Playbook: Jak to obrona Lakers wygrała mecz z Jazz

Opublikowane przez , 21 października 2014 w Playbook, 0 komentarzy

Ostatnie spotkanie pomiędzy Utah Jazz i Los Angeles Lakers wreszcie dało nam malutką nadzieję na to, że może jednak Jeziorowcy nie będą najgorszą drużyną w NBA. Po tym jak przegrywali nawet 22 punktami w pierwszej połowie, Kobe’emu Bryantowi Ronniemu Price’owi i spółce udało się wykonać świetny comeback w trzeciej kwarcie. Wszystko dzięki defensywie, za sprawą której Lakers zdobyli kilka łatwych punktów z kontrataków i zbliżyli się do swojego rywala. W tej trzeciej odsłonie gry co prawda nie grali już Derrick Favors oraz Gordon Hayward, a Dante Exum pokazał, że wciąż przed nim jest jeszcze długa droga do stania się wartościowym graczem w lidze ale zwycięstwo i tak może cieszyć, szczególnie gdy przypomnimy sobie, jakim wynikiem kończyły się wcześniejsze pojedynki zespołu z Kalifornii. Co więc takiego zrobili podopieczni Byrona Scotta, że udało im się odwrócić losy spotkania? Właściwie to nic nadzwyczajnego – po prostu byli agresywniejsi (szczególnie przy pick & rollach) oraz poprawnie wykonywali założenia taktyczne swojego szkoleniowca, przez co wprawili w zakłopotanie ekipę z Salt Lake City. Do tego na zupełnie innym poziomie grał rozgrywający Ronnie Price i jak dla mnie to on był bohaterem tego starcia. W końcu w samej trzeciej ćwiartce rozdał 6 asyst i zanotował 3 przechwyty, po których punktowali koszykarze złota i purpury. Jego wysiłek miał ogromny wpływ na przebieg wydarzeń na parkiecie i często było tak, że to właśnie Price był inicjatorem jakiegoś defensywnego zagrania. Nic więc dziwnego, że Kobe Bryant był pod wrażeniem energii oraz serca do gry tego 31 – latka.

Już od samego początku drugiej połowy, Lakers wywierali presję na swoim rywalu. Nie tylko starali się dobrze bronić, być przy każdym rzucie ale również chcieli regularnie wyrywać piłkę z rąk zawodników z Salt Lake City. Jak już wspominałem w podsumowaniu spotkania, ta sztuka Jeziorowcom się udała, a podopieczni Quina Snydera w trzeciej ćwiartce, popełnili 11 z 28 swoich strat. A wszystko zaczęło się od przechwytu Kobe’ego Bryanta, który wraz z pomocą Jordana Hilla zdołał uwięzić Burksa przy pick & rollu i odciąć mu możliwość podania. Lakers przeszli więc szybko do ataku i choć nie udało im się zdobyć dwóch punktów (gdyż Wesley Johnson z niezrozumiałych dla mnie powodów postanowił oddać rzut z półdystansu), tak później dołożyli do swojego konta jedno oczko, gdyż Black Mamba został sfaulowany przy wejściu pod kosz przez Hooda. To na co chciałbym jednak najbardziej zwrócić uwagę, to moment w którym pięciokrotny mistrz NBA przechwycił podanie Aleca. Gdy Burks próbował zagrać pick & rolla z Gobertem, został natychmiast otoczony nie tylko przez Bryanta oraz Hilla, którzy byli najbliżej jego osoby ale również i Price’a, który był w strefie pomalowanej, skupiony na piłce i dlatego też był w stanie ją złapać i rozpocząć kontrę. Swoją drogą ważne również było zachowanie Johnsona, który gdy tylko zauważył ścinającego Goberta, to natychmiast przesunął się do pod kosz aby w razie czego, spróbować utrudnić mu zdobycie punktów.

