Roundtable: Patrzymy w przyszłość

Opublikowane przez , 15 maja 2014 w Roundtable, 0 komentarzy

W ostatnim czasie śledząc poczynania Jeziorowców, nie mieliśmy za dużo powodów do ekscytacji. Zespół właściwie przez cały czas nękały kontuzje, a do tego zaliczył kilka okropnych pod względem defensywy spotkań i ostatecznie nie awansował do playoffs. Oczywiście każdy by chciał oglądać swoją ekipę w rozgrywkach posezonowych ale w tym roku fani Lakers już od dawna wiedzieli jak się to wszystko potoczy i dlatego niektórzy nie kryli swej radości z tego, że ten koszmarny sezon wreszcie się skończył i można o nim zapomnieć. Pora więc zacząć myśleć o przyszłości i kolejnych ruchach zarządu, potencjalnych graczach, którzy mogą wzmocnić zespół i oczywiście szkoleniowcu, który to wszystko poukłada. Ostatnie dwa wybory na tym stanowisku nie były udane i teraz na całym zarządzie Jeziorowców ciąży ogromna presja. Nic więc dziwnego w tym, że Jim i Mitch nie spieszą się z decyzją i najpierw chcą się dowiedzieć z jakim numerem będą wybierać w nadchodzącym drafcie. Ten z kolei jest kolejną bardzo istotną sprawą dla całej organizacji, gdyż Lakers po raz ostatni mieli wybór w pierwszej dziesiątce w 2005 roku, kiedy to postawili na Andrew Bynuma. Przed nami zatem wiele ciekawych kwestii do omówienia i kolejne ciekawe lato w Los Angeles. Z tego powodu postanowiliśmy całą ekipą redakcyjną po raz kolejny podzielić się z Wami naszymi przemyśleniami, dotyczącymi przede wszystkim przyszłości w szeregach 16 – krotnych mistrzów ligi.

Jak oceniasz  dwa lata pracy Mike’a D’Antoniego w Lakers?

Karol Frankowski: Trzeba przyznać, że D’Antoni miał ogromnego pecha. Nie dość, że zespół zdziesiątkowały kontuzję w trakcie obu sezonów jego pracy, to na dodatek po pierwszym roku drużynę opuścił Dwight Howard, pozostawiając cały sztab szkoleniowy praktycznie bez planu na skończone niedawno rozgrywki regularne. Nie wspominając już o tym, że Mike musiał z miejsca wszczepić ekipie swój styl gry (w końcu przejął ją po 10 spotkaniach w sezonie 2012 – 13) , który niekoniecznie przez te największe gwiazdy był preferowany. Oczywiście nie chcę tutaj go jakoś szczególnie usprawiedliwiać, zawodnicy przepracowali solidnie zeszłoroczne lato, a wyników delikatnie mówiąc nie było. Fakty są takie, że Lakers zanotowali najgorszy sezon w historii, odkąd przenieśli się do Los Angeles. Żaden trener nie mógł utrzymać swojego stanowiska w tak wymagającej organizacji jaką są Jeziorowcy. Myślę, że Mike o tym wiedział, dlatego postanowił sam odejść i chyba zrobił dobrze. Lakers przyda się teraz świeża myśl szkoleniowa, bo zespół czeka gruntowna przebudowa.

Mateusz Kikolski: Na ocenę dostateczny. Co prawda nigdy nie był moim faworytem ale wyznaję zasadę, że jeśli zarząd wybrał danego trenera, to pozostaje mi się z tym pogodzić. Nie mamy na to wpływu i rozpaczliwe zwalnianie trenerów na forach nic nie da. Tak naprawdę Mike nie miał możliwości na wykazanie się. Kontuzje torpedowały jakiekolwiek długodystansowe plany, a tegoroczny skład był po prostu słaby. W pierwszym sezonie dostał zespół, którego nie przygotowywał do sezonu, a w drugim wielu zawodników było nowych i niechcianych w starych zespołach. Na plus trzeba zaliczyć, że kilku graczy zaliczyło pod nim swoje życiowe sezony ale nie dowiemy się ile było w tym zasługi Mike’a, a ile magii contract year. Nie można jednak zaprzeczać, że podczas swojego pobytu w L.A., D’Antoni zrobił dużo dobrego dla młodych zawodników, a Lakers pod jego wodzą i tak nie mieliby szansy walczyć o coś więcej, niż awans do playoffs. Także dla wszystkich stron lepiej, że ta współpraca już się zakończyła.

