Roundtable: Co przyniesie nam nowy sezon?

Opublikowane przez , 15 września 2013 w Roundtable, 0 komentarzy

Przez ostatnie kilka miesięcy wiele się działo w Jeziorowcach, którzy z kandydatów na mistrza NBA stali się drużyną walczącą o playoffs. Z ekipy odeszli m.in. trzykrotny obrońca roku – Dwight Howard oraz objawienie ostatniego sezonu w zespole złota i purpury – Earl Clark. Ostatnie wydarzenia zmusiły Mitcha Kupchaka do objęcia nowego kierunku działania i skorzystania z alternatywnego Planu B (link). Czy będzie on strzałem w dziesiątkę, czy też kompletnym fiaskiem dowiemy się dopiero za rok. Póki co jednak warto skupić się na tym co jest tu i teraz.

Już za około dwa tygodnie drużyny rozpoczną obóz przygotowawczy, a wokół NBA znów zrobi się głośno. W tym roku Jeziorowcy postanowili bardzo wcześnie rozpocząć swoje treningi i już można dowiedzieć się pierwszych informacji na temat ich ćwiczeń z ośrodka El Segundo w Los Angeles. Dla wielu ekspertów oraz fanów nadchodzące rozgrywki pokażą na co stać poszczególnych zawodników (i trenerów) oraz dadzą odpowiedź na to, czy Kobe Bryant będzie jeszcze w stanie sięgnąć po swój szósty w karierze mistrzowski tytuł. Z tego względu nasza ekipa redakcyjna postanowiła podzielić się z Wami swoją opinią dotyczącą ostatniego lata oraz sezonu .

Jak oceniasz offseason w wykonaniu Lakers?

Karol Frankowski: Nie ma co się oszukiwać, offseason w wykonaniu Lakers nie wypadł zbyt dobrze. Zespół stracił przecież najlepszego centra w lidze, a w zamian nie otrzymał kompletnie nic. Jest parę ciekawych wzmocnień (Nick Young, Wes Johnson) ale to wydaje się być za mało, aby powalczyć o najwyższe cele.

Mateusz Kikolski: Tegoroczny offseason w wykonaniu Lakers będzie już na zawsze oceniany przez pryzmat odejścia Howarda. Jednak mimo wszystko lato 2013 oceniam pozytywnie. Oczywiście jeśli porównamy naszą sytuację z innymi zespołami, to nie wygląda to kolorowo ale należy pamiętać jakimi narzędziami dysponowali Jeziorowcy w tym roku. Mini mid-level w wysokości 3 mln dolarów oraz minimalne umowy to wszystko co mieli do zaoferowania. Jak na tak wąskie pole działania management spisał się świetnie. Dodano trochę młodości, atletyzmu i strzelców z ławki – czyli tego, czego ostatnio brakowało najbardziej. Nie przepłacono nikogo ale z drugiej strony nie było nawet ku temu możliwości.

Przemysław Drewniak: Patrząc na to, jakie możliwości miał Mitch Kupchak po Podejściu Dwighta Howarda, offseason w wykonaniu Lakers należy oceniać pozytywnie. Władze klubu słusznie nie zdecydowały się na żadne ryzykowne ruchy, pozyskując zawodników, których charakteryzuje:
a) przywiązanie do miasta lub klubowych barw,
b) chęć udowodnienia czegoś w świecie NBA,
c) osobowość, która nie pogorszy stosunków w szatni.
To ostatnie ma stanowić największą różnicę w porównaniu do ubiegłego sezonu. W dużej mierze to dlatego zarząd Lakers nie zdecydował się na pozyskanie np. Michaela Beasley’a. Pozostali gracze, tacy jak Jordan Farmar, Nick Young, Chris Kaman czy Wesley Johnson doskonale wpisują się do wyżej wymienionego klucza. Potencjał wydaje się być całkiem niezły i bez wątpienia Lakers będą dysponować dużo lepszą ławką rezerwowych niż przed rokiem.

Krystian Wąsik: Ostatnie lato nie było spełnieniem marzeń dla fanów złota i purpury ale mimo to nie było wcale najgorsze. Strata Dwighta Howarda utworzyła ogromną dziurę na pozycji centra ale być może w przyszłosci wyjdzie to zespołowi na dobre. Mitch po decyzji byłego centra Magic zachował się bardzo mądrze, nie podpisując długoletnich umów z zawodnikami, a przy okazji udało mu się pozyskać niskim kosztem Chrisa Kamana, Wesleya Johnsona, Nicka Younga i Jordana Farmara. Dzięki temu Lakers będą mieli ogromne możliwości finansowe w przyszłym roku i wydaje mi się, że właśnie pod tym kątem należy patrzeć na ostatni offseason. Z tego powodu oceniam go pozytywnie i jeżeli tylko Jeziorowcom uda się za rok sprowadzić gwiazdę do swojego miasta, to wszyscy zapomną o odejściu Dwighta Howarda do Houston Rockets.

