Przed nami pierwszy od 20 lat, sezon bez Bryanta…

Opublikowane przez , 26 października 2016 w Artykuły, Zapowiedzi, 3 komentarze

Już dziś Los Angeles Lakers rozpoczną kolejny w swojej historii sezon zasadniczy. Będzie to ich pierwszy od 1996 roku, bez Kobe’ego Bryanta w składzie. Przystąpią oni do niego bez zwolnionych przedwczoraj Yi Jianliana oraz Anthony’ego Browna, ale za to z Thomasem Robinsonem oraz Mettą World Peace’em na pokładzie. Obaj zawodnicy podczas preseasonu zdobyli uznanie trenera Luke’a Waltona i prawdopodobnie będą mieli swoje okazje w rozgrywkach 2016/17. Wspomniany sezon przygotowawczy Jeziorowcy zakończyli z bilansem 2-6 ale ich grę oglądało się dużo przyjemniej, niż przez ostatnie dwa lata za kadencji Byrona Scotta. Luke zgodnie z obietnicami, wprowadził zdecydowanie więcej ruchu w swojej drużynie, i to zarówno z piłką jak i bez niej. A zawodnicy grają po prostu szybciej (średnio 104.5 posiadań na mecz w preseasonie), bardzo często decydują się na trójki (33.9% wszystkich rzutów) oraz generują straty w obozach rywali. Ale w tym wszystkim nie zapominają również o przyjemności, jaką daje gra w koszykówkę i o której na każdym kroku przypomina im Luke. Dzięki temu właśnie, każdy daje z siebie 110% i to zarówno na treningach, jak i podczas meczów.

Walton bez wątpienia już osiągnął pewien sukces – w bardzo krótkim czasie zdobył zaufanie swoich podopiecznych i stał się ich faworytem. Pomimo zaledwie dwóch zwycięstw w preseasonie, zespół cały czas wierzy, że jest na właściwych torach i zamierza ze spotkania na spotkanie grać lepiej. I to nie tylko w ofensywie, ale również i defensywie, gdzie w preseasonie oglądaliśmy dużo switchów, wymian, dobrą komunikację oraz wreszcie – zaangażowanie. Tego wszystkiego brakowało podczas ery Byrona Scotta. Wisienką na torcie była z kolei gra Larry’ego Nance’a Jr., który momentami po prostu grał za trzech, a jego 3 przechwyty oraz 1.2 bloków PER 36, są bardzo obiecujące.

Czy to wszystko może się przyczynić do lepszego sezonu w wykonaniu Lakers? Na to pytanie trudno znaleźć odpowiedź. Jeziorowcy co prawda sprowadzili latem Timofey’a Mozgova (który ma być takim Andrew Bogutem), Luola Denga, a także wybrali w drafcie Brandona Ingrama, ale wzmocnienia te nie są raczej na tyle istotne, aby odmieniły drużynę. Do tego Waltonowi i spółce potrzebny jest czas – bardzo dużo czasu. Zresztą już na starcie Luke zapowiedział, że rozwój zawodników i czynienie postępów jest dla nich ważniejsze, niż kolejne zwycięstwa. Nie zdziwcie się więc, jeżeli 16-stokrotni mistrzowie NBA po raz kolejny znajdą się w ostatniej piątce Konferencji Zachodniej. Priorytetem powinien być rozwój oraz po prostu lepsza gra po obu stronach parkietu, która na tym etapie budowania składu, nie musi od razu przełożyć się na zwycięstwa oraz fazę playoffs.

