Sylwetki zawodników: Lonzo Ball

Opublikowane przez , 24 czerwca 2017 w Artykuły, Zawodnicy, 2 komentarze

Lonzo Ball to 19-latek urodzony w Anaheim, w stanie Kalifornia. Jest synem LaVara oraz Tiny, którzy w przeszłości grali w koszykówkę na poziomie uniwersyteckim. Ich syn z powyższym sportem związany jest od wieku dwóch lat. Dorastał wraz z dwójką młodszych braci – LiAngelo oraz LaMelo. Zanim wszyscy poszli do szkoły średniej, to często grywali razem w drużynie trenowanej przez ich ojca. Później cała trójka zaczęła uczęszczać do Chino Hills High School. Największe wrażenie wywierał jednak Lonzo, który w 2016 roku zdobył wiele nagród dla najlepszego gracza na szkolnym poziomie. Jego zespół nie przegrał wtedy ani jednego spotkania (35-0), wygrywając mistrzostwo stanowe. Lonzo notował wtedy statystyki na poziomie triple-double w postaci 23.9 oczek, 11.3 zbiórek i 11.7 asyst na mecz. Dzięki temu został uznany jako Naismith Prep Player of the Year, Morgan Wootten National Player of the Year, USA Today Boys Basketball Player of the Year oraz Mr. Basketball USA.

Na swój college Lonzo wybrał UCLA, gdzie spędził tylko rok czasu. W sezonie 2016/17 był liderem pod względem rozdawanych asyst, a do tego pobił rekord UCLA Bruins w tej kategorii. W dużej mierze dzięki niemu Bruins stali się jedną z pięciu najlepszych ofensyw w lidze. W tym samym roku Ball został wybrany MVP turnieju Wooden Legacy, po tym jak poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa nad Texas A&M. Z kolei w ostatnim meczu sezonu przeciwko Washington State, rozdał aż 14 asyst, pokonując tym samym 30-letni rekord wśród pierwszoroczniaków Pac-12, należący do Gary’ego Paytona (12). W całym sezonie Ball notował średnio 14.6 punktów, 7.6 asyst oraz 6 zbiórek. Tym samym stał się pierwszym graczem w konferencji od czasu Jasona Kidda w 1993/94, któremu udało się osiągnąć takie statystyki. Do tego wszystkiego rzucał na poziomie 55.1%, z czego 41.2% zza luku. Ponadto zdobył nagrodę Wayman Tisdale Award, jako najlepszy pierwszoroczniak na poziomie uniwersyteckim oraz znalazł się także w pierwszej piątce All-American.

Lonzo mierzy w sumie 198 centymetrów wzrostu, a przez swój styl gry, często jest porównywalny do Jasona Kidda, czy też uważany za bardziej atletycznego Ricky Rubio. Jego głównym atutem jest znakomity przegląd parkietu oraz umiejętność podawania piłki. Ball stawia przede wszystkim na dobro drużyny i chce, aby zawodnicy wokół niego stawali się lepszymi. Bardzo szybko podejmuje decyzje, nie zatrzymuje ruchu piłki, a do tego uwielbia przeprowadzać akcje w transition offense. Ten element gry stanowił jakieś 30% posiadań Balla w college’u i notował w nim średnio 4.1 asyst, przy zaledwie jednej stracie.

half court offense Lonzo również jest niezwykle kreatywny i skuteczny. Dzięki znakomitym warunkom fizycznym, potrafi dostrzec swoich kolegów z drużyny na niepilnowanych pozycjach i wykorzystać swoje koszykarskie IQ do podjęcia trafnej decyzji. Najważniejsze jednak jest to, że aby być efektywnym, nie potrzebuje mieć cały czas piłki w rękach. Często pozwala innym inicjować akcję i w ten sposób zaangażować się w całą zagrywkę. Do tego dobrze spisuje się jako shooter. Choć jego styl rzucania jest nieco dziwny, tak nie da się ukryć, że jest on skuteczny. Tak jak pisałem powyżej, Ball trafił 41.2% swoich trójek (194 próby) w college’u. Do tego w akcjach typu catch & shoot zanotował skuteczność na poziomie 44.6% i to pomimo tego, że rzucał głównie zza łuku, a ponad 68% jego prób była contestowana.

Lonzo Ball podczas gry dla UCLA

Ponadto z niezłej strony pokazał się też wychodząc zza zasłon, czy też podczas wykonywania step-backu, który jest jego firmowym zagraniem. Z kolei przy rzutach po dyblingu, Ball w college’u notował średnio 48.6% skuteczność, zdobywając 1.343 oczka na rzut (jeden z najlepszych wyników). Niestety prób takich, Synergy odnotowało tylko 35, a większość z nich związana była ze step-back jumperami. A to jednak trochę za mało aby wciągnąć głębsze wnioski.

