Roundtable: Walka o playoffs czy tankowanie?

Opublikowane przez , 26 grudnia 2013 w Roundtable, 1 komentarz

Za nami już tradycyjny świąteczny mecz, wielkimi krokami zbliża się Nowy Rok, a to oznacza, że już wkrótce znajdziemy się na półmetku sezonu regularnego. Czas zatem na pierwsze podsumowania dokonań drużyny prowadzonej przez Mike’a D’Antoniego. Powinniśmy rozpatrywać je w kategoriach sukcesu czy porażki? Który z Jeziorowców wywarł na nas największe wrażenie? I wreszcie, jakie decyzje powinny zapaść w biurze Mitcha Kupchaka w najbliższych miesiącach? Te i inne kwestie poruszamy w najnowszym wydaniu naszego redakcyjnego okrągłego stołu. Zapraszamy do lektury!

Jak oceniasz początek sezonu w wykonaniu Lakers?

Krystian Wąsik: Pomijając ostatnie starcia z Warriors i Suns, Lakers z pewnością zaliczyli bardzo dobre pierwsze dwa miesiące sezonu. Przez większość czasu prezentowali równą formę po obu stronach parkietu i widać, że obóz przygotowawczy wykorzystali bardzo dobrze. Zawodnicy prawie w każdym meczu grają na 110% i nawet gdy przegrywają 20 punktami, starają się zrobić wszystko aby wrócić do gry. Na pewno nie brakuje im serca i waleczności. Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż większość z nich stara się pokazać z jak najlepszej strony, aby w przyszłym roku dostać większe umowy. Jak na razie mogą być z siebie zadowoleni ale jeżeli Lakers jako drużyna nie chcą spaść w dół tabeli i zaliczyć regresu, będą potrzebowali rozgrywającego. To on jest głównym punktem odpowiedzialnym za funkcjonowanie ofensywy Mike’a D’Antoniego i bez niego Jeziorowcy będą mieli problemy z atakiem, a to może przełożyć się na obronę i przegrywanie kolejnych spotkań. Taka grupa zawodników, w której większość grałaby około 14 minut w innych zespołach potrzebuje kogoś, kto nimi pokieruje aby mogli być skuteczni i efektywni.

Karol Frankowski: Zważywszy na absencję wielu graczy spowodowaną ich kontuzjami Lakers zaczęli nadzwyczaj dobrze­. Zaliczyli kilka niespodziewanych zwycięstw (Clippers, Warriors, Rockets) i cały czas liczą się w walce o playoffy. Ciekawe jak wyglądałaby ich sytuacja, gdyby wszyscy zawodnicy byli w stanie grać, ale nie ma co gdybać, trzeba podnieść głowę do góry i walczyć. Idealnie wyszło to w spotkaniu z Timberwolves, pierwszym meczu po kolejnym urazie Bryanta. Ten team ma ogromną charyzmę i za to należą im się wielkie brawa.

Mateusz Kikolski: Dobrze. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się aż tak dobrego startu. Czy mnie to cieszy? Zdecydowanie nie, ale o tym dalej…

Przemysław Drewniak: To już drugi z rzędu sezon, w którym Lakers trapieni są plagą kontuzji. Biorąc pod uwagę, że Jeziorowcy grają niemal zupełnie nowym składem, a urazy w dużym stopniu utrudniają im poznawanie się na parkiecie, to bilans 13-15 należy przyjąć z zadowoleniem. Dystans 2,5 meczu do czołowej ósemki Zachodu w momencie powrotu do pełni zdrowia Bryanta brałbym w ciemno. Będzie to dobra pozycja wyjściowa do tego, by w drugiej części sezonu znów zaatakować i zająć jak najwyższe miejsce. Wciąż na dobrą sprawę nie wiemy, na co stać ten zespół. Możliwości tych Lakers będziemy mogli ocenić dopiero wówczas, gdy uda się im rozegrać kilkanaście spotkań w pełnym składzie.

Który z pozyskanych w lecie graczy spisuje się do tej pory najlepiej?