Czy Mitchowi z Lakers uda się ponownie zaczarować ligę?
Który z zawodników zaliczy przełomowy rok w swojej karierze?

Karol Frankowski: Moim zdaniem to musi być przełomowy sezon w karierze Jodiego Meeksa, jeżeli ten, chce na stałe zagościć w składzie Lakers albo co więcej – w lidze. Chłopak ma ogromny potencjał, świetnie rzuca z dystansu, a także wielkie serce do gry. Jest niezwykle waleczny, chętnie atakuje tablicę mimo niskiego wzrostu (193cm,) a poza tym nieźle gra w obronie. Jodie ma już 26 lat, więc kiedy, jak nie teraz?

Mateusz Kikolski: Stawiam na Wesleya Johnsona. Dlaczego? Przede wszystkim w zespole nie ma wielu zawodników, którzy mogą zaliczyć przełomowy sezon. Zdecydowana większość już pokazała w swojej karierze na co ich stać, a Wes jeszcze nie. Wybrany z wysokim numerem w drafcie nigdy nie spełnił oczekiwań. Ten sezon to w jego przypadku być albo nie być. Warunki będzie miał idealne i lepszych raczej nie znajdzie. W zespole może liczyć na pewne miejsce w rotacji wśród graczy, którzy będą skupiać uwagę obrony przeciwników. Jego zadania będą się ograniczać do twardej gry w obronie i trafianiu z czystych pozycji. Może pokazać, że stać go na bycie czołowym role playerem w lidze.

Przemysław Drewniak: Trzymam kciuki za Jordana Hilla. Mam nieodparte wrażenie, że wciąż nie pokazał on pełni swoich możliwości na parkietach NBA. Po bardzo obiecujących występach pod koniec sezonu 2011/2012, przełomowe miały być dla niego już poprzednie rozgrywki. Na drodze stanęły mu jednak kontuzja oraz Mike D’Antoni, który nie potrafił znaleźć dla niego miejsca w swojej wizji drużyny i na moment odstawił go nawet od składu. Teraz szkoleniowiec liczy na to, że Hill będzie kluczowym rezerwowym w jego talii. Dla podkoszowego będzie to zresztą najważniejszy sezon i być może ostatnia szansa na wywalczenie lepszego kontraktu w NBA. Powinno być dobrze, jeżeli oczywiście dopisze mu zdrowie.

Krystian Wąsik: Wesley Johnson – były gracz Suns pod koniec ostatniego sezonu pokazał, że nie bez powodu znalazł się w NBA. 26 – latek nie zawiódł Lindsey’a Huntera i udowodnił, że zasługuje na zaufanie oraz odpowiednie minuty. Gra w systemie Mike’a D’Antoniego powinna ułatwić mu odnajdywanie się na parkiecie i pomóc w ustabilizowaniu formy. Inni zawodnicy (Jordan Farmar, Nick Young) pokazali już na co ich stać i mogą poprawić się tylko nieznacznie w pewnych elementach. Przed Johnsonem z kolei stoi szansa na rozegranie swojego pierwszego solidnego sezonu.

Czego spodziewasz się po Jeziorowcach w przyszłym sezonie?

Karol Frankowski: Po zeszłorocznym blamażu, kiedy wszyscy liczyli minimum na finał, w tym roku nie stawiam przed Lakers wysokich celów. Skład jest gorszy niż sezon wcześniej i chyba szczytem marzeń byłaby druga runda playoffs. Choć jak wszyscy wiemy Kobe to fighter i on z pewnością łatwo nie złoży broni, tylko pytanie: czy natchnie do walki swoich kolegów?

Mateusz Kikolski: Szczerze mówiąc – niczego. Nie wiemy nawet jakie zadania wyznacza sobie sam zespół. To prawdopodobnie będzie sezon przejściowy, a sukcesem będzie awans do playoffs. Trzon zespołu jest stary, schorowany i wolny. Nie wiemy kiedy wróci Kobe i w jakiej będzie formie oraz ile spotkań będzie w stanie zagrać Steve Nash. Znaków zapytania jest zbyt wiele, aby nastawiać się na cokolwiek.

Przemysław Drewniak: To będzie swego rodzaju katharsis po zeszłorocznych katorgach. Szczerze mówiąc, nie mogę się już doczekać nadchodzącego sezonu. Nie mamy zbyt wielkich oczekiwań, a za to fajną drużynę, która swoją walecznością i team-spirit może napsuć krwi nawet faworytom. Nie chcę psuć sobie zabawy i oceniać, które miejsce zajmą Jeziorowcy na koniec rozgrywek. Nikt tak naprawdę nie wie, czego spodziewać się po tym zespole i właśnie to stanowi dla mnie dreszczyk emocji. Nie zdziwię się, jeśli mimo wysokiego poziomu w Konferencji Zachodniej Lakers zaliczą bardziej udane rozgrywki niż poprzednie.

