Podsumowanie NBA Summer League 2014

Opublikowane przez , 23 lipca 2014 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Za nami kolejna edycja NBA Summer League, której zwycięzcami okazała się być drużyna prowadzona przez Raya McColluma – Sacramento Kings. Jeziorowcom niestety nie poszło już tak dobrze jak ich rywalowi, a niektórzy fani mogli być nawet zawiedzeni ich postawą. Zaledwie dwie wygrane przeciwko Golden State Warriors i Denver Nuggets oraz trzy porażki (vs Toronto Raptors, New Orleans Pelicans i Philadelphii 76ers) to słaby bilans, szczególnie że roster zespołu na papierze wyglądał całkiem nieźle. Zawodnicy jednak grali bardzo indywidualnie (zaliczali w sumie tylko 9.4 asysty na mecz), skupiając się przede wszystkim na swoich statystykach. Z jednej strony jest to rozczarowujące, a z drugiej trudno jest się im dziwić. W końcu największą uwagę przyciągają ci, którzy robią wokół siebie dużo szumu, są aktywni, agresywni na parkiecie i co chwilę domagają się piłki. Tym bardziej, że tak naprawdę wynik drużynowy tutaj się nie liczy. Jest to raczej okazja do otwarcia sobie drogi do NBA lub potwierdzenia swojej wartości.

Tezę tę udowodnił Jordan Clarkson, który bezapelacyjnie najbardziej wyróżniał się na parkiecie. To jego było „pełno” wszędzie i to on czarował swoim atletyzmem, umiejętnością wchodzenia pod kosz i kończenia akcji oraz grą w transition i przy pick & rollach. W tych pięciu spotkaniach były gracz Mizzou zdobywał średnio 15.8 punktów na mecz, a do tego notował 5 zbiórek – najwięcej z całego zespołu. Ponadto jak dobrze pamiętamy, zdobył on zwycięskie dwa oczka w starciu z Wojownikami, po których Mark Madsen stwierdził, że Jordan zawsze jest we właściwym miejscu i we właściwym czasie i dlatego też wygrał tamte spotkanie dla Lakers.

Jordan na pewno pokazał wielki potencjał i jako jeden z nielicznych – nie zawiódł właściwie w żadnym spotkaniu. Grał na regularnym i stabilnym poziomie, a szczególnie na dystansie, gdzie trafił w sumie 8 na 19 oddanych rzutów. Był jedynym zawodnikiem obwodowym w zespole, który przekroczył granicę 40% za trzy. Oprócz tego z niezłej strony pokazał się również w defensywie, o czym mówił w rozmowie z mediami jego trener – Mark Madsen:

Jordan Clarkson zagrał wyśmienicie w lidze letniej. Był jednym z czołowych zawodników i to nie tylko w Lakers ale ogólnie, tutaj w Las Vegas. Uwielbiam jego energię, entuzjazm, podejście do meczów oraz to, że chce się uczyć. (…) Przyswoił każdą zagrywkę, różne opcje które można w nich zastosować i dla różnych pozycji. Potrafi ustawić swoich zawodników w drużynie, a to jest charakterystyczne dla dojrzewającego rozgrywającego.

Mimo to jednak Clarkson notował średnio zaledwie 1.2 asysty na mecz (przy 3.4 stratach), a jego priorytetem było zdobywanie punktów. Grał nieco samolubnie, myśląc tylko i wyłącznie o swojej przyszłości (tak jak Kent Bazemore na początku swojej krótkiej przygody z Jeziorowcami). Z jednej strony tak jak pisałem – takie zachowanie nie jest pożądane ale z drugiej to była liga letnia, a prawdziwe granie rozpocznie się w październiku. Wtedy też, jeżeli Jordan załapie się do zespołu (co jest niemal pewne), to powinien nieco ostudzić swoje zapędy, starać się też włączać innych w ofensywne akcje i ogólnie patrzeć na dobro drużyny.

Jordan Clarkson w meczu przeciwko Golden State Warriors

Drugim najlepszym zawodnikiem w szeregach złota i purpury był Julius Randle. Szczerze mówiąc jednak nie uważam, by rozegrał on dobry turniej. Randle wyglądał na bardzo spiętego, przez co trafił mniej niż połowę oddanych rzutów (FG 18-43)  i właściwie dopiero w czwartej kwarcie ostatniego meczu z Nuggets, mogliśmy zobaczyć jego prawdziwy potencjał w ataku. Ogólnie w czterech rozegranych spotkaniach, w 23.4 minuty spędzane na parkiecie, notował średnio niezłe 12.5 punktów i 4.2 zbiórki ale także i 3.2 straty, co negatywnie odbijało się na defensywie zespołu. Trzeba jednak tutaj zaznaczyć, że Randle był jednym z nielicznych (a może nawet jedynym) zawodnikiem grającym w Summer League, który był podwajany. Rywale ewidentnie bali się jego umiejętności ofensywnych i chcieli jak najbardziej ograniczyć jego poczynania, zmuszając innych do oddawania rzutów. Choć Juliusowi średnio udało się znaleźć sposób na defensywę przeciwników, tak jednak na pewno zebrał cenne doświadczenie i wie, że nie wszystko przychodzi łatwo – nawet w lidze letniej.

