Sylwetki zawodników: Kentavious Caldwell-Pope

Opublikowane przez , 23 lipca 2017 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

13 lipca Lakers podpisali jednoroczną umowę z rzucającym obrońcą Kentaviousem Caldwellem-Popem. Początkowo ten zawodnik miał status zastrzeżonego wolnego agenta, lecz po dokonaniu wymiany z Celtics i przejęciu Avery’ego Bradleya ekipa ze stanu Michigan zrzekła się praw do Caldwella-Pope’a. Sytuacje skrzętnie wykorzystali Magic Johnson i Rob Pelinka i czym prędzej zakontraktowali młodego i perspektywicznego obrońcę, który ma zadatki na świetnego gracza o walorach 3 & D. Kim jest Caldwell-Pope i jakie były jego losy zanim trafił do NBA i przez cztery lata reprezentował barwy Detroit Pistons?

Przede wszystkim warto wspomnieć, że Kentavious urodził się 13 lutego 1994 roku w stanie Georgia w malutkiej miejscowości Thomaston, która leży przy jednej z głównym tras prowadzących do stolicy stanu Atlanty. Już od wczesnych lat wykazywał wielką chęć gry w koszykówkę, w czym pomagał mu wzrost jaki go do tego predysponował. Pope uczęszczał do pobliskiego liceum Greenville, które poprowadził do wielu sukcesów. Jako drugoroczniak i junior awansował z ekipą do sweet 16. Natomiast jako senior wprowadził swoją drużynę Final Four mistrzostw stanowych, co jak na tak małą szkołę było ogromnym sukcesem. Ostatecznie Greenville nie zdobyło tytułu, bo w półfinale poległo z późniejszym zwycięzcą Wilkinson County. Jednakże wkład Caldwella-Pope’a nie pozostał pominięty. Młodzian dostał zaproszenie do prestiżowego spotkania organizowanego przez restaurację McDonald’s dla najlepszych zawodników w kraju z danego rocznika. Oprócz niego wzięli w nim udział między innymi Anthony Davis, Bradley Beal czy Michael-Carter Williams.

Kolejnym etapem w życiu Kentaviousa był uniwersytet. Jako jeden z najlepszych zawodników w kraju mógł przebierać w ofertach stypendialnych. Zdecydował się on jednak na pobliską uczelnię. Uniwersytet stanowy Georgia to najstarsza publiczna szkoła w Stanach Zjednoczonych. Została założona 27 stycznia 1785 roku przez Abrahama Baldwina. Należy do tak zwanej wielkiej trójki południa i zaliczana jest do najbardziej prestiżowych w kraju. Pope wiedział co robi, ponieważ Georgia Buldogs mają znakomity program i potrafią wyszkolić świetnych graczy. Może nie zbytnio efektownych, ale przede wszystkim walecznych i zadziornych w obronie. W swoim pierwszym roku Kentavious błysnął w wielu meczach, między innymi zdobył 25 punktów w starciu z Ole Miss. Ogółem zaliczał średnio ponad 13 punktów 5 zbiórek i 1.8 przechwytu na mecz. To zaowocowało nominacją do pierwszej piątki pierwszoroczniaków południo-wschodniej konferencji obok takich nazwisk jak Davis czy Beal. Pope nie zdecydował się jednak w tym samym roku na draft co oni. Wybrał opcję pozostania na uczelni i dopracowania pewnych zagrań przed wstąpieniem na drogę zawodową. To iż zostanie wybrany nie podlegało bowiem wątpliwościom.

Jako Sophomore Kentavious rozwinął się jeszcze bardziej. Zaliczył postęp w każdej statystyce, dostarczając teraz cyferki na poziomie 18 punktów, 7 zbiórek, 1.8 asysty i 2 przechwytów. Wszystko to na jeszcze lepszej skuteczności z gry, a w tym także zza łuku. Okazał się być coraz lepszym strzelcem i nie było już wówczas żadnych szans, że wypadnie poza pierwszą dziesiątkę draftu. Wybrano go także bezapelacyjnie najlepszym graczem swojej konferencji, a w swoim finałowym spotkaniu jako Bulldog zaliczył 32 punkty i 13 zbiórek. Teraz przyszła więc kolej na NBA.

Kentavious Caldwell-Pope podczas gry na uniwersytecie

Do ligi Caldwell-Pope wszedł za sprawą draftu z 2013 roku, który odbył się w Barclays Center. Tamtejszą uroczystość uznaje się za jedną z najgorszych w historii pod względem jakości zawodników. W porównaniu do draftu z roku poprzedniego czy też 2011 jest kolosalna różnica. Już sam pierwszy wybór to największy niewypał w historii. Anthony Bennett miał być pierwszym Kanadyjczykiem wybranym z jedynką, który podbije ligę, ale jego upadek wciąż słychać. Na wielkich nadziejach się skończyło, a sam zainteresowany gra teraz w Europie. Z dwójką poszedł Victor Oladipo, który ma zadatki na niesamowitego gracza w ataku, ale defensywa to jego główna bolączka, dlatego bez żalu pozbyto się go w Orlando i teraz Oklahomie. Otto Porter Jr. którego z trzecim numerem wybrali Wizards to chyba najlepszy strzelec tej rundy i być może całego draftu, który z roku na rok staje się coraz lepszy. Później mieliśmy trzech centrów (Cody Zeller, Alex Len i Nerlens Noel), którzy nie wnieśli jeszcze nic wielkiego do NBA i chyba już nigdy nie wniosą, bo liga idzie w kierunku szybszej gry.

