Pytania i Odpowiedzi: Jim Eyen

Opublikowane przez , 13 października 2014 w Wywiady, Pytania i Odpowiedzi, 0 komentarzy

Zatrudnienie przez Byrona Scotta Jima Eyena jako swojego asystenta, było z pewnością wielkim zaskoczeniem dla wielu osób związanych ze światem NBA. Do tej pory bowiem obaj panowie znali się głównie z końca lat 80 – tych, kiedy to jeszcze obecny szkoleniowiec Jeziorowców grał na pozycji rzucającego obrońcy dla Pata Riley’a i Mike’a Dunleavy’ego, a Jim Eyen zasiadał na ławce trenerskiej w sztabie szkoleniowym. Pomógł on wtedy awansować Los Angeles Lakers do Finału NBA w 1991 roku, w którym to ekipa złota i purpury przegrała jednak 1-4 z Michaelem Jordanem i jego Chicago Bulls. W kolejnych latach Eyen pracował dla Bucks, Blazers, Clippers, a ostatnio i dla Kings, zajmując się przede wszystkim scoutingiem. W NBA spędził już w sumie 24 sezony, głównie u boku Mike’a Dunleavy’ego ale mimo to, ciągle niewiele wiadomo na temat jego osoby. Z tego też powodu Mike Trudell postanowił dowiedzieć się nieco więcej o jego roli w drużynie, filozofii gry, a także stosunkach z obecnym trenerem zespołu – Byronem Scottem.

Mike Trudell: Twoja więź z Byronem sięga roku 1989, kiedy to byłeś asystentem w sztabie szkoleniowym Pata Riley’a. Jak więc wasze relacje rozwinęły się do tego punktu, że on (Byron) zatrudnił cię jako kluczową postać w swoim sztabie szkoleniowym?

Jim Eyen: Te trzy lata, które spędziłem z Byronem (1989-1991) wszystko rozpoczęły – całą naszą więź. Przez te wszystkie lata, które upłynęły od tego czasu, trenując i grając przeciwko sobie z różnych ławek, ciągle utrzymywaliśmy kontakt. Kiedy dostał tutaj pracę, to rozpocząłem z nim konwersację na temat prowadzenia drużyny. Byron był naprawdę otwarty i szczery ze mną i powiedział, że ważne dla niego w zatrudnieniu asystenta, musi być komfort pracy z nim, co jest zrozumiałe. Im więcej rozmawialiśmy ze sobą i ponownie się „poznawaliśmy”, to w końcu udało nam się zwiększyć te poczucie komfortu. Do tego myślę, że korzenie naszych filozofii są bardzo podobne, co może mieć związek z tym, skąd przyszliśmy 20 lat temu. Zaczęliśmy więc rozmawiać o koszykówce i wiele rzeczy, które powiedzieliśmy, były do siebie podobne. Niektóre wyrażone inaczej ale część z nich dotyczyła tej samej filozofii.

Trudell: Jak byś opisał tę filozofię, którą dzielisz z Byronem?

Eyen: Uważam, że w koszykówce trudno jest wypunktować szczególnie to, co pozwala zespołowi osiągnąć sukces. Jednakże, myślę również, że te podobieństwa w naszych filozofiach łączą się z defensywną stroną parkietu i tego, jak twoja ofensywa może mieć wpływ na obronę i vice versa. Trudno jest wybrać jedną rzecz przeciwko innej ale bez wątpienia mieliśmy tutaj doczynienia z oldschoolowym myśleniem, które pozwoliło nam znaleźć podobieństwa między sobą.

Trudell: Trener oraz menedżer mogą określić to, jak sztab szkoleniowy ma pracować. Jedni asystenci mogą np. skupiać się na danej rzeczy, a inni mieć bardziej wolną rękę w swoim działaniu. Czy wiesz może jak Scott widzi tę kwestię w drużynie?