Przemysław Drewniak: Nie będę oryginalny – nigdy nie należałem do zwolenników Mike’a D’Antoniego. Pamiętam swoje niedowierzanie, gdy w grudniu 2012 roku został on szkoleniowcem Lakers. Nigdy nie wątpiłem, że to dobry fachowiec, ale do pracy w takiej organizacji nigdy mi nie pasował. Preferowana przez niego filozofia gry nieprzypadkowo nie przyniosła jak dotąd ani jednego znaczącego osiągnięcia w playoffs. Jego czas pracy w Lakers na zawsze będzie nam się kojarzył z dwoma rozczarowującymi sezonami, ale mimo wszystko nie widzę powodów, dla których należałyby mu się gorzkie słowa krytyki. Półtora roku temu otrzymał zespół zupełnie nieprzygotowany personalnie do jego stylu gry, w dodatku zdziesiątkowany kontuzjami. Po przerwie na ASG zdołał jednak poukładać drużynę, która rzutem na taśmę awansowała do playoffs. Także w tym sezonie D’Antoni miał pod górkę ze względu na kontuzje. To one naznaczyły czas tego trenera w Jeziorowcach i sprawiły, iż nie otrzymał on prawdziwej szansy na zbudowanie czegoś solidnego.

Krystian Wąsik: W momencie gdy dowiedziałem się o zatrudnieniu Mike’a D’Antoniego byłem wręcz załamany. Od razu spisałem sezon 2012 – 13 na straty, kierując się po prostu stereotypami. W tym momencie postanowiłem jednak poszerzyć moją wiedzę dotyczącą jego osoby i wykreować własną opinię, a co najważniejsze – dać mu szansę tutaj w Los Angeles. Czy Mike mnie zawiódł? Nie, bo z takimi trudnościami losu żaden inny trener nie poradziłby sobie lepiej. Ciągle jestem ciekaw jak wypadłby ten zespół bez takiej ilości kontuzji zarówno w jednym jak i drugim roku jego pracy. One jednak sprawiły, że nie można wystawić mu ogólnej oceny za całokształt. Można za to wspomnieć o kilku ważniejszych rzeczach, które były jego zasługą. Z pozytywnych aspektów jakie chciałbym zaznaczyć przy jego osobie, to rekord 28 – 12 osiągnięty przez Lakers w drugiej połowie sezonu 2012 – 13 i dostosowanie w nim taktyki do swoich graczy (Dwight, Pau i Kobe grający wolniejsze tempo dzięki stosowaniu Horns), udana współpraca z obwodowymi graczami i wpływ jego systemu na ich grę (Steve Blake, Kendall Marshall, Kent Bazemore) oraz dobry start w ostatnim roku (9-8) mimo braku Kobe’ego Bryanta w składzie. Do negatywów natomiast zaliczę przede wszystkim umiejętności interpersonalne (szczególnie z wysokimi graczami i gwiazdami) oraz granie Kobe Bryantem po 48 minut. Tak czy inaczej jeżeli nie wygrywasz w Los Angeles, to nie możesz liczyć na przychylną opinię fanów i tak też było i tym razem, dlatego tak jak napisał Mateusz – dobrze się stało, że obie strony zakończyły współpracę.

Przygoda Mike'a D'Antoniego w Lakers dobiegła już końca. Pora znaleźć nowego szkoleniowca.

Kogo widzisz na stanowisku trenera?

