Ostatnia szansa Jodie’ego Meeksa

Opublikowane przez , 21 sierpnia 2013 w Artykuły, Zawodnicy, 1 komentarz

Po dwóch solidnych sezonach spędzonych w Philadelphii 76ers, Jodie Meeks miał być dużym wsparciem dla Kobe’ego Bryanta i całej drużyny Jeziorowców. Niestety ten rzucający obrońca z Nashville zawiódł oczekiwania wszystkich, grając bardzo niestabilnie przez cały okres rozgrywek oraz momentami podejmując dziwne decyzje. Jodie dobre występy często przeplatał złymi, przez co Mike D’Antoni nigdy nie wiedział czego może spodziewać się po swoim podopiecznym. Wydaje się jednak, że gorzej już być nie może i Meeks w końcu powróci do swojej formy, którą prezentował grając w rodzinnym mieście Kobe’ego Bryanta. W końcu ważą się jego losy nie tylko w zespole 16 – krotnych mistrzów ale i całej lidze NBA.

Jodie Meeks w ostatnim sezonie miał dużo szczęścia, gdyż był jednym z nielicznych, którego ominęła poważniejsza kontuzja. Do tego problemy z urazami jego partnerów z drużyny pozwoliły mu spędzać na parkiecie więcej czasu niż się spodziewano. Jodie grał średnio 21.3 minuty ale niestety w tym czasie zdobywał tylko 7.9 punktów, rzucając na bardzo słabej skuteczności 39% (36% zza łuku). Tylko z prawego rogu stanowił zagrożenie dla obrońców, trafiając ponad 40% swoich rzutów. Jednak nawet to nie wyróżniało go spośród średniej ligowej. Patrząc na poprzednie lata gry, można dostrzec zdecydowany spadek formy Meeksa. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Jodie nie potrafił odnaleźć właściwego rytmu nawet mimo obecności Mike’a D’Antoniego, który wydawał się być dla niego idealnym coachem. Były zawodnik Bucks i 76ers będzie musiał teraz bardzo solidnie przepracować lato, jeśli liczy na znalezienie się w rotacji trenera Lakers. O to będzie jednak dużo trudniej niż w zeszłym sezonie.

Skuteczność Jodie'ego Meeksa w ostatnich trzech sezonach

Meeks przychodząc do Lakers zgodził się grać za niższe pieniądze, by móc mieć szansę walczyć o mistrzowski tytuł. Przed sezonem wydawał się być idealnym wzmocnieniem – kimś kto wreszcie rozciągnie defensywę rywali i poprawi skuteczność Lakers za trzy. Tak się jednak nie stało. Co prawda jego wsad w dogrywce w meczu z Houston Rockets 17 kwietnia przypięczetował siódme miejsce Jeziorowców na Zachodzie ale patrząc pod kątem całego roku, absolwent Kentucky nie był tym samym strzelcem z dystansu co kiedyś. Najlepszymi miesiącami dla 26 – latka były listopad oraz luty. To własnie wtedy Meeks rzucał na ponad 40% skuteczności zza łuku. Końcówka sezonu okazała się jednak być prawdziwym koszmarem dla byłego gracza 76ers. W kwietniu Jodie trafiał poniżej 30% z gry, grając prawie 30 minut w każdym meczu. Gdyby tego było mało, na koniec skręcił kostkę, co uniemożliwiło mu grę w ostatnich trzech meczach playoffs.

To dopadło mnie w złym czasie. Byłem bardzo sfrustrowany, po tym jak myślałem, że mogę oddawać tyle rzutów ilę chcę, a okazało się, że nie mogłem nawet zagrać. Czułem, że była to dla mnie dobra okazja do pokazania się z lepszej strony, ponieważ inni (partnerzy) byli kontuzjowani.

Jodie od kolejnego sezonu oczekuje tylko jednego – drugiej szansy. Z pewnością obrońcę Jeziorowców stać na więcej. Wiele osób liczyło, że przy Dwighcie Howardzie i Kobem Bryancie, Meeks będzie miał wiele czystych pozycji do oddania rzutu i każdej nocy dostarczy około 10 punktów w krótkim czasie gry. Choć Meeks faktycznie nie mógł narzekać na brak okazji do rzutu, to piłka rzadko znajdywała drogę do kosza.

W ostatnim sezonie Meeks zdobył więcej niż 10 oczek w 26 z 78 rozegranych spotkaniach. W 22 meczach z kolei, Jodie trafił jeden lub mniej rzutów z gry. Z tego względu nazywanie go „shooterem” może być błędem. Nie można odmówić mu zaangażowania, gdyż zawodnik pochodzący z Nashville zawsze starał się wypaść jak najlepiej i pomóc swojej drużynie w różny sposób ale to nie zawsze wystarczało. Rekordzista Kentucky w ilości zdobytych punktów został sprowadzony do Lakers w jednym celu i to właśnie na nim powinien poświęcić najwięcej swojego czasu.