Randle choć ogólnie w moich oczach spisał się raczej średnio, tak bardzo mi zaimponował swoją umiejętnością sprawowania kontroli nad piłką oraz przeglądem parkietu. Julius momentami wyglądał jak rozgrywający i nie bał się zagrać akcji coast-to-coast, w czym przypominał mi Lamara Odoma. Wcześniej w Internecie raczej nie przejawiały się porównania go do „point forwarda” ale Randle pokazał nam wszystkim, że i w tym elemencie ma szanse być dobry. Naprawdę pod tym względem spisał się znakomicie, miło mnie zaskoczył i jestem ciekaw jak bardzo może się jeszcze rozwinąć na tej pozycji.

Wyżej wymieniona dwójka na pewno znajdzie się na obozie przygotowawczym Lakers w październiku ale jak wszyscy dobrze wiemy, na camp zaprasza się więcej zawodników, aby mogli oni powalczyć o ostatnie wolne miejsca. Kto więc jeszcze się dobrze zaprezentował? Trey Thompkins oraz Kevin Murphy. Tego pierwszego nie uwzględniałem za bardzo w swojej zapowiedzi NBA Summer League (link), gdyż nawet nie przypuszczałem, ze może dostawać średnio aż 18 minut w jednym meczu. Madsen postanowił mu jednak dać szansę po tym, jak wyszedł na 10 minut na parkiet w pierwszym spotkaniu i myślę, że Thompkins wypadł ogólnie całkiem nieźle. 10.5 punktów, 4.2 zbiórki i 1 przechwyt na mecz (najwięcej w drużynie) to dobre statystyki. Był bardzo aktywny, zapewniał dobry spacing, a także nieźle radził sobie w grze tyłem do kosza. Trzeba powiedzieć, że to był udany turniej w jego wykonaniu.

Murphy natomiast ani mnie nie zaskoczył, ani też nie zawiódł. Kevin podobnie jak Trey, zdobywał ponad 10 oczek na mecz w lidze letniej i tym samym był czwartym i ostatnim Jeziorowcem, który przekroczył tę barierę. Wyróżniała go umiejętność kreowania sobie okazji do rzutu i całkiem dobra skuteczność z gry (FG 18-40). Widać, że nie przypadkowo był jednym z najlepszych strzelców NBA D-League w poprzednim sezonie. Podobała mi się również jego gra na zasłonach oraz to, że nie forsował swoich rzutów i pozwalał piłce samej znaleźć drogę do jego rąk. Po tym co zaprezentował teraz, myślę, że wraz z Thompkinsem ma szansę dostać zaproszenie na obóz przygotowawczy. Gdybym miał z kolei przewidzieć, który z tej dwójki może załapać się do oficjalnego składu, to postawiłbym na Murphy’ego. Jest to spowodowane głównie tym, że Lakers mają obecnie już bardzo dużo podkoszowych, z kolei na pozycjach dwa i trzy przydałoby się jakieś wsparcie. Ponadto Kevin na parkiecie był bardzo dojrzały i spokojny, a do tego umiał odnaleźć się w „systemie”, co jest często pożądaną cechą przez trenerów.