Karol FrankowskiNowy szkoleniowiec to kolejna niewiadoma, kolejny znak zapytania w przypadku nadchodzącego sezonu Jeziorowców. Myślę, że sztab powinien jak najszybciej podjąć decyzję w tej sprawie, bo od trenera będzie zależało bardzo dużo. Gdy zostanie on już wybrany, dopiero wówczas budowałbym drużynę pod jego myśl szkoleniową. W Internecie krąży niesamowita ilość nazwisk, które widzi się w roli nowego opiekuna Lakers, lecz moim zdaniem Mitch powinien wybrać kogoś bardzo doświadczonego, kto będzie w stanie uporać się z presją jaka zawsze ciąży na ekipie z Miasta Aniołów. Dlatego tutaj na czoło wysuwają się kandydatury Byrona Scotta i Georga Karla, lecz z drugiej strony jest także możliwość zatrudnienia Dereka Fishera. To najlepszy kumpel Bryanta, świetnie zna to miejsce (w końcu wygrał tutaj pięć tytułów mistrzowskich), no i przede wszystkim wprowadziłby coś nowego, świeżego do tej ligi. Jednak czy zarząd zdecyduje się na tak ryzykowny ruch? Czy może po prostu postawi na sprawdzonego coacha, zamiast zaufać nowicjuszowi, który wszak cały czas jest jeszcze zawodnikiem? Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Chyba nawet sam Mitch Kupchak ma jeszcze mętlik w głowie. A zegar już tyka i na decyzje pozostaje coraz mniej czasu…

Mateusz Kikolski: Moim faworytem byłby Jeff van Gundy, ale zdaję sobie sprawę, że raczej nie wróci on w najbliższym czasie do trenowania. W takiej sytuacji chciałbym, aby nowym trenerem został Lionel Hollins. Niestety jednak jego nazwisko, nie przejawia się w ostatnich doniesieniach. Być może więc jest to moment, aby zaryzykować i dać szansę jednemu z młodszych trenerów? Kevin Ollie, Byron Scott lub Derek Fisher mogliby być interesującymi opcjami. Aktualny skład Lakers, a raczej to co z niego pozostanie plus małe możliwości sprowadzenia wartościowych zawodników, nie pomoże w szukaniu chętnych. Objęcie słabego zespołu i budowanie go od podstaw może nie interesować najlepszych. W takiej sytuacji zespół z L.A. może być zmuszony postawić na trenera z małym doświadczeniem. Na pewno za to nie chcę widzieć Johna Calipariego, bo moim zdaniem nie posiada on odpowiednich umiejętności na prowadzenie czegoś więcej, niż grupy najbardziej utalentowanych amerykańskich nastolatków.

Przemysław Drewniak: Spośród krążących w Internecie kandydatur szczególnie interesujące wydają mi się trzy z nich. Tom Thibodeau dlatego, że jest jednym z najlepszych fachowców w NBA. Byron Scott, ponieważ ma Jeziorowców w swoim sercu i wciąż pamiętam jego znakomite rezultaty osiągane w roli trenera New Orleans Hornets. Najbardziej intrygującą opcją wydaje mi się jednak zatrudnienie… Dereka Fishera. Już od dawna mówiono, że po zakończeniu kariery wiedza, doświadczenie i osobowość Fisha będą go predestynować do roli trenera. Rok temu na podobny ruch zdecydowali się Brooklyn Nets, wybierając Jasona Kidda, i mimo trudnych początków ostatecznie się nie zawiedli. Na pewno byłby to dobry moment na taką decyzję – jeśli Lakers rzeczywiście mierzą dopiero w lato 2015, przyszły sezon byłby dla Fishera dobrym przetarciem, a jednocześnie sprawdzianem. A jeśli Mitch Kupchak i Jim Buss nie widzą go jeszcze w roli pierwszego szkoleniowca, to przynajmniej powinni pomyśleć o powierzeniu mu roli asystenta. Warunkiem jest oczywiście chęć samego zainteresowanego, który teraz ma na głowie walkę o Finał Konferencji z Oklahomą City Thunder.

Krystian Wąsik: Jeff Van Gundy to pierwsza osoba, która chętnie bym powitał w Los Angeles ale oczywiście sprowadzenie go do Lakers graniczy chyba z cudem. Stan z kolei dogadał się już z Detroit Pistons, a Ettore Messina jeżeli powróci do NBA, to najprawdopodobniej w roli asystenta Gregga Popovicha.