Powyższe zagranie było początkiem zapowiedzi tego, co działo się później. Lakers ani na moment nie zwolnili tempa i po chwili zaliczyli zaliczyli kolejny przechwyt. Jak do tego doszło? Exum zaczął grać pick & rolla z Gobertem. Udało mu się zgubić na zasłonie Price’a ale na przeciwko niego (Exuma) wybiegł Jordan Hill. Gobertem natomiast zajął się Boozer, który musiał zostawić Kantera. Ten gdyby wcześniej zdecydował się ściąć pod kosz, to pewnie dostałby podanie od Australijczyka i skończył całą akcję z góry. Enes nie był jednak do końca pewny tego co chce zrobić, a podanie otrzymał dopiero gdy Dante znalazł się przy linii końcowej (został celowo do niej zepchnięty przez obrońców złota i purpury). Wtedy też był już otoczony prawie przez wszystkich Jeziorowców (Hill, Price, Johnson), natomiast Boozer był dobrze ustawiony do pokrycia zarówno Kantera jak i Goberta. Z pomocą przyszedł jeszcze Bryant, utrudniając odnalezienie się w akcji Kanterowi. W ten sposób Lakers zagrali tak, jak chce tego Byron Scott – skupili się na piłce i w odpowiednim momencie zacieśnili środek gry. Następnie przeszli do kontrataku, a tutaj zza łuku nie pomylił się sam lider zespołu złota i purpury, dzięki czemu gospodarze wykonali run 8-1.

Kolejna akcja była przykładem naprawdę dobrej obrony ze strony gospodarzy. Jeziorowcy bowiem musieli się przy niej sporo nabiegać. Zacznijmy od tego, że Burks zagrał pick & rolla z Kanterem z boku, i po zasłonie zaczął biec w kierunku linii końcowej. Momentalnie blisko niego znalazło się pięciu podopiecznych Byrona Scotta, przez co Enes nie miał jak ściąć pod kosz, a Burks został zmuszony do podania prawie przez cały parkiet do Exuma. Do tego natychmiast podbiegł Price, który musiał zostawić przez to na obwodzie Hooda. Dante to zauważył i podał do swojego kolegi z drużyny ale przy Rodney’u błyskawicznie znalazł się Wesley Johnson, który następnie trochę przypadkowo zmusił go do dryblingu przy linii końcowej. Dzięki temu jednak oraz pomocy ze strony Hilla, Hood został zmuszony do odegrania na obwód do Exuma, do którego szybko przybiegł znajdujący się bliżej strefy pomalowanej Price (ważne było również to, że Dante nie jest najlepszym strzelcem na obwodzie, przez co Lakers mogli pozwolić sobie zacieśnić nieco środek). Ten zrobił kilka kroków w stronę Kantera, a następnie podał do Burksa. W całej akcji połapał się jednak Kobe Bryant, który natychmiast opuścił trumne i pobiegł w stronę obrońcy Jazz. Alec mógł tylko zrobić parę kroków w przód i oddać rzut blisko linii końcowej, nad ręką Jordana Hilla. Przy tej akcji Lakers wykazali się dobrą świadomością tego, co dzieje się na parkiecie (Wesley Johnson zauważył, że do Exuma biegnie Price, więc postanowił się zająć Hoodem, a Bryant odczytał zamiary Dante i błyskawicznie zareagował na całą sytuację) oraz pokazali, że nawzajem sobie ufają i nikt nie przejmował się swoim „oryginalnym” zawodnikiem, którego krył. Do tego większość graczy kryła środek pola (strefę podkoszową) i znajdowała się po tej stronie parkietu, po której była piłka, w ten sposób ograniczając pole manewru zawodnikom Jazz. Jest to więc to, czego Byron Scott oczekuje od swoich podopiecznych i co wymaga dużej aktywności, błyskawicznej reakcji oraz świetnej kondycji. Lakers nie dali ani chwili wytchnienia gościom i dzięki temu, udało im się wybronić całą akcję. Chciałbym tutaj zaznaczyć, że w podobny sposób Lakers bronili już rok temu (tzw. Strong Side Defense, polegający na przerzucaniu większości graczy na tę stronę parkietu, po której jest piłka, co możecie sprawdzić przeglądając ten Playbook – link).

