Piątka topowych prospectów z draftu 2015

Opublikowane przez , 18 czerwca 2015 w Artykuły, Draft, 0 komentarzy

Do tegorocznego draftu w NBA pozostał już tylko tydzień. Pora przypatrzyć się więc potencjalnym prospectom, którzy niedługo mogą stać się graczami złota i purpury. Na początek proponuję przeanalizować piątkę zawodników, którzy mogą zostać wybrani przez organizację Jeziorowców z drugim numerem. O kim mowa? O Karlu Anthonym-Tonwsie, Jahlilu Okaforze, D’Angelo Russellu, Emmanuelu Mudiay’u i Kristapsu Porzingisu. Dlaczego akurat oni? Wydaje się, że mają największe szanse ze wszystkich prospectów, żeby trafić do ekipy z Miasta Aniołów. Do tej pory czterech z nich było na prywatnych workoutach w El Segundo i niewykluczone, że pojawią się na nich ponownie. Jedynie Anthony-Towns do tej pory nie zaprezentował swoich umiejętności (jego agent nieźle kombinuje) ale akurat on to jeden z dwójki najlepszych zawodników w tym drafcie, o ile nawet nie najlepszy. Więc swojej przyszłości może być pewny. Ale o tym za chwilę.

Rok temu Jeziorowcy dysponowali siódmym pickiem, przez co była masa różnych scenariuszy, które mogły się wydarzyć. Trzeba było brać pod uwagę to, kogo dana organizacja może wybrać, patrząc m.in. na jej potrzeby. Lakers mieli jednak ułatwione zadanie, gdyż wzięli po prostu teoretycznie najlepszego dostępnego zawodnika. Okazał się nim być Julius Randle, więc chyba nikt nie miał co do tego wyboru żadnych wątpliwości. Tym razem jest nieco inaczej. Lakers dysponują drugim pickiem i tak naprawdę wszystko zależy od Minnesoty Timberwolves, która w przeciwieństwie do 16-stokrotnych mistrzów NBA, rozważa chyba tylko Townsa i Okafora. Z drugiej strony wiąże się to wszystko z pewnym problemem – Mitch Kupchak będzie miał dużo większy orzech do zgryzienia, gdyż będzie musiał wybrać jednego z czwórki niżej prezentowanych prospectów. I na dzień dzisiejszy wydaje się, że każdy z nich ma równe szanse na dołączenie do drużyny Kobe’ego Bryanta.

Karl Anthony-Towns

No dobrze ale zacznijmy od początku, od przedstawienia prospectów. Pierwszy na mojej liście jest Karl Anthony-Towns. Wielu czytelników uważa, że to Okafor powinien iść z jedynką ale ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Dlaczego? Ano dlatego, że pomimo 19 lat wydaje się, że jest najbardziej gotowy do gry w NBA, a przynajmniej najbardziej z całej piątki. W sezonie 2014/15 w NCAA według statystyk PER 40 minutes, center z Kentucky Wildcats (tej samej drużyny, z której pochodzi Julius Randle) notował średnio 19.5 punktów (FG 56.6%), 12.7 zbiórek i 4.3 bloki. Według różnych scoutów jest on najbardziej wszechstronnym podkoszowym ze wszystkich innych biorących udział w drafcie, który (UWAGA) niczego nie robi źle na parkiecie, a na dodatek w wielu aspektach gry prezentuje najwyższy poziom. Najbardziej wyróżnia go obrona i to właśnie dzięki niej zasłynął w college’u, a już na pewno jest to ten element, w którym jest on dużo lepszy od Okafora (przynajmniej na dzień dzisiejszy). Towns to idealny przykład świetnego połączenia wzrostu i atletyczności (coś jak Anthony Davis), co sam zawodnik świetnie wykorzystuje po bronionej stronie parkietu. Jest szybki, zwinny, dynamiczny i ma siłę w nogach, żeby skakać i próbować zablokować każdy rzut. Zresztą jeżeli chodzi o blokowanie, to ma on co do niego fantastyczne wyczucie. Tak samo jak i do zbierania piłek. Gdyby tego było mało, to potrafi kryć wiele pozycji (dzięki swojej mobilności), począwszy oczywiście od centrów do niskich skrzydłowych. Ma doskonałe warunki fizyczne i umiejętności aby być fantastycznym obrońcą przy pick & rollach, czyli najczęściej stosowanej zagrywce w dzisiejszej NBA, czy też znakomitym defensorem z pomocy. Wszystko to zmierza do tego, że Towns ma po prostu papiery na to, aby stać się rim protectorem z krwi i kości. Lakers na pewno by się ktoś taki bardzo przydał.

