Sylwetki zawodników: Ed Davis

Opublikowane przez , 18 lipca 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 1 komentarz

Edward Adam „Ed” Davis to syn byłego zawodnika NBA – Terry’ego Davisa, który spędził w lidze 10 lat, grając dla takich zespołów jak Miami Heat, Dallas Mavericks, Denver Nuggets czy Washington Wizards. Zanim Ed trafił do NBA, poprowadził on swoją drużynę w szkole średniej w Richmond do dwóch mistrzostw stanowych , notując średnio 22 punkty, 14 zbiórek i 7 bloków w swoim ostatnim roku tam spędzonym. Wraz z Tylerem Zellerem oraz Larrym Drew II uczestniczył w McDonald’s All-American Game, a także został wybrany do Jordan Brand All-American Team. W 2008 roku z kolei został uznany Mr. Basketball of Virginia, czyli najlepszym zawodnikiem szkoły średniej w stanie Virginia.

W collegu reprezentując barwy Tar Heels, Davis rozegrał każdy mecz sezonu 2008-09 ale tylko w dwóćh pojawił się jako gracz pierwszej piątki. Grając średnio 18.8 minut na mecz, Ed dodawał od siebie 6.7 punktów, 7 zbiórek i 1.7 bloków (najwięcej w zespole). Jego solidna gra pomogła ekipie z Północnej Karoliny awansować do finału NCAA, gdzie Ed wszedł z ławki i zdobył 11 oczek oraz zebrał 8 piłek, a jego ekipa pokonała Michigan State 89-72. Davis został wtedy wybrany do All-Freshman Team, a także otrzymał drużynową nagrodę Most Improved Player. To podniosło jego wartość i pewność siebie ale mimo to, Ed nie zdecydował się na przystąpienie do draftu. Zamiast tego rozegrał drugi sezon w barwach Tar Heels, notując w nim średnio 13.4 punktów, 9.6 zbiórek i 2.8 bloków na mecz. Jednak ze względu na kontuzję nadgarstka, wystąpił tylko w 23 spotkaniach, a jego uniwersytecka kariera zakończyła się w lutym 2010 roku.

Do NBA trafił tego samego roku, kiedy to z 13 numerem został wybrany przez Toronto Raptors. To też zresztą z tą drużyną wiąże swoje najlepsze lata spędzone w lidze, gdyż mógł w niej liczyć na regularną grę po 24 minuty na mecz. W tym czasie zdobywał średnio 7.7 punktów, zbierał 6.8 asyst i zaliczał jeden blok. Jak się jednak okazuje nie był on w ekipie z Kanady tak bardzo produktywny jak podczas swojej przygody w Memphis, gdzie trafił na początku 2013 roku m.in. za Rudy’ego Gay’a. Tutaj choć grał średnio prawie dziewieć minut krócej, to był bardziej efektywnym zawodnikiem, na co być może miała wpływ poukładana gra Niedźwiadków. Według statystyk biorących pod uwagę 36 minut gry, Davis notował średnio 13 oczek, 10.1 zbiórek (3.6 na atakowanej tablicy) oraz 2.2 bloki.

Jego mocną stroną, tak jak miałem okazję napisać już o tym na Facebooku (link), jest jego atletyzm oraz wyczucie co do bloków. Jeżeli chodzi o tą pierwszą cechę, to Davis uwielbia skakać, szukać okazji do zakończenia akcji z góry, czy po prostu zabiegać swoich rywali. Jest bardzo energicznym graczem, który może przypominać pod tym względem Jordana Hilla. Jeżeli przyszły trener Lakers zdecyduje się na ustawienie tej dwójki razem na parkiecie, to o deskę powinniśmy byli być spokojni. Obaj zawodnicy wykazują się wielką walecznością pod koszem i będę starali się dosięgnąć każdej piłki po obu stronach parkietu.

Ed Davis jeszcze za czasów gry w Toronto Raptors

Co do bloków, to te łączą się oczywiście z jego atletyzmem oraz wysokością 2 metrów i 74 centymetrów, którą uzyskuje po uniesieniu rąk w górę. W ich przypadku wystarczy właściwie przywołać procent zablokowanych rzutów rywali, ze wszystkich rzutów jakie oddali. W swojej całej karierze Davis blokował dokładnie 3.6% wszystkich rzutów przeciwników – 3.1% w Raptors oraz aż 5% w Grizzlies, z czego 7.1% w jego pierwszym sezonie spędzonym w Tennessee i 3.7% w drugim (tutaj na pewno wpływ na to miały schematy defensywne Niedźwiadków jak i same umiejętności Eda). Choć nie jest on może najlepszy pod tym względem, to na pewno jest solidnym graczem, zdolnym postraszyć rywali i zmusić ich do większego wysiłku przy wejściach pod kosz.

