Sylwetki trenerów: Byron Scott

Opublikowane przez , 3 sierpnia 2014 w Artykuły, Trenerzy, 0 komentarzy

Osobę Byrona Scotta chyba właściwie nie trzeba przedstawiać fanom złota i purpury. Scott to bowiem trzykrotny mistrz NBA, który był bardzo ważną częścią układanki Pata Riley’a w latach 80, którą wszyscy kojarzą ze słowem Showtime. Znany był przede wszystkim ze skuteczności na dystansie, na którym trafił 37% rzutów w swojej karierze. To właśnie w tym elemencie gry specjalizował się po zakończeniu sportowej kariery, kiedy to został asystentem w Sacramento Kings w 1998 roku – tuż po tym jak ogłosił przejście na emeryturę. Na efekty jego pracy trzeba było czekać aż do playoffs 2000, gdzie zawodnicy ze stolicy Kalifornii po tym jak wcześniej spisywali się wręcz fatalnie zza łuku, trafili 38% swoich trójek w pięciu rozegranych spotkaniach. Byron pokazał się z całkiem dobrej strony jako trener specjalista ale zapragnął czegoś więcej, niż tylko ćwiczenie z zawodnikami – chciał odpowiadać za całą drużynę, pod każdym względem.

Tuż po krótkiej, dwuletniej przygodzie w Sacramento, Scott dostał swoją szansę i objął borykające się z problemami New Jersey Nets w 2000 roku. W swoim pierwszym sezonie na stanowisku szkoleniowca, Byronowi i zespołowi z Atlatnic division, jak to zazwyczaj bywa, nie wiodło się najlepiej (26-56) ale już w następnych rozgrywkach (2001-02) Nets stali się niespodzianką i osiągnęli znacznie więcej niż można by było się spodziewać. Do drużyny dołączył Jason Kidd, który stał się głównym punktem Princeton Offense, zaimplementowanej przez Eddiego Jordana, co wzniosło drużynę na wyższy poziom – zarówno w ataku jak i w obronie. Nets wygrali wtedy w sumie 52 spotkania i awansowali do finału NBA, gdzie jednak jak dobrze wszyscy pamiętamy, przegrali z Los Angeles Lakers 0-4. Mimo to zdobycie Mistrzostwa Konferencji Wschodniej było sporym osiągnięciem dla Byrona i jego zawodników, stąd też pozostał on trenerem Nets i w kolejnym roku również poprowadził ich do finału NBA. Niestety tym razem jego ekipa nie była w stanie sprostać defensywie San Antonio Spurs i ponownie New Jersey pozostało się cieszyć tylko i wyłącznie z wygrania Wschodu.

W rozgrywkach 2002-03 Nets grali przeciętnie w pierwszej części sezonu (22-20 przed rozpoczęciem Weekendu Gwiazd), a dziennikarze uważali, że to ze względu na konflikt pomiędzy Scottem, a Kiddem, który rzekomo chciał sie pozbyć swojego szkoleniowca z New Jersey. Wszyscy jednak zaprzeczali tym plotkom ale mimo wszystko, Byron został zwolniony przez menedżera Roda Thorna i do końca sezonu był bezrobotny. Ekipę przejął wtedy Lawrence Frank – asystent trzykrotnego mistrza NBA, który osiągnął nieco lepszy wynik z drużyną po All-Star Weekend (25-15) ale w playoffs odpadł w drugiej rundzie po siedmiomeczowej serii z przyszłymi mistrzami NBA – Detroit Pistons.

