Playbook: Princeton Offense

Opublikowane przez , 6 sierpnia 2014 w Playbook, 0 komentarzy

Podczas oficjalnej konferencji prasowej Byrona Scotta dowiedzieliśmy się, że choć ofensywa zespołu będzie składała się ze wszystkiego tego, co stosował on w Nets, Hornets i Cavs, tak głównym jej punktem będzie kilka wariantów Princeton Offense. Tak – jest to ta sama taktyka, którą Mike Brown i Eddie Jordan zastosowali na początku sezonu 2012-13 ale nie będzie to jej pełne wydanie. Mimo to bardzo się cieszę, że będziemy mogli ponownie ją oglądać w wykonaniu złota i purpury. Lakers we wspomnianym sezonie choć wygrali tylko jedno z pięciu pierwszych rozegranych spotkań, tak w ataku wyglądali naprawdę nieźle jak na taki krótki okres czasu ćwiczenia ofensywy, a świadczy o tym ich ORTg – 106.7 punktów na 100 posiadań (9 miejsce w lidze). Do tego Kobe Bryant czuł się w niej jak ryba w wodzie, gdyż ułatwiała mu ona zdobywanie punktów. W pierwszym meczu przeciwko Dallas Mavericks, Black Mamba trafił 11 na 14 oddanych rzutów (22 oczka), w drugim zdobył 30 punktów przeciwko Blazers, następnie zaaplikował 40 miejscowym rywalom Jeziorowców, a w kolejnych dwóch dodał od siebie odpowiednio 15 i 29 oczek. Średnia to 27.2 punkty na mecz. Kobe więc na pewno cieszy się z tego, że znów będzie miał okazję uczestniczyć we sprawdzonych schematach, które uwidocznią jego silne strony.

Princeton Offense wymaga ciągłego ruchu ze strony zawodników. Schematy tej ofensywy polegają na nieustannym ścinaniu pod kosz, stawianiu sobie zasłoń, szukaniu okazji do podania i co najważniejsze, czytaniu obrony rywali. Jest to system typu read & react – tak samo jako trójkąty stosowane przez Phila Jacksona. Wymaga więc od zawodników dobrej współpracy oraz tego, aby potrafili wyłamać sie z danego schematu, jeżeli dostrzegą korzystną sytuację do zdobycia punktów. Tym samym akcje nie mają „końca”, punktu kulminacyjnego, w którym zawodnik zmuszony jest do oddania rzutu, co jest charakterystyczne np. dla Horns, które rok temu omawialiśmy na naszej stronie (link). Princeton Offense uczy więc przede wszystkim ruchu bez piłki, co jest szczególnie ważne dla graczy, którzy przychodzą z draftu i muszą przestawić się z bycia dominującym punktem w ataku, na bycie jedną z jej części. Choć w NBA nie można grać pełnej wersji tej ofensywy tak jak na uniwersytecie (ze względu na krótszy zegar), tak jej odpowiednie warianty i rozwiązania wystarczają do siania zamętu w szeregach defensywy rywali i regularnego zdobywania punktów. Poza tym charakterystyczne dla niej jest to, że nie dzieli się tutaj zawodników na rozgrywającego, rzucającego obrońcę, czy też niskiego i silnego skrzydłowego. Każdy jest równy sobie i powinien potrafić wykonać podstawowe założenia taktyczne (stawianie zasłoń, ścięcia), a także posiadać podstawowe umiejętności (wykonać dokładne podanie, przyzwoicie rzucać na półdystansie).

