Porażek Jeziorowców ciąg dalszy?

Opublikowane przez , 1 lutego 2015 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Po fatalnym styczniu w wykonaniu Los Angeles Lakers, kiedy wygrali zaledwie 3 z 15 spotkań nikt już nie ma wątpliwości, że Jeziorowcy powalczą jedynie o jak najniższą pozycję, aby zachować swój pick w drafcie. Przypomnijmy, że aby tak się stało muszą znaleźć się przynajmniej na 5 miejscu w losowaniu. Kobe Bryant w tym sezonie już nie zagra i wydaje się, że ta kontuzja tylko przyspieszyła to co wydawało się nieuniknione. Lakers planowali bowiem dać odpocząć swojej gwieździe wobec braku szans na rozgrywki playoffs i postarać się powalczyć o lepszy wynik w ostatnim roku kontraktu Black Mamby. Teraz wobec operacji i długiej rehabilitacji wszystko może ulec zmianie, ale nie wydaje się, że Kobe zrezygnowałby z gry przed zakończeniem umowy. W końcu marzy mu się ten szósty pierścień, lecz ma także świadomość, iż z takim składem nie jest w stanie powalczyć nawet o ósme miejsce na Zachodzie. Na szczęście większość z obecnych graczy wygasną kontrakty po tym sezonie i będzie można wyruszyć na rynek wolnych agentów z całkiem sporym zapasem gotówki. Jednakże to dopiero latem. Tymczasem skupmy się na tym co czeka jeszcze Jeziorowców w obecnych rozgrywkach. Mimo, że drużyna nie walczy już o nic, poszczególni gracze z pewnością chcą się pokazać, aby po sezonie poszukać nowego pracodawcy. To z pewnością napędza poczynania Lakers, czego dowodem niech będzie chociażby ostatnia wygrana z Chicago Bulls. Ze znakomitej strony pokazali się wówczas Wayne Ellington czy Carlos Boozer. Oni mają o co grać – ważą się wszak losy ich przyszłości w lidze. Z kolei Lakers jako organizacja niezbyt. Zdecydowanie bardziej zależy im na przegranych. Może się więc okazać, że Byron Scott w lutym będzie rotował składem, wystawiał młodych i zdolnych (zresztą już w pierwszej piątce są Clarkson i Kelly), których kontrakt wciąż wiąże z Lakers. To nie będzie prowadzić do zwycięstw, gdyż w żadnym wypadku tak ma nie być, ale na pewno odpowie nam na pytanie czy ci gracze będą w stanie wspomóc ekipę za rok. Jeśli nie to będzie trzeba szukać wymian z ich udziałem.

Spójrzmy jednak w kalendarz i spoglądnijmy z kim Lakers zmierzą się w lutym. A czeka nas tylko 10 spotkań, co spowodowane jest przerwą na weekend gwiazd oraz zwyczajowo krótszym okresem czasu jakim jest ten właśnie miesiąc. Aż 7 meczów rozegranych zostanie poza Staples Center, co jest wynikiem tego iż 8 lutego w tej hali zostaną rozdane nagrody Grammy. Lakers i Clippers jak co roku ruszają wówczas na nieco dłuższą trasę wyjazdową. Jeziorowcy wybierają się na wschodnie wybrzeże już 1 lutego, aby w Madison Square Garden zmierzyć się z innym legendarnym klubem New York Knicks. Obie drużyny w tym sezonie zawodzą, więc nie będzie to wielki mecz. Nie spodziewajcie się niesamowitych zagrań, czy też walki o każdą piłkę. Te dwa teamy myślami są już przy letnich zakupach. Knicks prowadzeni przez Dereka Fishera są na ostatnim miejscu w swojej Konferencji, są gorsi nawet od Sixers, co wydawało się niemożliwe na początku rozgrywek. Tymczasem 17 porażek z rzędu, oddanie części składu za darmo, a również kontuzje czołowych graczy przyczyniły się do tego czego obraz mamy dziś. Ekipa z Nowego Jorku upadła niżej niż znajduje się dno i teraz Carmelo Anthony chyba pluje sobie w brodę, że nie wybrał oferty Chicago Bulls. Knicks grają fatalnie w ataku, jedynie Philly rzuca mniej punktów. Zupełnie nie potrafią przystosować się do triangle offense. Za rok będą mieli drugie podejście, w tym sezonie i w tym składzie, już nawet ich ukochani kibice ich wygwizdują.