Dlatego też nad tą trójką chyba nie ma sensu dłużej rozważać i warto skupić swoją uwagę na innych opcjach. A jest ich oczywiście nie mało ale do mnie najbardziej przemawiają dwie kandydatury: Lionela Hollinsa lub Quina Snydera. Pierwszy z nich pokazał się z bardzo dobrej strony w Memphis i dałbym mu kolejną szansę na udowodnienie swojego trenerskiego kunsztu. Z Grizzlies wykonał naprawdę świetną robotę i liczyłbym na to samo w Los Angeles, szczególnie po bronionej stronie parkietu. Snyder natomiast przez te wszystkie lata zebrał naprawdę sporo doświadczenia, będąc asystentem różnych trenerów (lepszych i gorszych) i wydaje się, że pora aby objął własny zespół. Ma dobre relacje z Kobe’em, świeże spojrzenie na NBA i jestem pewien, że poradziłby sobie na stanowisku szkoleniowca. Wybór Lakers zależeć jednak będzie od składu zespołu oraz oczywiście draftu. Nie da się ukryć, że Jeziorowcy budowani są właściwie od podstaw, a do tego za rok skład znów może przejść drastyczne zmiany. Dlatego też być może warto wykorzystać ten czas na zatrudnienie młodego szkoleniowca, który mógłby w tym czasie oswoić się z pracą trenera w NBA i zebrać odpowiednie doświadczenie.

Których Jeziorowców warto zatrzymać na kolejny sezon i za jakie pieniądze?

Karol FrankowskiWiadomo już, że D’Antoni odszedł, stąd też gracze lubujący się w jego stylu gry z pewnością będą szukali sobie pracy w innym miejscu. Do tego na 100% wiadomo, że w barwach Lakers w przyszłym sezonie grać będą Kobe Bryant, Steve Nash i Robert Sacre. Kontrakt Black Mamby trochę skomplikował polowanie na wolnych agentów, których tego lata nie będzie z pewnością brakować, jednak w obecnym składzie Jeziorowców jest kilku graczy, o których warto powalczyć. Przede wszystkim priorytetowa wydaje się sprawa zatrzymania Nicka Younga. Swaggy P ma opcję przedłużenia swojej umowy o rok, jednakże gdyby zdecydował się odstąpić od kontraktu na pewno gdzieś indziej dostałby większe pieniądze. Poza nim jedynie Jordan Farmar, Jodie Meeks i Kent Bazemore wydają być graczami, których można zostawić jako tych wchodzących z ławki, tak zwanych graczy zadaniowych. Na co jednak zdecydują się Lakers przekonamy się wkrótce. Najważniejsza jest na razie data 20 mają, wtedy będziemy wiedzieć więcej.

Mateusz Kikolski: W zespole na kolejny sezon są już Kobe, Nash i Sacre. Wykorzystałbym również opcję drużyny w przypadku Marshalla, nawet teraz, gdy wiadomo, że D’Antoni nie będzie dalej prowadził zespołu. Kendall poznał organizację, a skład trzeba będzie kimś domknąć. To tania i dobra opcja. Poza nimi warto zatrzymać Younga, Farmara, Hilla oraz Johnsona, ale tylko za rozsądne pieniądze. Maksymalnie 2 mln rocznie dla każdego. Byłaby to idealna obsada ławki. Jako uzupełnienie Ryan Kelly na minimalnym kontrakcie.
Osobnym przypadkiem jest Pau Gasol. Jeśli Mitch nie ma zamiaru polować na nikogo droższego w tym offseason, zaproponowałbym Hiszpanowi jednoroczną umowę wartą ok. 10 milionów dolarów. Przy wolniejszej grze nadal będzie on bardzo wartościową opcją do gry na środku. Pozostałych natomiast bym pożegnał. Są za słabi lub będą za drodzy. To ostatnie dotyczy Jodiego Meeksa. Rozegrał bardzo dobry sezon, ale moim zdaniem było to spowodowane ostatnim rokiem kontraktu. Na pewno ktoś zaproponuje mu duże pieniądze, a Lakers nie powinni wchodzić w taką licytację. Te pieniądze lepiej przeznaczyć na inne potrzeby, ponieważ Meeksa można łatwo zastąpić. Przede wszystkim wraca Kobe, i płacenie dużych pieniędzy (ok. 5 mln rocznie?) Jodiemu nie ma sensu. Nie przy brakach na wszystkich innych pozycjach.