Eyen: Myślę, że każdy sztab jest inny i każdy trener lubi inny styl zarządzania ale koszykówka ogólnie różni się od innych sportów. Nie jest to football amerykański, gdzie są koordynatorzy, a ty masz szczególnie przypisaną do ciebie rolę, za którą jesteś odpowiedzialny. Koszykówka się bardziej zazębia. Stąd też myślę, że Byron chciałby abyśmy we wszystkim uczestniczyli, byli obeznani z każdym aspektem gry, widzieli cały mecz i starali się pomagać w każdym obszarze gry, w którym chcielibyśmy to zrobić. W tym samym czasie jednak mieli również pewien cel, pewne specyficzne zadanie, na którym byśmy się skupiali indywidualnie. Siedzę w tym wszystkim już bardzo długo, a kiedy jesteś w coś zaangażowany przez taki okres czasu, to zazwyczaj robisz wszystko po trochu. Jedną jednak z moich mocnych stron jest przygotowywanie się do meczów, co w głównej mierze dotyczy defensywy ale i również i trochę ofensywy jest. Na tym więc pewnie będę się przede wszystkim skupiał.

Trudell: Przygotowywanie do spotkań zazwyczaj wiąże się z pracą z zaawansowanymi scoutami i śledzeniem kilku ostatnich meczów, które rozgrywa rywal, a następnie przygotowanie planu na mecz. Jak byś opisał cały ten proces?

Eyen: Pełne przygotowanie składa się z pracą zaawansowanego scouta, który jest w podróży i ogląda spotkania oraz koordynatora video, który nagrywa je i przygotowuje dla nas, przez co możemy później rozłożyć je na czynniki pierwsze, zobaczyć wspólnie ze sztabem, indywidualnie lub całą drużyną. Następnie na podstawie tego formułujesz plan na mecz. Ważne jest potrafić rozdzielić kim jesteś i co lubisz grać, od tego, z jaką drużyną przyjdzie ci się zmierzysz i jej stylem. Próbujesz więc nie zmieniać za bardzo swojego stylu drużyny, a po prostu go usprawnić przeciwko ekipie, z którą przyjdzie ci się zmierzyć. Mecze w tej lidze gra się co kilka dni, więc to właściwie terminarz dyktuje ci czas, jaki możesz poświecić na konkretną drużynę. Jeżeli masz kilka dni wolnego przed spotkaniem, możesz włączyć te przygotowania do treningów. Jak grasz dzień po dniu jednak, to więcej czasu poświęca się na konwersację, niż ćwiczenie w rzeczywistości. Zależy więc to wszystko od terminarza.

Jim Eyen jeszcze za czasów pracowania w Sacramento Kings

Trudell: To prawda, jeżeli gracie przeciwko Spurs – drużynie, która gra właściwie to samo w ostatnich paru latach – to jest to jedna rzecz. Czasami jednak terminarz jest tak skonstruowany, że gracie back-to-back w Denver następnej nocy i przygotowanie fizyczne zawodników to jedna rzecz, a nauka obrony pick & roli…

Eyen: Tworzysz pewne priorytety dla takiego meczu. Czasami odpoczynek może być ważniejszy od twoich przygotowań, czy trenowania na parkiecie, więc musisz podjąć pewne decyzje. Jak rozpocznie się obóz przygotowawczy i będziemy ćwiczyć przed sezonem, to będziemy mieli podstawowy sposób na rozgrywanie akcji: pick & rolle, gra tyłem do kosza, stawianie zasłon innym itd. Zawsze więc będzie jakaś podstawa do grania, więc jeżeli przeciwnik będzie grać podobnie do nas, to nasi zawodnicy będą m.in. wiedzieć jak to zatrzymać. Jednak jeśli grasz z jakąś szczególną drużyną lub przeciwko konkretnemu zawodnikowi, to musisz wprowadzić jakieś poprawki do swoich schematów, gdyż są oni wszyscy naprawdę bardzo utalentowani i trzeba podejść do nich indywidualnie.

Trudell: W obecnym składzie nie ma prawdziwego gracza, który broniłby dostępu do kosza. Nawet w lidze nie ma ich zbyt wielu teraz. Czy więc ze względu na skład drużyny, musisz dokonać zmian w swoich schematach?

Eyen: To świetna uwaga. Musisz dopasować się do składu jaki posiadasz. Cieszę się, że przywołałeś tutaj wysokich graczy, ponieważ, żeby być bardzo dobrą drużyną w defensywie, często mówi się o swoich obrońcach. Często mówi się o wywieraniu presji na piłkę. I to wszystko jest bardzo ważne ale również istotni są wysocy, którzy nie muszą być jednak typowymi rim protectorami (w klasycznym sensie). To zawsze pomaga oczywiście ale ci wysocy – silni skrzydłowi i centrzy, są bardzo ważni w defensywie, a mimo to bywają niedoceniani. Są jak łapacze w baseballu – widzą cały parkiet. Oni ubezpieczają tyły. Muszą być wokalni i pomocni przy każdej akcji. Jeżeli wywierasz ciągle presję na piłce i masz zaangażowanych w obronę wysokich, którzy pomagają w ustawianiu krycia, którzy są tutaj bardziej od obrony ogólnie strefy podkoszowej, niż samej obręczy – to będziesz miał dobry defensywnie zespół. Będziesz solidny w tym elemencie.