Jeżeli chodzi o jego ofensywę, to ta bardzo rozwinęła się u niego w ostatnim sezonie. Podobnie jak i w defensywie, w ataku Karl również jest bardzo wszechstronny. Potrafi zająć dogodną pozycję w strefie pomalowanej, bardzo blisko kosza i bez problemu zdobyć dwa punkty – czy to prawą, czy też lewą ręką. Nie boi się ani kontaktu fizycznego, ani fauli, gdyż jest świetnym wykonawcą rzutów osobistych (81.3%!). Do tego potrafi również grać na półdystansie (a ostatnio nawet na dystansie!), a co najważniejsze – czuje się z tym komfortowo i patrząc na niego wydaje się, że jest to dla niego chleb powszedni (tak jak kiedyś dla Sama Perkinsa). Ponadto jak na wysokiego bardzo dobrze sprawuje kontrolę nad piłką, przez co potrafi efektywnie wejść pod kosz, czy też wykreować sytuację dla swojego partnera z zespołu.

Karl Anthony-Towns to chyba najlepszy prospect dla Lakers

No dobra – powiecie, że Karl wydaje się być wyjątkowym zawodnikiem ale na pewno musi mieć jakieś wady, prawda? No właśnie nie do końca i tu jest problem. Oczywiście da się wymienić kilka z nich jak np. to, że potrzebuje nabrać więcej masy (jak każdy zawodnik z NCAA), czy też dopracować i uporządkować swoją grę w ofensywie, a szczególnie pracę nóg, która mimo wszystko nadal jest work in progress. Do tego w ponad 21 minut spędzanych na parkiecie dosyć często faulował (prawie 3 faule na mecz), co oznacza, że ciągle popełnia jeszcze błędy w obronie i nie do końca wie, kiedy może pozwolić sobie na agresywniejszą grę, a kiedy powinien przystopować. Ale oprócz tego, nie ma właściwie żadnych wad, albo inaczej – żaden scout nie zaobserwował takowych, które oznaczałyby poważne niedociągnięcia w jego grze (tak jak np. brak rzutu w przypadku Marcusa Smarta). Wydaje się więc, że jego największą wadą jest właśnie to, że w przyszłości może już za bardzo się nie rozwinąć. A przynajmniej tego obawiają się niektórzy analitycy. Z tego też powodu niektórzy stawiają na innego centra – Jahlila Okafora, o którym mówi się, że ma dużo większy potencjał od Townsa.

Jahlil Okafor

W tym miejscu przechodzimy do naszego drugiego kandydata, czyli właśnie Okafora. Jahlil również ma dopiero 19 lat, a w college’u spędził jeden sezon w barwach Duke. Według statystyk PER 40 minutes notował średnio 23 oczka (FG 66.4%), 11.3 zbiórki i 1.9 bloków. Według scoutów Jahlil to typowy center, specjalizujący się w grze tyłem do kosza, któr sufit ma ustawiony najwyżej ze wszystkich prospectów w tegorocznym drafcie. Jest to zawodnik, który nie dość, że już teraz jest dobry, to na dodatek może być jeszcze lepszy. Jego bardzo silną stroną na pewno jest ofensywa. Jahlil dysponuje wielkimi dłońmi, które mają jednak bardzo dobre wyczucie co do piłki (rzadko jest to spotykane), a do tego na pochwałę zasługuje jego praca nóg, dzięki której potrafi zamieszać w obronie rywali i według różnych analityków, to właśnie w głównej mierze dzięki niej powinien od razu być w stanie regularnie zdobywać punkty spod kosza w NBA. Ale nie tylko kolejne trafienia do kosza potrafi zaliczać center z Duke. Jest on również solidnym podającym, który nie ma problemu z odnalezieniem się przy podwojeniach i który dysponuje dobrym przeglądem parkietu oraz koszykarskim IQ. Do tego również nieźle czuje się na półdystansie oraz podczas wjazdów pod kosz z 5 metra. Jego gra w ataku jest więc niemal kompletna i trudno w jakikolwiek sposób się do niej przyczepić.

