Pożegnanie Steve’a Nasha

Opublikowane przez , 30 marca 2015 w Wywiady, Konferencje, 0 komentarzy

Po 19 latach gry w NBA, Steve Nash w wieku 41 lat wreszcie postanowił zakończyć swoją profesjonalną karierę. Wybrany w drafcie 1996 roku przez Phoenix Suns Kanadyjczyk, miał okazję reprezentować barwy ekipy z Arizony, Dallas Mavericks, a ostatnio także Los Angeles Lakers. Choć jego przygoda w Mieście Aniołów nie wyglądała tak, jak chciałyby władze złota i purpury, a fani zespołu częściej oglądali jego zdjęcia prywatne, niż z kolejnych meczów w lidze, tak jednak nie powinno to negatywnie wpływać na jego ogólną karierę. Nash bowiem to przecież m.in. dwukrotny MVP sezonu zasadniczego, ośmiokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, trzykrotny członek Pierwszej Piątki NBA, dwukrotny mistrz NBA Skills Challenge, czy też czterokrotny członek klubu 50–40–90. Jego kariera nie wiąże się jednak tylko z samymi osiągnięciami ale także z zupełnie nowym poglądem na pozycję rozgrywającego i stylem gry w NBA, który zaimplementował Mike D’Antoni. I właśnie chyba to wszyscy zwolennicy koszykówki najbardziej zapamiętają z przygody Steve’a w lidze. Kanadyjczykowi tak naprawdę zabrakło tylko jednego – mistrzostwa. Kończąc swoją karierę dołączył do długiej listy wybitnych graczy, którym nigdy nie udało się zdobyć upragnionego pierścienia. Jest to coś, co na pewno zawsze będzie w pewien sposób nękać byłego rozgrywającego ale z drugiej strony Nash wie, że dał z siebie wszystko i jak sam przyznaje, nie ma sobie nic do zarzucenia. Na pożegnalnej konferencji prasowej zorganizowanej tydzień temu we wtorek, Steve opowiedział m.in. o swojej karierze w NBA, czasie spędzonym w Phoenix oraz Los Angeles, stanie zdrowotnym, a także poruszył kwestię przyszłości. Całość możecie przeczytać w rozwinięciu tekstu.

Wstępne oświadczenie Nasha:

Przede wszystkim chciałbym dzisiaj bardzo podziękować rodzinie Bussów i całej organizacji Lakers. To było dla mnie niewiarygodne doświadczenie, móc być częścią tej historii i tradycji. Oczywiście nie wyszło tak jak planowaliśmy ale byłem traktowany niesamowicie życzliwie podczas mego pobytu tutaj i doświadczyłem niespotykanego dotąd wsparcia od osób w tym budynku. Zawsze będę za to wdzięczny i pod wieloma względami, pomimo tych niepowodzeń to było wspaniałe doświadczenie. Więc jeszcze raz – wielkie dzięki wszystkim wam za wspaniałe wsparcie i doświadczenie tutaj, pomimo nie zrealizowania naszych celów.

O tym, czy uważa czas spędzony w Lakers za porażkę:

Na pewno. Przyszedłem tutaj z wielkimi nadziejami i marzeniami i byłem bardzo podekscytowany oraz pokorny z powodu możliwości gry dla Lakers i najlepszych na świecie fanów. To nie było jednak zapisane w kartach i okazało się być porażką oraz wielkim rozczarowaniem. To był bardzo trudny okres w mojej karierze i życiu – zmagać się z tym wszystkim i starać się coś z tego jeszcze stworzyć, co się nie udało ostatecznie. Ale wiem, że dotąd jeszcze nigdy nie pracowałem tak ciężko. Nigdy nie chciałem czegoś bardziej. Po prostu to nie było mi pisane.

O swojej przyszłości:

Może za 6-12 miesięcy będę miał dla ciebie odpowiedź na to pytanie. Nie wiem. Oczywiście powinno być wiele rzeczy, spraw, którymi się pasjonuje i powinienem mieć możliwość zaangażowania się w nie. Ale w tym momencie, po prostu chcę mieć więcej czasu dla siebie i przestrzenni w swoim życiu. Grałem na profesjonalnym poziomie przez prawie połowę mojego życia, a ogólnie w koszykówkę gram przez większość jego trwania. Odejść więc od tego, przejść do nowego trybu życia – myślę, że ważne jest dla mnie aby się nieco zdystansować do tego i na spokojnie zastanowić się co dalej.