Zacznijmy jest więc od podstaw Princeton Offense. Aby lepiej zrozumieć opis przebiegu akcji, posłuże się liczbowymi oznaczeniami zawodników w nawiasie. Każdy w tej taktyce ma określone miejsce na parkiecie, w którym ustawia się na początku rozgrywanej akcji (zazwyczaj center zaczyna od ustawienia się w środku pola, natomiast reszta na obwodzie). Akcję najczęściej rozpoczyna obrońca (#1), który podaje piłkę do partnera na skrzydło (#2) po tej stronie parkietu, po której jest więcej zawodników, a następnie (co jest bardzo ważne), ścina pod kosz licząc na to, że zgubi obrońcę, otrzyma podanie i będzie miał szanse na punkty z dwutaktu lub zwrócenie na siebie uwagi dwóch obrońców i odegranie do znajdującego się pod koszem centra (#3). Jeżeli jednak zostanie dobrze pokryty i nie otrzyma podania, to zbiega do przeciwległego rogu i rozpoczyna się gra dwóch zawodników. Gracz ustawiony na skrzydle (#2), który wcześniej otrzymał podanie, podaje piłkę do centra (#3), po czym ma do wyboru – albo „usunąć się w cień” schodząc do swojego rogu i pozwalając pozostałej trójce zawodników, którzy znajdują się po drugiej stronie parkietu na rozpoczęcie serii zagrań albo też być jednym z głównych punktów ataku i zamienić się pozycją z graczem znajdującym się najbliżej niego (#4; to jak to rozegrają zależy od tego, co zrobi defensywa). Dla przykładu nasz skrzydłowy (#2), stawia zasłonę swojemu najbliższemu koledze (#4; tzw. split screen), licząc na to, że ten uwolni się i będzie mógł oddać rzut lub wejść pod kosz. W tym czasie z kolei, kiedy głównym punktem ataku jest wyżej wymieniona dwójka, center (#3) może próbować powalczyć o lepsza pozycję, znaleźć się bliżej kosza i spróbować zdobyć dwa punkty. Jeżeli jednak nie zdecyduje się na to, to odgrywa piłkę do gracza na obwodzie (#4). Ten może albo oddać ją centrowi, który może wtedy zagrać jeden na jednego albo zmienić stronę parkietu, po której toczy się rozgrywana akcja. Załóżmy, że wybrał on rozwiązanie numer dwa i podaje piłkę do najbliższego partnera, z którym wcześniej zamienił się pozycją (#2). Ten zbiega na środek linii rzutów za trzy punkty i patrzy, czy jego ścinający pod kosz kolega (#5), jest na tyle wolny, że można podać do niego piłkę. Jeżeli nie, to podaje piłkę do partnera, znajdującego się na obwodzie (#1), z kolei gracz ścinający wcześniej pod kosz (#5), ustawia się do gry tyłem do kosza. Zawodnik, który wcześniej podawał piłkę (#2) ścina natomiast w stronę centra (#3), któremu stawia zasłonę i który wychodzi w okolicę linii rzutów osobistych. Ten otrzymuje podanie od gracza z piłką (#1) i tym sposobem tworzy się formacja 1-2-2 (jeden na linii rzutów osobistych, dwóch na skrzydle i dwóch pod koszem). Jeżeli nadal nie udało się oddać dobrego rzutu, to wtedy zawodnicy będący na skrzydle (#1, #4) wchodzą pod kosz i stawiają zasłony, zawodnikom ustawionym pod koszem (#2, #5). Ci wychodzą w stronę obwodu, natomiast center (#3) wybiera jedną ze stron akcji, kozłuje piłkę w wybraną stronę, zagrywa handoff (czyli podaje piłkę do wybiegającego partnera (jest to #2 lub #5), stawiając mu przy okazji „zasłonę”), a następnie ścina pod kosz jak przy pick & rollu. Ma miejsce aby to zrobić z tego względu, że w tym czasie gracz skrzydłowy (#1 lub #4), który wcześniej postawił zasłonę zawodnikowi podkoszowemu (#2 lub #5), zbiegł do rogu lub wyszedł na obwód. Center (#3) może więc otrzymać podanie od zawodnika z piłką (#2) i zdobyć dwa punkty lub ten może wejść pod kosz, jeżeli ma wystarczająco dużo miejsca. W najgorszym wypadku z kolei, center (#3) ustawia się do gry tyłem do kosza, zawodnik z piłką (#2) podaje na skrzydło do gracza #1 lub #4 i wszystko rozpoczyna się od nowa lub zawodnicy decydują się na zagranie prostego pick & rolla, czy też akcji jeden na jednego. Opisaną akcję prezentuje poniższy filmik, na którym Eddie Jordan szkoli Erniego Johnsona i pozostałe osoby będące w studio NBA TV. Choć jego opis jest bardzo długi, tak sama akcja nie zabiera dużo czasu z zegara, pod warunkiem, że zawodnicy wiedzą co mają robić. Wtedy jest ona bardzo płynna i dynamiczna, a zespół może stworzyć sobie kilka okazji do zdobycia punktów, „manipulując” obroną rywali.

Powyższy opis i filmik prezentują jeden z podstawowych wariantów Princeton Offense. Tak jednak jak pisałem na początku artykułu – nie wszystkie zobaczymy w Los Angeles. Mike Brown kiedy był coachem Jeziorowców chciał, aby nauczyli się oni wszystkich setów i to natychmiast. Scott jednak wybierze te, które uważa za najefektywniejsze, także trudno powiedzieć, jakie dokładnie zagrania będą grali Jeziorowcy. Niemniej jednak chciałbym pokazać kilka akcji Lakers z początku sezonu 2012-13, kiedy to właśnie stosowali Princeton Offense, za sprawą której mieli wiele świetnych okazji do punktowania.

