Playbook: Defensywne problemy Lakers

Opublikowane przez , 17 marca 2014 w Playbook, 0 komentarzy

Problemy Lakers w obronie ciągną się już właściwie od połowy grudnia ale ostatnio drużyna Mike’a D’Antoniego przekroczyła wszelkie możliwe granice w bronieniu dostępu do własnego kosza. Spotkania z Sacramento Kings, New Orleans Pelicans, Denver Nuggets, Los Angeles Clippers, Oklahomą City Thunder i San Antonio Spurs były po prostu okropne pod tym względem, a wymienione zespoły grając z Lakers, czuły się po prostu jak na sparingu. Jeziorowcy dawno nie zaliczyli serii tak fatalnych występów w defensywie, pozwalając swoim przeciwnikom dosłownie na wszystko – ofensywne zbiórki, punkty spod kosza, rzuty z niepilnowanych pozycji itp. O ile w styczniu ich defensywę można było usprawiedliwiać kontuzjami, a w efekcie zaburzeniem chemii itp. to na tracenie 130 punktów w meczu po prostu nie ma już wymówki. Lakers nie mają w swoim zespole tytanów defensywnych i dlatego powinni swoje braki nadrabiać zaangażowaniem i poświęceniem – tak jak to miało miejsce na początku sezonu. Zawodnicy jednak ewidentnie nie dbają już o wyniki swojej ekipy i zamiast tego, wolą zachowywać siły na ofensywę. Jest to widoczne gołym okiem, choć nie jedynym powodem tak okropnej ich postawy. Do tego dochodzi kilka innych czynników, przez które Lakers stali się co dla niektórych „chłopcami do bicia”. Tym samym nawet mimo realizowanych defensywnych założeń (ice’owaniu pick & rolli, zmuszaniu rywali do dryblingu w stronę linii końcowej, przerzucaniu ciężaru na stronę, po której jest piłka) Lakers są po prostu bardzo słabi.

Beznadziejna deska

Największym i podstawowym problemem Pau Gasola i spółki jest ich postawa na własnej tablicy. Lakers są najgorszą zbierającą drużyną w lidze. Pozwalają swoim przeciwnikom na posiadanie wielu okazji do poprawienia niecelnego rzutu i w efekcie zdobycia upragnionych dwóch oczek. W tym wypadku nie trzeba nawet spoglądać na zaawansowane statystyki – wystarczą te podstawowe. Jeziorowcy jako zespół, grający prawie najszybciej w lidze, są na 30 miejscu pod względem defensywnych zbiórek. Przy takim tempie jest to wręcz niemożliwe, aby być tak nisko w tej kategorii. Ich przeciwnicy zbierają w ataku średnio 13.6 piłek na mecz, co plasuje 16 – krotnych mistrzów NBA na ostatnim miejscu w lidze. Co ma na to wpływ? Przede wszystkim sami zawodnicy, którzy zwyczajnie nie zastawiają swojego rywala. Często w tym sezonie zdarzało się, że Lakers nie dopuszczali do zdobycia punktów przy pierwszej akcji ale po nietrafionym rzucie nikt z nich nie zbierał piłki i przeciwnicy w mgnieniu oka dodawali na swoje konto kolejne punkty. Drużyna nie ma mentalności do czyszczenia tablicy i każdy raczej myśli o ofensywie, niż o zabezpieczeniu piłki. Poza tym problemem jest tutaj również rotacja Mike’a D’Antoniego. Wesley Johnson (203 centymetry) grający 100% czasu jako silny skrzydłowy na pewno nie pomaga drużynie w lepszej obronie własnego kosza – szczególnie przy starciach z silniejszymi rywalami (Borisem Diawem, Marciem Gasolem, czy Davidem Westem). Wes zbiera tylko 11.9% możliwych piłek, a to bardzo słaby wynik jak na „wysokiego”. Tymczasem Jordan Hill i Chris Kaman – którzy są w trójce najlepszych zbierających w drużynie (za Pau Gasolem) regularnie siedzą na ławce i mogą już chyba zapomnieć o jakichkolwiek minutach w tym sezonie.

