Shaquille O’Neal – zawodnik jedyny w swoim rodzaju

Opublikowane przez , 13 września 2016 w Wywiady, Inne, 0 komentarzy

Kilka dni temu Shaquille O’Neal, wraz z m.in. Yao Mingiem oraz Allenem Iversonem, został członkiem Naismith Memorial Basketball Hall of Fame, czyli popularnej Galerii Sław. Stało się to po 24 latach od jego pierwszego sezonu w NBA. O’Neal bowiem w 1992 roku postanowił zostawić LSU i przejść na zawodowstwo, pokazując całemu światu jego rzuty hakiem, zdolność do biegania do kontr, dynamicznego kończenia akcji z góry oraz po prostu elektryzującą osobowość. Mówiąc krótko – Shaq chciał pokazać wszystkim swoją dominację. W przeciągu 19 sezonów w najlepszej lidze na świecie, O’Neal aż cztery razy sięgnął po mistrzostwo NBA, zgarnął trzy nagrody Finals MVP, jedną statuetkę MVP sezonu zasadniczego oraz 15 występów w All-Star Game. Ponadto Shaq znajduje się także na siódmym miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców wszechaczasu.

Mając jednak 44 lat na karku, O’Neal nieco inaczej patrzy na swoją przeszłość, byłych rywali oraz obecną generację w lidze. Jak sam przyznaje: Grałem na 30 procent tego, co potrafiłem, miałem wielką karierę, ale nigdy tak na prawdę nie pokazałem, na co mnie stać. To wynikało z tego, jaka była wtedy koszykówka, po prostu musiałem pokazywać swoją dominację i siłę pod tablicami, a potrafiłem znacznie więcej niż tylko to. W wywiadzie dla The Vertical, O’Neal omawia m.in. swoje dziedzictwo w NBA, gwiazdach ligi a zarazem o swoich kolegach: Kobe Bryancie i Dwyanie Wade’u, wspomina zakończenie swojej niesamowitej i błyskotliwej kariery oraz opowiada o sytuacjach, które miały wpływ na jego życie.

Podczas twojej obecności w lidze, NBA dosłownie zmieniło zasady – narodziła się obrona strefowa, taktyka „Hack-a-Shaq”, a nawet solidniejsze obręcze. Jak widzisz swój wpływ na rozgrywki i chęć zdominowania ligi?

Kiedy po raz pierwszy wszedłem do ligi, szybko zorientowałem się, kim chcę być. Nie tylko chciałem być najlepszym centrem, ale również najbardziej dominującym. Wiele osób może ubiegać się o tytuł najlepszego, ale tylko nieliczni z nich mogą powiedzieć, że dominowali. To był mój cel. Chciałem być postrzegany jako ten, co będzie zdobywał mistrzostwa, prowadził w statystkach. Ten, który zmieni grę tak samo, jak zrobili to Mike Jordan i Wilt Chamberlain.

Ostatni sezon swojej kariery spędziłeś z zespołem Boston Celtics – kontuzja Achillesa zakończyła twoje rozgrywki. Czy żałujesz jak to się skończyło?

Wszystko, co musiałem zrobić, to pozostać zdrowym, zdobywać 10 punktów na mecz i być na dobrej drodze, żeby przeskoczyć Wilta Chamberlaina na liście punktowej wszechczasów. Natomiast ja byłem arogancki, dumnie mówiłem: „Jestem najbardziej dominującym graczem w historii koszykówki, nie wymieniałem nikogo innego”. Pokonałem Wilta w liczbie tytułów, ale przecież Bill Russell ma ich 11, Kareem Abdul-Jabbar sześć, Tim Duncan pięć, a ja cztery. Dopóki jednak jestem zaliczany do grona najlepszych podkoszowych w historii, to mi to wystarczy.

W dążeniu do piątego i szóstego mistrzostwa, grałeś w Cleveland (2009-10) oraz Boston (2010-11). Czy te sezony były dla ciebie najtrudniejsze?

Kiedy byłem w Cleveland, byliśmy na pierwszym miejscu w konferencji. Glen Davis łamie mi rękę i musiałem pod koniec roku pauzować przez pięć tygodni. Wróciłem ostatecznie na pierwszą rundą playoffs, którą przeszliśmy tylko po to, aby przegrać w następnej z Bostonem. Byłem zły. Wiem na pewno, że gdybym był zdrowy, to mogliśmy wtedy powalczyć nawet o mistrzostwo.