Pierwsze zagranie jest bardzo podobne do tego, które opisałem wyżej. Trzech zawodników znajduje się po lewej stronie parkietu (strong side), natomiast dwóch po prawej (weak side). Kobe Bryant rozpoczynając akcje, podaje piłkę do Pau Gasola, a następnie ścina biegnąc środkiem parkietu, do rogu znajdującego się po drugiej stronie. Hiszpan natomiast podaje do znajdującego się na środku Steve’a Nasha (w pierwszym przykładzie w tym momencie piłkę otrzymałby Dwight Howard, a więc jest to pierwsza różnica), który następnie odgrywa ją do Howarda, który wyszedł bardzo daleko od kosza (prawie na obwód). Nash po podaniu zbiega w stronę kosza po czym biegnie w stronę Gasola, który stawia mu zasłonę, a następnie Dwighta, który wykonuje zagranie handoff. Dzięki Katalończykowi, który postawił dobrą zasłonę i skupił na sobie uwagę dwóch obrońców Blazers oraz Dwightowi, Nash uwolnił się spod opieki Lillarda i miał mnóstwo miejsca w środku pola. Żeby zatrzymać jego penetrację, jeden z obrońców Portland musiał zostawić Kobe’ego niepilnowanego na obwodzie. Steve to dostrzegł, odegrał piłkę do Black Mamby, a ten trafił trójkę nad spóźnionym Batumem (w razie czego Kobe mógł zrobić extra pass do World Peace’a, ustawionego obok w rogu).

Teraz nieco inne zagranie, bardzo proste z wykorzystaniem weak side. Po lewej stronie parkietu ustawiło się trzech Jeziorowców (w tym Kobe, kozłujący piłkę). Bryant nie podaje jednak do Gasola, znajdującego się na skrzydle ale do stojącego obok niego Blake’a, który od razu odgrywa ją do World Peace’a. Następnie Black Mamba biegnie w stronę Howarda, który stawia mu zasłonę, która dała mu wystarczająco dużo miejsca aby znaleźć sie blisko kosza, otrzymać podanie od World Peace’a i zdobyć łatwe punkty z bliskiej odległości. Cała akcja trwała w sumie 5 sekund.

Na kolejnym zagraniu widzimy początek typowy dla Princeton Offense – Steve podaje piłkę do Kobe’ego, ten do Dwighta, a następnie Nash stawia zasłonę Bryantowi (split screen). Zrobił to jednak tak dobrze, że ten był w stanie ściąć pod kosz, otrzymać dobre podanie od swojego centra i zakończył całą akcję wsadem (Hickson nie chciał zostawić Howarda, natomiast Aldridge był spóźniony). Tym sposobem nie było potrzebne już żadne inne kombinowanie – całość została bardzo dobrze i szybko wykonana, przez co Lakers w kilka sekund dodali do swojego stanu punktowego kolejne dwa oczka.

W spotkaniu przeciwko Clippers z kolei, inicjatorem jednej z akcji był Steve Blake, który podał piłkę na weak side do Pau Gasola, a ten do World Peace. Tuż po tym Dwight Howard z jednej strony parkietu, przeszedł na drugą, natomiast Blake i Gasol postawili zasłonę Bryantowi, dzięki której ten mógł przyjąć podanie na środku obwodu od Metty. W tym momencie Steve zbiegał do lewego rogu, natomiast Hiszpan się obrócił i otrzymał podanie od Black Mamby, który następnie pobiegł w jego stronę, szukając zagrania typu handoff. Choć ono nie udało się ze względu na dobry defens Williego Greena, tak Katalończyk znalazł chwilę później Bryanta za sprawą lobu, który później zdobył punkty spod kosza. Cała akcja mogłaby wyglądać jeszcze lepiej, gdyby Pau zamiast podawać lobem do Bryanta, dostrzegł wybiegającego na obwód po zasłonie World Peace’a Steve’a Blake’a. Kobe bowiem skupił na sobie uwagę dwóch, a później nawet trzech obrońców Clippers, przez co Blake znalazł się niepilnowany na trójce.

Na koniec jeszcze jedno zagranie, na którym Lakers co prawda nie zagrali do końca Princeton Offense ale dzięki któremu Pau Gasol oddał rzut, którego nie powinien spudłować. Blake najpierw podaje piłkę do Hilla, w stronę którego ścina Kobe Bryant licząc na to, że zostawi on za plecami obrońcę Clippers, Jordan zagra mu piłkę lobem i w ten sposób zdobędzie dwa punkty. Tak się jednak nie stało ale to w niczym nie przeszkadza. Zasłonę Blake’owi postawił bowiem Pau Gasol i rozgrywający Jeziorowców znalazł się na niezłej pozycji. Widząc trochę miejsca w środku oraz to, że Ryan Hollins kryje na odległość Hiszpana, postanowił zrobić parę kroków w stronę kosza, tym samym skupiając na sobie uwagę aż trzech obrońców Clippers. To dało wystarczająco dużo miejsca Gasolowi, który choć nie trafił, tak nie mógł narzekać na dobrą okazję do zdobycia punktów.