Jodie Meeks podczas rzutu za 3 punkty

W poprzednim sezonie było wiele sytuacji, w których Jodie próbował rozpocząć kontratak, nadać tempo akcji czy „na siłę” wejść pod kosz. Często kończyło to się stratą dla Jeziorowców, którzy później tracili punkty po drugiej stronie parkietu. Meeks nie jest rozgrywającym ani też nie potrafi używać swojego ciała w powietrzu. Ponadto sędziowie dostrzegli, że za każdym razem Meeks próbował wymuszać faule pod koszem, w efekcie czego rzadko używali gwizdka, a Jodie oddawał tylko nieco ponad jeden rzut osobisty na mecz. Jeżeli były gracz 76ers chce pomóc drużynie, to jego rola powinna ograniczyć się do rozciągania obrony rywali, szczególnie grając jako zawodnik z piłką przy pick & rollu. W ten sposób Meeks trafiał na skuteczności 52% przez cały ostatni rok. Równie dobrze wypadł przy wychodzeniu zza zasłony, trafiając 46% swoich rzutów. Niestety to co miało być jego silną stroną (i to co lubi Mike D’Antoni), czyli rzucanie w transition offense, okazało się prawdziwym koszmarem. Jodie trafił tylko 14 na 57 oddanych rzutów, co daje mu zaledwie 24.6%.

O dziwo jednak, w ostatnim sezonie Meeks całkiem dobrze radził sobie jako slasher. Dzięki ścięciom pod kosz zakończył skutecznie w sumie 72% swoich akcji, zdobywając średnio 1.47 punktów na jedno zagranie. Jest to bardzo dobry wynik i stawia Jeziorowca w czołówce ligii. Oby tylko Mike D’Antoni dostrzegł to w swoich analizach i dał większą rolę swojemu podopiecznemu przy graniu np. w systemie Horns. Zachęcanie Meeksa do ścięć pod kosz (tak jak to lubił Antawn Jamison) powinno wywrzeć presję na obrońcach, którzy spodziewają się po graczu złota i purpury głównie rzutów z dystansu.

W obronie Meeksowi nie można odmówić zaangażowania i poświęcenia ale z pewnością dobrze byłoby dla drużyny, gdyby zawodnik Lakers był bardziej stanowczy i silniejszy. Jodie jest bardzo aktywny na nogach i dosyć zwinny ale średnio radzi sobie w grze jeden na jednego, a do tego czasami gubi się w obronie. Zdecydowanie musi być bardziej świadomy ustawienia poszczególnych partnerów oraz lepiej czytać grę przeciwnika. Mimo to trzeba pochwalić go za jego obronę pick & roli, gdzie według SynergySports zatrzymuje przeciwnika na 34% skuteczności. Nieźle spisuje się również biegając po zasłonach za przeciwnikiem, którzy trafiają przeciwko niemu tylko 33.3% swoich rzutów.

W wywiadze kończącym sezon usiadłem z trenerem D’Antonim oraz Mitchem, którzy powiedzieli mi że muszę z pełnym zaangażowaniem przyjść na obóz przygotowawczy i zacząć robić postępy, ponieważ nie są pewni kiedy Kobe wróci do gry.

Czy jednak Meeks na pewno ma szansę na grę pod nieobecność Black Mamby? Zespół w offseasonie wzmocnił się Nickiem Youngiem oraz Wesley Johnsonem, którzy mogą grać na pozycji rzucającego obrońcy. W składzie jest również Jordan Farmar oraz Steve Blake, który pod koniec ostatniego sezonu często występował na „dwójce” u boku Steve’a Nasha. Niewykluczone zatem, że dla Meeksa może zabraknąć miejsca i zawodnik nie dostanie kolejnej szansy na udowodnienie swoich umiejętności. Może go spotkać taka sama sytuacja jak Sashę Vujacića, który zawodził w 2009 roku i z powodzeniem został zastąpiony przez Shannona Browna.

Jeśli Jodie Meeks chce być częścią drużyny, to musi zacząć na nowo budować zaufanie trenerów, zaczynając od tegorocznego obozu przygotowawczego oraz meczów przedsezonowych. Jeżeli uda mu się ustabilizować swoją grę i wrócić do poziomu, który prezentował w 76ers, to Mike D’Antoni i jego ofensywne schematy z pewnością ułatwią życie 26 – latkowi. W przeciwnym razie, przyszły rok może być dla Jodie’ego ostatnim, spędzonym w ekipie złota i purpury.

Tagi:

1 komentarz

  1. Meeks musi przede wszystkim być pewnym strzelcem za 3 który rozciągnie defensywę rywala. To jego jedyne zadania. Pamiętam jak wszedł i roz***** system w meczu z Nuggets do spółki z Jamisonem.

    A za taką kasę i tak nikogo lepszego nie pozyskamy.

Skomentuj