Jego słabą strona jest natomiast pierwszy krok, który nie wyróżniał się na poziomie NCAA. Nie ma wystarczająco zdolności aby regularnie przedzierać się pod kosz rywali, w czym przeszkadza mu także brak odpowiedniej masy ciała. Jego atletyczność głównie ujawnia się podczas kontrataków, a nie ataku pozycyjnego. Przy graniu pick & rolli, w aż 75% przypadków skupiał się na podawaniu piłki. To oznacza, że tylko w 25% tego typu sytuacji próbował atakować obręcz rywala. Jest to więc na pewno coś, nad czym będzie musiał popracować w NBA. Nie może być bowiem aż tak jednowymiarowym graczem. Szczególnie, że zróżnicowane pick & rolle to podstawa gry w dzisiejszej lidze.

W defensywie z kolei Lonzo nieźle gra bez piłki, wymuszając straty i walcząc na tablicy ale tutaj też ma swoje słabe strony. Przede wszystkim w pełni nie wykorzystuje swoich warunków fizycznych (głównie wzrostu) i nie ma takiego wpływu na obronę zespołu, jak mogą sugerować notowane przez niego przechwyty i bloki. Poza tym gorzej radzi sobie z mniejszymi i szybszymi od niego obrońcami, którzy uwielbiają wchodzić pod kosz i odgrywać piłkę na obwód. W college’u często miał także problemy z odczytaniem nadchodzących zasłon i gry pick & roll, przez co czasami całkowicie gubił się w tym elemencie. Do tego oczywiście musi nabrać więcej masy ciała, aby walczyć przy przejęciach itd. Jego słabości bardzo uwidoczniło Kentucky oraz De’Aaron Fox, który zdobył aż 39 punktów przeciwko niemu.

Na koniec warto także zaznaczyć, że niektórzy uważają, że Ball ma problem z utrzymaniem takiego samego poziomu skupienia i starania się przez cały mecz. Jest to coś, na co Luke Walton i jego sztab szkoleniowy będą musieli zwrócić uwagę. Z jednej strony ma sporo zalet, które idealnie pasują do dzisiejszej NBA, a z drugiej jest kilka istotnych wad, nad którymi Lakers będą musieli popracować albo je w jakiś sposób zakryć. Ogólnie jednak nie da się ukryć, że Lonzo był jednym z najlepszych prospectów w tegorocznym drafcie. Magic Johnson i Rob Pelinka wierzą, że może on być prawdziwym liderem tego młodego zespołu. Czy tak będzie i czy uda mu się poprowadzić drużynę do playoffs w jego debiutanckim sezonie, tak jak uważa jego ojciec? Zobaczymy już wkrótce.

Tagi:

2 komentarze

  1. Kolejny raz wybieramy w drafcie kogoś kto jest za chudy. Porównując Brandona i Lonzo to Ball(mimo nieco niższego wzrostu) jest jak dwóch Ingramów. To jest najmniejszy minus. Lonzo musi popracować nad skutecznością rzutów i obroną. Przegląd parkietu ma całkiem niezły. Co do jego rzutu to podzielam zdanie jego samego: ,,Dopóki rzucam i trafiam to nie będę nic zmieniał”. I czuję że stworzą świetny duet z Ingramem. Może raczej mam nadzieje że tak właśnie będzie. Oby Lonzo za bardzo nie ,,gwiazdorzył” a ojciec za bardzo nie wtrącał się bo może chłopakowi zniszczyć reputację w środowisku a co za tym idzie karierę. Choć myślę że znajdzie(lub już znalazł) wspólny język z LaVarem. Również uważam że lepszego gracza raczej nie mogliśmy wybrać z takim numerem w drafcie. Panowie i panie wiecie może czy coś się szykuje w składzie ,,Jeziorowców”? Bo na razie cisza. Temat Georgea ucichł na kilka dni, dzisiaj czytałem że Indiana, Cleveland i Denver planują coś większego.

  2. Strasznie są napaleni i zakochani w Ballu wszyscy. Przecież im uśmiech z twarzy nie schodzi. Pozostaje zaufać, że wiedzą co robią i gość wypali faktycznie. Trzeba dać szansę i tu nie mam problemu, ale z tym pociągiem marketingowym, jaki już ruszył, nie jest mi po drodze.

Skomentuj