Mimo opuszczenia New Jersey, usługami Scotta niemal natychmiast zainteresowani byli New Orleans Hornets, w których to grał wtedy Maciej Lampe. Pierwszy rok pracy Byrona ponownie nie należał do udanych (18-64) ale bardzo słaby bilans pomógł Szerszeniom w otrzymaniu czwartego wyboru w drafcie, którym okazał się być Chris Paul. Mając ponownie do dyspozycji prawdziwego rozgrywającego, Scott mógł zacząć wprowadzać swój system do zespołu. Z roku na rok jego ekipa z Nowego Orleanu (która przez dwa sezony musiała rozgrywać mecze w Oklahomie) grała coraz lepiej, aż w końcu w 2008 awansowała do playoffs, wygrywając w sezonie zasadniczym 56 spotkań (drugie miejsce w Konferencji Zachodniej, tuż za Lakers). Wtedy też na pozycji centra grał Tyson Chandler, odpowiedzialny za defensywę zespołu, pod koszem był jeszcze silny i waleczny Davis West, a na obwodzie szalał Peja Stojakovic. Hornets awansowali ostatecznie do półfinału Konferencji Zachodniej, gdzie po siedmiu meczach ostatecznie musieli uznać wyższość Gregga Popovicha i San Antonio Spurs. Każdy z meczów kończył się wtedy blowoutem i każda z drużyn wygrywała tylko na własnym parkiecie. Wyjątkiem był ostatni mecz, rozgrywany w Nowym Orleanie, gdzie Ostrogom udało się wyrwać zwycięstwo z rąk zawodników Scotta. Mimo to ten otrzymał nagrodę Trenera Roku w tamtym sezonie i przedłużył umowę z klubem o kolejne dwa lata, a wszyscy w stanie Luizjana byli podekscytowani tym, co ich czeka w przyszłości.

Większa część sezonu zasadniczego 2008-09 również była udana dla Byrona Scotta, a jego Szerszenie wygrały w sumie 49 rozegranych spotkań. Mimo to zespół zajął dopiero siódme miejsce na bardzo silnym Zachodzie i raczej nie był faworytem w playoffs. Do tego pod koniec rozgrywek ekipa z Luizjany zamiast włączyć wyższy bieg, to zaczęła grać nieco gorzej i z ostatnich 22 rozegranych meczów, wygrała tylko połowę. Ponadto problemy z kontuzjami miał Tyson Chandler i jak się później okazało, eksperci mieli rację typując szybkie odpadnięcie Hornets w rozgrywkach posezonowych. Nowy Orlean trafił na ekipę Carmelo Anthony’ego – Denver Nuggets, z którą przegrał ostatecznie 1-4 zaliczając kilka zawstydzających porażek. Mecz numer jeden Szerszenie przegrali 29 punktami, mecz numer trzy aż 58, a numer pięć 21 oczkami. Bryłki dosłownie zmiażdżyły Hornets, choć ci mimo tego, postanowili dać jeszcze jedną szansę Scottowi. Ten jednak zaliczył rozczarowujący początek kolejnego sezonu (3-6) i szybko został zwolniony, a jego miejsce zajął Jeff Bower – menedżer zespołu.

Byron kolejny rok spędził poza trenerką, zajmując się głównie przeprowadzaniem analiz dla studia ESPN ale po tym jak Cleveland Cavaliers po raz kolejny odpadli z playoffs, zwolnili Mike’a Browna, a z zespołu odszedł LeBron James, znalazł on zatrudnienie w drużynie ze stanu Ohio. Podobnie jak w przypadku New Jersey i Nowego Orleanu, w pierwszym roku swojej pracy podwładna mu drużyna spisała się fatalnie (19-63) ale za to otrzymała pierwszy wybór w drafcie i pozyskała w ten sposób Kyrie Irvinga – rozgrywającego, który miał się stać gwiazdą w lidze i na którym Scott mógłby oprzeć swoje ofensywne schematy.