Krystian Wąsik: Osobiście uważam, że Lakers rozegrają lepszy sezon niż rok temu. O czynnikach, które na to wpłyną już pisałem w jednym ze wcześniejszych artykułów (link). Wydaje się, że wiele osób niedocenia chemii w zespole, która rok temu obok kontuzji była jednym z głównych powodów porażki. Dużo zależy również od powrotu Kobe’ego Bryanta ale jeśli Black Mamba wróci na parkiety przed końcem listopada (lub na początku grudnia), to myślę że Jeziorowcy mają szansę zanotować 45-50 zwycięstw w sezonie i przy odrobinie szczęścia dojść do drugiej rundy playoffs. Warto przypomnieć, że Phoenix Suns Mike’a D’Antoniego zawsze znakomicie spisywali się w sezonie zasadniczym, a ich braki wychodziły dopiero w playoffs. Choć o mistrzostwie nie ma co mówić, to być może wreszcie będziemy mogli czerpać przyjemność z ułożonej gry Jeziorowców.

Jaka przyszłość czeka Jeziorowców?
Czy Kobe wróci do formy po zerwaniu ścięgna Achillesa?

Karol Frankowski: Cała Ameryka uważnie śledzi to co wyczynia Kobe Bryant. Przecież lekarze zapowiadali, że odpocznie od grania 7-9 miesięcy,a  tymczasem już po czterech widzieliśmy go jak biegał w specjalnej maszynie z próżnią. Jego Achilles goi się nadzwyczaj szybko, ale nie ma chyba aż takiej potrzeby aby go forsować. Kobe o tym wie i wróci kiedy będzie w 100% sprawny. Wróci silniejszy i wciąż będzie w czołówce. Nikt chyba nie ma co do tego wątpliwości.

Mateusz Kikolski: Do tego tematu należy podchodzić ostrożnie i nie obiecywać sobie zbyt wiele, żeby się nie rozczarować. Wszyscy znamy Kobe i jego determinację ale i on nie przeskoczy pewnych ograniczeń w tym wieku. Ciało regeneruje się wolniej, a poza tym jest mniej odporne. Nie spodziewam się, żeby był w stanie grać tak jak w ostatnim sezonie.

Przemysław Drewniak: Chyba nikogo zbytnio nie zaskakuje, że Kobe wraca do zdrowia dużo szybciej, niż przewidywali lekarze. Specjaliści od medycyny najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy, z kim mieli do czynienia. Chęć nieustannego udowadniania swojej wielkości powoduje, że Black Mamba ma w sobie dużo jadu, by ukąsić po raz kolejny. O formę Bryanta w ogóle się nie martwię. Obawiam się za to o Mike’a D’Antoniego i jego umiejętność zarządzania minutami gry Kobe’ego. Nie wyobrażam sobie sytuacji z końcówki poprzedniego sezonu, gdy blisko 35-letni lider Jeziorowców musiał grać po 48 minut w meczu, by utrzymać zespół w czołowej ósemce Zachodu. Najważniejsze, by Kobe zachował jak najwięcej paliwa na sezon 2014/2015. Średnia w okolicach 30-32 MPG byłaby mile widziana.

Krystian Wąsik: Kobe miał się już skończyć dwa lata temu, a tymczasem ciągle jest prawdopodobnie w trójce najlepszych zawodników w lidze. Jeff Van Gundy w 2009 roku powiedział, że Bryant będzie szcześliwy móc za parę lat zdobywać po 15 punktów na mecz. Tymczasem Black Mamba w swoim 17 sezonie w NBA notował średnio ponad 27 oczek. Być może jestem optymistą ale nie dopuszczam do siebie innej myśli niż powrót do najwyższej formy. To jest Kobe Bryant – człowiek, który od dobrych paru sezonów gra non stop z kontuzjami, a mimo to jest w stanie rzucić 50 punktów w meczu. Co prawda nigdy nie zerwał ścięgna Achillesa ale innowacyjna medycyna oraz zapewnianie, że jest zdecydowanie bliżej powrotu niż przewidywano pokazuje, że dla pięciokrotnego mistrza NBA nie ma rzeczy niemożliwych. Bryant zrobi wszystko aby znów być na szczycie i zapisać się w historii sportu. Jeżeli na świecie jest tylko jedna osoba, która może powrócić do najwyższej formy po tak ciężkim urazie to jest nią właśnie Kobe.

Skomentuj