Podsumowanie NBA Summer League 2015

Opublikowane przez , 21 lipca 2015 w Artykuły, Podsumowania, 2 komentarze

Wczoraj dobiegła końca tegoroczna edycja NBA Summer League. Ostatecznym zwycięzcą okazali się być koszykarze San Antonio Spurs, prowadzeni przez Becky Hammon. Los Angeles Lakers natomiast zawiedli na całej linii. Mark Madsen oraz zawodnicy złota i purpury przed rozpoczęciem rozgrywek podkreślali, że w to lato powalczą o mistrzostwo turnieju. Nikogo to nie powinno zresztą dziwić, gdyż przecież w składzie było wielu utalentowanych zawodników, a trzech z nich ma nawet szansę stać się graczami pierwszej piątki Byrona Scotta. Niestety jednak rzeczywistość okazała się być zupełnie inna, a Jeziorowcy w ogóle nie byli gotowi na tego typu wyzwanie. Zagrali bardzo słabo właściwie w każdym spotkaniu, a ich pomysł na grę po prostu nie był dobry. Nie wiem czym kierował się Mark Madsen ale nie wyglądało na to, że chciał on zdobyć tytuł. Oczywiście właściwie nic on nie znaczy ale fakt, że tak dobry na papierze skład Lakers, zdołał wygrać tylko jedno spotkanie, budzi pewien niesmak. Zespół swoją postawą na pewno rozczarował niejednego fana złota i purpury, a niektórych nawet do tego stopnia, że przestali wierzyć w awans Jeziorowców do playoffs w sezonie 2015/16. Czy jednak słusznie?

Zacznijmy jednak od początku. Julius Randle, Jordan Clarkson, D’Angelo Russell, Tarik Black, Jabari Brown oraz wielu innych zawodników, to naprawdę była mocna ekipa jak na Summer League. Trzech z tych graczy zdobyło już sporo doświadczenia w zeszłych rozgrywkach na parkietach NBA. Dwóch z nich natomiast (Randle, Russell) to gracze o potencjale All-Stara, którzy po prostu potrzebują nieco więcej czasu na odnalezienie się w lidze. Nie było więc żadnego powodu do tego, aby nie stawiać w tym roku na Jeziorowców. Niestety jedna już po pierwszych trzech meczach, można było mieć pewne obawy co do tego, w jakim kierunku to wszystko zmierzało. A wszystko z powodu gameplanu drużyny, który był po prostu beznadziejny i do teraz zastanawiam się, czyim był on pomysłem (Madsena czy Scotta?).

Ekipa z Kalifornii już na starcie postanowiła na siłę grać na Juliusa Randle’a. Zawodnicy mieli jasne polecenie od trenera, aby szukać swojego skrzydłowego i jak najczęściej dawać mu rozgrywać. Lakers nie mieli żadnej konkretnej zagrywki przygotowanej dla Juliusa. Po prostu najczęściej dawali mu piłkę i kazali atakować kosz. Jak to się kończyło? Chyba wszyscy wiemy. Randle często wyglądał tak, jakby po prostu walił głową w mur. Rozpoczynał wjazdy pod kosz z okolicy 7-8 metra i starał się w pojedynkę zdobywać dwa punkty. Obrońcy rywala często byli jednak gotowi na tego typu zagranie i prawie za każdym razem zacieśniali pole trzech sekund. Do tego całe zadanie byłemu graczowi Kentucky utrudniał fakt, że główny obrońca z którym musiał się mierzyć, zostawiał mu kilka metrów wolnego miejsca, gdyż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Julius nie zdecyduje się na rzut z półdystansu. Mimo wielu godzin spędzonych w sali treningowej na ćwiczeniu rzutu, Randle najwidoczniej nie czuje się jeszcze na tyle dobrze, by regularnie zdobywać punkty z pół lub z dystansu.

