Ostatnia konferencja prasowa Bryanta

Opublikowane przez , 18 kwietnia 2016 w Wywiady, Konferencje, 1 komentarz

Po 20 latach spędzonych w National Basketball Association i nieprawdopodobnym, 60-punktowym zakończeniu kariery w ubiegłą środę, Kobe Bryant wziął udział w swojej ostatniej w karierze konferencji prasowej. Lider Jeziorowców był dostępny dla dziennikarzy przez ponad 32 minuty. W tym czasie 37-letni zawodnik poruszył tematy związane z przeszłością, swoimi obecnymi odczuciami, jak i planami na przyszłość. Choć oczywiście Black Mamba wolałby odejść z szóstym mistrzowskim pierścieniem na koncie, tak jednak przejście na emeryturę po takim występie, było dla niego czymś niezwykłym i jak sam przyznał – w obecnych okolicznościach nie mógł marzyć o lepszym pożegnaniu się z wszystkimi fanami koszykówki. A tych, jego ostatni występ, oglądało w telewizji przynajmniej 5.4 miliona widzów (ESPN2 oraz Time Warner Cable SportsNet).

Czy był zdenerwowany i zdeterminowany, by zagrać wielki mecz w ofensywie:

Nie oglądałem wiadomości, nie chciałem słuchać ani czytać żadnych komentarzy, ponieważ to wywołałoby we mnie ogromne emocje. Zaczynając mecz, nie chciałem źle wypaść. Musiałem się po prostu skupić na samej grze. Początek był tragiczny, musiałem się trochę uspokoić, bo faktycznie, byłem poddenerwowany. Ale wraz z biegiem czasu, złapałem swój rytm.

Czy było to dla niego idealne zakończenie:

Idealnym zakończeniem byłoby mistrzostwo, to jest dla mnie najważniejsze. Dzisiaj chodziło o to, żeby wyjść i grać twardo, dać z siebie, ile tylko mogę. Dobrze było móc to zrobić ten jeden, ostatni raz.

Czy taki scenariusz na zakończenie kariery mu odpowiada:

Po rozważeniu, dlaczego mistrzostwo nie było możliwe, to takie zakończenie jest dla mnie do zaakceptowania.

O rzuceniu 60 punktów w ostatnim meczu:

Szczerze, nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło, naprawdę. To jakieś szaleństwo, ostatni mecz u siebie, w Los Angeles. Ciężko mi uwierzyć, że to miało miejsce i że w taki sposób zagrałem tu po raz ostatni. Ciągle jestem w szoku. Ta ilość wsparcia, doping przez całą noc, od moich byłych kolegów z drużyny, kibiców, rodziny… To było nieprawdopodobne. Teraz mogę sobie pozwolić na to, żeby zebrać prasę z ostatnich dni i poczytać jakieś komentarze, obejrzeć wiadomości, jakieś filmiki, przyjąć to w końcu do wiadomości.

Myślę, że kibice, ich reakcje, okrzyki, wsparcie, zachęcanie. Szczerze, byłem padnięty, ledwo stałem, ale po prostu musiałem dać z siebie jeszcze trochę. Wsparcie kibiców było niesamowite. Myślę, że to jest to, co najbardziej zapamiętam.

O tym, że powiedział, że od jutra wraca do pracy:

Muszę. To bardzo ważna sprawa. Zrobiłem rozeznanie wśród zawodników, którzy już zakończyli kariery i to jest coś w stylu: “Jutro, jutro, zrobię to jutro!”. A potem nagle jest wielkie zdziwienie. Moim zdaniem, najważniejsze jest wypracowanie sobie rutyny, podtrzymanie samodyscypliny, znalezienie nowej rutyny. Ja żyłem w ten sposób przez całą moją karierę. Tak więc najgorszym, co mogę teraz zrobić, to żyć w inny sposób – wstawać bez jakiegoś konkretnego celu w życiu. Muszę więc znaleźć rutynę, z którą będę dobrze się czuł.

Czy podszedł do tego meczu, jak do każdego innego:

To tak nie działało, w pozytywnym sensie. Było tak wiele osób, z którymi chciałem pogadać, rzeczy do podpisania, zdjęć do zrobienia. Po prostu się temu poddałem. Powiedziałem sobie, że to jest w porządku, tak już jest, trzeba to zrobić i najlepiej się tym cieszyć. I cieszyłem się.