Trudell: W ostatnim sezonie wiele rzeczy nie udawało się w defensywie, czy to ze względu na kontuzje, czy brak pomocy temu, który pomagał innemu. Właściwie zawodnicy nie grali razem w obronie. Jak więc, mając wielu nowych graczy, którzy nie grali jeszcze ze sobą, spróbujesz nauczyć ich systemu przeciwko drużynom, które od lat mają ten sam sztab szkoleniowy i w miarę stabilny skład?

Eyen: Koszykówka czasami postrzegana jest jako indywidualny sport i w sumie na tym poziomie czasami jest. Czasami jednak to źle wychodzi i odpowiadając na twoje pytanie, musisz stworzyć mentalność: „Nie mam ściśle określonego gracza do bronienia. Jestem po prostu obrońcą – jednym z pięciu, który musi pokryć naszą połowę”. Wspomniałeś też o pomaganiu pomagającemu. To świetna terminologia i często jej używamy, bo zazwyczaj wszystko sprowadza się do tego, aby być w jednym ciągu i nie martwić się o swojego gracza. Priorytetem powinna być piłka, bo to ona cię atakuje.

Trudell: Czy jest coś po defensywnej stronie parkietu, z czym w szczególności zgadzasz się z trenerem Scottem i zamierzacie wdrożyć to do zespołu od pierwszego dnia?

Eyen: To „zespołowość” w obronie. Nie chodzi tutaj o indywidualnych stoperów. Chodzi o zaszczepienie mentalności „pięciu przeciwko piłce”. Prawdopodobnie kilka konwersacji, które mieliśmy, dotyczyły mniej więcej tego: „Jak możesz wpłynąć na ofensywę?” Na tym poziomie, nie uda ci się zatrzymać ataku. Możesz tylko wpłynąć na to, aby przeciwnik robił to co ty chcesz, a nie to co on chce.

Poza tym jest to gra procentów. Każdej nocy możesz to zobaczyć, a później po 100 meczach widzisz, że drużyny kończą spotkania oddając 80-95 rzutów. Twoim zadaniem nie jest zatrzymanie jednej osoby przed zdobyciem 20 oczek. Twoim zadaniem jest to, aby przeciwnicy rzucali na jak najniższej skuteczności. I mówiąc przeciwnicy, myślę o całej drużynie. Nieważne bowiem kto oddaje rzuty. Jeżeli udało ci się ograniczyć rywali do 41/42% z pola gry, to masz szansę wygrać mecz.

Byron Scott bardzo wierzy w to, że doświadczenie Eyena pomoże Jeziorowcom w odniesieniu sukcesu

Trudell: Pewnie chciałbyś aby wasi przeciwnicy oddawali dalekie rzuty na półdystansie, niż trójki z rogów, czy spod kosza.

Eyen: To wiąże się ze skutecznością – skąd te rzuty pochodzą. Trójki z rogów to bardzo dobre rzuty. Trzeba je odciąć. Trzeba uniemożliwić przeciwnikowi oddawania ich z niekrytych pozycji, wywierać presję przy nich. Tu chodzi o wszystkie małe rzeczy, które nie wymagają jakiejś specjalnej strategii, tylko woli, skupienia i energii. Jeżeli potrafisz jakoś przeszkadzać w oddawaniu rzutów i wpływać na ofensywę rywali, to po czasie, ich skuteczność na pewno będzie korzystna dla ciebie.

Trudell: Wiem, że od tego jest obóz przygotowawczy ale czy myślicie, że: „OK, zawsze będziemy robić to przy bocznych pick & rollach. Zamierzamy ich agresywnie atakować itp.”. Czy rozmawialiście już o tym, co będzie najlepszym sposobem na krycie rywali?