Krystian Wąsik: Każdy z zawodników wnosi coś innego do gry i ma tak samo ważny wpływ na działanie całego zespołu. Wesley Johnson jest najlepszym obwodowym  obrońcą w zespole, a jego przechwyty i bloki dodają zastrzyku energii całemu zespołowi. Jordan Farmar jest natomiast liderem drugiego unitu, a w najbliższej przyszłości również całej drużyny. Na początku przeplatał dobre występy słabymi ale pod koniec listopada wskoczył na wyższy poziom ze swoją grą i grał lepiej niż się spodziewano. Nick Young również w kilku pierwszych spotkaniach nie imponował ale to co wyczynia od momentu powędrowania na ławkę rezerwowych jest po prostu niesamowite. Swoim wachlarzem zagrań przypomina czasami młodego Kobe’ego, a na dodatek nie forsuje rzutów i gra zespołowo. Gdy jednak drużyna potrzebuje jego punktów, on wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie. Można liczyć na jego ofensywę w każdym meczu, a i w obronie Swaggy P koncentruje się na tym co robi przeciwnik. To właśnie on według mnie spisywał się do tej pory najlepiej i jest najrówniejszym Jeziorowcem ze wszystkich. Jeden z trzech kandydatów do nagrody Sixth Man of the Year.

Karol Frankowski: Mam tutaj dwóch kandydatów – Xavier Henry i Nick Young. Lepiej sezon zaczął Henry, który z Clippers był nie do zatrzymania ale potem trochę przygasł, zaliczając tylko kilka znakomitych przebłysków wchodząc z ławki. Biorąc jednak pod uwagę to, że w ostatnich kilku sezonach tylko kilka razy zdobywał więcej niż 10 punktów, a tymczasem w barwach Lakers zrobił to już 11 razy, nie należy wymagać od niego zbyt wiele. Ciągle się rozwija i najważniejsze, że pokazał, że ma potencjał. Świetnie sprawdził się także jako rozgrywający w spotkaniu z Timberwolves, za co także zyskał kolejnego plusa, a doświadczenie grania jako jedynka pomoże mu w przyszłości.  Nick Young z kolei to najlepszy strzelec zespołu, który lepiej spisuje się wchodząc z ławki. Jak do tej pory zdobywa średnio ponad 15 punktów na mecz, a jego forma ciągle idzie w górę, co potwierdza jego postawa w grudniu. Ponadto notuje również znakomitą skuteczność w rzutach za 3, których trafia prawie 40%. To świetny transfer, w dodatku za bardzo małe pieniądze. Z pewnością zarząd będzie starał się go zatrzymać po sezonie, gdyż w jego kontrakcie widnieje taka opcja, jednak decyzja będzie należała do samego gracza.

Mateusz Kikolski: Chciałbym napisać, że Wesley Johnson, ale mój głos w tej kategorii idzie na Nicka Younga – gracza, z którego pozyskania cieszyłem się najbardziej. I nie zawodzi on moich oczekiwań. Daje drużynie to, czego brakowało od dawna, czyli punkty z ławki i dużo energii. Znajduje się w moim ścisłym topie w wyścigu po nagrodę najlepszego rezerwowego tego sezonu.

Przemysław Drewniak: Nick Young był jednym z tych zawodników, którzy przeciwko Lakers zawsze rozgrywali bardzo dobre spotkania. Był wrzodem na tyłku Jeziorowców niemal za każdym razem, gdy ci mierzyli się z Wizards. Teraz jest po naszej stronie barykady i pokazuje swoje największe atuty: przebojowość i nieobliczalność, a więc cechy, które definiują Lakers z początku tego sezonu. Takiego zawodnika ławka rezerwowych tej drużyny potrzebowała już od kilku lat. Pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie Xavier Henry, mający wszelkie zadatki na to, by stać się kimś w NBA. Brakuje mu przede wszystkim stabilizacji, bo Henry z meczów w Staples a tych rozgrywanych na wyjeździe to dwaj inni zawodnicy. Ma jednak jeszcze czas na uregulowanie formy, a w wieku 22 lat jest jednak chyba najlepiej rokującym zawodnikiem w składzie Jeziorowców.

Pau Gasol i spółka podczas przedmeczowej narady

Jaką drogę powinien obrać zespół w dalszej części rozgrywek?

