Steve Blake przewyższa oczekiwania

Opublikowane przez , 18 listopada 2013 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Pod nieobecność kontuzjowanego Steve’a Nasha, Blake stał się podstawowym rozgrywającym Los Angeles Lakers. Mike D’Antoni przestawił go z pozycji rzucającego obrońcy na jedynkę i pozwolił mu kierować ofensywą Jeziorowców. Jak się okazuje po kilku spotkaniach – był to strzał w dziesiątkę, a Blake gra najlepszą koszykówkę w swojej karierze. Od dawna wiadomo, że system obecnego trenera 16 – krotnych mistrzów NBA jest stworzony dla rozgrywających ale Steve Blake po raz pierwszy ma szansę się o tym przekonać. Swoimi świetnymi występami potwierdza tę regułę i staje się ważnym elementem drużyny z Kalifornii. Po tym co pokazuje obecnie były zawodnik Portland Trail Blazers i tym, co wnosił do gry Nash, wydaje się, że wybór na tej pozycji powinien być dla D’Antoniego oczywisty. Kanadyjczyk dawno zatracił już swój wpływ na grę pozostałych partnerów z drużyny, a do tego nie jest tak samo skuteczny jak choćby w zeszłym sezonie.

Gra 33 – letniego zawodnika z Maryland powinna dać do zrozumienia Nashowi, że być może pora zakończyć karierę zawodową. Blake, mimo że nie jest i prawdopodobnie już nigdy nie będzie zawodnikiem, który jest w stanie zdobywać punkty po wejściach pod kosz, to dużo efektywniej kieruje grą koszykarzy z Miasta Aniołów, niż robił to Kanadyjczyk w kilku pierwszych spotkaniach. W ostatnich czterech meczach Blake notuje średnio 9.5 punktów i aż 11.8 asyst. Granicę w tej ostatniej kategorii przekroczył we wszystkich meczach jako starter. Dla porównania Nash po raz ostatni zanotował 10 lub więcej asyst 17 marca 2013 roku przeciwko Sacramento Kings. Tak dobrą umiejętnością prowadzenia gry Steve z pewnością zadziwił wiele osób. Choć Blake jest oczywiście dobrym rozgrywającym, co udowodnił będąc w Portland czy Denver, to tak naprawdę trudno było sobie wyobrazić, aby regularnie notował ponad 10 asyst na mecz i był główną osobą odpowiedzalną za atak zespołu. Jak się jednak okazuje jest to możliwe, a 10 – letni weteran wydaje się aspirować do klubu Vino.

Wszyscy pamiętamy jak pod koniec zeszłego sezonu, Steve Blake przejął rolę Kobe’ego Bryanta, oddając w kwietniu prawie 10 rzutów na mecz (siedem z dystansu) i zdobywając średnio 12.6 punktów, w tym 24 oczka w spotkaniu z Houston Rockets i 23 z San Antonio Spurs. W obecnych rozgrywkach z kolei, rozgrywający z Florydy z powodzeniem zastępuję Nasha powodując, że nikt nie tęskni za 39 – letnim dwukrotnym MVP. Mimo, że Blake był całkiem skuteczny jako rzucający obrońca (dzięki umiejętności rozciągania defensywy rywali), to jest jeszcze bardziej efektywny jako jedynka (PER – PG 14.1, SG 11.3). Według 82games Steve na tej pozycji notuje średnio 17.3 punkty, rozdając 10.7 asyst w 48 minut – odpowiednio o 3.6 oczka i 5.7 asyst lepiej niż jako dwójka. Również w obronie radzi sobie lepiej przeciwko mniejszym rywalom, niż kryjąc Klaya Thompsona, Montę Ellisa czy Jamesa Hardena (PER przeciwników – PG 10.9, SG – 24.4). Jego wskaźnik traconej ilości punktów na 100 posiadań w ostatnich czterech spotkaniach wynosi 104.3 – jest to wynik o 5.4 oczek mniejszy niż w pierwszych ośmiu meczach.

Pod wodzą Mike’a D’Antoniego Blake ma pełną swobodę w podejmowaniu decyzji. To dodaje mu pewność siebie, z którą gra już od zeszłego sezonu i dzięki której, nie boi się teraz wziąć ciężaru gry na siebie. W pierwszych 5 – 6 minutach spotkania przeciwko Pelicans w Staples Center, Blake i cały zespół był trochę zagubiony na parkiecie ale z biegiem czasu ich gra wyglądała coraz lepiej, a Steve zadomowił się w swojej nowej/starej roli. Co najważniejsze – nie wydaje się aby miał on obniżyć poziom swojej gry. Z meczu na mecz, Blake gra lepiej, co potwierdza aż 16 asyst rozdanych przeciwko Detroit Pistons. Do tego poprawił trochę swoją skuteczność z pola, trafiając 42% swoich rzutów – o 3% lepiej niż grając obok Nasha. Spadła za to ilość celnych trafień z dystansu (38.5%), co w dużej mierze wynika z obowiązku kreowania sytuacji dla swoich partnerów.