Czy podczas całego wieczoru, wzruszył się:

Było wiele takich momentów. Kiedy wybiegaliśmy z tunelu złapałem się myśląc o tym, że ostatni raz mam na sobie tę koszulkę. Bam, bam, bam. Potem, że ostatni raz wybiegam z tunelu. Bam, bam, bam. Kiedy dzieją się takie rzeczy, to wzruszasz się. Ale potem myślisz: „Okej, nie mogę się temu poddać, nic to nie zmieni.”. Jeśli poddasz się emocjom, to w głowie będziesz miał taki mętlik, że nie skupisz się na grze. Czas na nostalgię jest po meczu, jutro, pojutrze…

O tym, co znaczyło dla niego usłyszenie od Magica Johnsona, że jest najwybitniejszym “Jeziorowcem” w historii i o tym, czy oglądał pożegnalne filmiki:

Nie mogę w to uwierzyć, ponieważ Magic to mój idol. Nie wiem, czy rozumiecie, ale ja byłem wielkim, wielkim fanem Lakers, na śmierć i życie. Zdjęcia i plakaty Magica były na wszystkich ścianach w moim pokoju. Nosiłem takie same rzeczy, jak Magic, ćwiczyłem jego rzut hakiem. On zawsze był i będzie dla mnie numerem 1. Zawsze. Zawsze. Co do pożegnalnych filmików, to od czasu do czasu zerkałem do góry na ekrany i oglądałem je. Naprawdę mi się podobały. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał czas, żeby je wszystkie obejrzeć i nacieszyć się nimi.

Kobe Bryant i Magic Johnson przed rozpoczęciem spotkania Lakers z Jazz

O tym, co myślał, gdy po raz ostatni schodził z parkietu:

Nie potknij się… (śmiech). Nie, to było nierealne, ciężkie do opisania. To tak, jakbym był we mgle, wszystko ruszało się strasznie wolno, ale jednocześnie strasznie szybko. Chcesz to wszystko ogarnąć, ale nie jesteś pewien, w którą stronę patrzeć. To było bardzo trudne, ale czułem się jak we śnie.

O jego córkach, oglądających jego 60-punktowy występ:

Najfajniejsze jest to, że moje dzieci w końcu zobaczyły mnie grającego tak, jak kiedyś. Powiedziały: „Wow, tato!”, ja na to: „Tak, robiłem takie rzeczy całkiem często”. A one patrzyły z niedowierzaniem. Powiedziałem im: „Ludzie, wrzućcie to sobie w YouTube’a!”. Wiesz o co mi chodzi? To było coś świetnego, że mogły być tego świadkami.

Jego odczucia, dotyczące 60 punktów:

Nie mogę w to uwierzyć. To jest dla mnie jakieś szaleństwo, kosmos. No co? Nie mogłem sobie tego nawet wymarzyć. Jestem głęboko zaszczycony postawą kibiców. Zaprezentowanie się w taki sposób przed nimi, to podziękowanie za całe ich wsparcie, jakie mi dali. Za wspólne dorastanie, bo byli ze mną od pierwszego dnia tutaj. Móc dać im taki występ, jest dla mnie wszystkim.

O tym, co mówił podczas meczu do kolegów z drużyny, a co oni mówili jemu:

Chłopaki wciąż mnie zachęcali i mówili: „Rzucaj, rzucaj, rzucaj!”. To zupełna odwrotność tego, co było zwykle, to przedziwny rok. Przeszedłem od bycia wrogiem każdego, do bycia bohaterem, od słuchania, żebym podał piłkę, do okrzyków zachęcających mnie do rzucania. To jest przedziwne, ale podoba mi się. Byli dla mnie ogromnym wsparciem, dostarczali mi piłkę, stawiali zasłony i tak dalej. Czułem swojego rodzaju odpowiedzialność, żeby dawać z siebie wszystko. Były momenty, w których ruszałem na kosz, a moje nogi jakby chciały powiedzieć: „Co z tobą, oszalałeś?!”. Wyrzucałem po prostu piłkę, a ona wpadała, dzięki Bogu.