Ponadto Davisa cechuje również całkiem dobra gra w defensywie. Do tej pory Ed miał zawsze lepsze DRTg od zespołu dla którego grał, chociaż w pierwszym roku wynosiło ono raczej słabe 110 punktów na 100 posiadań. Później jednak było już lepiej – 101 w sezonie 2011 – 12 (DRTg TOR – 104.5), 102 w sezonie 2012 – 13 (105 w barwach TOR i 96 w barwach MEM) oraz 103 w sezonie (DRTg MEM 104.6). Ponadto trzeba zauważyć także, że z nim na parkiecie Grizzlies w ostatnim roku tracili 103.2 oczka na 100 posiadań, a bez niego już 106.3. MySynergySports uplasowało go na 69 miejscu wśród defensorów, a rywale zdobywali przeciwko niemu punkty tylko w 38 przypadkach na 100. Zatrzymywał on ich ogólnie na 36% skuteczności, a najlepiej radził sobie z rollującymi wysokimi, którzy grali pick & rolle, przy akcjach jeden na jednego oraz w grze pod koszem.

Powyższe cechy to właściwie główne atuty Eda Davisa. Z pewnością jest on lepszym obrońcą, niż atakującym. Fani Lakers nie mają co liczyć na to, że Davis uraczy nas jakimś zagraniem pod koszem, efektywnym rzutem hakiem, czy będzie zwodził swoich rywali na lewo i prawo (w ostatnim sezonie zajął dopiero 128 miejsce jeżeli chodzi o skuteczność w grze tyłem do kosza). Dobrze za to biega do kontrataków jak na wysokiego, a także nieźle zbiera na atakowanej tablicy, przez co później zdobywa łatwe punkty. Jednak jego najważniejszym elementem gry stanowi pick & roll. Tutaj Davis znalazł się na szóstym miejscu w lidze, kończąc 66.1% takich akcji (FG 41-62) i zdobywając bardzo dobre 1.26 punktów na jedno posiadanie. Tak jak pisałem wyżej – Davis lubi biegać i jeżeli Jeziorowcy będą chcieli mieć z niego pożytek, sprawić żeby czuł się komfortowo w ofensywie i był efektywny, to powinni grać jak najwięcej screen & rolli. Pewnie gdzieś teraz Mike D’Antoni łapie się za głowę, gdyż taki gracz jak Ed byłby idealny do jego systemu. Prawdopodobnie jest on teraz najlepszym rollującym w zespole i Lakers muszą wykorzystać tę jego silną (i właściwie jedyną) stronę.

Davis podczas podkoszowych przepychanek z zawodnikami Wizards

Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że atak nie jest jego mocną stroną, a ORTg drużyn dla których grał, zawsze było mniejsze z nim na parkiecie, niż bez niego. Davis bowiem nie jest w stanie sam wykreować sobie rzutu i izolowanie go byłoby beznadziejnym pomysłem. Pracę za niego muszą odwalać jego koledzy – on może zająć się tylko wykańczaniem akcji i tak też zresztą było przez te kilka lat. Jeśli jednak swoje będzie robił w obronie i na desce, to nikt nie powinien narzekać.

Podsumowując Davis to na pewno solidny i nieco niedoceniany zawodnik, starający się wykorzystywać swoje mocne strony i ukrywać te słabe. Przy pomocy kolegów z drużyny, może być z niego całkiem dobry i efektywny zadaniowiec. Do tej pory jeszcze nie miał okazji w 100% pokazać swoich możliwości ale być może uda mu się to zrobić tutaj w Los Angeles. Jeżeli Edward odnajdzie się w Jeziorowcach i stanie się ważną częścią rotacji zespołu, to na pewno będzie mógł po tym sezonie liczyć na sporą podwyżkę. W końcu podpisał kontrakt na dwa lata za minimum dla weteranów, przez co wielu ekspertów uważa pozyskanie go za steal. Na pewno taki gracz jak on byłby świetnym zmiennikiem dla jednego z contenderów i wielu chciałoby go zobaczyć w swoich szeregach. Mimo to Ed zdecydował się przyjść do Los Angeles, być może licząc na większą liczbę minut niż 15, które dostawał w Memphis. Czy wybór Miasta Aniołów okaże się być słusznym? Przekonamy się w trakcie trwania sezonu ale jedno jest pewne – za te pieniądze, sprowadzenie go do Lakers było naprawdę świetnym posunięciem.

Tagi:

1 komentarz

  1. Ed to super wzmocnienie (za taką kasę) ale bardziej by się przydał, gdybyśmy grali o mistrza. Tak to po prostu jest, bo ktoś musi być. Pytanie tylko, czy nie lepiej byłoby nie podpisywać Davisów, Boozerów itd. i mieć większe szanse na ostre tankowanie? Bo tak to ciągle krążymy w okolicach 12 miejsca na zachodzie (tak patrząc po składzie)… a to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie…

Skomentuj