O tym, czy jest to rozczarowujące, że nie wygrał mistrzostwa NBA:

Na pewno. To wielkie rozczarowanie nie wygrać mistrzostwa w mojej karierze. W tym samym czasie jednak, wiem że starałem się to zrobić ze wszystkich sił. (W historii NBA) było już wielu zawodników, którzy mieli znakomite kariery ale nie wygrali mistrzostwa. Czuli się pewnie podobnie jak ja. Jestem rozczarowany; chciałbym abyśmy się znaleźli z drużyną w finale. Ale tak jak powiedziałem, moja przygoda tutaj była niesamowita. Grałem w kilku wspaniałych drużynach, odniosłem sporo sukcesu, po prostu nie byłem w stanie przeskoczyć pewnego progu.

O tym co chce, aby ludzie zapamiętali z jego kariery:

Po prostu chcę aby ludzie zapamiętali mnie jako konkurenta i wspaniałego kolegi z zespołu. Tyle. To dwie najważniejsze dla mnie kwestie. Starać się każdego dnia, uczyć swoich partnerów z drużyny, być odpowiedzialny za nich i stawiać się na najważniejsze mecze, w kluczowych momentach – o więcej nie mógłbym prosić.

O swojej spuściźnie dla kanadyjskiej koszykówki:

Szczerze mówiąc, nie jestem wielki fanem takich określeń. To bardzo mi pochlebia i jestem pokorny za każdym razem gdy ktoś mówi, że miałem wpływ na grę lub na to, jak Kanadyjczycy grają. Ale myślę, że wiele osób także miało ogromny na to wpływ. Taka jest natura tego sportu – ludzie wchodzą na najwyższy poziom i inspirują tych, co przychodzą po nich. Tak było właśnie ze mną i mam nadzieję, że również będę inspiracją dla dzieciaków, które pojawią się w lidze po mnie. To jedna z tych wspaniałych rzeczy związanych z cyklem kariery koszykarza w tym sporcie. Oczywiście obecnie mamy złotą erę talentu w Kanadzie – wielu młodych graczy przybyło do NBA, a wydaje mi się, że jeszcze więcej ich przybędzie. To bardzo ekscytujące dla mnie i chyba dla każdego Kanadyjczyka. Nie chcę więc przesadzać z moją rolą w tej złotej erze.

O tym jak bardzo wierzył podczas preseasonu w to, że będzie mógł rozegrać ten sezon:

Naprawdę myślałem, że uda mi się przebrnąć przez rok, ale chyba po prostu musiałem tak czuć. Zrobiłem wszystko co mogłem pod tym względem. Wydaje mi się, że byłem w dobrej formie – tak jak każdy w drużynie podczas obozu przygotowawczego; a do tego dobrze zarządzałem moimi minutami na parkiecie. Camp był dla mnie udany. Czułem się dobrze. Było kilka pozytywów z tego wszystkiego i czułem się w porządku w naszym pierwszym meczu w preseasonie.

Kiedy obudziłem się następnego poranka to czułem się fatalnie i wtedy właśnie zacząłem myśleć długoterminowo i zastanawiałem się nad tym, na co jeszcze mnie stać w tym sezonie. Myślę, że tydzień lub 10 dni później zagrałem ponownie ale w ogóle nie byłem sobą. Musiałem jednak zobaczyć, spróbować czy jestem w stanie ogarnąć się po kilku minutach spędzonych na parkiecie. Jednak nie byłem w stanie. Mogłem nie być w stanie grać na tym poziomie przez miesiąc – zaledwie po jednym 24-minutowym meczu w preseasonie. To była dla mnie rzeczywistość – to co działo się przez ostatnie 18 miesięcy oraz to, co czekało mnie w przyszłości. Pomyślałem sobie: Tak to właśnie wszystko wygląda. Będę miał wielkie szczęście jeśli uda mi się zagrać 10 spotkań w tym sezonie.

Każdego dnia bardzo walczyłem ze sobą i z moim ciałem, trenowałem dwa razy dziennie i starałem się pokonać to wszystko. Dochodziłem do całkiem dobrej formy ale nagle to wszystko przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie – wiązało się to też z wielkim stresem i niepokojem. W końcu stało się to dla mnie jasne, że sam podjąłem taką decyzję. Doszedłem do wniosku, że nie będę w stanie utrzymać formy, gry i ostatecznie pomóc swojej drużynie w tym roku.