Sytuacja w Cleveland była jednak bardzo trudna. Organizacja pogrążona była w chaosie i nie potrafiła odnaleźć drogi po stracie LeBrona. Niemniej jednak nie jest to wystarczającym usprawiedliwieniem na brak efektów pracy Scotta. W kolejnych dwóch latach Cavs wygrali w sumie tylko 45 spotkań, przez co Byron został zwolniony przez zarząd 18 kwietnia 2013 roku. Mimo, że do zespołu ze stanu Ohio dołączali kolejni młodzi i obiecujący gracze, to nie grał on coraz lepiej i nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań. Tym bardziej, że przecież Cavs znajdują się we Wschodniej Konferencji, która od kilku lat prezentuje bardzo słaby poziom. Tak więc dla obecnego trenera Lakers, przygoda z Cleveland nie była udana i po niej postanowił dołączyć do studia Time Warner Cable SportsNet, gdzie mogliśmy go oglądać przez cały ostatni sezon.

Do tej pory więc w swojej niepełnej 13 – letniej karierze na stanowiku szkoleniowca, Byron Scott może pochwalić się czterokrotnym awansem do playoffs, z czego dwa razy do finału NBA, nagrodą Trenera Roku 2008 oraz prowadzeniem Drużyny Gwiazd w 2002 i 2008 roku. Jednak prowadzonym przez niego zespołom, tylko dwukrotnie udało się przekroczyć barierę 50 zwycięstw, a aż osiem razy znalazły się one poniżej 50% wygranych. Tym samym po tym jak na stanowisku trenera Lakers byli Mike Brown i Mike D’Antoni, raczej nie wydaje się on być idealnym coachem, który jest w stanie stworzyć „coś z niczego”, odmienić zespół, odbić go od dna i stanowić pewnego rodzaju nadzieję na lepszą przyszłość.

Scott w swojej karierze za każdym razem potrzebował prawdziwego, utalentowanego rozgrywającego, aby odnieść jakikolwiek sukces. W Los Angeles nie będzie miał takiego, a głównym punktem w ataku będzie Kobe Bryant, który jest scorerem, a nie playmaykerem (chyba że zmiana w grze Black Mamby, o jakiej mówił Scott wcześniej, tyczy się zrobienia z niego właśnie rozgrywającego). Choć więc rola pięciokrotnego mistrza NBA jest nieznana, tak wiadomo jednak, że na pewno taktyka ofensywna będzie mieszanką tego wszystkie, co Byron stosował wcześniej – Princeton Offense, dużo pick & roli oraz drive & kicków. Miejmy nadzieję, że różne warianty ofensywne pozwolą mu w końcu stworzyć solidną ofensywę, gdyż do tej pory mu się to nie udało. Jak na razie tylko dwa razy ekipa Byrona znalazła się w pierwszej piętnastce pod względem efektywności ataku (dwukrotnie z Hornets). Średnie ORTg prowadzonych przez niego zespołów daje mu jednak dopiero 20-21 miejsce w lidze, co nie napawa optymizmem. W osiągnięciu lepszych wyników nie pomagała mu nawet obecność Jasona Kidda, Chrisa Paula i Kyrie Irvinga, a stosowane przez niego pojedyńcze schematy, które wzorowane były na taktyce Princeton Offense, której nauczył go Eddie Jordan, nie przynosiły tak korzystnych efektów, jak zakładano.

W przypadku Byrona pewne jest jednak to, że Lakers będą grali wolniej niż w ostatnich dwóch sezonach ale nie oznacza to, że będą tak długo rozgrywali akcje jak Brooklyn Nets, Chicago Bulls czy Memphis Grizzlies. Prawdopodobnie znajdą się oni w okolicach środka tabeli w tym elemencie, co akurat powinno wyjść zespołowi, którego głównym punktem jest Kobe Bryant, na dobre. Wolniejsze tempo oznaczać będzie bardziej przemyślaną grę w ataku, szukanie okazji spod kosza, a także co najważniejsze, mniej długich zbiórek po których rywale mogliby błyskawicznie przechodzić do ataku i zdobywać łatwe punkty.