Przemysław Drewniak: W drużynie na pewno zostaną Kobe Bryant, Steve Nash i Robert Sacre. Kto do nich dołączy? Lakers powinni zagwarantować umowę na kolejny rok Kendallowi Marshallowi, który jak na swoją niewielką cenę (915 tys. dolarów za sezon) gwarantuje bardzo dobrą jakość. Z dobrej strony pokazali się również Kent Bazemore i Ryan Kelly – zatrzymanie ich w drużynie będzie kosztować Lakers niewiele ponad 2 mln i Mitch Kupchak powinien z tego skorzystać. Jeziorowcy potrzebują też dobrego strzelca, jakim jest Jodie Meeks, który wyraził już chęć pozostania w zespole. Mieszane uczucia mam odnośnie wiecznie kontuzjowanych Jordana Farmara i Xaviera Henry’ego, a także do Wesley’a Johnsona. Ten ostatni z jednej strony zaliczył przeciętny sezon, a z drugiej imponuje bardzo dobrymi warunkami fizycznymi i być może zasługuje na kolejną szansę. Bardzo chciałbym ujrzeć w koszulce Lakers Nicka Younga, ale obstawiam, że wybierze on bardziej lukratywną ofertę od innego klubu. Ogromny sentyment i szacunek sprawiają, że niełatwo będzie mi się pożegnać z Pau Gasolem, choć wydaje mi się, że jego czas w Lakers już dobiegł końca.

Krystian Wąsik: Dużo Jeziorowców zagrało indywidualnie dobre sezony i jest się nad kim zastanawiać ale dla wszystkich nie starczy miejsca, a do tego podjęte decyzje nie mogą muszą być rozsądne pod względem finansowym. Jodie Meeks to jak dla mnie Most Improved Player w szeregach Lakers ale płacenie prawdopodobnie około 5 milionów dolarów za sezon gry, to raczej za dużo w obecnej sytuacji. Tym bardziej, że z dobrej strony pokazał się również Xavier Henry, który ze względu na kontuzję nie powinien być drogi i bardzo możliwe, że chętnie wróciłby w następnym sezonie w barwach złota i purpury. Innym zawodnikiem wartym zatrzymania jest Kent Bazemore. Były gracz Warriors pokazał, że potrafi zdobywać punkty, a nawet kreować okazje dla kolegów z drużyny. Ma bardzo dobre warunki fizyczne i widać w nim spory potencjał. W ciągu tych kilku meczów zrobił na mnie duże wrażenie i jak najbardziej dałbym mu kolejną szansę. Oprócz niego chętnie widziałbym jeszcze Jordana Farmara, Nicka Younga, Kendalla Marshalla (na zapchanie ławki) oraz Jordana Hilla. Ten ostatni po odejściu D’Antoniego może zechcieć pozostać w Kalifornii. Pytanie tylko za ile? Jest bowiem wielce prawdopodobne, że dostanie gdzieś bardziej korzystniejszą umowę niż w obozie Jeziorowców. Tym samym mimo wszystkiego liczę się z tym, że tego energicznego wysokiego nie zobaczymy już w drużynie 16 – krotnych mistrzów NBA, chociaż oczywiście bardzo bym chciał. W L.A. Lakers nie widzę za to miejsca dla Wesley’a Johnsona, który niestety pokazał, że już lepiej grać nie będzie oraz dla Pau Gasola, który mimo dobrej drugiej połowy sezonu w ofensywie, jest pachołkiem w obronie. Wiele osób narzekało na brak defensywy w grze Jeziorowców, dlatego trzeba coś z nią zrobić. Nieprzedłużenie umowy z Hiszpanem wydaje się być pierwszym krokiem do jej poprawy.

Jodie Meeks, Jordan Farmar, Xavier Henry? Kto powinien zostać w Lakers na kolejne lata?