W następnym przykładzie Lakers, a właściwie Carlos Boozer nie wykonali dobrej roboty w defensywie ale sytuację uratował Ronnie Price. Utah rozgrywali piłkę głównie na obwodzie, aż w końcu Gobert zdecydował się na podanie do wchodzącego pod kosz po zasłonie Exuma. Price był już za Australijczykiem i teoretycznie nie miał szans go dogonić. Na przeciw rozgrywającego Jazz powinien więc wyjść Boozer i zablokować mu dostęp do kosza. Były gracz Bulls jednak tego nie zrobił i Jazz zdobyliby pewnie dwa punkty, gdyby nie fantastyczne ręce jedynki gospodarzy. Takich akcji było więcej w tym meczu i zawsze to Price ratował zespół lub był inicjatorem zagrania po tej stronie parkietu. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na to, że Hood po podaniu na początku do Burksa zbiega do rogu, a kryjący go Wes zostaje w strefie podkoszowej, wspomagając Hilla i Boozera. Koncepcja nie była zła ale wykonanie już dużo gorsze i cała akcja mogła się źle skończyć dla Jeziorowców, gdyby Gobert zdecydował się na długie podanie do Rodney’a. Wówczas Kanter postawiłby zasłonę na Johnsonie i nikt nie zdążyłby dobiec do gracza z Salt Lake City. Wes chciał zacieśnić środek gry ale zrobił to nieumiejętnie i ewidentnie wyglądał na zagubionego. Jazz nie wykorzystali jednak okazji, a Lakers wręcz przeciwnie i po chwili zbliżyli się na dwa punkty do ekipy Quina Snydera. Po kilkunastu sekundach zrobili to jeszcze raz, gdyż Alec Burks zdecydował się na drybling mimo tego, że wokół niego było trzech Jeziorowców. Ronnie Price skutecznie więc przechwycił piłkę, którą podniósł Kobe Bryant i która następnie trafiła do Wesley’a Johnsona, a ten w kontrze doprowadził do remisu.

Przedostatnie zagranie wydaje się potwierdzać agresywność Lakers w obronie w trzeciej kwarcie pojedynku z Jazz. Price wywierał presję na całym parkiecie na Exumie, który przez to miał mały problem z przedarciem się na drugą stronę parkietu. Kiedy mu się to w końcu udało, to zdecydował się zagrać pick & rolla z Kanterem. Zgodnie z założeniami taktycznymi, Boozer pomagał Ronniemu w zatrzymaniu Dante, a Kantera oraz całą strefę podkoszową zostawił Hillowi oraz Bryantowi. Na dodatek Carlos spróbował odebrać piłkę rozgrywającemu Jazz, który nieco pogubił się z dryblingiem, znalazł się w pułapce (trzech Jeziorowców stało blisko niego) i ostatecznie stracił Spaldinga na rzecz Johnsona, który kontratak zakończył wsadem. Dobra obrona przy picku oraz aktywne ręce Boozera spowodowały, że Exum został całkowicie wytrącony z równowagi.

Na sam koniec mam dla was jeszcze jedną akcję ale bez żadnego komentarza. Chciałem po prostu po raz kolejny pokazać wysiłek, szybkie ręce i spryt Ronnie’ego Price’a, którego przechwyt przyczynił się do zdobycia kolejnych punktów w kontrataku przez Wesley’a Johnsona. Zobaczcie sami.

Po tym jak Lakers przegrywali już tylko trzema oczkami po 36 minutach gry, w ostatniej kwarcie kontynuowali swoją dobrą grę i wykorzystywali nieobecność Derricka Favorsa oraz Gordona Haywarda na parkiecie. Dobrze zaprezentował się wtedy Julius Randle, który zdobył w tej części wszystkie swoje 8 punktów, z czego sześć po celnych rzutach z półdystansu. Ogólnie jednak jak widzicie – playbook został zdominowany przez zagrania defensywne. To bowiem właśnie dzięki tej stronie parkietu, Lakers byli w stanie wrócić do gry, zdobywając wiele punktów z kontrataków. Jeżeli chodzi o atak pozycyjny, to tutaj było nieco gorzej. Co prawda w drugiej połowie starcia z Jazz Carlos Boozer, Kobe Bryant oraz inni kończyli swoje indywidualne akcje i w ten sposób regularnie punktowali ale ofensywa nie była płynna, brakowało zasłon które uwolniłyby zawodników spod presji obrońcy, a jakiekolwiek zagrywki nie były przemyślane i skuteczne. Nie wiem czy tak będzie zawsze, czy jednak z czasem ofensywa Jeziorowców nabierze jakiś barw i nie będzie dziełem przypadku ale na razie nie wygląda to dobrze. Jeziorowcy w swoich schematach stosują elementy Princeton Offense, Triangle Offense oraz pick & rolle ale niestety z mizernym skutkiem. Być może skupienie się na jednej filozofii gry byłoby korzystniejsze dla całej drużyny. Więcej w tym wszystkim jest bowiem indywidualności, niż zespołowego grania, o czym świadczy średnia 18 asyst w ostatnich czterech spotkaniach (tylko w pierwszym meczu przeciwko Nuggets, Lakers rozdali ich 29). Czy tak będzie dalej, przekonamy się niebawem. Na razie jeszcze wstrzymam się z oficjalnymi ocenami, chociaż nie ukrywam, że spodziewałem się czegoś lepszego.

Skomentuj