Zresztą jak na razie nie można wymienić właściwie żadnych mocnych stron ekipy z Miasta Aniołów. Jest jeszcze na to za wcześnie, choć potencjał, to Lakers mają spory i to w wielu elementach gry. Jednym z nich są kontrataki, z których w sezonie przygotowawczym, Jeziorowcy zdobywali zazwyczaj 19 punktów. A te często przychodziły im dzięki przechwytom, pod względem których zajęli 10 miejsce w lidze. Z kolei jeżeli chodzi o słabe strony, to patrząc na preseason, bez wątpienia można wymienić tutaj problemy z faulami, o których wspominał Sebastian (link), zbiórki (średnio tylko 42.1 na mecz) oraz straty (17). Przeciętnie natomiast koszykarze złota i purpury wypadli pod względem skuteczności, która wyniosła 44.3%, z czego 35.7%. na dystansie (TS 53.4%) oraz asyst (średnio 57.7% punktów było asystowanych). Prędzej czy później jednak, wszystkie te rzeczy Lakers są w stanie poprawić w swojej grze ale przed nimi oczywiście bardzo długa droga.

Jordan Clarkson i D'Angelo Russell podczas meczu Lakers w preseasonie

Tak samo zresztą jak i przed Juliusem Randle’em. Po preseasonie trzeba bowiem przyznać, że skrzydłowy zespołu raczej nie zachwycił. Nadal popełnia te same błędy, wydaje się, że na siłę szuka okazji do punktowania, a do tego nie widać u niego poprawy w grze na pół oraz dystansie. Jeśli w bieżących rozgrywkach Randle nie udowodni, że jest wart siódmego wyboru w drafcie, to być może w przyszłe lato Lakers postarają się go wymienić. Przy jego obecnym wachlarzu umiejętności, najrozsądniejsze wydaje mi się wprowadzanie go z ławki rezerwowych, na pozycji numer pięć za Timofey’a Mozgova. Z drugiej strony, rezerwowym centrem jest Tarik Black, który zdążył już pokazać się z niezłej strony i teoretycznie zapracował na swoje minuty. Czy więc dla nie potrafiącego rzucać z dystansu Juliusa jest w ogóle miejsce w obecnych Lakers? Szczerze mówiąc wątpię ale chyba trzeba dać mu jeszcze trochę czasu na udowodnienie swojej wartości i przydatności w ekipie.

Swoją drogą nieco zaskoczył mnie Luke Walton mówiąc o tym, że nadal nie ma swojej najlepszej piątki. W preseasonie trochę eksperymentował z ustawieniem, korzystając z usług Younga, Denga, Randle’a… ale nadal jeszcze nie jest przekonany co do tego, który unit jest najlepszy. Zapewne więc w najbliższym miesiącu możemy spodziewać się kolejnych eksperymentów. Choć jak dla mnie jedna sprawa powinna być oczywista – na czwórce powinien grać Luol Deng, a jego zmiennikiem być Larry Nance Jr., który zasłużył na te 25-26 minut w każdym spotkaniu. Jeżeli bowiem Lakers chcą grać tak samo jak Warriors, to potrzebują mieć stretch four w składzie (a przynajmniej w pierwszej piątce). Z Randle’em na czwórce ich spacing bardzo cierpi, co hamuje możliwości ofensywne zespołu i wpływa na jego efektywność. Z drugiej strony, jak się ma w składzie młodego zawodnika, który według ekspertów ma wielki talent, to po prostu chce się go jak najczęściej ogrywać i zapewne właśnie tym kieruje się Walton. A przynajmniej na razie.

Interesująca w drużynie wydaje się być także sytuacja Nicka Younga. Skreślany przez wielu ekspertów i fanów niski skrzydłowy Jeziorowców bardzo pozytywnie zaskoczył wszystkich w preseasonie, notując średnio 12.4 punkty w 22.2 minuty spędzane na parkiecie (FG 48.4%, 3FG 48.8%). Wstępnie wydaje się, że Swaggy P ma szansę odnaleźć się w ofensywie Luke’a Waltona, która powinna uwidocznić jego silne strony. A to bardzo dobra informacja dla Nicka, który pod wodzą Byrona Scotta, nigdy do końca nie wiedział na co może liczyć i zazwyczaj znajdywał się poza rotacją byłego szkoleniowca Lakers. Pytanie tylko jak Walton rozdzieli minuty pomiędzy nim, Ingramem, a Dengiem (jeżeli oczywiście Luol ma grać na trójce)? To chyba jest kolejny argument za tym, żeby Randle wchodził z ławki, a Sudańczyk grał na czwórce.

