Scott wreszcie da więcej swobody swoim graczom

Opublikowane przez , 21 marca 2016 w Artykuły, Drużyna, 0 komentarzy

Powoli zbliża się koniec sezonu zasadniczego dla Los Angeles Lakers. Do tej pory Byron Scott non stop starał się wprowadzać nowe zmiany, rotować składem i szukać sposobu na zanotowanie wygranych. Między innymi dlatego też w czwartej kwarcie ostatniego spotkania z Phoenix Suns, posadził na ławce swoich młodych graczy, którym ewidentnie nie szło tego wieczoru. Ich minuty rozdzielił wśród Lou Williamsa i zawodników rezerwowych. Ponadto po raz kolejny też postanowił zareagować i otwarcie skrytykować grę swojej pierwsze piątki. Między innymi stwierdził, że wśród graczy starting five zdecydowanie brakuje zaufania, o czym świadczy przegranie pierwszych kwart w każdym, z ostatnich pięciu rozegranych meczów. Co ciekawe, jego słowa potwierdził jeden z zawodników – Julius Randle, który przyznał, że w ekipie faktycznie coś jest nie tak pod tym względem i za dużo jest indywidualności.

Pytanie tylko: czy to rzeczywiście brak zaufania, czy może po prostu każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony? W zespole z Miasta Aniołów jest przecież wielu młodych i utalentowanych koszykarzy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w tym sezonie już nic nie ugrają. Jedyne co mogą zrobić, to właśnie popisać się swoimi indywidualnymi umiejętnościami. W końcu te mają większą szansę zostać zauważone przez cały świat, niż gra dla dobra drużyny i robienie wielu małych rzeczy na parkiecie (choć oczywiście w przypadku Larry’ego Nance’a Jr. fani docenili jego starania).

Po prostu nie grają razem ze sobą, nie ufają sobie. Gdy coś nie idzie po ich myśli, to zamiast łączyć się w takich momentach i wspólnie szukać rozwiązania, oni się od siebie odizolowują – powiedział na niedzielnym treningu Byron Scott.

Nieco innego zdania jest jednak Jordan Clarkson. Według niego problem leży tylko po defensywnej stronie parkietu, gdzie rzeczywiście brakuje komunikacji. W ataku natomiast zespół ma się dobrze i po prostu częściej musi dzielić się piłką, aby wygrywać. To bardzo proste ale również i problematyczne dla wszystkich Jeziorowców, którzy są przyzwyczajeni do gry indywidualnej.

Dużo lepiej ostatnio jest za to oceniana gra ławki rezerwowych złota i purpury. Szczególnie za sprawą postawy Marcelo Huertasa, który w poprzednim starciu z Suns rozdał 10 asyst oraz Lou Williamsa, który z kolei zdobył tego samego wieczoru 30 oczek. Według Byrona największą różnicę robi tutaj doświadczenie drugiego unitu, które jest nieporównywalnie większe od tego, które posiadają zawodnicy pierwszej piątki.

W drugim składzie jest wielu zawodników, którzy nie grali ze sobą zbyt często ale oni doskonale wiedzą na czym polega ten sport, i że potrzebują siebie nawzaem. To samo chcemy widzieć w grze naszych starterów.

Jednak mimo tej całej krytyki, trener 16-stokrotnych mistrzów NBA postanowił zmienić swoje podejście i dawać więcej szans młodym graczom w końcówkach spotkań. Począwszy od jutrzejszego meczu z Memphis Grizzlies, a skończywszy na ostatnim starciu w kwietniu z Utah Jazz. I to bez względu na to, jak skuteczni i efektywni będą. Nawet więc jeżeli Clarkson, Russell i Randle trafią tylko 5 na 32 oddane rzuty, tak jak w ostatnim pojedynku z Słońcami, to pojawią się na parkiecie w czwartej kwarcie na dłużej, niż w sumie osiem sekund. Wszystko po to, żeby lepiej się poznali i bardziej sobie ufali nawzajem.

To zajmie trochę czasu ale jestem pewien, że uda im się w ten sposób zgrać ze sobą i lepiej zrozumieją jak osiągnąć swój cel. I to nawet jeśli będą przegrywać sześcioma, ośmioma punktami w końcówce meczu.

Spora część fanów złota i purpury od dłuższego czasu domaga się większej liczby minut dla młodych wilków z Los Angeles. Chyba więc najwyższa pora, aby wreszcie mogli zacząć uczyć się na swoich błędach w tych ostatnich minutach spotkań NBA, a nawet ogrywać się w czwartych kwartach z góry przegranych meczów. Koniec więc chyba z wygrywaniem za wszelką cenę, a czas na poświęcenie pełnej uwagi młodym i ich rozwojowi. Byron chyba musiał dostać jakieś wytyczne od zarządu, który zwyczajnie raczej nie chciałby sobie pozwolić na utratę teoretycznych szans na pick w samej końcówce sezonu.

Byron Scott przynajmniej teoretycznie nadal się stara

Na to też może wskazywać pomysł grania Larrym Nance’em Jr. na pozycji niskiego skrzydłowego. Dużo tutaj oczywiście zależy od tego, czy w danym spotkaniu wystąpi Kobe Bryant. Jeśli jednak nie (co ostatnio często ma miejsce), to fani nie powinni zdziwić się widząc Nance’a Jr. obok Roy’a Hibberta i Juliusa Randle’a. Osobiście do Larry’ego absolutnie nic nie mam – gra świetny sezon ale jako czwórka. W zestawieniu z wyżej wymienionymi graczami Lakers w ogóle nie będą mieć spacingu, a to oznacza beznadziejną ofensywę i wielkie męki ze strony Jordana Clarksona i D’Angelo Russella, gdyż to właśnie na nich defensywy rywali będą wtedy skupiać się najbardziej. Ale z pewnością przybliży to Jeziorowców do najgorszej trójki w całej lidze.

Na zakończenie niedzielnego treningu Scott jednak zachował pewne pozory i tradycyjnie powiedział dziennikarzom, że chce aby jego zespół przede wszystkim skupił się na grze w obronie. Wszyscy chyba jednak dobrze wiemy, że są to słowa bez pokrycia, Lakers nie trenują defensywy i w tym sezonie na pewno jej nie zobaczymy. Z góry także winę za ewentualny jej brak zrzucił już na swoich zawodników. Choć trzeba przyznać, że zrobił to w delikatny sposób:

Dla naszych młodych graczy – a właściwie dla każdych młodych graczy w innych zespołach w tej lidze – to jest najtrudniejsza rzecz: nie myśleć tylko i wyłącznie o ofensywie. Prędzej czy później muszą jednak zrozumieć, że to nie może być najważniejszy element gry na parkiecie.

Czy więc od jutra wszystko będzie wyglądało tak jak zapowiada Byron? Miejmy nadzieję, że tak. Szkoda tylko, że tak późno szkoleniowiec Lakers zdecydował się na taki krok. W sezonie 2015/16 było całkiem sporo sytuacji, w których m.in. D’Angelo Russell mógł zdobyć jakieś doświadczenie w zaciętych pojedynkach i nauczyć się grać w decydujących fragmentach meczów ze swoimi kolegami z zespołu. Ale lepiej później, niż wcale. Tym bardziej, że szanse Jeziorowców na zachowanie picku nadal są całkiem spore i to pomimo tego, że marzec wydawał się być dla nich całkiem korzystnym miesiącem.

Skomentuj