Steve Nash i jego już ostatnia oficjalna konferencja prasowa

O tym, jak czuje się teraz, po takiej przerwie od koszykówki:

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie tylko staram się wyjść z rytmu jaki towarzyszył mojej długiej karierze ale także staram się wejść w nowy tryb życia. Pod niektórymi względami, czuję się lepiej. Moje plecy jednak nękają mnie każdego dnia ale właściwie, zawsze tak było w mojej karierze, więc mogę sobie z tym poradzić. Oddawanie wielu rzutów na treningach każdego dnia, podnoszenie ciężarów, wychodzenie na parkiet i nabijanie tych godzin – często dwa razy dziennie zrobiło swoje – odbiło się to na moim ciele, które już nie było takie sprawne. Moje plecy nadal są więc dla mnie problemem ale w niektórych kwestiach moje ciało zaczyna odczuwać ulgę.

O tym kiedy powiedział, że nigdy nie widzi siebie w koszulce złota i purpury:

Myślę, że powiedziałem coś, czego bardzo żałuję i to jakoś tydzień przed podpisaniem z Jeziorowcami, więc był to zupełnie nieodpowiedni moment z mojej strony. Ale to jedna z tych wspaniałych rzeczy w tym sporcie – grasz z ludźmi w playoffs wiele razy. Tworzy się pewna rywalizacji, niesmak, przez co sport ten jest później ekscytujący i zabawny nie tylko dla fanów ale także dla samych zawodników. Kiedy spoglądam na swoją karierę, to zdecydowanie patrzę na serię przeciwko Lakers. Chyba były ich trzy. Wiele wspaniałych chwil dla obu organizacji, a szczególnie dla fanów i całej NBA. To były ekscytujące serie – nie każdy może wziąć w nich udział przez wiele lat. Zdecydowanie więc powiedziałem wtedy coś głupiego ale było w końcu tak, że mieliśmy świetną rywalizacją i serie w playoffs (i stąd te myślenie).

O swoim przekazie do wszystkich fanów jego osoby:

Po prostu ogromne dziękuję. Otrzymałem wiele niewiarygodnej ilości wsparcia, miłości od całego świata. Mogłem być na wakacjach w Południowej Ameryce, Azji lub w Europie a ludzie ledwo mówiący po angielsku, zatrzymywali mnie na ulicy i okazywali swoje wsparcie oraz miłość do tego, co robię. To wspaniała nagroda za to, ile godzin spędzasz w sali ćwiczeniowej aby stać się takim właśnie zawodnikiem i starasz się stworzyć sobie karierę. To dla mnie coś wyjątkowego móc spojrzeć za siebie na to, ilu ludzi zatrzymało mnie albo krzyczało do mnie przez ulicę. To aż przytłaczające pod niektórymi względami myśleć o tym. To uczucie już zawsze będzie mi towarzyszyło w życiu.

O tym, co znaczyło dla niego otrzymane wsparcie od jego rówieśników:

Od kiedy opublikowałem list (w Players’ Tribune), otrzymałem wiele miłości i wsparcia, nie tylko od fanów na całym świecie ale także od wielu zawodników i ludzi w związku z faktem, że miałem (lub być może nie miałem) wpływu na to, jak gra się w obecnej lidze i jak ważna stała się pozycja rozgrywającego. Nigdy nie chciałbym tutaj siedzieć i powiedzieć, że zasłużyłem na to. Ale w tym samym czasie, słyszeć to od tych graczy i mieć ich wsparcie oraz szacunek to jest to (co każdy chciałby mieć). Odejść z tego sportu z takim szacunkiem i podziwem jest najwspanialszym prezentem. A szczególnie, gdy otrzymujesz go od tych, których sam podziwiasz – Nie mogę się doczekać aby włączyć TV i oglądać ich (tych zawodników) przez kolejne 10 lat gry. To wiele dla mnie znaczy.

O tym, co było kluczem do jego sukcesu:

Myślę, że to jest właśnie to, co powoduje że moja historia jest interesująca: Miałem jedną ofertę stypendium, a i tak nie była ona pewna. Musiałem przejść przez wiele rzeczy żeby dostać się na taki poziom. I zależało to od wielu czynników ale najważniejszym była ciężka praca. Myślę, że ludzie to dostrzegli, co dla mnie jest kolejnym powodem do dumy. Moja historia jest czymś, do czego mogą nawiązywać dzieciaki i z której mogą się czegoś nauczyć, która jest pewnym przykładem. Nie tylko tego, że wszystko jest możliwe ale przede wszystkim podejścia do tego sportu. To dobre uczucie móc zostawić to po sobie.