O tym, czym była dla niego nienawiść przeciwników kibiców przeciwnych drużyn:

Była kluczowa. Tym się żywiłem i gdyby tego zabrakło, to byłoby dla mnie jak kryptonit dla Supermana. Te negatywne emocje były tym, co mnie napędzało, czułem się z nimi komfortowo. Przyjmowałem to i tyle. Nawet kiedy słyszałem paskudne teksty, to dalej pchało mnie to do przodu. To było niezwykle, niezwykle ważne. Jeśli chciałeś mnie pokonać, to musiałeś stworzyć przyjemną atmosferę, wtedy było po mnie. (śmiech)

O tym, jak to było przeżyć ten moment zakończenia:

To było nierealne, naprawdę. Starałem się o tym nie myśleć. Próbowałem dalej funkcjonować normalnie, rutynowo i myśleć tylko o koszykówce, z kim się zmierzymy, jak gra ich obrona, nie myśleć o znaczeniu tego momentu, ale właśnie o tamtych szczegółach.

O możliwości pokazania bardziej radosnej twarzy w tym dniu, w przeciwieństwie do tego, jak pokazywała go opinia publiczna w trakcie kariery:

Mam obie twarze, tak jak każdy w tej sali. To bardzo proste, jeśli się nad tym zastanowić, wszyscy mamy w sobie coś z bohatera, ale i ze złoczyńcy, wszystko jest kwestią perspektywy. Kiedyś jechałem z moimi dziećmi ze szkoły i rozmawialiśmy o złoczyńcach z filmów. Chyba konkretnie o Voldemorcie. Dziewczynki zapytały mnie, co czyni złoczyńcę złym, a ja pomyślałem, że to jeden z tych momentów w byciu ojcem, kiedy muszę udzielić idealnej odpowiedzi. Pomyślałem o tym, że ja i dzieci jesteśmy uczuleni na jad os i odparłem: „Kiedy osa lata dookoła ciebie, to co robisz?”, a one na to: „Bierzemy gazetę, zwijamy i staramy się ją walnąć!”. Więc pytam: „To w takim razie osa jest dobra czy zła?”, a one na to, że zła. Pytam dalej: „A co, jeśli osa lata tu nie chcąc cię użądlić, tylko ot tak przelatuje?”, na co one odpowiedziały: „Wtedy to my jesteśmy złe.”. I właśnie o to chodzi, o perspektywę! (śmiech) Tak więc myślę, że to bardzo prosty sposób na odpowiedź na to pytanie – jesteśmy obiema tymi rzeczami, a jak inni nas postrzegają, zależy od ich perspektywy.

O rzuceniu 60 punktów tej samej nocy, w której Warriors pobili rekord, wygrywając 73 mecz w sezonie:

To był niesamowity dzień dla fanów sportu, w szczególności koszykówki, a w rekord aż ciężko uwierzyć. Pomyślcie sobie tylko – 73 wygrane! To niedorzeczne. Ale było jeszcze to, co zdarzyło się tu, w Staples Center. To był wielki dzień w historii koszykówki, tak przynajmniej myślę.

Bryant podczas ostatniego w karierze zejścia do szatni

O tym, co powiedziałby swoim fanom na drugim końcu świata:

Ni hao (dzień dobry/cześć po chińsku – przyp.red.) i do zobaczenia wkrótce.

O tym, jak wyczerpujące było przejście przez ten dzień pod względem emocjonalnym:

Biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się przedtem, cieszyłem się tym i byłem bardzo wdzięczny. Ale szybko zreflektowałem się i wróciłem do stanu skupienia na koszykówce. Tak więc byłem w stanie się skupić i nie dać emocjom przejąć nade mną kontroli, ponieważ czułem, że to negatywnie wpłynie na moją grę. Pomimo mojego wysiłku, można było zobaczyć na początku meczu, jak nerwowy byłem i jak emocjonalnie do tego podszedłem, musiałem się wyciszyć.

O gorszym momencie w trzeciej kwarcie:

Byłem zmęczony, ale musiałem dać z siebie jeszcze trochę. Nie miałem po co się oszczędzać, chciałem tylko uniknąć jakiegoś urazu, to by mnie dobiło.

O tym, czy jest to ostatni raz, kiedy ktokolwiek widział go grającego w koszykówkę:

Obecnie, z Twitterem i Instagramem i resztą tych bajerów, pewnie złapiecie mnie rzucającego w domu albo na placu zabaw. Ale tylko tyle.