Czy Nickowi Youngowi uda się odbudować swoją karierę w Lakers?

Co jednak zrobi Luke? Tego na razie nie wie nikt. Na pewno za to możemy liczyć na szybką grę, wiele podań, trójek, kontrataków oraz wymuszanie strat. Taką grę właśnie widzieliśmy w preseasonie i zapewne Lakers będą ja kontynuować w sezonie zasadniczym (choć oczywiście trudno przewidzieć z jakim efektem). W każdym bądź razie, bez względu na wynik, sezon 2016/17 wreszcie powinien być przyjemny do oglądania. Zawodnicy Los Angeles Lakers w końcu będą mogli czerpać przyjemność gry i liczyć na to, że w przeciwieństwie do Byrona Scotta, Luke Walton będzie z nimi na pokładzie przez cały czas. Zresztą już na tym etapie Jeziorowcy są lepsi niż na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Walton w miesiąc zrobił z drużyną więcej, niż Scott przez dwa lata.

Do tego wszystkiego D’Angelo Russell również jest na zupełnie innym poziomie, niż w swoim debiutanckim sezonie. Już po pierwszych ośmiu meczach w październiku widać, że poważnie podchodzi do NBA i chce udowodnić wszystkim, że można myśleć o nim jako o franchise playerze tej organizacji. PER 36, notował w nich 21.6 punktów, 3.3 zbiórek, 6.5 asyst oraz dwa przechwyty, osiągając TS na poziomie 56.9%. Teraz, bez Kobe’ego Bryanta w składzie, będzie miał okazję na własnej skórze przekonać się o tym, co znaczy być liderem. A to powinno pomóc mu uczynić postęp nie tylko na parkiecie, ale także poza nim. Tak czy inaczej wydaje się, że sezon 2016/17, choć bez Black Mamby, może być przełomowym dla organizacji złota i purpury. A my wszyscy wreszcie będziemy mieć podstawy do tego, by faktycznie móc z optymizmem spoglądać w przyszłość.

3 komentarze

  1. DrJ

    Poniżej 25 wygranych na zakończenie sezonu.

  2. Świetna zapowiedź.

    Sam mam raczej małe oczekiwanie, jeśli chodzi o bilans, gdzie obstawiam między 20-27 winów, bliżej 25. Zapowiada się wiec, że znowu loteria draftu nas czeka, ale na to jeszcze czas będzie.
    Generalnie mam nadzieję, jak w artykule, na to, ze Lakers będą grac przyjemny dla oka basket i postawią na rozwój dwójki Ingram-Russell, a w tle Zubaca, którego jestem cholernie ciekawy.

    Kwestia Randle… Niestety ja już nadziei za bardzo nie mam i jeśli tylko znajdzie się chętny, proszę bardzo można wymieniać. Gość się w niczym praktycznie nie poprawił ( gdzie ta zmiana mechanizmu rzutu?), broni dalej przeciętne, a wynika to nie z całkowitego braku umiejętności w D, ale z jego olewania zadań defensywnych ( analizy które wrzucił @Airmax, pięknie to pokazują), bo jak mu się chce to potrafi. Do tego gra całkowicie bez głowy, co z tego, ze ma fajny kozioł, jak wszystko kończy się z głową władowaną w brzuch obrońcy, albo stratą ( żeby było jasne, Dlo swoja nonszalancją też daje powodu do niepokoju, bo za dużo tych strat). Chętnie to wszystko odszczekam, nie mam z tym problemu, jak udowodni, że może być drugim Draymondem ;) .

    Także Deng na 4, albo Nance, ale jak wiadomo w S5 będzie Randle.

    Nie będę już pisał o offseason, jest jak jest. Miał być Biyombo-Lee jest Mozgov-Deng i trzeba to przyjąć, może nie będzie tak źle, choć amnestii ma nie być w nowym CBA, co może nas uwalić, w razie posypania się jednego czy drugiego.

  3. Larry Nance Jr przyszłość Lakersów : ) Mamy Młodego Griffina z drugiej rundy : )

Skomentuj