Zobaczmy więc pierwszy przykład (swoją drogą nie trzeba było go długo szukać). Kendall Marshall zmusza Isiaha Thomasa do dryblingu w stronę linii końcowej, a nie środka parkietu, przez co ogranicza jego możliwości ofensywne. Z pomocą przychodzi mu dodatkowo Wes, gdyż Derrick Williams nie stanowi wielkiego zagrożenia w okolicy dystansu – półdystansu i Johnson może pozwolić sobie na to, aby zostawić go na chwilę niekrytego. Thomas to dostrzegł i postanawił podać piłkę do swojego kolegi, któremu następnie drogę do kosza zablokował Johnson i Meeks. Williams więc mimo tego, że przedostał się po koźle do strefy pomalowanej, zmuszony został oddać trudny rzut. I wszystko w tej akcji byłoby dobrze rozegrane, gdyby nie to, co wydarzyło się później. Pod koszem jest trzech Jeziorowców (Johnson, Bazemore i Gasol) i żaden z nich nie zastawia własnej tablicy. Wes się przestraszył, że sfauluje przy rzucie Derricka, więc postanowił się odsunął. Pau natomiast nie wie co ma robić i pośrednio „kryje” Derricka, a pośrednio Reggiego, z kolei Kent tylko się przygląda całej sytuacji. Efekt? Ofensywna zbiórka i akcja 2+1.

Kolejne zagranie z tego samego meczu. Rudy Gay wyprowadza piłkę z boku i podaję ją do wolnego Jasona Thompsona, który decyduje się na rzut z dobrej pozycji. W tym czasie Gay od razu ustawia się pod koszem, zdając sobie sprawę z tego, że Kent jest za słaby aby go pokryć. Niestety żaden z trzech pozostałych Jeziorowców, mimo że znajduje się pod koszem, nie zdecydował się mu pomóc w bronieniu skrzydłowego Kings. Pau Gasol po prostu podszedł pod obręcz, Wesley Johnson przecenił swoje możliwości, a Jodie Meeks był tylko obserwatorem. Tym samym Rudy pokonał w sumie czterech graczy Lakers i zdobył dwa punkty.

Następna sytuacja z meczu rozegranego 28 lutego 2014 roku. Lakers zagrali nieźle w defensywie przez większość czasu ale na koniec tradycyjnie stracili punkty. Zaczęło się od tego, że Wes dobrze pomógł Marshallowi uniemożliwić wjazd pod kosz Thomasowi. Ten jednak znalazł niepilnowanego na półdystansie Derricka Williamsa (Pau powinien tutaj zdecydowanie szybciej i bliżej do niego podejść). Johnson widząc to, ma obowiązek automatycznie poszukać swojego matchupu, którym był blisko stojący Jason Thompson. Wes jednak zagapił się na piłkę i zapomniał o tym, że powinien kogoś pokryć w tej akcji. Bazemore widząc to, przejął Jasona spodziewając się przy okazji, że piłka odbije się od obręczy i poleci w jego stronę. Pech jednak chciał, że trafiła ona w ręce Rudy’ego Gay’a, którego jeszcze przed sekundą krył były gracz Golden State Warriors. Tym samym przez błąd Wesa, Lakers stracili kolejne oczka.