Z D’Angelo Russella z kolei, Lakers za wszelką cenę starali się zrobić rozgrywającego. Oczywiście nie stwierdzam ze 100% pewnością, że zawodnik z Ohio State nim nie jest, ale nie zmienia to faktu, że jestem nieco rozczarowany tym, jak szufladkuje graczy sztab szkoleniowy Jeziorowców. Tym bardziej, że od dawna mówi się, że Russell to tzw. lead guard, który może grać zarówno jako jedynka, jak i dwójka. Ma on świetny przegląd pola, widzi dobrze ustawionych partnerów z drużyny oraz jest w stanie dograć im piłkę ale nie oznacza to przecież, że od razu powinno mu się przypisywać pozycję rozgrywającego. Tym bardziej, że przecież równie dobrze spisuje się jako spot-up shooter, grając bez piłki. Summer Leauge jest właśnie po to, aby testować różne ustawienia i rozwiązania. Dlaczego jest więc tak bardzo narzucono styl gry Russellowi? Tego nie wiem. Wiem jednak, że ewidentnie było po nim widać to, że odczuwa na sobie całą tę presję.

D'Angelo Russell w barwach Lakers podczas NBA Summer League 2015

Tak więc jeżeli ktoś chce szukać przyczyn porażki, to moim zdaniem jest nim plan gry Lakers. Zresztą po przegranym pojedynku z Utah Jazz, Mark Madsen wziął na siebie całą odpowiedzialność za niepowodzenie zespołu w NBA Summer League. Jeziorowcy byli po prostu źle przygotowani do tych rozgrywek, bez pomysłu na grę i chyba liczyli na to, że Randle oraz Russell w pojedynkę będą w stanie pokonywać rywali. A tak niestety nie było.

Najlepiej Jeziorowcy wyglądali, gdy grali bez… Juliusa Randle’a w starciu z Philadelphią 76ers. Wtedy bowiem było więcej zespołowej gry, niż czekania na to, co zrobi 20-latek. Nie oznacza to jednak, że Randle ma ujemny wpływ na drużynę. Po prostu gdyby naturalnie uczył się gry, odnajdywał się w różnych zagrywkach i starał się pomagać swoim kolegom również bez piłki, to na pewno byłoby z tego więcej pożytku. Nie tylko dla zespołu, ale również i dla samego zawodnika, który wyglądał na sfrustrowanego po tych czterech starciach. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Skuteczność z gry na poziomie 39.5% (FG 15-38) na pewno nie jest powodem do chwalenia się.

Z Russellem było podobnie. Gdy w starciu z Utah Jazz grał bardziej jako rzucający obrońca, niż rozgrywający, to również wypadł lepiej. A przynajmniej indywidualnie. W pierwszych czterech meczach, Russell zgromadził na swoim koncie aż 23 straty i rzucał tylko na 31.7% skuteczności, z kolei w ostatnim, zaledwie 3, a do tego zdobył 21 punktów, trafiając 50% swoich rzutów. Tak jak pisałem jednak wyżej, nie wykluczam tego, że w przyszłości Russell będzie się lepiej czuł jako rozgrywający ale wolałbym, żeby sam odnalazł się na parkiecie, niż żeby z góry narzucano mu to, na jakiej pozycji ma grać i czym ma się kierować przebywając na parkiecie. Tym bardziej, że Jordan Clarkson również nieźle sprawdza się jako rozgrywający, a ich wspólne przebywanie na parkiecie może być dużo bardziej efektywne niż podczas Summer League.

Do czego więc w tym wszystkim zmierzam? Do tego, że Lakers całkowicie zmarnowali tę Ligę Letnią. Nie poczynili właściwie żadnego postępu, a w prawie każdym spotkaniu, grali w ten sam, niezbyt efektywny sposób. Nie chodzi tu już wcale o mistrzostwo, ale o to, że Mark Madsen i spółka mogli nauczyć się więcej o swoich nowych zawodnikach (szczególnie Juliusie i D’Angelo). Zaślepieni jednak swoimi pomysłami spowodowali, że Jeziorowcy nie tylko fatalnie się zaprezentowali, ale także chyba nie poczynili żadnego kroku naprzód. A przecież to w tym wszystkim było najważniejsze.