Defensywa natomiast jest jego piętą Achillesową, chociaż według niektórych (np. Mitcha Kupchaka), po prostu nie miał okazji aby się wykazać po tej stronie parkietu (mówi się, że Duke kazało mu grać konserwatynie ze względu na jego przydatność w ofensywie i okrojony skład). Być może więc Jahlil jest dużo lepszy w defensywie niż nam się wydaje ale w tym momencie nie powinniśmy gdybać. Fakty są bowiem takie, że w NCAA nie błyszczał pod tym względem. Nie jest ani najzwinniejszym, ani najszybszym graczem, przez co może mieć problemy z kryciem mobilnych podkoszowych graczy rywali, czy też obrońców przy bronieniu pick & rolli. Na dodatek jest kiepskim wykonawcą rzutów osobistych (51%) i osobiście wątpię, że uda mu się poprawić ten element gry (patrząc na to jak często próby wysokich pod tym względem kończyły się fiaskiem). A to oznacza, że w końcówkach mógłby być łakomym kąskiem dla przeciwnika (o ile Adam Silver i NBA nie zakażą stosowania taktyki hack-a-Shaq).

D’Angelo Russell

Zajmijmy się teraz obrońcą z Ohio State, czyli D’Angelo Russellem, który znalazł upodobanie obecnego trenera Lakers – Byrona Scotta. Russell to mierzący 196 centymetrów combo-guard. Choć w NCAA grał jako rozgrywający, tak ma również zadatki na bycie rzucającym obrońcą, a więc pod tym względem jest podobny do Jordana Clarksona. Russell stale się rozwija, przez cały ostatni sezon czynił postępy, a jego największym atutem jest ofensywa. Według niektórych, Russell ma magiczne umiejętności do podawania piłki swoim kolegom, świetny przegląd pola i doskonałe wyczucie rytmu, a jego podania są niezwykle kreatywne i dokładne. Bardzo dobrze potrafi sprawować kontrolę nad piłką, co pomaga mu w tworzeniu sobie okazji do zdobywania punktów lub tworzeniu ich innym partnerom z zespołu. Ale nawet bez piłki Russell potrafi być bardzo niebezpieczny, szczególnie przy wychodzeniu po zasłonach i trafianiu z dystansu, o czym świadczy m.in. jego skuteczność (41.1%). W sezonie 2014/15 notował średnio 22.7 punktów, 6.7 zbiórek, 5.9 asyst i 1.9 przechwytów według statystyk PER 40 Minutes.

Byronowi Scottowi podoba się gra D'Angelo Russella. Czy Lakers więc powinni go wybrać z dwójką?

D’Angelo ma jednak nad czym popracować. Przede wszystkim powinien nabrać więcej masy, żeby być silniejszym przy wjazdach pod kosz i lepiej je kończyć niż do tej pory. Ponadto choć nieźle radzi sobie z wymuszaniem fauli, czy też sprawowaniem kontroli nad swoim ciałem w powietrzu, tak jednak nie jest najbardziej atletycznym zawodnikiem w drafcie, przez co w NBA może mieć problem ze zdobywaniem punktów w strefie pomalowanej, kiedy przyjdzie mu się mierzyć z większymi graczami od niego. Ponadto powinien również bardziej zaznać się z lepszymi defensywami rywali ale to akurat jest coś, co z pewnością lepiej pozna po wielu minutach spędzonych na parkiecie w amerykańsko-kanadyjskiej lidze.