O swoim ostatnim meczu:

Czuję się świetnie, jestem ogromnie szczęśliwy. To był radosny dzień, mogłem doświadczyć tego wszystkiego, przejść przez to tak, jak chciałem. Nigdy nie zagram już w meczu NBA. Wiem, że ludzie mówią „Nigdy nie mów nigdy.”, ale ja to powiem – nigdy już nie zagram w meczu NBA.

O wejściu do szatni po raz ostatni:

„Och…” – to sobie pomyślałem. To naprawdę się dzieje. Miałem takie momenty przez cały dzień dzisiaj, kiedy wkładałem koszulkę, skarpetki, buty, także to robiłem po raz ostatni. Ale potem musiałem to zaakceptować, wyjść na parkiet i zagrać. Te momenty towarzyszyły mi przez cały dzień, także kiedy szykowałem się do meczu w domu, kiedy obkładałem kostki, barki lodem, ubierałem się, przez to wszystko przechodziłem po raz ostatni.

O tym, która część jego kariery jest mu najbliższa:

Osobiście, uważam, że to te 3 sezony, kiedy kończyłem je przedwcześnie z powodu kontuzji. Po Achillesie myślałem, że faktycznie, to bardzo poważna kontuzja, ale dam radę wrócić, chociaż ludzie mogą w to nie wierzyć. Wróciłem, zacząłem się znowu przyzwyczajać do gry i wtedy doznałem kontuzji kolana. Pomyślałem sobie: „No i znowu to samo…”, nie mogłem uwierzyć, że po wszystkim co przeszedłem, znowu doznaję kontuzji. Wspiąłem się na górę i zostałem z niej strącony 3 lata z rzędu, ale dalej próbowałem się na nią wspiąć. Jestem szczęśliwy, mogąc siedzieć tu, w pełni zdrowy na koniec sezonu. Te 3 lata zapamiętam najlepiej, ponieważ było to dla mnie najbardziej wymagające.

O tym, czy czuł się jakby nieobecny, jakby żył w równoległej rzeczywistości podczas swojego ostatniego meczu:

Tak, to było właśnie piękne, ten wewnętrzny ból. Chcesz cieszyć się tym momentem, ale żeby to robić, musisz zdawać sobie sprawę z tego, gdzie jesteś, a to wytrąca cię z rytmu. Tak więc było to trochę zagmatwane. Myślałem dzisiaj, że oddam kilka rzutów, ale jak zaczęło tyle wpadać, to nie mogłem w to uwierzyć. Potem spudłowałem 5, starałem się wrócić do swojego rytmu. Tak więc byłem zawieszony gdzieś pomiędzy cieszeniem się tym momentem, a trawieniem tego, że to już koniec.

Bryant podczas swojej ostatniej konferencji prasowej w karierze

O tym, czy myśli, że kiedykolwiek znajdzie coś, co wywoła u niego taką pasję i w czym będzie tak dobry, jak koszykówka:

Jeśli chodzi o pasję, to zdecydowanie. Uwielbiam opowiadać historie. Może ludzie tego nie rozumieją, ale ja to robię codziennie, przez cały dzień. Byłem dzisiaj w biurze od 8 do 14, uwielbiam tam być. Czy będę w tym dobry? Nie wiem, ale na pewno podejmę się każdej okazji, jaka mi się natrafi, jeśli chodzi o opowiadanie historii i doświadczeń, zupełnie tak, jak było z koszykówką. To mogę wam obiecać.

O tym, czy kiedykolwiek wątpił, czy dogra ten sezon zdrowy:

Tak, niejednokrotnie. To wielkie osiągnięcie, zamknąć ten sezon w pełni zdrowym, nawet więcej, bo czuję się naprawdę silny. Ale był taki moment, chyba po meczu z Dallas na początku sezonu, kiedy było koszmarnie. Nic mi nie wychodziło i zastanawiałem się, jak to jest możliwe, bo wiedziałem, jak ciężko pracowałem w wakacje. To był bardzo, bardzo ciężki moment, bo nie wiedziałem, czy dam radę z tego wyjść. Ale byłem bardzo zdeterminowany i pomimo, że kolejne półtora miesiąca było równie źle, dalej dawałem z siebie wszystko, chociaż ciągle nie wychodziło.