Julius Randle (Lakers) nie wypadł najlepiej w Lidze Letniej

Na szczęście nie oznacza to jednak, że nikt nie spisał się dobrze. Tarik Black oraz Jabari Brown byli bowiem najjaśniejszymi punktami w zespole. Pierwszy z nich notował średnio 9.2 punkty (FG 69.2%) oraz 7.6 zbiórek w nieco ponad 23 minuty spędzane na parkiecie, a drugi 17.7 oczek na 40.5% skuteczności (3FG 38.9%). W Summer League więc po prostu potwierdzili swoją wartość. Black popisał się kilkoma efektywnymi zagraniami pod koszem, dobrym ustawianiem się w polu trzech sekund oraz wyczuciem co do zbiórek (bez wątpienia może w przyszłości zastąpić w drużynie Jordana Hilla za dużo mniejsze pieniądze). Brown natomiast pokazał, że może być efektywnym scorerem z ławki, który w razie jakichkolwiek problemów w ataku, w pojedynkę zdobędzie kilka punktów dla zespołu (patrz starcie z Dallas Mavericks). Na pochwałę zasługuje również Jordan Clarkson, który także potwierdził swoją wartość i udowodnił, że to wciąż on jest najlepszym „młodym” graczem Lakers. W tych pięciu rozegranych spotkaniach, notował średnio 16.8 punktów, 3.6 zbiórek oraz 1 przechwyt na mecz, rzucając na 41.3% skuteczności. Nadal musi jednak popracować nad rzutem na dystansie (23.8%) oraz defensywą. Tak czy inaczej, na tę trójkę Jeziorowcy mogli liczyć właściwie każdego wieczoru i nie można mieć do niej większych zastrzeżeń.

Oczywiście to nie wystarczy do tego, żeby pozytywnie ocenić zespół złota i purpury za ich występy w ciągu tych ostatnich dwóch tygodni. Niestety Liga Letnia okazała się być rozczarowująca. I to nie tylko ze względu na wyniki, ale także indywidualną grę dwójki Randle i Russella. Nie powinniśmy jednak ocenić ich oraz wysuwać dalszych wniosków odnośnie ich gry na podstawie tych pięciu meczów. Tak jak pisałem powyżej, głównym winowajcą jest tutaj sztab szkoleniowy drużyny. Fakt, Randle był po długiej przerwie, a Russell miał pierwszą styczność z NBA ale nawet mimo to, przypuszczam że obaj wypadliby lepiej, gdyby mieli więcej swobody na parkiecie. Zresztą cały zespół w Summer League powinien mieć więcej swobody na parkiecie i grać swoją koszykówkę, aniżeli próbować naśladować momentami Princeton Offense, które było tak samo nieefektywne, jak indywidualna gra Juliusa. Do tego cała ta presja ze strony mediów oraz fanów na pewno zrobiła swoje i przytłoczyła tych młodych zawodników z Los Angeles. Liga Letnia więc zdecydowanie nie wyszła Jeziorowcom na dobre ale nie zmienia to faktu, że na końcu tunelu nadal jest światełko. Wystarczy zobaczyć niektóre highlighty Randle’a, czy też Russella by mieć nadzieję na to, że za kilka lat Jeziorowcy naprawdę mogą powrócić w roli contendera. Nie ma jednak innego wyjścia – trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na to, aż gracze zaadaptują się do najlepszej koszykarskiej ligi na świecie.

2 komentarze

  1. StaryFan

    Becky Ham­mon jako następny HC LAL? :) (nie mam poję­cia jak Tony ogar­nia temat).

    Sztab szko­le­niowy LAL (od kilku lat) mógł­bym porów­nać do daw­nego kolegi na stu­diach (straszny nie­mot i lebiega).
    Przy każ­dej pracy (sesji) zwykł mawiać “czy mogę tu coś jesz­cze spi@&do&&ć, bo chyba już będę musiał sobie iść”.

    Nie­stety sztab sam sie­bie nie zwolni.

    Ps. Jor­dan Tay­lor “C” nie jest już taki młody, ma 23 lata.

  2. StaryFan napisał(a):Ps. Jordan Taylor "C" nie jest już taki młody, ma 23 lata.

    Stąd ten cudzysłów ;)

Skomentuj