Przed Jeziorowcami kolejny wyjazdowy miesiąc

Opublikowane przez , 3 lutego 2016 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Najkrótszy miesiąc w sezonie NBA Jeziorowcy rozpoczęli od wygranej nad Minnesotą Timberwolves 119-115. Tym samym Lakers uniknęli sweepu, a przy okazji przerwali serię 10 porażek z rzędu. Do odniesienia zwycięstwa potrzebowali jednak fenomenalnego występu ze strony Kobe’ego Bryanta, który zdobył 38 punktów, trafiając 7 z 11 oddanych rzutów zza łuku. Mając na uwadze to, jakim wynikiem zakończył się ten mecz mimo postawy Black Mamby, trzeba chyba raczej sceptycznie podchodzić do tego, jak będzie wyglądał ten miesiąc. Tak dobre spotkania w wykonaniu lidera złota i purpury w tym roku zdarzają się niezwykle rzadko. A do tego warto także podkreślić, że siedem z 10 pojedynków, 16-stokrotni mistrzowie NBA zagrają na wyjeździe. Pierwsze cztery jeszcze przed przerwą na All-Star Weekend, bowiem trenerzy i zawodnicy już wyruszyli na czteromeczową serię wyjazdową. Najpierw ich rywalem będą koszykarze New Orleans Pelicans, z którymi zagrają już jutro.

Z Pelikanami Jeziorowcy zmierzyli się już wcześniej w styczniu i tę konfrontację wygrali po zaciętej końcówce. U siebie jednak ekipa Anthony’ego Davisa to zupełnie inny zespół. Przed własną publicznością wygrał on 13 z 24 meczów, a ponadto może pochwalić się bilansem 7-3 w poprzednich 10 starciach. Mówi się nawet, że Pelicans będą walczyli jeszcze o playoffs i nie należy ich przedwcześnie skreślać. W meczu z Lakers nie będą mogli sobie pozwolić na wpadkę i na pewno trzeba się spodziewać tego, że dla gości będzie to trudna przeprawa. I jedynie taka postawa w ofensywie jak przeciwko Wolves, może dać im jakiekolwiek nadzieje na wygraną.

Dwa dni po tym pojedynku, podopieczni Byrona Scotta zagrają w San Antonio ze Spurs. Do tej pory przegrali oni oba spotkania z Ostrogami i wszystko wskazuje na to, że takim samym rezultatem zakończy się sobotnie starcie. Tym bardziej, że Tim Duncan i spółka nadal są jedną z dwóch niepokonanych we własnej hali drużyn w tym sezonie. Do tej pory udało im się odnieść zwycięstwa we wszystkich 26 spotkaniach. Są więc zdecydowanym faworytem i prawdopodobnie nie dadzą żadnych szans graczom z Los Angeles.

Trochę lepszego obrazu gry być może będziemy świadkami w w poniedziałek 8 lutego w Indianie, gdzie Lakers po raz drugi w tych rozgrywkach zagrają z Pacers. Listopadowe spotkanie przegrali nieznacznie 103-107 ale trudno będzie oczekiwać od nich, aby zaliczyli udany rewanż. Pacers we własnej hali wygrali 15 meczów, a przegrali tylko osiem. Obecnie utrzymują ósme miejsce na Wschodzie, a wszystko dzięki nadal fantastycznej defensywie (trzecie miejsce w lidze i to pomimo braku pod koszem Roy’a Hibberta). Z kolei ich lider – Paul George zdobywa średnio 23.2 punkty, zbiera 7.1 piłek i rozdaje 3.9 asyst w 35.6 minut spędzanych na parkiecie. Powstrzymanie go będzie więc niezwykle trudnym zadaniem dla Kobe’ego Bryanta/Anthony’ego Browna.