O byciu mentorem dla młodszych Jeziorowców, którzy są obecnie w drużynie, a szczególnie Jordana Clarksona:

To coś wspaniałego móc współpracować z JC (Jordanem Clarksonem), Ryanem Kellym oraz Juliusem (Randle’em). Z drugiej strony oni są bardzo zajęci sobą i walką ze swoimi problemami, podróżowaniem itp. Ja natomiast jestem tutaj, więc dla nich ciężej jest znaleźć czas, bo są w środku sezonu/rehabilitacji. Ale świetnie było móc ćwiczyć z nimi, a Jordan jest po prostu niesamowitym uczniem.

O tym, czy zamierza pomóc Lakers w rekrutowaniu wolnych agentów:

Oczywiście nie wiadomo co przyniesie nam przyszłość ale bardzo chciałbym aby organizacja się odrodziła. Jestem gotowy do wszelkiej pomocy.

O tym, czy LeBron James kontaktował się z nim:

Nie wiem czy dostałem od niego wiadomość ale LeBron był niesamowity dla mnie przez całą moją karierę. Okazywał mi wiele szacunku. Jest najlepszym zawodnikiem obecnie i jednym z najlepszych w historii NBA. Tak jak powiedziałem wcześniej, otrzymać ten szacunek od kogoś, kogo się podziwia, a szczególnie od najlepszego, bardzo mi pochlebia.

O problemach z plecami:

Te problemy z plecami, które miałem (te oryginalne) – teraz mam ich około osiem. Zwyrodnienia kręgosłupa byłem świadomy od kiedy rozpocząłem swój trzeci sezon w lidze. Móc więc grać od tego czasu aż do 40 roku życia – jechałem z tym dłużej niż powinienem. Z tego powodu wiele zawdzięczam ludziom (szczególnie sztabowi medycznemu). A także być może całej erze, wiekowi i temu, że zawsze szukałem najlepszych metod do trenowania lub rehabilitacji i przygotowywania się do kolejnych spotkań. Miałem wokół siebie naprawdę niewiarygodnych ludzi i sporo szczęścia. Gdybym grał w latach 80-tych lub wcześniej, to być może zakończyłbym karierę przed 30-stką.

Czy w przyszłości Nash będzie związany z Jeziorowcami? Tego na razie nie wiadomo

O gwałtownej reakcji fanów po tym, jak został wykluczony z gry do końca sezonu:

Rozumiem to. Osobiście spotkałem się kilka razy z Mitchem (Kupchakiem) zanim zdecydowaliśmy, że nie zagram już w tym roku. To była dla mnie niekomfortowa sytuacja; wielkie rozczarowanie towarzyszyło temu jak się to wszystko potoczyło. Musiałem się tego pozbyć. Wiązało to się z wielkim stresem i niepokojem. Tak bardzo chciałem grać, że prawdopodobnie aż za dużo trenowałem, aby wrócić. Potrzebowałem więc trochę przestrzenni dla siebie. Mogłem co prawda przejść na emeryturę z powodów zdrowotnych ale mogłem także poczekać i zobaczyć co będzie; była bowiem możliwość, że moja pensja będzie coś warta dla klubu i może pomóc mu stać się lepszym zespołem. To wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Rozumiem jednak fanów, ich pasję (a szczególnie tych online) ale prawda jest też taka, że oni nie znają wszystkich szczegółów.

O grze dla Lakers:

To było coś wyjątkowego. Historia, która wiąże się z tym klubem i niesamowici zawodnicy, którzy reprezentowali tę organizację – doświadczyć tego jest czymś wyjątkowym, bez dwóch zdań. To była dla mnie świetna okazja.

O tym, czy uważał, że jego drużyna w Phoenix miała szanse na mistrzostwo, gdyby nie została w pewnym momencie zmieniona:

W tej lidze są wielkie oczekiwania. Jest też wiele krytyki za nieprzeskoczenie pewnych barier, przez co czasami możemy podejmować pochopne decyzje i nie chodzi mi tu tylko o odejście Mike’a (D’Antoniego) i powody dla których to zrobił ale także o zmiany personalne. Zamiast zostawić trzon zespołu nieco dłużej i zobaczyć jak się wszystko potoczy, może zmienimy co nieco w składzie. Przez to ten biznes jest trudny, ponieważ czasami pewnej sytuacji towarzyszy tak wiele presji, że zmienia ona ideologię funkcjonowania całej organizacji.

