Sylwetki zawodników: Carlos Boozer

Opublikowane przez , 19 lipca 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Carlos Boozer to 12 – letni weteran NBA, który w swojej karierze grał dla takich zespołów jak Cleveland Cavaliers, Utah Jazz i Chicago Bulls. Swoje najlepsze lata gry ma już właściwie za sobą, o czym mogli ostatnio przekonać się fani Byków. 32 – latek nie błyszczał w poprzednim sezonie tak samo jak za czasów gry w Utah Jazz, kiedy to dwukrotnie został wybrany do Meczu Gwiazd, raz do Trzeciej Najlepszej Piątki NBA, a ponadto zdobył złoty medal na Olimpiadzie w Pekinie w 2008 roku. To właśnie w latach 2004-2010 Boozer był jednym z lepszych podkoszowych w lidze i drugą opcją w systemie Jerry’ego Sloana. Podczas sześciu sezonów spędzonych w Salt Lake City, Carlos notował średnio 20.4 punkty (FG 54%), 11.1 zbiórek i 3 asysty na mecz. To też z Utah czterokrotnie awansował do playoffs, z czego raz zaszedł nawet do Finału Konferencji Zachodniej.

Po sezonie 2009-10 Boozer postanowił przenieść swoje talenty do Wietrznego Miasta, gdzie miał stworzyć silny duet z centrem Joakiem Noahem. Noah był bowiem typem defensywnego zawodnika, natomiast Carlos ofensywnego. Razem mieli się wzajemnie uzupełniać i stanowić ważny człon zespołu, którym dowodził Tom Thibodeau. Jednak jak wszyscy doskonale wiemy, z powodu kontuzji Derricka Rose’a Bulls nie udało się osiągnąć nic znaczącego. W ciągu ostatnich czterech lat tylko raz awansowali do Finału Konferencji Wschodniej, a tak poza tym to odpadali w pierwszej lub drugiej rundzie rozgrywek posezonowych. Carlos z kolei z roku na rok obniżał swoje loty, szczególnie jeżeli chodzi o grę w ataku i jego skuteczność na parkiecie. W obronie również nie wyglądał dobrze ale w końcu nigdy nie był on tytanem po tej stronie parkietu, który byłby znany z dużej ilości bloków (średnia w karierze – zaledwie 0.4 – o 0.1 mniejsza od Kobe’ego Bryanta), czy przechwytów (0.9), stąd chyba najbardziej w oczy rzucał się zaliczany przez niego regres w ofensywie.

Choć jeszcze pierwsze trzy sezony były całkiem niezłe w jego wykonaniu, tak w ostatnim roku były zawodnik Cavs grał poniżej wszelkich oczekiwań. Co prawda wystąpił on w sumie w 76 spotkaniach ale podczas rozgrywania ich, mimo większego wykorzystywana jego osoby na parkiecie, notował tylko 13.7 punktów na najgorszej skuteczności w karierze – 46%, w nieco ponad 28 minut spędzanych na parkiecie. Boozer oddawał zdecydowanie więcej rzutów z półdystansu (62%), niż blisko kosza (35%) co się na nim po prostu zemściło. Poza tym we wspomnianej wcześniej obronie, był zawsze przynajmniej o jeden krok wolniejszy od swoich rywali, przez co Noah musiał cały czas stać na posterunku. Nie ma się więc co dziwić, że ten silny skrzydłowy urodzony w Niemczech, nie załapał się do żadnej z piątek NBA, ani też nie został wybrany do Meczu Gwiazd. W przypadku Boozera, wiek robi swoje i nie jest on już tak samo dynamiczny i produktywny jak kiedyś i raczej już nie będzie (jego PER w ostatnim roku wyniosło tylko 14.4 punktów – średnia ligowa to 15).

Skuteczność Boozera z ostatnich 3 lat

Przyjrzyjmy się więc dokładniej jego statystykom z ostatniego sezonu. Z nim na parkiecie Chicago zdobywało 101.9 punktów w 48 minut gry, z kolei bez niego – 107. Jeżeli chodzi o obronę, to z nim Bulls tracili 103.1 punktów w 48 minut gry, a bez niego – 99.8. Jak widać Carlos miał negatywny wpływ na grę swojej drużyny po obu stronach parkietu i trudno się dziwić temu, że od dawna w mediach pojawiały się plotki dotyczące wykorzystania na nim amnestii. Boozer zwyczajnie nie jest już warty 15-16 milionów dolarów za jeden sezon gry. Nawet w ofensywie nie jest tak samo skuteczny jak kiedyś i chyba to jest największym zmartwieniem związanym z jego osobą. Obecnie można o nim powiedzieć, że jest co najwyżej średni w tym elemencie, a to raczej marne pocieszenie. Jego gra pogorszyła się właściwie pod każdym względem i coraz trudniej będzie mu odbudować swoją karierę w lidze.

