Sylwetki zawodników: Corey Brewer

Opublikowane przez , 6 marca 2017 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Urodzony 5 marca 1986 roku w Portland, w stanie Tennessee, Corey Brewer, to 31-letni zawodnik, który od dzieciństwa związany był z koszykówą. Początkowo jego kariera koszykarska rozwijała się w fantastycznym tempie. W szkole średniej był jednym z kluczowych punktów Portland Panthers, dla których w sezonie 2003/04 notował 29.4 punkty i 12.8 zbiórek na mecz. Przez to właśnie został wybrany m.in. do Tennessee Secondary School Athletic Association Class 2A „Mr. Basketball”, McDonald’s All American oraz do czwartej czwórki Parade All-American. W 2004 roku był uznawany za siódmego niskiego skrzydłowego w kraju wśród młodych graczy, a ogólnie za 31 zawodnika w całych Stanach Zjednocznych. To powodowało, że wiele drużyn z college’u bardzo liczyło na to, że wybierze właśnie ich uniwersytet. Ostatecznie Brewer postawił na University of Florida, gdzie reprezentował barwy Florida Gators pod wodzą Billy’ego Donovana. Był jednym z czterech kluczowych zawodników, którzy mieli ogromny wpływ na grę zespołu przez kolejne trzy sezony. Walnie przyczynił się on do wygrania przez Gators trzech mistrzostw SEC (2005-07) oraz dwóch mistrzostw NCAA (2006-07). Ponadto stał się pierwszym zawodnikiem w historii klubu, który zanotował triple-double. Stało się to 18 grudnia 2005 roku, kiedy to zdobył 15 oczek, zebrał 10 piłek i rozdał 13 asyst (najwięcej od czasu Jasona Williamsa – 17 z 1997 roku).

W National Basketball Association znalazł się w 2007 roku za sprawą Minnesoty Timberwolves, która wybrała go z siódmym numerem w pierwszej rundzie draftu. W ekipie z Minneapolis spędził swoje pierwsze cztery lata gry, by następnie przez krótki czas reprezentować barwy Dallas Mavericks (2011 – mistrzostwo ligi), Denver Nuggets, ponownie Wolves oraz Houston Rockets. Jego przygoda w drużynie Jamesa Hardena trwała niecałe trzy lata. Skończyła się wraz z wymianą, w której brał udział były Szósty Gracz – Lou Williams.

Nie da się jednak ukryć, że Brewer nie zrobił takiej kariery w amerykańsko-kanadyjskiej lidze, jak w college’u. Swój najlepszy sezon rozegrał na przełomie 2009/10, kiedy to zdobywał średnio 13 punktów, trafiając na 43.1% skuteczności, w tym 34.6% zza łuku. Nieźle spisywał się też w latach 2012-15, aczkolwiek nigdy nie był kimś więcej, niż solidnym role playerem, lubiącym atakować obręcz rywali i skupiającym się na zdobywaniu kolejnych oczek. Zadanie te z pewnością ułatwiłby mu rzut na dystansie, ale tego, Brewerowi nigdy nie udało się rozwinąć, a skuteczność z kariery na poziomie 28.4% mówi tutaj wszystko.

Corey Brewer w starciu z Tarikiem Blackiem z 26 października 2016 roku

Powyższa wada 31-latka była też jednym z głównych powodów, dla których Mike D’Antoni za bardzo nie był przekonany co do jego umiejętności. Co prawda w bieżących rozgrywkach Corey mógł liczyć na 15.9 minut na parkiecie w każdym spotkaniu, ale 4.2 oczka na 23.4% skuteczności zza łuku to za mało, aby przekonać do siebie byłego szkoleniowca m.in. Phoenix Suns. W Los Angeles Lakers jego kariera raczej też nagle nie rozbłyśnie. Corey trafił do Miasta Aniołów tylko dlatego, że ktoś musiał wyrównać salary w wymianie Lou Williamsa. Niemniej jednak Luke Walton i sztab szkoleniowy liczą na to, że będzie on przykładem dla młodych graczy Jeziorowców i podzieli się z nimi swoim doświadczeniem na parkietach NBA. Tego samego oczekuje od niego Magic Johnson, dla którego była to pierwsza wymiana na nowym stanowisku.

Sam Brewer z kolei zapowiada, że zamierza nie tylko wnieść do drużyny doświadczenie, ale także energię i dokładność w tym co robi. Zawsze daje z siebie 100% i tego samego chce nauczyć innych członków ekipy z Kalifornii. Choć jego domeną jest zdobywane punktów (trzy lata temu zgromadził ich na swoim koncie aż 51 w barwach Minnesoty Timberwolves), tak jednak zamierza również pokazać się z dobrej strony w grze defensywnej. W końcu raz udało mu się zająć nawet szóste miejsce pod względem ilości przechwytywanych piłek na mecz (1.9), a jego najlepszy wskaźnik Defensive Win Share w karierze wyniósł 2.7. Poza tym wiele źródeł donosi również, że Corey zawsze był bardzo lubiany w szatni przez kolegów z drużyny, co powinno mieć pozytywny wpływ na chemię w zespole. Na pewno więc jego obecność nie zaszkodzi Jeziorowcom. A czy pomoże? O tym przekonamy się za jakiś czas.

Tagi:

Skomentuj