Krystian Wąsik: W obecnym sezonie jedna połowa fanów złota i purpury jest za tankowaniem, a druga za twardą grą do samego końca. Osobiście należę do tej drugiej grupy. Mimo tego, że Bryant będzie pauzował kolejny miesiąc i nie wiadomo jak będzie wyglądało jego wejście do drużyny, chciałbym widzieć zaangażowanie, wolę walki i przyjemność z gry na twarzach Lakers. Ostatni sezon był ciężki do oglądania i dlatego dobrze jest zobaczyć zmianę pod tym względem. Zespół bez Black Mamby daje z siebie wszystko i każdy zwolennik drużyny powinien to docenić – czy tego chce czy nie. Historia pokazała zresztą, że jeżeli Lakers na kimś zależy, to i tak są w stanie go wyciągnąć – czy to poprzez wymianę czy na rynku wolnych agentów. Niska pozycja w lidze nie gwarantuje natomiast wyboru w pierwszej piątce. Oczywiście obecni Jeziorowcy z Bryantem czy bez niego, nie mają czego szukać w playoffach i ktoś może powiedzieć, że sezon bez mistrzostwa jest sezonem straconym. Ma tutaj oczywiście rację ale jest jedna zasada w drużynie 16 – krotnych mistrzów NBA – Lakers nie tankują i tak poważna organizacja nie powinna zniżać się do poziomu Milwaukee Bucks, czy Utah Jazz. Można się ewentualnie zastanowić, czy nie lepiej by było aby Kobe odpoczął cały sezon, bo jego wysiłek prawdopodobnie i tak pójdzie na marnę. Mamba mógłby w spokoju przygotować się do następnych rozgrywek, w których być może skład Lakers zasilony by został przez parę solidnych zawodników. Jednak jak pewnie wszyscy się domyślamy, taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę i Kobe pewnie nie chce o tym nawet słyszeć. Jeżeli więc koszykarzom z Miasta Aniołów nie uda się nic osiągnąć, to raczej na pewno nie dlatego, że się nie starali.

Karol Frankowski: Wydaje się, że ciężko będzie powalczyć o dobry wynik w tym sezonie. Ponadto, w przyszłym lecie na rynku będzie wiele bardzo dobrych wolnych agentów, a poza tym do ligi wejdzie kilku ciekawych młodych graczy z draftu. Stąd też opcja zatankowania i powalczenia o jak najwyższy pick w drafcie wydaje się być idealnym rozwiązaniem, ale wątpię, że tak się stanie. Czemu? Z tego powodu, że ani Kobe ani cała organizacja Lakers nie będą chcieli hańbić swojego wizerunku przegrywaniem spotkań. Jeśli już Jeziorowcy znajdą się w wyścigu po Wigginsa i Parkera to dlatego, że odpadli po walce o playoffy na bardzo mocnym Zachodzie.

Mateusz Kikolski: Tankowanie. Wygrywanie w obecnej sytuacji się po prostu nie opłaca, nawet gdyby Kobe był zdrowy. Nie w tej sytuacji kadrowej. Nie warto walczyć do ostatniego tygodnia o play-offs i po ewentualnym wejściu do drugiej fazy sezonu szybko odpaść w pierszej rundzie. Draft będzie bardzo mocny i grzechem byłoby odpuszczenie możliwości zdobycia gracza, który może być twarzą zespołu na przynajmniej kolejne 10 lat.

Przemysław Drewniak: Po niespełna dwóch miesiącach rozgrywek cel musi pozostać ten sam, a jest nim walka o awans do playoffs. Jak wcześniej zaznaczyłem, wciąż nie wiemy, na co stać tę drużynę w pełnym, zdrowym składzie. Moim zdaniem Lakers nie są organizacją, którą stać w tym momencie na tankowanie. Nie teraz, gdy ich ikoną wciąż jest Kobe Bryant. Spróbujcie przekonać go, że jest inaczej. Jestem przekonany, że póki będzie to możliwe, drużyna D’Antoniego będzie walczyć o czołową ósemkę. Dziwią mnie także głosy o tym, że Bryant powinien przesiedzieć cały sezon i wrócić do gry dopiero jesienią przyszłego roku. Nie ma przecież gwarancji, że taki ruch nie przyniesie skutku odwrotnego do zamierzonego.

Czy spodziewasz się jakiejś wymiany w wykonaniu Mitcha Kupchaka?

Krystian Wąsik: Przy tak szerokim składzie jestem niemal pewny, że Mitch dokona jakiejś wymiany. Wydaje się jednak, że w grę nie wchodzi zasilenie składu role playerami ale wymiana za kogoś z wyższej półki. W przypadku zdrowej drużyny, Lakers mają aż za dużo zawodników potrafiących grać i dla niektórych w przyszłości może zabraknąć minut. Ich wartość, szczególnie po tym co pokazali w obecnym sezonie jest wyższa niż na początku rozgrywek i można to wykorzystać. Przypuszczam, że graczami którzy mogliby zmienić zespół są: Chris Kaman, Jordan Hill, Xavier Henry lub Jodie Meeks. Pau Gasola z kolei ciężko będzie wymienić za kogoś wartościowego, a ze względu na jego spadającą umowę po sezonie, Mitch raczej nie przyjmie w zamian graczy, którzy nadają się tylko do treningów.

