Solidna gra Lakers nadzieją na lepsze wyniki

Opublikowane przez , 9 listopada 2013 w Artykuły, Drużyna, 0 komentarzy

Po pierwszych siedmiu spotkaniach sezonu zasadniczego, Jeziorowcy z bilansem 3 zwycięstw i 4 porażek zajmują 11 miejsce w Konferencji Zachodniej – tuż za Mavericks, Pelicans i Clippers. Choć jest dobrze, to mogłoby być jeszcze lepiej, gdyż Lakers mieli szansę wygrać spotkanie przeciwko San Antonio Spurs oraz wczorajsze z New Orleans Pelicans. Mimo to ich gra w tym roku, a w szczególności w ostatnich dwóch meczach wyjazdowych może napawać optymizmem. W składzie ciągle brakuje Kobe’ego Bryanta, którego obecność z pewnością by pomogła 16 – krotnym mistrzom NBA w czwartych kwartach ale i tak zespół Mike’a D’Antoniego radzi sobie całkiem dobrze, a przynajmniej większość jego zawodników. Póki co największym zmartwieniem wydaje się być Pau Gasol, którego gra sporo odbiega od poziomu, który prezentował choćby na Olimpiadzie w 2012 roku. O tym jednak przeczytacie w dalszej części artykułu, a na początek skupmy się na tym, co Lakers wychodzi najlepiej oraz co poprawili podczas tej krótkiej serii wyjazdowej.

To co przede wszystkim rzuca się w oczy to szybkość rozgrywanych akcji przez zawodników złota i purpury. Jeziorowcy zajmują póki co 3 miejsce pod względem ilości posiadań podczas 48 minut gry. W zeszłym sezonie Lakers byli co prawda na 5 miejscu w tej kategorii ale różnica jest znacząca. Zespół ma średnio 100.2 posiadań na mecz, w porównaniu do 94.4 w poprzednim roku. Jest to coś, na czym Mike’owi D’Antoniemu bardzo zależało przychodząc do organizacji i z czego na pewno jest zadowolony. Drużyna gra szybko, za każdym razem szukając okazji do zdobycia łatwych punktów. Jeśli to się nie udaje, to dopiero wtedy zawodnicy konstruują akcje przy użyciu ich wachlarza zagrań ofensywnych. Szeroka rotacja pozwala graczom przebywającym na parkiecie na większy wysiłek fizyczny, co przekłada się na ich grę oraz zaangażowanie. Pięć posiadań więcej to okazja do zdobycia przynajmniej 10 punktów. Oczywiście jeśli się nie uda, to te szanse będzie miał przeciwnik ale patrząc na obronę Lakers, ten czynnik powinien wszystkich zadowolić.

Defensywa Lakers mimo dwóch fatalnych spotkań na wyjeździe (DRTg z Warriors – 121.9 oraz Mavericks – 123.9) i tak jest lepsza niż rok temu. Lakers tracą 105.4 punktów na 100 posiadań – o 1.2 oczka mniej niż rok temu. Gdyby we wspomnianych wcześniej meczach Jeziorowcy zagrali na tym poziomie co ich średnia ogólna, to ich DRTg wyniósłby 100.8 punktów na 100 posiadań. Ta liczba dałaby im 10 miejsce w lidze i niewielką stratę do piątej pozycji. Na szczęście to jest dopiero początek sezonu i Jeziorowcy mają jeszcze sporo czasu aby poprawić błędy i nadrobić stracone spotkania. Wielkim plusem jest ich gra w ostatnich dwóch meczach. Po starciu z Dallas Mavericks zaczęto się zastanawiać, dlaczego Lakers nie bronią na wyjazdach tak samo jak w Staples Center. Zawodnikom udało się jednak wyciągnąć wnioski i w pojedynkach z Rockets oraz Pelicans pokazali kawał dobrej obrony. Przeciwko Houston stracili 92.8 punktów na 100 posiadań, a z kolei z Nowym Orleanem 104.6. Ten wskaźnik byłby dużo niższy, gdyby nie ostatnie trzy minuty, w których Pelicans wykonali run 12 – 4. Lakers w tym czasie po prostu zabrakło sił w nogach i nie byli w stanie nadążyć za Anthony Davisem. Nie ma się jednak co dziwić – był to ich trzeci mecz w przeciągu czterech dni.