Myślę, że mieliśmy szanse na mistrzostwo ale nie udało nam się go zdobyć. Być może mielibyśmy więcej okazji na nie, gdybyśmy pozostali w niezmienionym składzie. Ale z drugiej strony w 2010 roku wróciliśmy do gry i znów mieliśmy swoją okazję ale trafiliśmy wtedy na niesamowitych Lakers. Zaczynając tamten sezon byliśmy chyba uznawani za 13 drużyną na Zachodzie, więc patrząc pod tym względem, to były dla nas świetne rozgrywki ale ostatecznie okazały się być rozczarowujący, gdyż byliśmy naprawdę blisko (finału).

O tym, czy był jakiś szczególny czas, w którym pogodził się z myślą o tym, że jego kariera jest już skończona:

To był pewien okres czasu. To były dni po pierwszym meczu w preseasonie kiedy zdałem sobie sprawę, w jakim miejscu jest moje ciało, co w sumie jest śmieszne patrząc na to teraz. Było to jednak dla mnie trudne wtedy. Nie wiedziałem, czy będę w stanie wejść na poziom gry, który może zostać zaakceptowany przez wszystkich. Okazało się, że nie byłem w stanie. Więc przez tydzien, 10 dni lub dwa tygodnie myślałem o tym wszystkim, wiele razy spotykałem się z Mitchem i rozmawiałem z bliskimi mi osobami, aż w końcu doszedłem do tego wniosku (że pora zakończyć karierę).

O tym, czy był on ostatnią osobą która zdała sobie sprawę z tego, że nie może już dłużej grać:

Myślę, że Gary Vitti, z którym nawiązałem bardzo dobre stosunki podczas mojego pobytu tutaj, mi to powiedział. Lekarze z kolei chcieli chyba być łaskawi, dlatego nie powiedzieli mi o tym wcześniej. Przypuszczam, że wiele razy próbowali mi to delikatnie przekazywać, dawali mi w pewien sposób o tym znać ale ja starałm się to ignorować albo udawać, że nie widzę ich przesłania. Inaczej jednak nie potrafiłbym tego wszystkiego zaakceptować, gdybym poddał się wcześniej niż to zrobiłem. Może to była upartość z mojej strony. Tak czy inaczej cokolwiek to było spowodowało, że doszedłem do tego sam. Zdecydowanie starałem się wykorzystać każdą szansę jaką miałem (na powrót).

O tym, jak traktowało go Miasto Aniołów:

Zamierzam zostać w L.A. z moimi dzieciakami i mam nadzieję, że na zawsze pozostanie ono naszym domem. Wiem, że w sieci jest wiele negatywnych opinii ale ludzie w Los Angeles są dla mnie niesamowici. Nikt osobiście nie powiedział mi czegoś nieprzyjemnego. A w zasadzie, otrzymałem wiele wsparcia za próby, starania i nieustanną walkę aby wrócić na parkiet pomimo złamanej nogi, problemów z nerwami i plecami. To bardzo poruszające i cieszę się, że mogłem otrzymać takie wsparcie.

Pomiędzy tymi negatywnymi komentarzami, jest dużo klasy w tym mieście, a wielu ludzi jest bardzo łaskawych. Sama organizacja z kolei przewodziła mi w tym wszystkim. To jedna z tych dziwnych rzeczy: Czasami Internet staje się naszą rzeczywistością dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie jest tak, jak on mówi. Są więc dwa światy – ja jestem wdzięczny za ten jeden (prawdziwy), a drugi natomiast rozumiem i akceptuję (Internet).

O tym, kto miał największy wpływ na jego karierę:

Oczywiście moi rodzice są niesamowici: wspierają mnie bez przerwy. Moja mama jest moim największym fanem. Myślę, że wiele przydatnych cech zawdzięczam właśnie jej. Tata natomiast był atletą i przez to miał swój pogląd na grę (którym się ze mną dzielił), co nie było normalne dla wielu dzieciaków. Był bardzo kreatywny, a do tego rozumiał subtelności sportów. W pewnym sensie był idealnym ojcem dla playmakera i to pomimo tego, że w życiu nie grał w koszykówkę. Moi rodzice mieli na mnie fantastyczny wpływ. Wiem, że nie każdy może się tym pochwalić, dlatego czuję się bardzo szczęśliwy z tego powodu.

Źródło: Lakers.com (link)

Tagi:

Skomentuj