Z numerem 7 poszedł obieżyświat Ben McLemore i dopiero po nim na wybranie Pope zdecydowali się Detroit Pistons. Wówczas zespół próbujący odbić się od dna Konferencji Wschodniej. Stąd też początki Kentaviousa nie były łatwe. Zdecydowanie prościej przecież gra się w drużynie dobrze zorganizowanej, a taką z pewnością nie byli Pistons pod wodzą Maurice’a Cheeksa. Dość powiedzieć, że ten szkoleniowiec nie dotrwał nawet do końca sezonu. Generalny manager zwolnił go 9 lutego i wówczas wiadomo było, że Tłoki w tym sezonie już nic nie ugrają. Potrzebna była natychmiastowa odmiana stylu gry, a taką trzeba było dokonać radykalnie. Zdecydowano się więc na Stana Van Gundy’ego, który od dwóch lat przebywał na urlopie od koszykówki, po tym jak zwolniono go z Orlando Magic. Doprowadził on Magic drugi raz w historii do Finału NBA w 2009 roku, ale miał konflikt z ówczesną gwiazdą Dwightem Howardem. Van Gundy miał dać młodym Pistons pewność siebie i przywrócić playoffs w stanie Michigan.

W trakcie Summer League swój wielki potencjał pokazał wówczas Pope i nowy trener od razu zaczął na niego stawiać. Zrobił z niego gracza startowego, a co więcej Kentavious zagrał najwięcej minut w zespole. Przełożyło się to na lepsze liczby rzucającego obrońcy. Z 5 średnio zdobywanych punktów zaliczył skok na ponad 12. Dość powiedzieć, że poprawa nastąpiła w każdym elemencie, ale najbardziej odczuwalna była chyba w rzucie z dystansu. Z uwagi na fakt, że ten aspekt gry zyskał ogromne znaczenie w NBA. Pewny strzelec to podstawa drużyny, a takim miał się stać Caldwell-Pope.

W Detroit Pistons Caldwell-Pope spisywał się naprawdę nieźle

Z pewnością bardzo pomógł, w rozwoju Pope’a, transfer Reggiego Jacksona, który miał miejsce w środku sezonu. Rozgrywający, który przyszedł z Oklahomy często dzielił się piłką ze swoim nowym kolegą i ufał mu dogrywając piłki za łuk czy do środka. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tłoki mając w swoim składzie Pope’a Jacksona, a także Tobiasa Harrisa i Andre Drummonda w końcu awansowały do Playoffs. Uczyniły to w sezonie 2015/16, a więc po 7 latach przerwy od ostatniej wizyty w tej fazie sezonu. Niestety ich przygoda trwała bardzo krótko, bowiem tylko 4 mecze. Tyle udało im się wytrwać z hegemonem Konferencji Wschodniej Cleveland Cavaliers. Nie ubliżając nic młodym graczom nie mieli oni po prostu szans. Jednakże trzeba przyznać, że pokazali się oni z niezłej strony w przekroju całych rozgrywek. Caldwell-Pope zaliczył kolejny progres. Zdobywał ponad 14 punktów na mecz, a w Playoffs ponad 15. W trakcie czterech spotkań z późniejszymi mistrzami trafiał 44.4 % z dystansu.

Pistons nie poszli jednak w kolejnym roku do przodu. Zamiast podtrzymać passę spadli tuż za ósemkę. O ostatnią premiującą awans lokatę bili się do samego niemal końca, ale czegoś zabrakło. Van Gundy musiał przebudować pewne rzeczy w swojej układance i kiedy nadarzyła się okazja pozyskał z Celtics Avery’ego Bradleya. To oznaczało, że Caldwell-Pope został niezastrzeżonym wolnym agentem. Detroit chcieli mu złożyć ofertę, ale nie mieli wystarczających argumentów finansowych. Tym oto sposobem do gry włączyli się Lakers i to właśnie oni pozyskali świetnego strzelca do swojego zespołu za nieco ponad 18 milionów dolarów. Umowa została podpisana na rok, oznacza to, że Pope za rok znów trafi na rynek wolnych agentów.

W Lakers od razu stanie się pierwszoplanową postacią. Razem z Lonzo Ballem powinni stworzyć znakomity duet obrońców. Wygląda na to, że Caldwell-Pope może stać się z miejsca czołowym strzelcem zespołu, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę jego umiejętności w rzutach zza łuku, a także znakomitą wizję gry kolegi, którą to udowodnił podczas tegorocznego Summer League. Czy to wystarczy, aby Jeziorowcy w końcu awansowali do Playoffs. Ciężko stwierdzić. Na pewno transfery Magica i Pelinki są o niebo lepsze od zeszłorocznych umów Kupchaka. Deng i Mozgov będą chyba do końca życia siedzieć w głowach zagorzały kibiców Lakers. Oby razem z nimi nie szło w parze nazwisko Caldwella-Pope’a wobec którego trzeba mieć również wysokie oczekiwania. W końcu duży kontrakt to ogromna odpowiedzialność.

Skomentuj