Kolejny mecz Lakers zagrają z Milwaukee 4 lutego. Bucks to prawdziwa rewelacja rozgrywek. Bez Jabari Parkera, który typowany był do nagrody Rookie of The Year, notują dodatni bilans i obecnie są w playoffs. Nikt na nich nie stawiał, bowiem muszą radzić sobie bez Parkera i Larry’ego Sandersa. Na dodatek ostatnio stracili jeszcze Kendalla Marshalla. Tymczasem oni po cichutku, bocznymi drzwiami, torują sobie drogę do decydującej fazy sezonu. W starciu z Lakers będą zdecydowanym faworytem, ale trzeba pamiętać na jakim poziomie znajduje się konferencja wschodnia, a na jakim zachodnia. Dość powiedzieć, że Jeziorowcy choć mają bilans 13-34 z rywalami z drugiej części kraju są na remis, a dla porównania Bucks mają ujemny bilans (7-9). Jednakże tu zdecyduje chyba większa wola walki, a ta będzie po stronie ekipy z Milwaukee.

Wesley Johnson podczas walki o piłkę z Jeffem Adrienem

Dwa dni później Lakers wybiorą się na Florydę. Jednakże to nie będzie typowy coroczny wypad w tą część kraju, gdyż nie czeka nas klasyczny dwumecz z Heat i Magic. Tym razem NBA inaczej ustawiła kalendarz i podczas Grammy Trip rywalem graczy Byrona Scotta będzie jedynie Orlando. Jest to drużyna, która podobnie jak Jeziorowcy walczy tylko i wyłącznie o jak najwyższą lokatę w drafcie. Znajduje się ona w fazie przebudowy od czasu kiedy oddała Dwighta Howarda. Podczas pierwszej potyczki z tego sezonu, która miała miejsce w Staples lepsi okazali się gospodarze. Jednak tym razem ciężko będzie wytypować zwycięzcę, bowiem nikomu na wygranej nie będzie zależeć. Zupełnie inaczej będzie wyglądać następny pojedynek, ostatni przed powrotem do domu. Będzie on miał miejsce w Cleveland, gdzie miejscowi Cavaliers ze wszystkich sił będą starali się zwyciężyć. Ekipa Lebrona Jamesa od czasu jego powrotu po kontuzji gra wyśmienicie. Kolejne wygrane ugruntowały jej pozycję w Konferencji Wschodniej i wydaje się, że mogą oni powalczyć nawet o lokaty 2-4, które gwarantują przewagę własnego parkietu. Z Jeziorowcami z pewnością nie będą mieli problemów, ponieważ u siebie dominują rywali, tym bardziej tak słabych. Aktualnie mogą się pochwalić drugą najlepszą serią wygranych, ustępując w tym względzie jedynie Atlancie Hawks.

Przed przerwą na All Star Game Lakers czekają dwa bardzo trudne spotkania. Najpierw po powrocie z Grammy Trip rywalem Jeziorowców będą Denver Nuggets. Zespół niezwykle chaotyczny i nieprzewidywalny, radzący sobie bardzo słabo na wyjazdach. U siebie jeśli chodzi o bilans są na remis, jednakże w obcych halach notują ujemny stosunek zwycięstw do porażek – 7-16. Powodem tego była spora ilość urazów, która nękała ekipę ze stanu Kolorado, ale także sposób gry jej poszczególnych graczy. Lawson, Foye czy Gee nie są tytanami obrony, stąd też rzadko udaje im się skutecznie walczyć pod własnym koszem. Skutkiem tego jest piąte miejsce od końca Denver pod względem punktów zdobywanych przez rywali. Gorsi są tylko Suns, Kings, Lakers i Timberwolves. Starcie w Staples zapowiada się więc jako jedno z tych, w którym obrona będzie zepchnięta na dalszy plan, a wygra ten kto odda więcej rzutów.