Emmanuel Mudiay

Rywalem Russella w drafcie na pozycji obrońcy jest Emmanuel Mudiay, który urodził się w Kongo, a ostatni rok spędził grając w CBA (Chinesse Basketball Association) dla Guangdong Southern Tigers. No i właśnie ten fakt powoduje, że trudno jest go porównywać z innymi zawodnikami. Choć Mudiay grał w Chinach profesjonalnie, za co zarobił 1.2 miliony dolarów, tak jednak trudno przełożyć to co zaprezentował, na grę w NCAA (nie mówiąc już o NBA). Z tego też powodu wydaje mi się, że Lakers powinni niezwykle ostrożnie podchodzić do jego osoby i nie dać się zwieść kilkoma efektywnymi zagraniami tego 19-latka. Emmanuel podobnie jak i D’Angelo to rozgrywający (195 centymetrów wzrostu), który jednak ma warunki na to, żeby grać jako rzucający obrońca. To co wyróżnia go na tle innych, to właśnie jego wzrost, atletyczność, dynamika i siła. Do tego potrafi świetnie połączyć indywidualną grę i zdobywanie punktów z mentalnością typowego rozgrywającego. Za każdym razem próbuje przebić się pod kosz rywala i tam podejmuje decyzję odnośnie tego, co dalej zrobić z piłką. Jest bardzo pewny siebie oraz swoich umiejętnośći i znakomicie czuje się w transition offense, gdzie ma wielkie pole do popisu. Uwielbia też grać pick & rolle ze swoimi wyższymi kolegami z drużyny i ma bardzo dobre warunki do gry na wysokim poziomie w defensywie (jest zwinny, wysoki i silny, a do tego ma dobre wyczucie i świetnie zastawia tablice).

To jednak co jest jego atutem, jest również jego wadą. Mudiay za często na siłę próbuje wchodzić pod kosz i wykonać jakieś spektakularne podanie, zamiast skupić się na graniu „prostej koszykówki”, co oczywiście kończy się stratami. Podejmowane przez niego decyzje również mogą budzić pewne zastrzeżenia. Do tego ma spore problemy z trafianiem rzutów, zarówno z półdystansu, dystansu (3FG 34%) jak i na linii rzutów osobistych (57.1%), co w dzisiejszej lidze na pewno będzie stanowiło dla niego problem i przy grze pick & rolli może nie być tak efektywny jak w CBA (wystarczy, że rywale zacieśnią strefę podkoszową). Gdyby tego wszystkiego było mało, to na dodatek Mudiay nie potrafi utrzymać skupienia w defensywie. Choć wspomniałem o jego warunkach do gry w obronie, tak jednak scouci często widzieli, jak ich nie wykorzystuje. Być może dlatego, że grał „tylko w CBA”, a być może po prostu nie interesuje go za bardzo ta strona parkietu. Tak czy inaczej Mudiay na pewno ma w sobie potencjał ale trudno przewidzieć jak jego kariera potoczy się w NBA i czy uda mu się poprawić wszelkie niedociągnięcia i tym samym stać się prawdziwą gwiazdą swojej drużyny.

Kristaps Porzingis

I na zakończenie wstępnego scoutingu pierwszej piątki Kristaps Porzingis, czyli mierzący 216 centymetrów podkoszowy z Łotwy, który ostatnio sporo namieszał w Stanach Zjednoczonych i powoli pnie się do góry w rankingu prospectów. A wszystko zaczęło się od publicznego workoutu w Las Vegas, który mogliście zobaczyć na naszym fan page’u na Facebooku (link). To właśnie wtedy Kristaps zachwycił wszystkich przede wszystkim swoją mobilnością i niezłą atletycznością jak na europejskiego wysokiego gracza oraz dobrym wyczuciem i sprawowaniem kontroli nad piłką, co ułatwia mu przedostawanie się pod kosz i zdobywanie punktów. Scouci co prawda już od dawna go obserwują ale wydaje się, że wcześniej go chyba nie docenili. Oprócz wspomnianych atutów, Porzingis potrafi również robić to, czego obecnie wymaga się od graczy podkoszowych w NBA – rzucać z dystansu i znajdywać swoich partnerów z drużyny grając na low post. Ma wysokie koszykarskie IQ, dzięki któremu doskonale wie, jak zachować się w dane sytuacji. W defensywie z kolei jego wzrost, zwinność i wspomniana atletyczność powodują, że ma potencjał na stanie się niezłym obrońcą. Na dodatek Kristaps uwielbia biegać do kontrataków w transition, przez co może być naprawdę fun to watch.