Welsey johnson zaliczył dobry poczatek sezonu

Skoro jesteśmy już przy defensywie to warto wyróżnić kilku zawodników indywidualnie. Przede wszystkim w tym elemencie imponuje Wesley Johnson, którego obrona zespołowa jest póki co bardzo solidna. Jego długość ramion jest ogromną zaletą, która pozwala mu dosięgać większych od siebie rywali. Wyraźnie widać, że Wes skupia swoją uwagę właśnie po tej strony parkietu, a atak schodzi na dalszą część planu. Johnson jak na razie jest najlepszym blokującym w zespole (1.6) oraz drugim przechwytującym (0.9), a jego wskaźnik DRTg wynosi 102 punkty na 100 posiadań. W poprzednim sezonie tylko Dwight Howard miał lepszy (100).

Kolejnym zawodnikiem (i tutaj niespodzianka) jest Chris Kaman. Jego postawa i aktywność w obronie jest godna podziwu. Przed sezonem przypuszczano, że Chris będzie zwyczajnym kołkiem w defensywie, a tymczasem wraz z Jordanem Hillem jest najlepszym wysokim obrońcą zespołu. Kaman do tej pory nie tylko dobrze spisywał się broniąc zawodników 1 na 1 ale przede wszystkim wykonywał dobrą robotę przy pick & rollach. Nie daje się mijać, przejmuje zawodników z piłką i za każdym razem przy próbie rzutu straszy ich blokiem. Jego aktywność absolutnie przewyższa oczekiwania wszystkich do jego osoby. Kaman do tej pory jest zdecydowanie lepszy w obronie od Pau Gasola i pozostaje mieć tylko nadzieję na to, że utrzyma swoją postawę po tej stronie parkietu.

Ostatnim graczem Lakers zasługującym na pochwałę jest oczywiście Jordan Hill, którego DRTg wynosi 102 punkty na 100 posiadań. Jego silną stroną są jednak zbiórki i to one przykuwają największą uwagę. Po tym jak Hill znalazł się trochę poza rotacją, D’Antoni ponownie postawił na wyższy skład i w ostatnich dwóch meczach Jordan grał średnio 19 minut. Jeżeli Mike widzi dobrą i aktywną postawę Hilla oraz jego pozytywny wpływ na grę zespołu, to nie ma żadnych wyrzutów sumienia zostawiając go w grze, a na ławce pozostawiając Chrisa Kamana (choć na jego miejscu powinien znaleźć się Pau Gasol). Hill zbiera 20.6% możliwych do zgarnięcia piłek gdy przebywa na parkiecie i jest w najlepszej 10 NBA pod tym względem. Jego aktywność przejawia się nie tylko na własnej tablicy ale przede wszystkim w ataku, gdzie przez 36 minut gry, jest w stanie zebrać sześć piłek w meczu (w sumie 14.4). Jego gra na desce utrzymała Lakers w grze w starciu ze Spurs oraz Pelicans, a także ogromnie przyczyniła się do zwycięstwa nad Hawks. Mimo, że Hill nie posiada jakiś wyjątkowych umiejętności ofensywnych (choć jego rzut hakiem i tak jest lepszy od Howarda), a D’Antoni lubi rozciągać defensywę rywala poprzez granie niskim składem, to nie sposób nie znaleźć miejsca w rotacji dla Hilla. Szczególnie gdy zespół opiera się na rzutach z półdystansu i dystansu, przez co zawodnicy pod koszem będą mieć często wiele okazji do zbiórek. A w tym Hill jest po prostu znakomity.