Jeżeli chodzi o kwestię defensywy, to prawdę mówiąc jest ona znakiem zapytania w przypadku obecnego szkoleniowca Jeziorowców. Od samego początku przyjścia do Los Angeles, Byron powtarza, że najważniejsza jest obrona i że musi on zmienić nastawienie całego zespołu. Jednak czy jest w niej dobry? Na początku swojej trenerskiej kariery wypadł pod tym względem rewelacyjnie. Z Netsów uczynił pierwszą defensywę ligi przez dwa sezony z rzędu, mając do dyspozycji nie tylko dobrych obrońców (Jason Kidd, Kenyon Martin, Todd MacCulloch, Jason Collins) ale także i tych słabszych (Keith Van Horn, Aaron Williams, Kerry Kittles, Rodney Rogers). Osiągnął więc wielki sukces w New Jersey pod tym względem i to właśnie dzięki defensywie, jego zespół był w stanie zajść tak daleko.

W Nowym Orleanie z kolei, choć nie udało mu się być w top 5, tak jego podopieczni z roku na rok byli coraz lepsi po tej stronie parkietu, aż w końcu w sezonie 2007-08 znaleźli się na siódmym miejscu i to również pomimo tego, że Scott miał do dyspozycji zarówno niezłych jak i słabych defensorów (Chandler, West, Paul – Stojakovic, Petterson, Pargo).

Dużo gorzej było podczas przygody w Cleveland, gdyż Cavs w każdym z trzech sezonów pod jego wodzą byli w ostatniej piątce pod względem obrony, co po raz ostatni zdarzyło się Mike’owi Dunleavy’emu w Milwaukee Bucks (1993-96), kiedy to jeszcze było 27, a nie 30 zespołów w NBA (Byron jest więc jedynym coachem, który „dokonał” tego przy 30 drużynach w lidze). Jasne, Cavs byli w rozsypce, o czym pisałem wcześniej ale brak właściwie jakiegokolwiek postępu po tej stronie parkietu jest niepokojący i przez to obecnie widnieje znak zapytania nad jego umiejętnościami odnośnie trenowania defensywy. Eksperci, którzy podsumowywali karierę Scotta w Cavaliers, najczęściej wskazywali na obronę, jako ten element, w którym Scott zawiódł i którego praktycznie w ogóle nie poprawił.

Czy więc w Los Angeles uda mu się zbudować przynajmniej średnią obronę? Po pierwszym miesiącu zeszłego sezonu, kiedy Lakers byli zdrowi, to okupowali około 13 miejsce w lidze pod względem efektywności w defensywie, a przecież nie mieli właściwie żadnych wybitnych obrońców. Możliwe więc, że w obecnej sytuacji również uda się stworzyć przyzwoitą obronę zespołową. Gdyby tak się stało, to na pewno będzie można pochwalić wtedy Scotta za wykonaną robotę po tej stronie parkietu. Dużo jednak będzie zależało od podejścia i zaangażowania Kobe’ego Bryanta (który rok temu w listopadzie był poza grą), mentalności pozostałych zawodników i odpowiednich rotacji. Na pewno nie jest to niemożliwe ale oczywiście będzie o to trudno. Nie będziemy jednak bawić się w jakiś proroków tutaj, gdyż trudno powiedzieć, czy stosowane przez Scotta schematy po tej stronie parkietu są ciągle efektywne. Odpowiedź na to da nam sezon zasadniczy.

Poza tym mam nadzieję, że Byron otoczy się odpowiednimi asystentami (szczególnie takimi, którzy znają się na ofensywie), którzy pomogą mu w prowadzeniu drużyny i nie tylko będą słuchać jego poleceń ale także będą mieli wpływ na grę zespołu i stosowaną taktykę. Jego sztab powinien składać się zarówno z doświadczonych osób, z którymi pracował w przeszłości, jak też i nowych, które dopiero zaczynają swoją przygodę na tym stanowisku. Obecnie mówi się o Johnym Davisie, który nadal jest w sztabie Jeziorowców, Larrym Lewisie i Marku Madsenie, których rola w zespole w ten sposób by się zwiększyła, niedoświadczonych Robercie Horrym i Garym Paytonie oraz o synu Byrona – Thomasie, który w zeszłym sezonie był asystentem trenera w D-Fenders, a wcześniej zajmował się analizą video w Hornets i rozwojem zawodników w Cavaliers. Nie można jednak również wykluczyć Paula Pressey’a oraz Jamahla Mosley’a, z którymi Scott współpracował w Cavaliers, Lawrenca Franka – byłego jego asystenta za czasów prowadzenia Nets oraz Darrella Walkera, który pełnił taką samą rolę w Hornets. Scott ma więc w czym wybierać, a jego sztab prawdopodobnie będzie składał się z czterech członków, a przynajmniej tak twierdzi Mark Medina.

