Spowiedź D’Angelo Russella

Opublikowane przez , 16 września 2016 w Wywiady, Inne, 0 komentarzy

Poprzedni sezon dla D’Angelo Russella był pełen wzlotów i upadków. Widzieliśmy m.in. trafienie game winnera, słyszeliśmy jak mówi wszystkim, że potrafi grać pod ogromną presją, ale także obserwowaliśmy jego kłopoty pozaboiskowe oraz pełnienie roli rezerwowego w drużynie Byrona Scotta. Mimo tych wszystkich komplikacji, zawodnik Los Angeles Lakers optymistycznie patrzy w przyszłość. Nadchodzące rozgrywki rozpocznie z czystą kartą oraz nowym trenerem u boku – Luke’iem Waltonem. W wywiadzie przeprowadzonym przez Roba Pereza (Fox Sports) podczas mistrzostwa świata w grę komputerową Call of Duty, obaj rozmawiają nie tylko o zamiłowaniu do serii gier wideo, ale także o oczekiwaniach Russella wobec siebie w nadchodzącym sezonie NBA oraz o lekcji, jaką wyciągnął ze swojego debiutanckiego sezonu.

FOX SPORTS: Jestem ciekaw, jak wyglądała twoja pierwsza rozmowa z Luke’iem Waltonem w chwili, gdy został zatrudniony jako nowy szkoleniowiec zespołu?

D’Angelo Russell: Kiedy po raz pierwszy spotkałem się Luke’em, miałem uczucie: „Przecież, ja znam tego faceta!”. Nie było niezręcznej ciszy, czy patrzenia w sufit. Czuliśmy się swobodnie w swoim towarzystwie. Kiedy zaczęliśmy ćwiczyć i wychodzić na parkiet, on zaczął z nami, a wtedy pomyślałem, że: „Nie jestem do tego przyzwyczajony”, ponieważ w ubiegłym roku byłem tylko debiutantem, co na każdym kroku mi przypominano.

FOX: A twój debiutancki sezon…

D’Angelo: Ten mój debiutancki sezon nie należał do udanych. Jednak, z drugiej strony nabrałem dużo doświadczenia i jestem podekscytowany nadchodzącymi rozgrywkami.

FOX: Czy jest jakiś konkretny element w twojej grze, na którym Luke Walton chce się skupić przed rozpoczęciem sezonu?

D’Angelo: Chce żebym rzucał, kiedy jestem na otwartej pozycji. Gdy trener mówi Ci „Rzucaj”, to jest jak zielone światło dla ciebie. Nie można chcieć więcej. Haczyk polega na tym, że gdy nie jesteś ustanowiony na dogodnej pozycji, musisz wtedy podać piłkę. To odpowiedzialność, która spada na mnie i na pozostałych zawodników.

FOX: Wróćmy na chwile do Ligi letniej. Czy przyjemne było uczucie rzucić „game-winnera” przeciwko Benowi Simmonsowi?

D’Angelo: Zwycięstwo było dla mnie ważniejsze. Wymieniliśmy kilka zdań ze sobą po meczu, ale tak naprawdę liczyło się dla mnie tylko zwycięstwo.

FOX: Czy jest jakaś inna hala niż Staple Center, w której lubisz grać?

D’Angelo: Lubię grać w Cleveland, kibice bardzo chcą wygranej swojej drużyny, wkładają bardzo dużo serca w doping. Ponadto oczywiście w Oracle Arena, a także w… Oklahomie City. Muszę powiedzieć, że tam mnie zaskoczyli – atmosfera w hali jest niesamowita.

FOX: Czy możesz przypomnieć sobie taki moment w życiu, kiedy powiedziałeś sobie: „Tak, mam zamiar zostać profesjonalnym koszykarzem”?

D’Angelo: College był tym momentem. Szczerze mówiąc, pójście do niego było krokiem wykonanym na dłuższą metę. Nie myślałem nawet o przejściu na zawodowstwo. Nie widziałem jak długo to potrwa, ale pewien byłem jednego – to było moje marzenie. Pierwsze występy nie były zbyt udane, ale kiedy zacząłem wykonywać rzuty, powodować, że po moim dryblingu zawodnicy się przewracają, wykonywać zwariowane podania, wtedy zaczęliśmy wygrywać. Zrobił się szum w Internecie, którego nie mogłem uniknąć. Wszyscy przesyłali mi zdjęcia, pisali „Zobacz wdziałeś to!”, ja mówiłem, wtedy: „Nie chce tego widzieć, muszę się skupić, mam jutro mecz”. Gdziekolwiek spojrzałem, wdziałem swoje imię i to był moment, w którym wiedziałem co muszę zrobić. Wielu facetów na tym poziomie wie wcześniej, co zamierzają robić w przyszłości. W moim przypadku przyszło to wszystko z czasem.

D'Angelo Russell w rozmowie z Robem Perezem

FOX: Czy masz jakieś nietypowe rytuały przedmeczowe?

D’Angelo: Żadnych. Jestem najdziwniejszą istotą na tej planecie. Niczego nie robie rutynowo oraz nic nie planuję w ciągu dnia. Po prostu idę i robię swoje.

FOX: Kto był twoim najtrudniejszym przeciwnikiem podczas debiutanckiego sezonu?

D’Angelo: Nikogo nie chce wyróżniać.

FOX: Ty byłeś dla siebie największym rywalem?

D’Angelo: Tak.

FOX: Kiedy jakaś gwiazda NBA cię onieśmieliła i kto nią był?

D’Angelo: To był Kobe Bryant. Pamiętam, po raz pierwszy go spotkałem, gdy trenowałem gdzieś z boku na siłowni i wszyscy mówili: „Kobe dziś przyjdzie”. To była wielka sprawa, ponieważ nie pokazywał się przez dwa, czy trzy tygodnie. W końcu jednak przyszedł, moja reakcja była ”O ja, to Kobe Bryant!”. Jak zwykle miał swój słynny uśmieszek na twarzy, którego nigdy nie zapomnę. Po upływie czasu to nabiera sensu, ponieważ nikt wtedy nie wiedział, że ma zamiar zakończyć karierę.

FOX: Którego z graczy NBA nie chciałbyś spotkać w ciemnej ulicy?

D’Angelo: Gdyby moim kolegą z drużyny nie był Metta World Peace, to pewnie jego. Natomiast on jest w MOJEJ drużynie, dlatego czuje się bezpiecznie gdziekolwiek pójdę.

FOX: Gdybyś nie zarabiał na życie jako zawodowy koszykarz, to co byś robił?

D’Angelo: Byłbym kierowcą rajdowym. Kocham szybkie samochody.

FOX: Jesteśmy na mistrzostwach świata w Call of Duty i muszę Cię zapytać, co jest tak cholernie intrygującego w tej grze, że jest lepsza od innych o tej tematyce?

D’Angelo: Ponieważ jest realistyczna i wiąże się z moimi zainteresowaniami. Kocham paintballa, tak szybko jak tu skończę, jadę z grupą znajomych pograć w niego. Kiedy gram w Call of Duty, to czuję się jak na paintballu podczas prawdziwej wojny światowej sterowanej padem. Po prostu daje mi to radość i satysfakcje.

FOX: Kiedy pokazali nowe mapy, jaka była twoja pierwsza myśl?

D’Angelo: To tak jakby wypuścili na rynek nową serię butów Michaela Jordana.

Źródło: Fox Sports (link)

Skomentuj