Zobaczmy teraz bardziej szczegółowe statystyki, dotyczące jego skuteczności w poszczególnych zagrywkach. Jeżeli chodzi o ofensywę, to mySynergySports nie bez przyczyny uplasowało go na 326 miejscu w lidze. Na pewno jest to po części spowodowane ogólnym brakiem pomysłu na grę w ataku Toma Thibodeaua ale nie tylko. W grze jeden na jednego, przy pick & rollach oraz tyłem do kosza (co teoretycznie powinno być jedną z mocniejszych stron Boozera), Carlos rzucał odpowiednio na 45.3%, 41.9% i 36.2% skuteczności. Nie są to najlepsze statystyki ale też i nienajgorsze, a ponadto jak się okazuje – w przypadku tego silnego skrzydłowego jedne z jego najlepszych. Jednak o pozostałych raczej nie ma się już co wypowiadać, bo zwyczajnie szału nie ma. W przypadku defensywy natomiast, Carlos znalazł się na 221 miejscu, a rywale rzucali przeciwko niemu z 43.6% skutecznością. Słabo wypadł przede wszystkim przy grze jeden na jednego, tyłem do kosza oraz bronieniu pick & rolli.

Boozer nie jest więc wymarzonym graczem dla Lakers. W 2007 roku był on obiektem pożądania wśród niektórych fanów złota i purpury ale teraz raczej jest już mało zwolenników podpisania go i to nawet za tak niewielką kwotę jak 3.25 miliony dolarów. Żeby jednak nie było, że Carlos ma same wady, to chciałbym także przedstawić to, w czym nadal jest dobry i elementy gry, w jakich może pomóc Jeziorowcom. Przede wszystkim trzeba pochwalić go za to, że ciągle jest dobrym, solidnym zbierającym. Były gracz m.in. Jazz zbiera prawie 17% możliwych do zebrania piłek (10.6 w 36 minut gry), co daje mu około 40 miejsce w lidze. Szczególnie niezły jest pod własnym koszem i to tutaj najbardziej podkręca swoje statystyki. Gorzej wypada z kolei pod koszem rywali ale jeżeli już zbierze piłkę i zdecyduje się na ponowienie akcji, to zdobywa punkty w blisko 55% takich sytuacji, co daje mu niezłe, 91 miejsce w lidze.

Boozer i Gibson za czasów wspólnej gry w Chicago

W defensywie natomiast choć ogólnie jest słaby, tak świetnie radzi sobie gdy rywale po prostu decydują się na rzut przeciwko niemu. W takich sytuacjach rzucają oni tylko z 33% skutecznością, przez co Boozer zajmuje bardzo wysokie ósme miejsce w tym elemencie gry. Jeżeli więc jego przeciwnik nie gra tyłem do kosza, lub nie próbuje go zwieść, minąć z lewej lub prawej strony, to zawsze można liczyć na to, że Carlos wyciągnie rękę do góry i utrudni rzut rywalowi. Przynajmniej nie można mu zarzucić braku zaangażowania.

Poza tym Boozer na pewno wniesie sporo doświadczenia do zespołu. Będzie teraz najstarszym podkoszowym w drużynie i miejmy nadzieję, że nauczy paru sztuczek Juliusa Randle’a, Eda Davisa, Jordana Hilla, Roberta Sacre, czy też Ryana Kelly’ego. Będzie on swego rodzaju mentorem dla tych wszystkich młodych graczy. Oby tylko nie zabierał im zbyt dużo czasu gry, gdyż to oni mogą być nadzieją tego zespołu – szczególnie Julius Randle. Boozer powinien więc być solidnym role playerem, grającym przede wszystkim przeciwko drugim składom. Być może dzięki temu, dałoby się wykrzesać z niego jak najwięcej, a pozostali gracze złota i purpury mogliby się regularnie rozwijać.

Oprócz wymienionych wyżej pozytywnych aspektów sprowadzania Boozera, raczej trudno jest znaleźć coś jeszcze, co przemawiałoby na korzyść tego skrzydłowego. Choć nie jest on najgorszym zawodnikiem w lidze, tak sprowadzenie go szczerze mówiąc nie miało za bardzo sensu. Jedynie o deskę powinniśmy być w miarę spokojni (jeżeli oczywiście będzie co zbierać) ale tak poza tym, to szczerze mówiąc tylko niepotrzebnie będzie on zabierał minuty Randle’owi. O ile Hill i Davis mogą grać jako centrzy, o tyle Carlos to już raczej typowy silny skrzydłowy, który jest za niski do bronienia większych od siebie rywali i za wolny by dać radę graczom, którzy w dzisiejszej NBA występują na czwórce. Zobaczymy jednak jak to wszystko poukłada w przyszłości Byron Scott… eee tzn. nowy trener Jeziorowców. Wydaje się jednak, że można powiedzieć, iż w sezonie, który z góry spisany jest na straty, więcej korzyści z przyjścia do Los Angeles będzie miał sam Carlos, aniżeli cała drużyna, czy też fani. Gdybyśmy walczyli o mistrzostwo, to posiadanie takiego gracza mimo jego wad, mogłoby być cenne. Teraz jednak, prawdopodobnie Boozer będzie niestety zbędnym balastem.

P.S. Agentem Carlosa Boozer jest Rob Pelinka, który reprezentuje także Kobe’ego Bryanta oraz Eda Davisa.

Skomentuj