Ostatni przykład z tej kategorii, którego po prostu nie mogłem nie wrzucić. W okolicy linii rzutów osobistych znajduje się wielu zawodników Kings (i oczywiście broniących ich Lakers). Spacing nie jest więc najlepszy ale jest to celowe zamierzenie trenera Mike’a Maloney’a, aby zdezorientować defensywę rywala. Gay stawia zasłonę McLemore’owi aby go uwolnić na trójkę, co ostatecznie gubi Meeksa, który natyka się na Pau Gasola. Thomas postanawia więc w tym momencie zaatakować kosz i to mimo tego, że miał na przeciwko siebie Bazemore’a. Kent jednak przestraszył się uciekającego na obwód Gay’a i jego rolę w tej akcji musiał przejąć Pau Gasol. Hiszpanowi udało się zatrzymać rozgrywającego Sacramento, który z kolei zdecydował się w tym momencie na podanie do niepilnowanego na obwodzie McLemore’a (tego, którego miał kryć Jodie). Obrońca gości oddał więc rzut zza łuku ale okazał się on być niecelny. W momencie gdy piłka zbliżała się do obręczy, pod koszem stali Jason Thompson, Wesley Johnson, Pau Gasol, Kent Bazemore i Jordan Farmar, czyli sytuacja 1vs4. Co robią jednak zawodnicy D’Antoniego? Nic. Wes zamiast wyprzedzić Thompsona, po raz kolejny stoi i się przygląda lecącej piłce, Pau Gasol z kolei zastawia Jordana Farmara i tylko Kent Bazemore był dobrze ustawiony w całej sytuacji.

Słabi i wolni podkoszowi

Innym problemem Jeziorowców są spóźnieni wysocy oraz brak odpowiedniej intensywności w ich grze. W meczu z New Orleans Pelicans, goście zebrali tylko 9 piłek w ataku, więc to nie one były głównym powodem, dla którego Pelikany rzuciły aż 132 punkty. Zwyczajnie obrona podkoszowa Jeziorowców nie istniała, a goście dzięki regularnym penetracjom zdobywali albo łatwe punkty po dwutakcie, albo znajdywali niepilnowanych graczy na obwodzie. To kolejny popularny problem ekipy z Miasta Aniołów, która pozwala rywalom na co mecz notować prawie 49 oczek w samej strefie pomalowanej. Podobnie jak w przypadku ofensywnych zbiórek, jest to najgorszy wynik w całej lidze.

W poniższej akcji Anthony Davis postanowił zagrać jeden na jednego z Johnsonem. Wesowi na początku udało się wybić piłkę z rąk centra Pelicans ale ten od razu ją odzyskał. Widząc, że na zegarze nie pozostało już wiele czasu, Davis postanowił wziąć się do pracy i rozpocząć drybling z okolicy linii rzutów za trzy punkty. 21 – latek ma niezłe umiejętności jeżeli chodzi i kozłowanie i sprawowanie kontroli nad piłką, a do tego robi ogromne kroki i dzięki temu szybko znalazł się pod koszem. Wes choć nie zachował się tutaj wzorowo, to jednak ciągle był przy nim, a do obronienia własnego kosza zabrakło tylko Pau Gasola. Hiszpan zamiast wyskoczyć do bloku i zmusić drugoroczniaka do zmiany swojego rzutu w powietrzu, wolał się skupić na kryciu Gregu Stiemsmy, co skończyło się layupem dla przeciwnika.

W jednym z innych zagrań, Pelicans grają Horns – piłką wędruje do Aminu, po czym Rivers stawia zasłonę Evansowi, a następnie wychodzi na obwód (przynajmniej tak powinno być w teorii). Austin jednak świetnie zgubił Henry’ego (w stylu Kobe’ego Bryanta) i miał świetną okazję do zdobycia punktów. Bardzo dobrze zareagował na to Marshall, który wyszedł mu na przeciwko ale jako że nie jest on dobrym obrońcą, to nie wiedział jak się ma zachować w tej sytuacji. Plusem jest jednak to, że opóźnił oddanie rzutu przez rozgrywającego Nowego Orleanu o parę sekund. Niestety problemem jest natomiast ponownie Pau Gasol, którego reakcja na zaistniałą sytuację przypomina tempo żółwia. Hiszpan powinien jak najszybciej podbiec do Kendalla, mając nadzieję na to, że Wes przejmie Davisa. Dwukrotny mistrz NBA zrobił jednak najgorzej jak mógł – stanął pośrodku i ostatecznie nie krył nikogo – ani Riversa, ani Evansa, ani Davisa. W takich sytuacjach trzeba zaryzykować i nie dopuścić do zdobycia punktów przez osobę, która ma na to największe szanse. Choć oryginalnie zawiódł Henry, to ciągle była jeszcze nadzieja na obronienie dostępu do własnego kosza, którym powinien zając się 33 – letni zawodnik z Barcelony.

