronie parkietu. Po prostu odpowiednie schematy oraz umiejętności defensywne jego kolegów z drużyny w jakimś stopniu przykryły jego braki. Czy tak jednak będzie również w Lakers? Być może ale raczej nie ma się na to co nastawiać.

Podsumowując więc Mitch Kupchak ściągnął do zespołu prawdziwego scorera, lubiącego mieć piłkę w rękach, który prawdopodobnie zastąpi Nicka Younga oraz spowoduje, że Kobe Bryant na stałe będzie grał jako niski skrzydłowy w drużynie. Williams ogólnie ma pozytywny wpływ na ofensywę całego zespołu i to pomimo tego, że nie trafia z najlepszą skutecznością z pół i z dystansu. Oczywiście ten rzucający obrońca mógłby być dużo bardziej efektywny ale chyba tylko czysto teoretycznie, gdyż w tym wieku (dla przypomnienia – 28 lat) raczej nie ma co liczyć na jakieś większe zmiany w jego grze. Stąd też z pewnością świetne występy będzie przeplatywał tymi średnimi, choć koniec końców, powinien mieć dodatni wpływ na całą drużynę. W obronie natomiast trzeba przygotować się na najgorsze i pod tym względem nie mieć żadnych wygórowanych oczekiwań wobec samego gracza. Ważne więc będzie chyba to, żeby w każdym meczu swoje braki w obronie, Lou nadrabiał z nadwyżką w ataku, a Lakers (mówiąc żartobliwie) zdobywali z nim na parkiecie więcej punktów od ich przeciwników.

P.S. Prywatnie Lou Williams jest bliskim przyjacielem Bow Wowa oraz wielkim fanem rapu. Na swoim koncie ma kilka piosenek, a jednym z jego większych sukcesów w tej dziedzinie, jest nagranie kawałka z Meek Millem I Want It All (link).

Tagi:

Skomentuj