Pacers vs Lakers z 30 listopada 2015 roku

Na koniec serii wyjazdowej, w środę 10 lutego Jeziorowcy udadzą się do Ohio, gdzie zmierzą się z pierwszą drużyną w Konferencji Wschodniej – Cleveland Cavaliers (35-12). Będzie to przedostatnie starcie w karierze Bryanta z LeBronem Jamesem, który swoją drogą notuje zazwyczaj 24.9 oczek, 7.2 zbiórki i 6.4 asysty na mecz. Oprócz niego L.A. Lakers będą musieli także uważać na Kevina Love’a oraz Kyrie Irvinga. Ostatnio szczególnie dużo mówi się o tym pierwszym, gdyż fani zespołu liczą na to, że Tyronn Lue znajdzie sposób na lepsze wykorzystanie jego umiejętności niż David Blatt. Czy jednak zatrzymanie któregokolwiek z nich jest możliwe w przypadku 30 defensywy w NBA? Niemal na pewno nie.

Po tym pojedynku koszykarze z Miasta Aniołów będą mieli aż 9 dni na odpoczynek, a do gry wrócą dopiero 19 lutego. Wtedy też po raz ostatni zmierzą się w tym sezonie z San Antonio Spurs. Mecz odbędzie się tym razem w Staples Center ale dla podopiecznych Popovicha nie będzie to raczej miało znaczenia. Lakers muszą więc przygotować się na porażkę, która prawdopodobnie nie będzie ostatnią w tym miesiącu. Dwa dni później bowiem Lakers zagrają na wyjeździe rewanż z Chicago Bulls, którzy w styczniu rozgromili ich w Los Angeles, a w poniedziałek 22 lutego spotkają się z Milwaukee Bucks w hali BMO Harris Bradley Center. Kozły choć w poprzednich rozgrywkach grały naprawdę nieźle, tak w obecnych zdołały do tej pory wygrać tylko 20 z 51 rozegranych spotkań. Na dzień dzisiejszy zajmują 13 miejsce w Konferencji Wschodniej i są raczej poza walką o playoffs. W ich zespole choć wielu zawodników zalicza często podwójne zdobycze punktowe, tak jednak ogólnie ofensywa Bucks jest dopiero na 23 miejscu w lidze. Ich defensywa ma się jednak jeszcze gorzej i jest przedostatnia w lidze. Gorsza jest tylko ta, którą prezentują Lakers.

Zawodnicy Lakers po ostatnim zwycięstwie nad Timberwolves

Miesiąc Jeziorowcy zakończą dwoma starciami z Memphis Grizzlies. Najpierw w środę 24 lutego zmierzą się z nimi na wyjeździe, gdzie już raz przegrali w tym sezonie, a dwa dni później w piątek będą ich podejmować u siebie. Niedźwiadki w ostatnich 10 meczach mają bilans 8-2, a u siebie wygrali 19 z 26 meczów. Zajmują obecnie piąte miejsce na Zachodzie i wydaje się, że co najwyżej zakończą rozgrywki na czwartym (wyprzedzając Clippers). Do tego jednak jeszcze daleka droga. Tak czy inaczej, są oni pewniakami do playoffs, a drużyna Byrona Scotta nie powinna stanowić dla nich większego wyzwania. Co już zresztą pokazał pierwszy pojedynek obu drużyn.

Wszystko więc wskazuje na to, że choć w lutym Los Angeles Lakers zagrają w sumie tylko 10 spotkań, tak jednak zdecydowaną większość z nich przegrają. Obstawiam nawet, że czeka nas teraz seria sześciu porażek z rzędu, a jeszcze jedno zwycięstwo (poza tym przeciwko Timberwolves), Jeziorowcy być może odniosą z Milwaukee Bucks. Z tego tez powodu dla fanów złota i purpury najciekawszy powinien być okres All-Star Weekend, w którym zobaczymy D’Angelo Russella, Jordana Clarksona oraz Kobe’ego Bryanta. Pierwsza dwójki wystąpi w meczu Team USA vs Team World, natomiast Black Mambę po raz ostatni będziemy mogli zobaczyć w Meczu Gwiazd. To może być ostatnia szansa Vino na zdobycie jeszcze jakiegokolwiek trofeum. Przypuszczam, że pięciokrotny mistrz NBA nie odpuści w tym roku i postara się przed wszystkimi zaprezentować najlepszą wersję siebie samego.

Skomentuj