Kogo Lakers powinni wybrać w drafcie?

Karol Frankowski20 mają odbędzie się losowanie miejsc w drafcie. Lakers mają małe szanse na wylosowanie numeru pierwszego w tegorocznym naborze, ale z całą pewnością pick w pierwszej trójce również wyglądałby dla nich niezwykle atrakcyjnie. Myślę, że jeśli otrzymamy tak wysoki wybór, wtedy Mitch Kupchak może zdecydować się nie wymieniać go, a spróbować wyszkolić przyszłą gwiazdę. Niższy pick jest już zdecydowanie gorszą opcją. Co prawda w tegorocznym drafcie są bardzo atrakcyjni gracze, o czym przekonacie się już niedługo, gdy zamieścimy tekst o prospektach, jednakże ciężko wokół nich zbudować drużynę lub powalczyć o mistrzostwo, o czym z pewnością myśli management Lakers i Kobe Bryant. Co do wyboru w pierwszej trójce, o czym wspominałem jako idealne rozwiązanie, tutaj grono jest zdecydowanie zawężone. Nie wiadomo jeszcze na kogo zdecydują się managerowie, ale eksperci przewidują, że w czołówce znajdą się Andrew Wiggins, Jabari Parker, Joel Embiid i być może Dante Exum. Pierwsi trzej wydają się być murowanymi faworytami, ale nietuzinkowy Australijczyk jest graczem, który może zamieszać w tegorocznym drafcie. To rozgrywający nowego typu, z doskonałym rzutem i dobrymi warunkami fizycznymi. Jednakże jak już mówiłem, wszystkiego dowiemy się 20 mają.

Mateusz Kikolski: Wszystko zależy od tego, którym wyborem będą dysponować. Jeśli poszczęści się w losowaniu i wylosują numer w top 3, to jednego z trójki Andrew Wiggins, Joel Embiid, Jabari Parker – w takiej właśnie kolejności. Jeśli pozostaną na 6 lub spadną na 7 miejsce, możliwości będą już ograniczone i powinni wybierać najlepszego dostępnego gracza. Nie powinni patrzeć na to, kto mógłby bardziej pasować do składu, tylko pójść w największy talent. Pozostaje mieć nadzieję, że dobrze przyjrzą się wszystkim zawodnikom z czołówki na przeddraftowych testach. Szybki wybór nowego trenera bardzo pomógłby w tej sytuacji.

Przemysław Drewniak: Niestety Lakers mogą znaleźć się w sytuacji, w której Mitch Kupchak nie będzie miał zbyt wielkiego wyboru. Moim typem jest prezentujący wszechstronny i efektowny styl gry Dante Exum. 18-letni Australijczyk już od jakiegoś czasu jest blisko Jeziorowców – był na kilku meczach w Staples Center, korzysta z usług tego samego agenta co Kobe Bryant i sam mówi, że gra dla szesnastokrotnych mistrzów NBA jest jego marzeniem. Możliwość pobierania nauk od kończącego karierę Bryanta byłaby dla Exuma prawdziwym błogosławieństwem i trampoliną dla jego kariery w NBA. Czy jednak któryś z klubów nie sprzątnie go Kupchakowi sprzed nosa? Wiele wyjaśni nam loteria 20 maja.

Krystian Wąsik: Nie będę oryginalny i oczywiście najlepiej kogoś z trójki Wiggins – Embiid – Parker. Po rezygnacji D’Antoniego, Mitch może wybrać każdego z nich i nie martwić się o to, czy będzie on pasować do koncepcji trenera. Tym razem bowiem to szkoleniowiec będzie dostosowywany do zawodników, a nie odwrotnie. Trzeba się jednak liczyć też z tym, że Jeziorowcy mogą nie znaleźć się w pierwszej trójce, a wtedy tak jak napisał Mateusz – będzie trzeba wziąć jak najlepszego gracza lub… dokonać wymiany. Na stole musiałaby się jednak pojawić naprawdę dobra oferta, aby Mitch i Jim ją zaakceptowali. Lakers za darmo picka na pewno nie oddadzą.

Czy Kobe wróci do swojej formy All-Stara?

