Styczeń zakończył walkę Lakers o playoffs

Opublikowane przez , 31 stycznia 2015 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

O ostatnim miesiącu w wykonaniu Los Angeles Lakers z pewnością chcielibyśmy wszyscy jak najszybciej zapomnieć. Nie dość, że z gry do końca sezonu wypadł Kobe Bryant (po raz trzeci z rzędu zresztą), to na dodatek Jeziorowcy zaliczyli najgorszą od 21 lat serię 9 porażek z rzędu. Przez cały styczeń zawodnicy Byrona Scotta zdołali wygrać tylko trzy z 15 rozegranych spotkań. Taki obrót spraw zapewne każdemu członkowi tej organizacji wybił z głowy walkę o ósme miejsce w playoffs. O ile jeszcze na początku miesiąca jakoś to wszystko wyglądało (nie licząc porażki z Clippers), to później już było tylko gorzej i to bez względu na to, czy na parkiecie przebywał Black Mamba, czy też nie. Ostatnia seria niepowodzeń zespołu spowodowała nawet, że Scott zdecydował się na wielkie zmiany w pierwszej piątce, które dotyczyły wprowadzenia do niej Roberta Sacre, Ryana Kelly’ego (jako niskiego skrzydłowego) oraz Jordana Clarksona. O ile na ogrywania młodego gracza z Missouri pewnie wszyscy od dawna już czekaliśmy, o tyle oglądanie Sacre czy Kelly’ego raczej nie jest tym, co chcielibyśmy widywać każdej nocy. Z drugiej strony jednak, jeżeli to ma pomóc w tankowaniu, to czemu nie.

W styczniu efektywność ofensywy ekipy z Miasta Aniołów bardzo spadła. O ile na początku sezonu byłem nawet pod wrażeniem ataku całego zespołu (mimo kiepskiej skuteczności i wielu izolacji Bryanta) o tyle teraz, nie ma czego chwalić. W ostatnim miesiącu Lakers zdobywali średnio zaledwie 99.2 punktów na 100 posiadań, przez co ich ogólne ORTg z całych rozgrywek spadło dopiero na 20 miejsce, a przecież jeszcze nie tak dawno znajdywało się w okolicach 12 miejscu w lidze. W grudniu natomiast drużyna z Kalifornii wreszcie „wprowadziła” trójki do swojego systemu, co bardzo im pomogło pokonać m.in. Spurs czy Warriors. Niestety przed rozpoczęciem stycznia Scott chyba ponownie zabronił grać na dystansie, co pokazują statystyki. Trójki przez ostatnie 30+ dni stanowiły średnio tylko 16.7% wszystkich punktów zespołu, co jest spadkiem aż o 10.9% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Lakers ogólnie oddawali ponad pięć prób mniej w każdym meczu, a trafiali ponad 4 mniej (skuteczność na poziomie zaledwie 30%).

To bardzo negatywnie odbiło się na ich grze i to mimo tego, że więcej oczek notowanych było w strefie podkoszowej (43.1% – wzrost o 7.1%). Teoretycznie więc drużyna dobrze egzekwowała założenia swojego szkoleniowca, czyli non stop starała się atakować kosz. Problem jednak w tym, że w dzisiejszej NBA to już nie wystarczy. Jeżeli nie dorzucisz do tego przynajmniej ośmiu trójek w meczu, to nie masz się po co wysilać. Styczeń jest tego dowodem. Być może gdyby gra Jeziorowców na obwodzie była taka jak grudniu, a pod koszem taka jak w styczniu, to teraz wychwalałbym graczy złota i purpury za ostatnie dni w ich wykonaniu. Lakers jednak nie cechuje stabilność i kiedy coś wychodzi im lepiej niż zazwyczaj, to oznacza, że coś musi wychodzić im gorzej.

Być może jednak nie powinienem mieć pretensji o to do zawodników Byrona Scotta. W końcu w styczniu nie wiedzieli do końca jak będą grać i to nawet w dniu danego meczu. Chodzi mi tutaj oczywiście o sytuację z Kobe Bryantem, który raz grał, a raz nie, o czym zresztą już pisałem (link). To musiało się negatywnie odbić na wszystkich i zachwiać jakąkolwiek równowagę w zespole i pewność siebie. W tym wszystkim najgorsze jest teraz to, że mimo ostrożności Byrona, Vino i tak wypadł na cały sezon i nie ma 100% pewności, że za kilka miesięcy weźmie udział w obozie przygotowawczym drużyny.

Nawet Kobe Bryant nie wierzy już, że w tym sezonie Lakers mogą coś ugrać

Skupmy się jednak na obecnej sytuacji Lakers, a ta nie jest ciekawa. Jeżeli chodzi o pozostałe statystyki ofensywne, to w nich drużyna spisała się właściwie bez zmian. 16 – stokrotni mistrzowie NBA co prawda zdobywali nieco mniej punktów z kontrataków (o 2.6), z ponowień (o 3), a także częściej tracili piłkę (1.8 strat więcej) ale w zasadzie po pierwsze nie były to aż tak wielkie różnice, a po drugie nie ma się temu co dziwić, ze względu na sytuację z MVP sezonu 2007/08. Najgorsza okazała się być jednak gra na dystansie i to ona zrobiła największą różnicę tutaj. Brak tego elementu spowodował, że nawet mimo lepszej postawy w defensywie w tym miesiącu (tak, dobrze przeczytaliście), Lakers nie byli w stanie wygrywać spotkań. DRTg Jeziorowców ze stycznia wynosi 106.6 punktów na 100 posiadań, a więc było lepsze o 3.3 oczka niż te z grudnia. W tej kategorii to naprawdę dużo i gdyby podopieczni Scotta cały czas tak bronili, to znaleźliby się na 18 miejscu w lidze, czyli zanotowaliby skok aż o 11 pozycji.