Ostatnim meczem przed tygodniową przerwą, jaką zafundowała nam w tym roku NBA, będzie pojedynek w Portland. Będzie to już trzecie starcie Lakers z Trail Blazers w tym sezonie i oba decydowały się na finiszu. Oba wygrali gracze ze stanu Oregon, dokonując tego dzięki jednemu koszykarzowi, Damianowi Lillardowi. Rozgrywający, który został pominięty przez trenerów w głosowaniu na rezerwowych do meczu gwiazd jest w tegorocznych rozgrywkach prawdziwym liderem. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero jego trzeci sezon w lidze, ponieważ gra jak najbardziej doświadczony zawodnik, a nie jak niedawny rookie. Lakers już dwa razy zostali przez niego pokonani. Czyżby więc do trzech razy sztuka?

Czy obrońca Lakers - Ronnie Price jest w stanie zatrzymać Lillarda?

Przerwa w rozgrywaniu spotkań potrwa od 13 do 19 lutego, ale Lakers swój kolejny mecz rozegrają dzień później. Do Staples przyjadą wówczas Brooklyn Nets, kolejny z wielkich nowojorskich zespołów, który nie spełnia w tym sezonie pokładanych w nich nadziei. Miały być wielkie triumfy, dynastia i tak dalej. Tymczasem był krótki romans i burzliwe rozstanie. Tak właśnie w skrócie wyglądała przygoda z NBA Michaiła Prokhorova. Nets tną koszty jak mogą, wystawiają na sprzedaż wszystkich swoich graczy, a sam klub także jest już na rynku i wydaje się, że wkrótce zmieni właściciela. Sami zawodnicy mówią, że o tym nie myślą, ale ich wyniki temu przeczą. Bilans 18-28 nie napawa optymizmem, ale na niezwykle słabym Wschodzie daje on 9 miejsce z wielkimi szansami na playoffs. Brooklyn na przekór wszystkim będą więc chcieli przebić się do decydującej fazy, ale na mistrzostwo nie mają najmniejszych szans.

W podobnej sytuacji znajduje się następny rywal Jeziorowców, czyli ich odwieczny przeciwnik Boston Celtics. Ekipa ze stanu Massachusetts jest w trakcie przebudowy i pozbywa się wszystkich niewygodnych kontraktów, a także chimerycznych gwiazd (Rondo, Green). Jednakże mimo tak słabego składu i fatalnego bilans są oni tylko 2 i pół meczu za ósmą lokatą, którą dzierżą Charlotte Hornets. To pokazuje dobitnie jaka jest dysproporcja między obiema konferencjami. Dość powiedzieć, że gdyby Lakers znajdowali się po drugiej stronie kraju najpewniej awansowaliby do playoffs. W końcu ich bilans z zespołami z tej Konferencji jest na remis, a taki bilans dawałby nie tylko miejsce w ósemce, ale nawet wysoką szóstą lokatę. Lecz nie ma co gdybać, bowiem Jeziorowcy grają na Zachodzie i mogą jedynie pomarzyć o walce o mistrzostwo. Natomiast mecze z ekipami ze Wschodu powinni pewnie wygrywać, aby podbudować morale zespołu.

Na koniec miesiąca Lakers zmierzą się jeszcze z Utah Jazz (wyjazd) i Milwaukee Bucks (u siebie). Będą to spotkania z rywalami z niższej półki, ale dla ekipy Byrona Scotta żaden mecz nie jest łatwy. W końcu Jeziorowcy po stracie czołowych graczy i wobec fatalnego bilansu bardziej skupiają się na kolejnych rozgrywkach niż na tych. W Salt Lake City zawsze grało im się ciężko nawet gdy byli w czołówce ligowej, więc teraz ciężko spodziewać się wygranej. Natomiast Bucks walczą o jak najwyższą lokatę przed Playoffami, dlatego zdecydowanie bardziej będzie im zależeć na zwycięstwie. Ten sezon w ich wykonaniu jest nadspodziewanie dobry, a ich bilans na wyjeździe (14-12) świadczy o tym, że ekipa Jasona Kidda jest w stanie wygrywać wszędzie. Dla wielu z tych chłopaków wiktoria w legendarnej hali Staples Center będzie czymś wyjątkowym. Stąd też nie wątpię, że Brandon Knight czy O.J. Mayo spalą się i zje ich trema. Oni po prostu robią swoje, mimo kontuzji najlepszego gracza i zawieszenia innego. Milwaukee pokazuje, że nawet drużyna bez gwiazd jest w stanie powalczyć o playoffs. Do tego potrzeba jedynie trochę chęci (no i może łatwiejszej Konferencji), czego w tym sezonie brakuje Lakers.

Skomentuj