Jordan Hill może byc ważnym elementem układanki D'Antoniego w przyszłości

W czym za to Lakers muszą się poprawić aby być lepszą ekipą w obronie? Przede wszystkim powinni ograniczyć trafienia rywali z półdsytansu i dystansu. Procent trafionych rzutów przeciwników wynosi 46 (48 za dwa i 39 za trzy). To 1.5% więcej niż średnia ligowa, w okolicy której Lakers powinni się znajdować aby na koniec mieć szansę być niezłym zespołem w defensywie. Poza tym zawodnicy D’Antoniego są na 25 miejscu pod względem ilości strat, co przekłada się na większą ilosć okazji dla przeciwników, do zdobycia łatwych punktów z kontrataku. Jest to zatem kolejny element do usprawnienia, który wynika głównie z zadomowienia się w ofensywie i zgrania zawodników. Nie ulega wątpliwości, że z czasem będzie on wyglądał coraz lepiej. Ostatnim elementem jest ilość punktów zdobywanych przez rywala w pomalowanym. Choć nie ma źle w tej kategorii (38.6 – 15 miejsce), to mając pod koszem Pau Gasola, Chrisa Kamana i Jordana Hilla, myślę że Jeziorowców stać na zmniejszenie tej ilości o około trzy oczka, co dałoby im 10 miejsce w lidze. Wykonanie takich małych kroczków pod każdym względem, może znacząco poprawić ogólna postawę Jeziorowców w obronie.

Koniec już jednak na temat defensywy. Co zatem z atakiem Lakers? Pod tym względem jest trochę gorzej ale tylko teoretycznie. Lakers zdobywają 98.1 punktów na 100 posiadań – o 9.7 oczek mniej niż rok temu ale trudno się temu dziwić. Pau Gasol w ataku ewidentnie nie jest sobą, a tacy zawodnicy jak Xavier Henry nie zawsze będą zdobywać ponad 20 punktów na mecz. Widać tutaj ewidentny brak Kobe’ego Bryanta, którego zdolność do kreowania okazji jest bardzo przydatna, szczególnie w czwartych kwartach. Jeziorowcom czasami po prostu brakuje pomysłu i talentu na rozegranie akcji. Mimo to trzeba wziąć pod uwagę fakt, że jest to dopiero początek sezonu, a ich wachlarz rozwiązań taktycznych jeszcze się powiększy. Wielkim plusem jest za to to, że Lakers wiedzą w końcu jak ma wyglądać ich ofensywna. Doskonale zdają sobie sprawę z ich możliwości, są aktywni na parkiecie nawet bez piłki, która krąży po obwodzie, a wysocy stawiają dużo zasłon, które mają na celu pomóc w wykreowaniu dla kogoś korzystnej sytuacji. Lakers grają bardzo zespołową koszykówkę, a efektem tego są 22.4 asysty na mecz. Mimo, że czasami im nie wychodzi, a rzuty z czystych pozycji nie wpadają do kosza, to w większości przypadków nie można mieć pretensji do ich ataku, który w końcu wydaje się być poukładany. Tego bardzo brakowało w ostatnim sezonie, który według Blake’a, jest dla Lakers już tylko przeszłością:

Nie myślimy o ostatnim sezonie. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, wspieramy się nawzajem, lubimy przebywać w swoim towarzystwie. To dobre uczucie, gdy masz wokół siebie takich kolegów.