Steve Blake zachywca wszystkich swoimi podaniami

Jego dotychczasowa znakomita postawa powoduje, że w drużynie teoretycznie powinno zabraknąć miejsca dla Nasha (chyba, że ten wygryzie z rotacji nierównego Jordana Farmara). Problemy z kontuzjami, które od dłuższego czasu nękają byłego gracza Suns, uniemożliwiają mu powrót do formy i grę na przyzwoitym poziomie. Prawdopodobnie Steve już nigdy nie będzie zaliczał takich występów jak w Phoenix, a być może nawet nie jest w stanie dorównać Blake’owi. Kanadyjczyk w obecnym sezonie trafia tylko 26% swoich rzutów, notując średnio 6.7 punktów i 4.8 asysty na mecz. Jego gra w porównaniu do absolwenta Maryland wypada naprawdę bardzo blado i to po obu stronach parkietu. Defensywny wskaźnik Nasha wynosi w tym sezonie 109 punktów na 100 posiadań. Pozwala on zatem na zdobywanie o pięć oczek więcej niż Blake na tej samej pozycji.

Choć przed sezonem byłem sceptycznie nastawiony do gry i formy 33 – latka, to muszę go pochwalić za to co robi obecnie dla Lakers. Przy takiej grze jestem w stanie wybaczyć mu braki w obronie, a także zbyt małą agresywność w atakowaniu kosza. Blake włączą wszystkich swoich kolegów z drużyny do gry i można być spokojnym o to, że znajdzie niepilnowanego partnera na obwodzie czy też pod koszem. Szczególnie dobrze dogaduje się z Jordanem Hillem, Pau Gasol czy też Wesley’em Johnsonem, którzy zapewnili mu 26 z 47 asyst. Dzięki niemu wszyscy mają swój udział w meczu i grają z większą pewnością siebie, pasją i zaangażowaniem. Dla samego Steve’a ostatnie spotkania, mogą tylko pozytywnie wpłynąć na jego podejście przed kolejnymi starciami i być może pozwolą mu nawet wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Po tym co zaprezentował ostatnio, wszystko jest możliwe. Ważne tylko, aby Mike D’Antoni grał nim na pozycji rozgrywającego, bo tutaj Steve czuje się najlepiej.

Zawsze życzę moim kolegom jak najlepiej. Chcę aby dobrze im się wiodło i aby mogli dojrzeć jako koszykarze. Myślę, że trenerom bardzo się to podoba. Pomagają naszym zawodnikom być jak najbardziej sukcesywni, a ja jako rozgrywający, również mam za zadanie pomóc im stać się lepszymi graczami (…) Zawsze powtarzałem przed tym sezonem, że mamy świetne indywidualne talenty w zespole ale będziemy musieli wszyscy ciężko pracować, aby odnosić sukcesy. Jeśli nam się to nie uda, to będziemy przegrywać. Można było to zobaczyć w kilku spotkaniach. Kiedy jednak gramy wszyscy razem, jako grupa, to możecie zobaczyć jak dobrzy potrafimy być.

Steve Blake jest bardzo spokojną i zrównoważoną osobą na co dzień, która chyba nigdy nie myślała, że będzie jednym z głównych zawodników w świetle reflektorów. Tymczasem oczy wszystkich fanów złota i purpury są ostatnio obok Jordana Hilla, skierowane właśnie na niego. On sam stał się najbardziej odpowiedzialny za grę Lakers i na parkiecie robi dużo więcej niż się wszyscy spodziewali przed startem rozgrywek. Pod nieobecność Nasha i Bryanta, Blake ma swoje pięć minut sławy i póki co, wykorzystuje je perfekcyjnie. Choć Jeziorowcy wygrali tylko dwa z czterech rozegranych spotkań, to na pewno nie można za to winić absolwenta Maryland, który przy takiej grze, jest w stanie po raz pierwszy w karierze zaliczać średnio double-double w ilości zdobywanych punktów i asyst na mecz. Kontuzja Nasha wyszła Blake’owi i całej drużynie na dobre, bo Jeziorowcy jako zespół prezentują się lepiej niż z Kanadyjczykiem na parkiecie. Oby tylko zwycięstwa potwierdziły dobrą grę 16 – krotnych mistrzów NBA.

Skomentuj