Lakers podczas treningu przed spotkanie NBA Summer League

Poza tą czwórką zawodników niestety już raczej nikt inny nie zachwycił. W zapowiedzi pisałem jeszcze o DeAndre Kanie i LaQuintonie Rossie, którzy mieli okazać się małym stealem dla Jeziorowców. Ten pierwszy grał średnio niecałe 20 minut w każdym meczu, w czasie których zdobywał 5.6 punktów, 2.2 zbiórki, 1.8 asysty i 0.8 przechwytów. Drugi natomiast pojawił się tylko w trzech spotkaniach, grając w nich po 10 minut i notując średnio 3 punkty oraz dwie zbiórki. Z tej dwójki jakiekolwiek jeszcze szanse na pokazanie się z lepszej strony ma chyba tylko właściwie Kane. Dave Miller – ekspert Time Warner Cable SportsNet przyznał, że DeAndre zrobił na nim dobre wrażenia i podobała mu się jego gra. Choć statystyki w jego przypadku nie imponowały, tak jednak wyglądał na bardzo dojrzałego gracza, stawiającego dobro drużyny ponad swoje. Szczególnie dobrze wypadł w ostatnim meczu, w którym to w końcu w pełni zaprezentował swój talent. Być może dostrzegą to też trenerzy i scouci Jeziorowców i dostanie on kolejną szansę. Jednak jest to tylko przysłowiowe „może”. Jeśli jednak Kane nie załapie się na camp, to tym bardziej Ross. Wielu fanów z nim również wiązało spore nadzieje, gdy się dowiedziało, że wystąpi on w lidze letniej. Tymczasem LaQuinton okazał się grać zupełnie inaczej niż opisywali to scouci. Ten niski skrzydłowy zamiast pełnić rolę spot-up shootera i czasami atakować obręcz, postanowił spróbować swoich sił w grze tyłem do kosza, co średnio mu wychodziło. Przez to właściwie szybko wyleciał z rotacji i przestał dostawać więcej minut od Marka Madsena. Jeziorowcy więc raczej nie będą już zainteresowani jego usługami. Tak samo zresztą jak w przypadku Xaviera Gibsona, Rodrigue Beauboisa, Renaldo Woolridge’a, Jerome Jordana, Scotta Wooda, czy Anthony’ego Irelanda.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o Kendallu Marshallu. Choć nie ma go już w Los Angeles i od przyszłego sezonu będzie reprezentował barwy Milwaukee Bucks, tak nie mogę przejść obojętnie obok jego występów. Marshall zdobywał tylko 8.2 punkty, 2.8 zbiórki i 3 asysty na mecz, popełniając przy tym aż 2.8 strat! Tym samym beznadziejnie rozgrywał piłkę, a jego wskaźnik asyst do strat wyniósł zaledwie 1.07 punktu. Jak na zawodnika, który w ostatnim sezonie był podstawowym rozgrywającym i rozdawał asysty na lewo i prawo w Jeziorowcach, jest to fatalny wynik. Kendall niczym nie zachwycił podczas Summer League – mało tego, był jednym z najsłabszych zawodników w zespole, którzy grali przynajmniej 20 minut w każdym meczu. Być może jego słaba dyspozycja wpłynęła również na decyzję zarządu o zwolnieniu go. Może być bowiem tak, że Kendall (podobnie jak Jeremy Lin) musi być głównym punktem ofensywy i mieć często piłkę w rękach aby być efektywnym. Tak właśnie było w systemie Mike’a D’Antoniego i dlatego byłemu graczowi Phoenix Suns udawało się wykręcać co noc 8 punktów i 8.8 asyst. W lidze letniej jednak, często to Jordan Clarkson był najbardziej wykorzystywanym graczem na parkiecie, a Kendall pełnił rolę spot-up shootera, w której zresztą również nie był efektywny (FG 31%, 3FG 23%). Czy ten 22 – latek poradzi sobie w NBA bez Mike’a? O tym przekonamy się w kolejnych sezonach.

Jeżeli chodzi o podsumowanie NBA Summer League w wykonaniu Lakers, to na pewno cieszy pewność siebie Jordana Clarksona i pierwsze doświadczenia Juliusa Randle’a. Jego przykład pokazał, że liga letnia jest dobra dla każdego debiutanta, bez względu na to, z którym numerem zostało się wybranym w drafcie. Jordan i Julius mają już niemal pewne miejsce w składzie, a dołączyć do nich być może uda się Kevinowi Murphiemu oraz Treyowi Thompkinsowi. Obecny roster Jeziorowców liczy 13 zawodników, a to oznacza, że zostały jeszcze dwa miejsca wolne. Zarząd może albo zakończyć dodawanie zawodników do składu, albo też podpisać jednego lub dwóch graczy. Osobiście wydaje mi się, że Mitch podpisze jeszcze jednego zawodnika (na rynku wolnych agentów lub w październiku), a jedno miejsce zostawi wolne na przyszłość – tak na wypadek, gdyby ktoś zdecydował się na wykupienie swojego kontraktu i stał się wolnym agentem w czasie trwania sezonu. Priorytetem wydaje się być obwód i moim zdaniem najbliżej Lakers jest obecnie Murphy. Chciałbym jednak ponownie zobaczyć w akcji Kane’a, dlatego ogólnie rzecz biorąc, to z niecierpliwością czekam na kolejne ruchy zarządu, przed startem obozu przygotowawczego. W chwili obecnej najważniejsza jest przyszłość, dlatego trzeba uważnie śledzić poczynania tych młodych zawodników, którzy w mogą w kolejnych sezonach być ważnymi postaciami przynajmniej drugiego unitu.

Skomentuj