O wyprzedaniu niemal wszystkich gadżetów w Staples Center:

(śmiech) To pokazuje, że kibice docenili ten moment i chcieli mieć coś, co przypomni im o tej nocy.

O tym, co muszą zrobić młodzi zawodnicy Lakers po jego odejściu:

To, co powiedziałem im po meczu w szatni, jest najważniejszą rzeczą na najbliższy czas, a chodzi o prawdziwą współpracę, całej trójki. Łatwo jest rozejść się każdy w swoją stronę po sezonie, ale ważne jest dla tych chłopaków, D’Angelo, Jordana i Randle’a, żeby dalej pozostać w kontakcie, pracować wspólnie i lepiej się poznawać, pograć w kosza, obejrzeć razem film. Muszą to zbudować wspólnie, to chciałem im przekazać. Po drugie, musisz codziennie trenować. Powiedziałem im, że powodem, dla którego stoję tutaj przed nimi i czuję się tak komfortowo jest to, że oddałem się całkowicie tej grze, nie mogłem dać już nic więcej. Powiedziałem, że jeśli oni tak będą się czuli na koniec swoich karier, to też będą z siebie zadowoleni, ale to mija strasznie szybko, co sam zauważyłem. Jeśli nie poświęcisz się całkowicie, będziesz tego żałował, więc zrób wszystko, żeby tak nie było. Zasuwaj na treningach, zasuwaj na siłowni, dawaj z siebie 100%. Mam nadzieję, że zrozumieli to.

O pracy z młodymi zawodnikami Lakers w przyszłości:

Nie zobaczycie mnie pracującego z nimi, ale ja będę to robił, mimo wszystko. (śmiech) Oni wiedzą, że jak będą przejeżdżać przez Hrabstwo Orange, są u mnie mile widziani. Ale tak, będę z nimi pracował i rozmawiał, tak samo jak z innymi zawodnikami w lidze. Kocham ten sport, kocham przekazywać wiedzę, którą zgromadziłem i wiedzę, którą przekazali mi kiedyś inni wielcy zawodnicy. Zdecydowanie będę to robił, ale w moim domu, w Hrabstwie Orange.

O tym, czy nie chciał zdjąć po meczu swojej koszulki:

Tak, chciałem w niej zostać. Postanowiłem, że przyjdę tu dzisiaj wcześniej, bo wiem, że macie swoje terminy i tak dalej, a mi nie spieszy się do mojej wanny z lodem. To, co zajmuje najwięcej czasu to kąpiel lodowa i rozciąganie. Po co to robię? Żeby jutro pobiegać na bieżni? Mogę tu przyjść dużo wcześniej i zacząć z wami rozmawiać. Ale wszedłem do szatni, a oni zaczęli mnie oblewać szampanem, a ja na to: „To jest zarezerwowane tylko na zdobycie mistrzostwa, ale co tam.”. Teraz pachnę szampanem, ale poważnie mówiąc, to tak, zdjęcie tej koszulki będzie dziwnym przeżyciem.

O tym, jak porównałby energię w hali z dzisiejszego meczu i z meczu nr 7 Finałów NBA w 2010 roku:

Energia w meczu nr 7 była ogromna, ale była to nerwowa atmosfera, bardzo intensywna. Kibice chcieli wybuchnąć radością, ale nie wiedzieli, czy powinni, czy już mogą, bo każdy siedział, jak na szpilkach. To było jak oglądanie horroru. Wszyscy tylko siedzą, nikt nie chce się ruszyć, żeby czegoś nie zapeszyć. Tak wyglądało to wtedy, do czasu, aż w końcu nie wygraliśmy i wszyscy nie wybuchli radością. Dzisiaj było bardziej luźno, wręcz świątecznie. Nie było tej presji, było świętowanie, ta energia była kompletnie inna, ale równie intensywna, tyle że w inny sposób.

Źródło: Lakers.com (link)

1 komentarz

  1. Miałem ostatnio okazję być w LA i udało mi się zagadać z Kobe.Przede wszystkim podziękował całej redakcji za prowadzenie od tylu lat lakersland.pl.Dodał,że gdyby nie Wy jego resume nie wyglądałoby tak okazale.

Skomentuj