Następny filmik ponownie ukazuje to, jak wolny w obronie jest center Lakers. Xavier Henry za bardzo postanowił przejść na stronę po której jest piłka (tym bardziej, że Meeks i Johnson mieli wszystko pod kontrolą), przez co w momencie gdy Gordon podawał do Tyreke’a, nie był dobrze przygotowany do gry w defensywie. Wykorzystał to Evans, który natychmiast wszedł pod kosz. X był po prostu źle ustawiony i w efekcie bez większych problemów wpuścił zawodnika Pelicans do strefy podkoszowej. Taka sytuacja nie powinna się zdarzyć i jest to tutaj jego wina ale warto zobaczyć jak zachowuje się w niej Hiszpan. Pau zamiast wyjść na przeciwko Evansowi (czyt. wykonać jeden krok do przodu), to stoi praktycznie w miejscu i w śmieszny sposób wystawia ręce do góry, jakby miało to coś zmienić. Gdyby na jego miejscu był Dwight, to Tyreke mógłby zapomnieć o jakimkolwiek layupie.

Jeszcze jeden przykład ze spotkania z Pelicans, związany z obroną wysokich. Lakers ponowni realizują swoje założenie defensywne, zmuszając Evansa do wejścia pod kosz z lewej strony. Kent Bazemore co prawda został tutaj na zasłonie ale nie jest to wielkim problemem. Tyreke’a przejął Wes, a Davis wolno wbiegał pod kosz. Johnson całkiem dobrze się spisał stając na drodze zawodnikowi Monty’ego Williamsa ale sam nie był w stanie przeciwstawić się silniejszemu rywalowi. W momencie gdy Tyreke odbija się ciałem od Johnsona, swojemu koledze z drużyny powinien pomóc Pau. Ten jednak ani nie myśli o ruszeniu swoich czterech liter i zamiast tego woli spokojnie stać przy niegroźnym Alexisie Ajince. Jest to doskonały przykład na to, że bez obrony zespołowej drużyny nie mają czego szukać w NBA.

Transition defense

Istnieje jeszcze jeden bardzo znaczący problem Jeziorowców w obronie i jest nim transition defense. Przeciwnicy zawodników Mike’a D’Antoniego zdobywają z kontrataków prawie 17 oczek na mecz i przez to Lakers są na przedostatnim miejscu w tej kategorii (za Phialdelphią 76ers). Punkty te są w dużej mierze uzależnione od ilości popełnianych strat ale nie tylko. Część z nich wynika także z niecelnych rzutów, po których gracze zmuszeni są do szybkiego powrotu do obrony i to właśnie takie sytuacje weźmiemy pod lupę. Za przykład posłuży mecz z Los Angeles Clippers, którzy ośmieszyli koszykarzy grających w złocie i purpurze i całkowicie zdominowali spotkanie.

W pierwszej akcji Xavier Henry zdecydował się wejść pod kosz mimo aż trzech obrońców Clippers i spróbować trafić layupa. To się oczywiście nie mogło udać (chociaż było blisko) i w momencie gdy wszyscy Jeziorowcy dobiegli do kosza gości (Farmar i Sacre), piłkę zebrał Griffin a do ofensywy natychmiast pobiegł Danny Granger. Jodie Meeks kompletnie zapomniał o swoich matchupie, za bardzo myśląc o ofensywnej grze. To spowodowało, że były zawodnik Pacers zdobył bardzo łatwe punkty. Swoją drogą Jordan i Robert niepotrzebnie szukali zbiórki w tej akcji. Widząc tylu graczy Clippers pod koszem oraz to, jak daleko z akcją posunął się Henry, powinni raczej pomyśleć o zabezpieczeniu tyłów.