Na koniec jeszcze taka mała ciekawostka, która jednak w żaden sposób nie wpływa na ocenę Byrona. Do tej pory wszyscy trenerzy, którzy wcześniej grali w erze Showtime’u, nie spisywali się najlepiej w swojej nowej roli. Tyczy się to zarówno samego Byrona (416-521), jak i Magica Johnsona (5-11) i Kurta Rambisa (56-145). Ponadto Kareem Abdul-Jabbar i Michael Cooper byli swego czasu asystentami w NBA ale żaden z nich nie zagościł w tej roli na dłużej, ani też nie dostał propozycji objęcia posady szkoleniowca (Cooper pełnił ją tylko tymczasowo w sezonie 2004-05 w Denver Nuggets), co raczej nie jest przypadkiem. Wśród innych trenerów, którzy mieli mniejszy związek z Jeziorowcami w latach 80 niż powyższe legendy zespołu, można wymienić również Larry’ego Drewa (45.8% zwycięstw), Eddiego Jordana (42.8%) i Boba McAdoo, który spędził 18 sezonów jako asystent w Miami Heat ale nigdy nie dostał propozycji objęcia drużyny. Jeżeli więc jest ktoś, kto uważa, że samo uczestniczenie w erze Showtime’u na pewno uczyni z takiej osoby dobrego szkoleniowca, to jest on raczej w błędzie.

Podsumowując Scott jest bardzo sympatyczną postacią, której na pewno nie można odmówić zaangażowania oraz tego, że „krwawi złotem i purpurą” i dlatego życzę mu powodzenia w Los Angeles. Mimo to jednak, jego dotychczasowe osiągnięcia jako trenera, poparcie ze strony Magica Johnsona, czy też to, że ma dobre relacje z Kobe Bryantem to raczej za mało aby stwierdzić, że 25 trener Lakers, w obecnej sytuacji klubu jest dobrym wyborem i lepszym od dwóch ostatnich. Po tych wszystkich latach spędzonych na stanowisku szkoleniowca, Byron ciągle jest w pewnym sensie zagadką. Dobrze spisał się w New Jersey, nieźle w Nowym Orleanie ale później bardzo słabo w Cleveland. Dlatego też będzie musiał po prostu udowodnić to, że zasługuje na prowadzenie Jeziorowców i pokazać, ze był dobrym wyborem. Od Jeziorowców nikt nie oczekuje cudów, więc być może z tego powodu będzie łatwiej mu pokazać się z dobrej strony w nadchodzącym sezonie. Prowadzenie 16 – krotnych mistrzów NBA to może być jedna z jego ostatnich szans na zaistnienie na ławce trenerskiej w NBA. Dlatego dobrze by było, aby zaimponował on całej lidze i wykonał jakiś krok do przodu, po którym moglibyśmy stwierdzić, że jest lepszym trenerem niż w przeszłości i po którym rozwiejemy wszelkie wątpliwości co do jego osoby. Plusem w jego przypadku jest to, że w przeciwieństwie do George’a Karla i Mike’a Dunleavy’ego, Byron ciągle uczy się na błędach i szuka odpowiedniej kombinacji. Nie trzyma się jednych i tych samych schematów – jest otwarty na zmiany, stąd istnieje szansa, że przez te wszystkie lata wyciągnął odpowiednie wnioski i teraz zobaczymy jego „najlepszą wersję”. Oby tak właśnie było…

Tagi:

Skomentuj