Eyen: Ciągle dyskutujemy na temat ogólnego sposobu, w jaki będziemy robić niektóre rzeczy. Ale to wszystko jest tego częścią – wypychać pick & rolle do boków, włączać w to wszystko linię końcową, nie dopuszczać aby piłka mogła łatwo krążyć z jednej strony do drugiej, co może zwyczajnie cię pogrzebać. To są pewne strategiczne punkty, na których chcemy aby nasza drużyna się opierała. Pod koniec obozu przygotowawczego będziemy już wiedzieć jak będziemy zazwyczaj grali, za wyjątkiem niektórych drużyn i indywidualnych zawodników

Trudell: Co twoim zdaniem wyróżnia obecny skład? Kiedy na niego patrzysz, to co widzisz?

Eyen: Na pewno jest on uniwersalny. Nie ma w lidze składu, który nie miałby jakiś dziur. Jako zarząd, zawsze starasz się je wypełnić ale ogólnie musisz patrzeć na wszystko tak, że albo szklanka jest do połowy pełna albo pusta. Ja patrzę, że jest do połowy pełna i dlatego ten roster jest bardzo wszechstronny. Na niektórych pozycjach jest wiele doświadczenia, a na innych młodości. Patrząc na ten skład, możesz grać wysokimi zawodnikami, niskimi, szybko lub rozważnie – wszystko to przyniesie ci w trakcie sezonu pewne korzyści. Myślę, że mamy graczy młodych, utalentowanych i doświadczonych, przez co jeżeli mecz będzie na styku, to mogą mieć oni na niego pozytywny wpływ, a w szczególności jedna osoba. Naszym zadaniem jest utrzymanie bliskiego wyniku, jeżeli w danym spotkaniu nie idzie nam najlepiej. Kiedy spisujemy się dobrze, to jest pewna płynność w grze, której się oddajesz. Na pewno będą momenty w trakcie sezonu, kiedy będziemy musieli być nieco bardziej bezpośredni w naszym podejściu do obrony i ataku. Ale mamy zawodników, którzy zdecydowanie mogą zrobić różnicę pod koniec meczu.

Trudell: Oczywiście skład zespołu zaczyna się od Kobe’ego Bryanta. Z różnych źródeł wynika, że wygląda teraz bardzo dobrze. W tym samym czasie jednak, będzie to już dla niego 19 sezon w NBA. Jak więc zapatrujesz się na jego kolejny rok gry?

Eyen: Jest dla mnie moim nemezis od bardzo dawna z punktu widzenia szkoleniowca i cieszę się, że w końcu jesteśmy po tej samej stronie. Raporty poświęcone Bryantowi zawsze były trudne do przygotowania. Patrzę na niego jak na kogoś, kto lubi wyzwania i ten rok będzie dla niego kolejnym takim. Wierzę jednak, że jest tak poświęcony tej grze, że będzie w stanie dopasować swój styl do swoich możliwości. Jest w stanie dostosować się do każdego rywala z którym gra, do każdego nowego partnera w drużynie. Jest więc pewny element w jego grze poza grą, który jest jednym z powodów dla których jest dobry w tym co robi. I on o tym wie.

MT: Kiedy po raz pierwszy zakochałeś się w tym sporcie? Jak twoja pasja zaprowadziła cię do NBA, do miejsca w którym jesteś obecnie?

Eyen: Zanim przyszedłem do NBA, to przez 10 lat trenowałem w szkole średniej, collegu oraz przez cztery lata w pierwszej dywizji, a później rozpoczęła się moja przygoda w lidze z Los Angeles Clippers w 1988 roku. Właściwie więc całe moje życie to jedno wielkie wyzwanie. Pracujesz z graczami, grasz przeciwko jednym z najbardziej utalentowanych… To bardzo kuszące i angażujące, gdy ma się takie wyzwania przed sobą każdego dnia, starasz się być jak najlepszym trenerem, strategiem i kreatywnym myślicielem, tak, aby odnieść sukces. To jest esencja tego wszystkiego i stąd mam w tym wiele pasji. Po prostu dzięki temu, że stawiam przed sobą ciągle nowe wyzwania.

Scouting jest tym, czym zajmować się będzie Eyen w barwach Lakers

Trudell: Wielu ludzi na całym świecie kocha ten sport. Wielu z nich chce być częścią NBA. Jak tobie udało się załapać do ligi?