Na poniższym filmiku Ryan Kelly nie trafia swojego rzutu, a piłkę zbiera Jordan, który natychmiast posyła ją do przodu i sam biegnie w kierunku kosza rywala. Collison ma więc sytuację jeden na jednego, w której okazuje się być lepszy od Farmara. Problemem jednak nie jest to, że Jordan go nie zatrzymał i że dodatkowo faulował ale raczej postawa Roberta Sacre. W momencie gdy DeAndre zebrał piłkę, center Lakers był przed nim i tym samym powinien szybciej dobiec do własnego kosza niż gracz Clippers, a do tego uniemożliwić mu ofensywną zbiórkę. Jordan jednak bez problemów wyprzedził absolwenta Gonzagi i w przypadku gdyby Daren nie trafił z dwutaktu, to z pewnością wsadziłby piłkę z góry.

Potwierdzeniem wyżej napisanego zdania jest następny przykład, w którym Jodie Meeks nie trafia rzutu, a piłka znów trafia w ręce Jordana. Ten ponownie od razu podaje ją do Collisona i rozpoczyna bieg w stronę kosza Lakers. Sacre znów w momencie zbiórki był przed nim ale ostatecznie znalazł się za nim, przez co DeAndre otrzymał podanie na alley-oopa od swojego kolegi z drużyny i zakończył całą akcję efektownym wsadem. Sacre zupełnie nie przejął się w tej akcji swoim matchupem i truchtając powrócił na swoją połowę. To najlepiej obrazuje nastawienie całej drużyny oraz umiejętności wysokich. W końcu z Pau Gasolem, Chrisem Kamanem czy Jordanem Hillem na parkiecie, skończyłoby się pewnie tak samo.

Zwieńczeniem tego meczu była sytuacja z trzeciej kwarty, w której Xavier Henry nie trafił bardzo prostego layupa spod kosza. Piłkę zebrał Griffin, który razem z pozostałymi kolegami ruszył do ofensywy. Tymczasem Pau Gasol i X wyszli na aut, a Jordan Farmar i Jodie Meeks w ogóle nie myśleli o tym, aby wrócić do defensywy. Clippers natomiast, mimo wysokiego prowadzenia, zaatakowali czwórką graczy co skończyło się wsadem Blake’a. Wesley Johnson – jedyny obrońca gospodarzy w tej sytuacji, był tutaj oczywiście bez szans.

Wszystkie wymienione przykłady są głównymi powodami słabej postawy Lakers w obronie w tym sezonie, a szczególnie w ostatnim czasie. Choć w pierwszych 20-25 meczach wszystko wyglądało znacznie lepiej, tak od nowego roku Jeziorowcy są coraz gorsi w defensywie. Na dzień dzisiejszy podopieczni Mike’a D’Antoniego tracą średnio 110.1 punktów na 100 posiadań i są na 28 miejscu w lidze. Jeżeli utrzymają postawą z kilku ostatnich spotkań, to ostatecznie mogą skończyć nawet na 30 miejscu. Trudno jednak o wszystko winić ich trenera, czy też Kurta Rambisa. Po prostu niektórych zachowań nie da się nauczyć zawodników. Poza tym każdy z nich zdał sobie w końcu sprawę z tego, że dalsze granie na 110% swoich możliwości w obronie nie ma już sensu i lepiej zabłysnąć w ofensywie, gdyż wielu właścicieli w NBA właśnie na tą stronę parkietu bardziej zwraca swoją uwagę. Czeka więc nas zapewne 16 meczów słabej obrony (z paroma wyjątkami), która jednak powinna pomóc ekipie z Los Angeles, w osiągnięciu wyższego wyboru w drafcie. A pod tym względem zapowiada się ciekawa walka z Bostonem Celtics, Utah Jazz i Sacramento Kings.

Skomentuj