Przed nami ostatni miesiąc Kobe’ego w NBA…

Opublikowane przez , 4 kwietnia 2016 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Już tylko sześć spotkań dzieli nas od zakończenia sezonu zasadniczego 2015/16 dla Los Angeles Lakers. W niedzielę podopieczni Byrona Scotta doznali porażki z ich odwiecznym rywalem – Boston Celtics, a z kolei we wtorek zmierzą się w bitwie o L.A. z Clippers. Prawie każdy z przeciwników, z którymi przyjdzie zagrać Jeziorowcom w tym miesiącu (za wyjątkiem Pelicans), walczy o playoffs lub o jak najwyższą w nich lokatę. Mike Trudell donosi co prawda, że 16-stokrotni mistrzowie NBA postarają się jak najlepiej wypaść w tych ostatnich starciach ale prawda jest raczej taka, że na więcej niż jedną wygraną nie ma co liczyć.

W końcu jutrzejsi Clippers w tym roku już dwukrotnie wygrali z Lakers, a w Konferencji Zachodniej zajmują czwarte miejsce (48-28). I to pomimo tego, że większość czasu spędzili bez Blake’a Griffina w składzie. Chris Paul wie jednak jak prowadzić drużynę i angażować pozostałych w grę na parkiecie. Ponadto dobrze spisuje się sprowadzony z Memphis Grizzlies Jeff Green, a swoje robią Jamal Crawford, J.J. Redick, czy też DeAndre Jordan, który swoją drogą notuje zazwyczaj 13.9 zbiórek na mecz. Trudno aby w tym spotkaniu liczyć na zwycięstwo przedostatniej ekipy w NBA. Szczególnie, że Clippers są w pierwszej dziesiątce zarówno pod względem ofensywy (7 miejsce) jak i defensywy (10).

We wtorkowej konfrontacji Jeziorowcy wystąpią jako goście ale z kolei dzień później – w środę 6 kwietnia, kiedy to ponownie zmierzą się z Clippers, zagrają już jako gospodarze. Wątpliwe jest jednak aby miało to coś zmienić, bowiem ich bilans przed własną publicznością to tylko 11 zwycięstw i 28 porażek. Większe szansę będą mieli w piątek, kiedy to na wyjeździe spotkają się z New Orleans Pelicans. Ze składu ekipy z Luizjany wypadli niedawno Anthony Davis, Jrue Holiday i Ryan Anderson, a z kolei wcześniej Tyreke Evans oraz Eric Gordon. W Nowym Orleanie jest prawdziwy szpital i aż w sumie 9 graczy zmaga się z urazami. Niewygranie z Pelikanami graniczy więc niemal z cudem i nikt nie powinien tutaj patrzeć na ich niezły bilans u siebie (20-18). Te starcie będzie bez wątpienia najlepszą okazją Jeziorowców, do zanotowania wygranej w kwietniu.

Później na Lakers, 10 kwietnia w niedzielę, w Toyota Center czekać będa koszykarze Houston Rockets. Rakiety już trzykrotnie wygrały z Kobe Bryantem i spółką w tym sezonie i to pomimo tego, że James Harden już nawet nie udaje, że próbuje grać w obronie. W ataku za to spisuje się znakomicie. W poprzednich 10 spotkaniach notował średnio 29.5 oczek, 6.2 zbiórek oraz 10.2 asysty, rzucając na 46.8% skuteczności, z czego 39.5% zza łuku. Do tego punkty w ofensywie zapewnia Michael Beasley (zazwyczaj 14.1), a ogólnie atak Rockets plasuje się na 8 miejscu w lidze. Gdyby podopieczni J.B. Bickerstaffa tak samo dobrze spisywali się w defensywie, to pewnie nie musieliby walczyć o playoffs z Jazz i Mavs. Prawda jest jednak taka, że ich obrona jest dopiero 22 w całej lidze, a dla Rockets będzie to bardzo ważne spotkanie. I na pewno nie zlekceważą w nim zespołu złota i purpury.

Kobe Bryant z Lakers podczas pierwszego meczu z Rockets w tym sezonie

Dzień później, w poniedziałek 11 kwietnia, w spotkaniu typu back-to-back, rywalem Jeziorowców będą koszykarze Oklahomy City Thunder. Ci zajmują obecnie raczej bezpieczne trzecie miejsce na Zachodzie i niewykluczone, że w pojedynku tym zobaczymy ich zawodników rezerwowych (a przynajmniej odpoczynek dostaną Russell Westbrook i Kevin Durant). Nawet jeśli faktycznie tak się stanie, to i tak Thunder będą faworytem. Wygrali do tej pory wszystkie trzy konfrontacje z Lakers w bieżących rozgrywkach i chyba tylko tak samo fantastyczna postawa w ofensywie Jeziorowców jak w lutym, mogłaby im dać nadzieję na zwycięstwo.

Ostatni mecz w sezonie, i tym samym ostatni Kobe’ego Bryanta w jego 20-letniej karierze, 16-stokrotni mistrzowie ligi zagrają w środę 13 kwietnia z Utah Jazz. Będzie to też ich ostatnia szansa na odniesienie zwycięstwa nad Jazzmanami, którzy tak samo jak wspomniani wcześniej Rockets i Thunder – wygrali jak na razie wszystkie trzy pojedynki z zawodnikami Byrona Scotta. Przypomnijmy, że Jazz cały czas walczą o playoffs i nie mogą być niczego pewni. Niewykluczone więc, że od tego starcia będzie zależała ich gra w rozgrywkach posezonowych. To może być dobry powód dla Black Mamby do tego, aby jeszcze raz poprowadzić swoją drużynę do wygranej. Na pewno nie zmniejszyłoby to szans na obronę picku, gdyż Lakers mają raczej bezpieczną przewagę nad Suns i Nets, a na pewno wywołałoby uśmiech na twarzach wszystkich fanów. Jak jednak będzie, zobaczymy za ponad tydzień.

Skomentuj