Eyen: Byłem asystentem trenera w Santa Barbara. Jerry Pimm był głównym trenerem i znał się z Donem Casey’em, który był asystentem w Clippers. Poznałem Dona przez Jerry’ego i ostatecznie wylądowałem organizując camp dla podkoszowych graczy z Casey’em, który stał się moim przyjacielem w ciągu kilku następnych lat. Kiedy objął posadę szkoleniowca Clippers, to poprosił mnie abym dołączył do niego. Potem z Clippers przeniosłem się do Lakers, gdzie zatrudnił mnie Pat Riley i tak to wszystko się toczyło. Zanim jednak to wszystko się wydarzyło, to miałem związek z trenowaniem przez 10.

Trudell: Dla każdego trenera na tym poziomie, jest to zmienny biznes, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo posady. Jak sobie z tym radzisz?

Eyen: To koczowniczy tryb życia ale ja nie mogę na niego narzekać. Moja rodzina odgrywa znaczącą rolę w pomaganiu mi stąpać twardo po ziemi, nawet jeśli czasami to wszystko jest dla nich łatwe. Moja żona, jest bardzo bystra i myśli realnie. Chociaż to, że mnie poślubiła może na to nie wskazywać (śmiech). Moje dzieci mają odpowiednio 21 i 19 lat. Mój syn chodzi tutaj do Pitzer College, gra w koszykówkę dla Pomona-Pitzer – trzecioligowej drużyny, w której trener (George) Karsiaficas albo Coach Kat jak się na niego mówi, wykonuje świetną robotę; mają tam jeden z najlepszych programów trzecioligowych w kraju. Więc sprawia mu to wszystko radość. Moja córka natomiast jest na drugim roku w Santa Clara; jest ona artystką rodziny i pracuje w szkolnej gazetce jako grafik. Moja żona uczęszczała do Stanford, więc może rozmawiać o wszystkim z Markiem Madsenem. Jesteśmy więc tutaj wszyscy bardzo lojalni wobec siebie. Jednakże, wracając do twego pytania, nie jest to łatwe życie ale wsparcie grupy pomaga, a oni bez wątpienia mi pomogli. Nie jest to dla nich łatwe, ale znaleźli też zalety przeprowadzek. Choć nie jest to zawsze pozytywny aspekt tego wszystkiego, to im udało się znaleźć dobre strony takiego stylu życia.

Trudell: Tak jak wcześniej wspomniałem, byłeś tutaj przez kilka lat z Patem Riley’em i Dunleavym. Jak postrzegasz organizację złota i purpury w porównaniu do innych, w których pracowałeś?

Eyen: To klasa sama w sobie, która ma wspaniałą przeszłość. Dr (Jerry) Buss był niesamowitym właścicielem, dla którego mam wiele szacunku i który traktował mnie tutaj bardzo dobrze. Ta część więc, z którą jestem choć trochę związany, wiele znaczy dla ligi i dla ludzi, którzy przynajmniej raz tutaj byli.

Trudell: Każdy trener zawsze stara się jak najlepiej w nowym miejscu, ale czy masz wrażenie, że Byron traktuje to wszystko tutaj nieco inaczej? Wrócił do domu, gdzie pracował wcześniej, dorastał itd. Ma teraz szansę przywrócić blask tej organizacji po paru trudnych sezonach.

Eyen: Nie chciałbym mówić za niego ale myślę, że tak. Mam takie wrażenie. Tutaj są wysokie standardy. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że nie ma ich również w innych organizacjach w lidze. Ale w szczególności Byron, który dorastał tutaj i grał, a teraz trenuje tutaj – to musi być naprawdę bardzo dobre uczucie i wiązać się z pewnym spełnieniem, ale również i odpowiedzialnością, co na pewno odczuwa.

Trudell: Jeżeli jest jakaś jedna rzecz, na której chcesz się szczególnie skupić i wnieść ją do sztabu Byrona, to co to jest? Co przychodzi ci pierwsze do głowy?

Eyen: Doświadczenie. Byłem w wielu różnych sytuacjach, trenowałem na różnych poziomach itd. W obecnych czasach to właściwie zaleta móc trenować w college’u, tych młodych graczy.

Jestem tutaj już tak długo, że zdążyłem być w naprawdę dobrych drużynach oraz tych, które borykały się z problemami. Widziałem już więc ten cały proces (przebudowę) i to ile potrzeba czasu aby zajść gdzieś dalej. Mam nadzieję, że będę w stanie wnieść to doświadczenie oraz mój punkt widzenia do zespołu.

Źródło: Lakers.com (link)

Tagi:

Skomentuj