Ofensywa Lakers może być jednak lepsza i to bez Bryanta. Warunkiem jest jednak lepsza postawa Steve’a Nasha i Pau Gasola. Ten pierwszy w spotkaniach z Hawks oraz Rockets wyglądał całkiem nieźle ale Kanadyjczyk ciągle jest nierówny w swojej grze, a jego rzut nie gwarantuje zdobycia punktów tak jak kiedyś (FG – 28%). Pau Gasol mimo, że odwala kawał fantastycznej roboty w kreowaniu sytuacji dla swoich kolegów, stawia mnóstwo zasłon dla Nasha czy Blake’a, to nie radzi sobie w grze 1 na 1, a także nie potrafi trafić z okolicy linii rzutów osobistych. Skuteczność 50% spod kosza oraz 19% spoza to zdecydowanie za mało jak na czterokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd. O ile w Staples Center Hiszpan wykręca całkiem niezłe statystyki na poziomie 17 punktów i 12.3 zbiórek to poza Los Angeles, Gasol w niczym nie przypomina zawodnika z przeszłości. Pau poza domem zdobywa tylko 8.2 oczek na mecz i jak na pierwszą opcję w zespole, nie ma się czym pochwalić. Jego ogólna skuteczność w tym sezonie wynosi tylko 35%. Minusem jest też to, że zamiast ścinać po zasłonie pod kosz, Pau woli zagrać pick & popa i rzucić z półdystansu. Lakers brakuje tego rodzaju zawodników, a jedynym takim graczem jest Jordan Hill, który pod tym względem zaczyna się coraz lepiej dogadywać z Farmarem.

Forma Pau Gasola nadal pozostaje zagadką. Czy uda mu się wrócić do poziomu All-Stara?

Jeżeli Lakers mają wygrywać bez Kobe’ego, to Pau Gasol musi wziąć większy ciężar gry na siebie i być w końcu skuteczny. Póki co jednak to inni zawodnicy wywiązują się ze swoich ról, a nie Hiszpan. Obecnie liderem w ilości zdobywanych punktów jest Jodie Meeks (12.3), który trafia 49% swoich rzutów, w tym 48% zza łuku. Tak jak pisał Karol Frankowski w naszej pierwszej edycji Roundtable (link), to musi być przełomowy sezon dla byłego gracza 76ers. O dziwo, Meeks nie tylko poprawił się pod względem skuteczności z dystansu ale również skuteczności wejść pod kosz. Jodie zaczął lepiej decydować w jakich momentach zaatakować kosz, zamiast na siłę szukać faulu. Jodie do tej pory wykończył 11 z 17 akcji spod kosza, co daje mu 65% – o 19% lepiej niż rok temu. Jeszcze w preseason wydawało się, że nic z niego nie będzie i prawdopodobnie pożegna się z organizacją, a tymczasem jest najsolidniejszym zawodnikiem złota i purpury. Ostatni rok w kontrakcie zadziałał bardzo motywująco na 26 – latka, który obecnie ma ogromny wpływ na ofensywę zespołu (ORTg – 118).

Choć po siedmiu meczach Los Angeles Lakers mogli mieć bilans 5 zwycięstw i 2 porażek, to wcale nie jest źle. Najważniejsza w tych pierwszych dwóch tygodniach, była ich gra w ostatnich spotkaniach wyjazdowych w Houston i Nowym Orleanie. Po słabych występach w Golden State i Dallas, Jeziorowcy wreszcie zaczęli grać w obcych halach tak jak w Staples Center. Początek terminarzu był dla nich dosyć trudny ale już następne sześć z siedmiu spotkań rozegrają przed własną publicznością. Jeżeli zawodnicy Mike’a D’Antoniego do każdego spotkania będa podchodzić z takim samym nastawieniem i koncentracją jak w pięciu spotkaniach w sezonie, to na pewno nie są bez szans w starciach z Minnesotą Timberwolves czy Golden State Warriors. Zresztą jeżeli Lakers chcą być dobrym zespołem, to muszą wykorzystywać przewagą własnego parkietu, a najbliższe dwa tygodnie będą dla nich świetną okazją do umocnienia swojej pozycji we własnej hali. Jest to dla świetna szansa na przekroczenie granicy 50% zwycięstw i pokazania się z jak najlepszej strony przed powrotem ich lidera – Kobe’ego Bryanta.

Skomentuj