Najważniejsza tutaj okazała się być skuteczność rywali, którzy w styczniu trafiali 43.9% swoich rzutów, a więc o 2.9% mniej niż w grudniu. Jeszcze większą różnicę widać na dystansie, gdzie przeciwnicy trafiali aż o 4.5% trójek mniej. Lakers co prawda nie tracili jakoś znacząco mniej punktów spod kosza, z kontr, czy z ponowień ale ogólne wpłynięcie na skuteczność i wywieranie presji przy rzuach zrobiło swoje. Czy akurat na to wpływ mógł mieć rzadszy udział w meczach Kobe’ego? Niewykluczone, chociaż w starciach z Phoenix Suns, czy Utah Jazz, Lakers mimo braku swojego lidera i tak słabo wypadli w defensywie. Nad tą kwestią można by się więc szerzej zastanowić, bowiem obecnie nie można jednoznacznie stwierdzić czy tak jest, czy też nie.

Jeżeli chodzi natomiast o zawodników indywidualnych, to martwi nieco postawa Nicka Younga, którego skuteczność z 40.3% w grudniu, spadła do 32.2% w styczniu (46.4% do 29.9% na dystansie). Swaggy P ewidentnie nie jest sobą i choć nadal zdobywa ponad 13 punktów w każdym meczu, tak jest zdecydowanie mniej efektywny, a drużyna nieco cierpi przez jego problem z formą. Do tej pory Young był jednym z tych zawodników, na których można było liczyć każdego wieczoru. Jego rzut był pewny, nie potrzebował wielu prób na pół i dystansie aby dodawać do swojego konta kolejne oczka, a do tego był efektowny w tym co robił. Nick przeżywa jednak jakiś kryzys, albo być może po prostu kolejne porażki zniechęciły go do lepszej gry i starania się. W końcu podpisał kilkuletni kontrakt, więc nie musi już każdej nocy dawać z siebie 110%. Przypuszczam, że gdyby Jeziorowcy jeszcze o coś grali, to i Nick by nas nie zawodził. W obecnej sytuacji jednak, skrzydłowy zespołu chyba nieco spoczął na laurach i nie podchodzi już do kolejnych meczów z taką samą pasją, zaangażowaniem i determinacją jak kiedyś. Zobaczymy czy w lutym dalej tak będzie, czy być może jednak „przypomni” sobie jak bardzo potrafi być efektywny. W przeciwnym wypadku myślę, że Byron Scott jest w stanie nawet posadzić go na ławce na kilka spotkań.

Nick Young jest ostatnio w fatalnej formie i więcej szkodzi Lakers, niż im pomaga

Na szczęście w ekipie z Kalifornii jest ktoś, kto dobrze wkomponował się w nowe otoczenie. Mowa oczywiście o Tariku Blacku, który zaliczył naprawdę udany miesiąc w swojej karierze. Black właściwie od początku dostał szansę gry od Byrona Scotta i nie zawiódł. W prawie 17 minut spędzanych na parkiecie, notował średnio 7.1 punktów i 5.3 zbiórek, a do tego dostarczał energię, zaangażowanie i waleczność pod koszem. Jako jeden z nielicznych miał pozytywny wpływ na wydarzenia na parkiecie (+3.9). Osobiście nie mam nic przeciwko temu, aby w kolejnych miesiącach grał jeszcze więcej i oswajał się z poziomem w NBA. W końcu w nim drzemie jeszcze jakiś potencjał i może stanowić ważny punk tej drużyny za rok. Jest więc przeciwieństwem Jordana Hilla i jego 9 milionowego kontraktu, który dla dobra organizacji, powinien zostać wymieniony przed trade deadline, o czym jeszcze pewnie zdążę coś napisać.

Tak czy inaczej myślę, że większość z nas nie chce widzieć już jakiejkolwiek poprawy w grze swojego ulubionego zespołu. Z gry wypadł Kobe Bryant, Lakers już oficjalnie pogrzebali swoje szanse na udział w playoffs, więc teraz nie pozostało nic innego, jak rozpocząć ostre tankowanie. Zresztą Byron Scott wystawiając do pierwszej piątki Roberta Sacre i Ryana Kelly’ego chyba też jest tego samego zdania (inaczej nie potrafię wyjaśnić tego co zrobił). O pick wbrew pozorom i tak będzie trudno walczyć. Jeziorowcy są obecnie strasznie słabą ekipą, w której bardzo brakuje talentu, ale kolejne dwa miesiące są znacznie łatwiejsze niż ostatnie. Więcej o tym jednak, napisze Wam Karol Frankowski, który na jutro przygotowuje zapowiedź lutego.

Skomentuj