Tak więc tak jak pisałem na początku – bardzo się cieszę, że Lakers będą grali Princeton Offense, gdyż jest to ciekawa, dynamiczna i wymagająca ciągłego ruchu ofensywa, która zmusi rywali do wysiłku, a wszystkich graczy Jeziorowców zaangażuje w ofensywę, przez co powinna zminimalizować stagnację na parkiecie. Do tego sam Kobe Bryant powinien chętniej biegać po zasłonach, niż grać akcje typu jeden na jednego, gdyż po prostu daje mu to więcej korzyści. Ponadto nawet jeżeli nie uda się w niej znaleźć dogodnej pozycji do oddania rzutu w czasie trwania zagrywki, to zawsze powinna znaleźć się okazja do podania na low post i pozwolenia Randle’owi lub Boozerowi na grę tyłem do kosza. W Princeton Offense bowiem, na parkiecie dzieje się tak dużo, że jest spora szansa, że któryś z obrońców rywali popełni jakiś błąd w kryciu, zagapi się itd. i nawet jeśli nie da to łatwych punktów, to może spowodować, że ktoś znajdzie się bliżej kosza i będzie miał niezłą okazję do zagrania akcji jeden na jednego lub jeżeli drużyna przeciwna zdecyduje się na zacieśnianie środka pola, to otworzy to grę na obwodzie. Choć w ofensywie tej dużo dzieje się w środku pola i chodzi o zdobywanie łatwych punktów spod kosza, tak przy okazji zapewnia ona bardzo dobry spacing, dlatego zawsze jest ktoś gotowy do oddania rzutu zza łuku.

Niestety jednak nie wszystko jest tak piękne i kolorowe. Choć sama taktyka wydaje się być dobrym wyborem, tak mam spore wątpliwości co do umiejętności nauczenia jej przez Byrona Scotta. Tak jak pisałem w artykule dotyczącym jego sylwetki – Scottowi tylko dwukrotnie udało się zrobić ze swojej drużyny ofensywę na miarę top 15 i to dwukrotnie z Hornets, które grało nieco mniej Princeton Offense niż np. jego Nets. I nie jest to wina taktyki. Eddie Jordan będąc trenerem Washington Wizards, zrobił ze swojego zespołu 10 atak w drugim roku swojej pracy, 6 w trzecim i 4 w czwartym. Czarodzieje ogólnie dzięki niemu aż cztery razy znaleźli się w top 12 i tylko w pierwszym jego roku, byli na dalekim 27 miejscu. To wszystko udało mu się mając w składzie Gilberta Arenasa, Antawna Jamisona i Carona Butlera jako wyróżniających się graczy w ofensywie. Jak więc widać, taktyka ta jest skuteczna ale trzeba potrafić ją zaimplementować. Czy Scott wykona lepszą pracę niż do tej pory? Trudno powiedzieć i dlatego być może dobrze by było, aby zatrudnił on do swojego sztabu Eddiego Jordana (co jest jednak mało prawdopodobne). Na pewno jednak nikt nie powinien martwić się tym, że w zespole będzie brakowało gwiazd, a zawodnikom odpowiednich umiejętności. Oczywiście gdyby na high poście grał Pau Gasol, to łatwiej by on dostarczał swoim kolegom różne podania ale i bez niego nie powinno być problemów, a przykładem tego są właśnie Wizards. W ogóle mówi się też, że jest to dobra taktyka dla przeciętnych zawodników, nie All-Starów, gdyż każdy z pięciu graczy jest zaangażowany w akcję i punktuje ten, który będzie miał najlepszą okazję ku temu. Tym samym obrońcy rywali nie będą mogli zostawić kogoś niekrytego, gdyż ten może ich zgubić za pomocą backdoor cuta lub trafić trójkę. Zatem obecny roster Lakers wydaje się pasować do tego opisu i teraz właściwie wszystko jest w rękach Byrona oraz czasu, gdyż potrzeba go bardzo dużo na przyzwyczajenie się do koncepcji tej ofensywy. Na początku Jeziorowcy mogą się w niej gubić i z tego powodu grać więcej zwykłych pick & roli ale z czasem powinna ona wyglądać coraz lepiej i przynosić owoce. Na pewno warta jest poświęcenia sporej ilości czasu, gdyż efekty jej są znakomite.

Skomentuj