Karol Frankowski: Nie wiem co planuje Mitch, ale jedno jest pewne – ten zespół potrzebuje rozgrywającego. Kobe nigdy nim nie był i nigdy nie będzie, co pokazuje ogromna ilość strat jakie zaliczał w tych sześciu spotkaniach, w których zagrał. Z kolei Steve Nash jest już raczej bliżej zawieszenia butów na kołku, niż powrotu na parkiet. Wydaje się więc, że generalny manager Lakers powinien poszukać jakiegoś playmakera, ale czy tego właśnie chce zarząd Jeziorowców? W końcu w przyszłe lato na rynku będzie dostępnych wielu ciekawych wolnych agentów i Mitch będzie chciał mieć wyczyszczoną listę płac, a pozyskanie kolejnego zawodnika temu nie sprzyja.

Mateusz Kikolski: Uwielbim transfery i nowe twarze w zespole, więc hipokryzją byłoby, gdybym napisał że nie liczę na zmiany. Miło byłoby zobaczyć jakąś wymianę, szczególnie ze Steve’em Nashem w roli głównej, ale nie spodziewam się fajerwerków. Jeśli żaden konkretny zawodnik nie będzie do wzięcia, to Mitch raczej nie pociągnie za spust, poczeka na wygaśnięcie większości umów w lato i pozwoli zespołowi „bić się” o jak najlepszy wybór drafcie.

Przemysław Drewniak: Choć myśli Mitcha Kupchaka zapewne coraz częściej uciekają do gorącego rynku wolnych agentów w lecie 2014, to niewykluczone, że na początku nowego roku czeka nas jakaś wymiana. Do lutego może zdarzyć się jeszcze wiele – nigdy nie wiadomo, kiedy na horyzoncie pojawi się jakaś atrakcyjna okazja. O ile Mitch jednak nie znajdzie jakiejś żyły złota (czyt. wymiany, która zdecydowanie wzmocni zespół), to jestem przeciwnikiem takich ruchów. Uważam, że warto dać tej drużynie szansę i pozwolić rozegrać sezon w niezmienionym składzie.

Przyszłość Nasha jest teraz ogromną zagadką dla Lakers

Czy Steve Nash wróci jeszcze do gry?

Krystian Wąsik: Myślę, że tak. Steve Nash jeszcze wróci na parkiety tylko właściwie nie wiadomo po co. Przecież nawet jak przejdzie na emeryturę z powodów zdrowotnych, to dostanie pieniądze w następnym sezonie. Wydaje się więc, że Kanadyjczyk ma w pamięci przegrane Finały Konferencji Zachodniej w 2010 roku i chce za wszelką cenę uprzykrzyć życie Jeziorowcom. To, co wyczyniał Steve Blake pod jego nieobecność pokazuje tylko, że nie jest on już potrzebny ekipie z Kalifornii i najlepiej by było, aby po prostu pogodził się z myślą, że już nie zagra w profesjonalnej lidze. Niestety jego upartość bardzo mnie niepokoi i czuję, że za wszelką cenę będzie próbował jeszcze coś udowodnić wszystkim fanom.

Karol Frankowski: Zdecydowanie nie. 7 lutego Nash będzie obchodził swoje 40 urodziny, a jest to wiek, w którym trzeba powoli myśleć o końcu kariery. Powracający ból pleców powinien pomóc w podjęciu tej trudnej decyzji. Steve to wielki gracz, nie można mu także odmówić woli walki. Bardzo chce jeszcze zagrać, ale w pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć dość i wydaje się, że to jest właśnie ta chwila.

Mateusz Kikolski: Nikt tego nie wie. Osobiście bardzo liczę, że nie. To pozwoliłoby pozbyć się jego umowy z przyszłorocznej listy płac. Ale nie można tego wykluczyć, bo najwięcej zależy od samego Steve’a i jego chęci do gry. Dla dobra swego oraz ogranizacji powinien już odpuścić.

Przemysław Drewniak: Wiele obiecywałem sobie po Nashu w barwach Jeziorowców – zresztą jak chyba każdy z nas. Dziś jednak nie wierzę, by był on w stanie wrócić choćby do 50% poziomu, jaki prezentował jeszcze kilka lat temu. Ostatni rok był dla Kanadyjczyka niezwykle frustrujący i nie zdziwiłbym się, gdyby już wkrótce zabrakło mu motywacji i wiary w to, że w końcu dojdzie do pełni zdrowia. Choć chciałbym się mylić, to chyba już czas przyzwyczaić się do myśli, że na boisku Steve już niczego nie zdziała.

1 komentarz

  1. Myślę, że jeśli Lakers będą chcieli naprawdę walczyć o mistrzostwo to Mitch dokona jakiejś większej wymiany. Jeżeli nie, to pewnie oznacza, że na nic nie liczą w tym sezonie.

Skomentuj