Karol Frankowski: Nie wiem. Ciężko jest mi cokolwiek stwierdzić po tegorocznym sezonie, ponieważ Kobe zagrał tylko kilka spotkać i od razu złapał kolejną kontuzję, która wykluczyła go z gry na całe rozgrywki. Z całą pewnością będzie chciał coś udowodnić wszystkim niedowiarkom, którzy już skazali go na przeciętność, ale czy będzie tym samym dominującym zawodnikiem chociażby z rozgrywek 2012 – 13, kiedy zdobywał ponad 27 punktów w meczu na bardzo dobrej skuteczności 46% (najlepszej od mistrzowskiego sezonu 08/09) i dokładał do tego 6 asyst na mecz (najwięcej w karierze)? Chyba nie. Teraz jednak jest już w takim wieku, że bez pomocy drużyny nie wzniesie się na taki poziom, dlatego ważne będzie to jak będzie wyglądał skład Lakers w następnym sezonie. Jeśli do zespołu dołączy jakiś All-Star, a tych tego lata nie będzie brakować, wtedy Bryantowi będzie łatwiej, bo będzie odciążony i wszystko nie będzie spoczywać na jego barkach. Będzie mógł skupić się na kreowaniu kolegów i szukaniu swoich ulubionych pozycji do rzutu. Wówczas powinien wrócić do formy All-Star, może nie tej najwyższej, ale z całą pewnością ma jeszcze trochę paliwa w baku, aby powalczyć o szósty pierścień. Półtora roku przerwy pozwoliły mu na zagojenie starych ran i wierzę, że w sezonie 2014 – 15 wróci silniejszy.

Mateusz Kikolski: Zależy, co rozumiemy pod pojęciem forma All – Stara. Bryant będzie All – Starem nawet w słabej formie, co pokazał ten sezon. Z kolei jeśli chodzi o powrót do formy sprzed kontuzji, to nie, nie wierzę w to. Kobe jest już w wieku, gdy regres następuje z sezonu na sezon, często drastyczny. Opuszczenie całego sezonu nie pomaga. Oczywiście, powinno go być stać na pojedyncze świetne mecze i ponowne czarownie publiczności, ale nie wierzę w regularną grę na wysokim poziomie co noc. Coraz częściej może również opuszczać pojedyncze mecze.

Przemysław Drewniak: W najczarniejszym scenariuszu kontuzje będą prześladowały Kobe’ego już do końca kariery, przez co nigdy nie zobaczymy go już w możliwie najlepszej formie. Ja jednak nie wierzę w taki rozwój wydarzeń i jestem przekonany, że już w przyszłym sezonie Black Mamba znów zafunduje nam ten dreszczyk emocji, motywujący do zarywania kolejnych nocy. Bryant wciąż będzie liderem tego zespołu, ale do zadań nowego trenera będzie należało jak największe odciążanie go z tych obowiązków. Nie może dojść do sytuacji, w której Kobe ciągnie za sobą drużynę niczym koń zaprzęgowy, tak jak to było wiosną 2013 roku. Zawsze wierzyłem, że Bryant zakończy karierę jako jeden z najlepszych zawodników tej ligi. Inne odejście byłoby nie w jego stylu.

Krystian Wąsik: Bryant ma bardzo dużo czasu na przygotowanie się do nowego sezonu ale może go potrzebować nawet więcej. Taka przerwa od koszykówki w tym wieku to spore wyzwanie, nawet dla Black Mamby. Najważniejsze aby Kobe nie nabawił się żadnych innych urazów podczas ogrywania się z NBA – tak jak to miało miejsce ostatnio. Odpowiadając z kolei na pytanie uważam, że Bryant będzie wykręcał statystyki na poziomie All-Stara (być może coś około 20 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst) ale czy jego gra będzie wyglądała tak jak kiedyś? O tym będziemy musieli się przekonać na własne oczy. Chciałbym jednak aby sam Kobe dał się odciążyć w ofensywie od zdobywania punktów i spowodować, że piłka będzie sama go znajdywała, a nie on ją. Myślę, że to pomogłoby jego osobie, jak i całej drużynie.

Skomentuj