Kristaps Porzingis w Lakers? Takiego scenariusza też nie można wykluczyć

Słabe strony Łotysza? No cóż – przede wszystkim defensywa. Potencjał na stanie się rim protectorem Kristaps ma ale na razie na tym się kończy. Nie pracuje najlepiej na nogach, nie korzysta ze swoich atutów i dlatego też, nie stanowi większej przeszkody dla rywali. Jego footwork powoduje również, że nie jest najlepszy w grze tyłem do kosza w ofensywie. Jego wachlarz zagrań jest dużo bardziej ubogi niż Okafora, a do tego brakuje mu trochę dynamiczności. Mimo wzrostu, nie jest także najlepszym zbierającym, w czym może przypominać niektórym Włocha Andree Bargnaniego. Zdecydowanie brakuje mu siły do gry na najwyższym poziomie i niemal pewne jest, że przynajmniej na początku swojej kariery w NBA, będzie prawdziwym wyzwaniem dla jego nowego trenera.

Podsumowanie

Podsumowując więc osobiście wydaje mi się, że Lakers w drafcie powinni wybrać wysokiego. Zgadzam się bowiem z Mitchem Kupchakiem, że dobrego podkoszowego nie da się wybrać pod koniec pierwszej czy też w drugiej rundzie. Utalentowanych obrońców natomiast obecnie nie brakuje i jak pokazał przykład Jordana Clarksona, można ich znaleźć nawet w okolicach 40-50 picku. Jeżeli jednak Jeziorowcy zdecydują się wziąć guarda, to wybór powinien paść na D’Angelo Russella, który jest dużo bardziej pewniejszą opcją niż Emmanuel Mudiay. Liczę jednak, że do Los Angeles trafi ktoś z dwójki Karl Anthony-Towns/Jahlil Okafor z naciskiem na tego pierwszego. Kristapsa Porzingsa natomiast już teraz odrzucam. Dlaczego? Bowiem jest to zawodnik typu high risk-high reward, a ktoś taki nie jest teraz potrzebny 16-stokrotnym mistrzom NBA. Być może w przyszłości będzie z niego fantastyczny center, jeden z najlepszych w historii ale Lakers nie mogą pozwolić sobie na takie ryzyko. Szczególnie, że do wzięcia będzie jeden z dwójki wyżej wymienionych zawodników. Ciągle nie wiadomo, czy Timberwolves na pewno wezmą Okafora, czy też może jednak Townsa i np. będą próbowali nim handlować. Nie zmienia to jednak faktu, że w moim przekonaniu lepszy byłby Towns. Ma on fantastyczne warunki, zadatki na bycie elitarnym obrońcą, a z kolei w ataku wydaje się, że będzie stanowił zagrożenie z każdego miejsca na parkiecie. Jest najbardziej wszechstronnym oraz kompletnym graczem ze wszystkich w drafcie i idealnym do dzisiejszej NBA. Mimo, że według niektórych nie roziwnie się już za bardzo, tak osobiście wydaje mi się, że będzie w stanie wskoczyć na kolejny poziom i nie raz jeszcze pozytywnie nas zaskoczy. Na sam koniec przypomnę wszystkim jeszcze to, co już kiedyś napisał mój redakcyjny kolega – Jan Zwierzyński (link) – zestawienie go z Juliusem Randle’em byłoby strzałem w dziesiątke, gdyż oboje świetnie by się uzupełniali na parkiecie i to zarówno w ataku, jak i w obronie. Jeżeli więc Towns będzie dostępny, to wybór powinien być prosty.

Skomentuj