Następnego roku w Bostonie większość zależało od Wielkiej Trójki (Paul Pierce, Kevin Garnett, Ray Allen), a wszystko co musiałem zrobić, to zbierać piłki, blokować i dominować nad wszystkimi pod koszem. Rajon Rondo z kolei miał mieć dzięki mnie ułatwione zadanie w rozdawaniu piłek na lewo i prawo. W tamtym okresie (podobnie jak w Cavs) również podobały mi się moje szanse na zdobycie mistrzostwa.

O'Neal niszczący obręcz rywala w starciu z Jazz

Jedną z uwag pod twoim adresem jest to, że „Shaq nie wykorzystał swoich najlepszych lat”, a biorąc pod uwagę, jak to się skończyło w Bostonie, nie czujesz, ze mogłeś osiągnąć coś więcej?

Żałuję tylko, że opuściłem prawie 200 spotkań z powodu kontuzji, a ja średnio zdobywałem 25 punktów na mecz. Mogłem więc zdobyć kolejne 5000 punktów. Uplasowałoby mnie to na drugim miejscu na liście najlepiej punktujących, a także wyżej w kilku innych kategoriach. Miałem sporo dziwacznych urazów – operacje kolana, urazy palców i dwukrotnie połamaną rękę w związku z brutalnymi faulami. Nie grałem w 200-stu spotkaniach, zdobywałem średnio 25 punktów na mecz, a to oznacza niezdobyte 5000 punktów. To mnie boli.

Wciąż cię to prześladuje?

Zawsze będę o tym pamiętać, brakuje mi tych gier. Zapamiętam to do końca mojego życia.

Galeria Sław składa się z dwóch dominujących centrów. Mowa tutaj o tobie i Yao Mingu. Tim Duncan i Pau Gasol to przyszli kandydaci, ale obu można zakwalifikowane, jako silnych skrzydłowych, którzy wygrali mistrzostwo. Jak myślisz jak długo potrwa dla prawdziwego centra, grającego tyłem do kosza, aby znaleźć się w Galerii Sław koszykówki?

Nie będzie drugiego mnie albo drugiego Yao. To my sprawiliśmy, że wejście pod kosz wiązało się z bólem i trudnościami. Dlatego gra ewoluowała tak mocno w stronę rzutów z dystansu. Kiedy zaczynałem, widziałem dużych ludzi grających na pozycji centra. Dzieci patrzyły jak ja gram i zdawały sobie sprawę, że nie tylko nie zniosą tego bólu, ale one nie chcą nawet go podejmować. Dlatego tez zaczęli rzucać z dystansu, tak jak Dirk Nowitzki.

Shaq, Kobe i Dwyane Wade. Wy zawsze byliście ze sobą powiązani. Co o nich myślisz dzisiaj?

Kobe i D-Wade z pewnością pewnego dnia zostaną członkami Galerii Sław. Każdy potrzebuje partnera, aby wygrać mistrzostwa, a oni byli moimi. Wielu zawodników zawsze miało dwóch, trzech pomocników do wygrania tytułu. Teraz są tzw. „Wielkie Trójki”. Kobe pomógł mi zdobyć trzy mistrzostwa, a D-Wade pomógł mi wygrać czwarte. Oni byli moimi partnerami.

Zawsze ceniłeś swoich rodziców. Był jednak inny kluczowy moment w twoim życiu, który miał istotny wpływ na twoją profesjonalną karierę na parkiecie oraz poza nim?

To był grudzień 1990 roku. Dick Vitale wezwał mnie, kiedy byłem w LSU (Louisiana State University) i graliśmy z Arizoną. Dick powiedział, że Arizona ma Briana Williamsa, Seana Rooks i Chrisa Millsa. Podszedł do mnie i powiedział: Prawdopodobnie nie zagrasz dobrego meczu, ale daj z siebie wszystko”. Wiedziałem, że mogę stworzyć własną historię zdobywając 29 punktów, 14 zbiórek i sześć bloków w wygranym meczu z numerem 2 Wildcats. Bardzo dobrze to zapamiętałem. Zawsze mówię teraz innym graczom aby byli sobą. Widzę dużo młodych zawodników, którzy próbują naśladować innych. To dobrze, ze tak robią, ale przychodzi taki moment w karierze, kiedy trzeba zrobić coś co cię wyróżni spośród innych graczy. Ja, Iverson, czy Yao zrobiliśmy to.

Źródło: Yahoo Sports! (link)

Skomentuj