Ostatni miesiąc męki, czyli w oczekiwaniu na draft

Opublikowane przez , 1 kwietnia 2014 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Sezon 2013/14 już dawno przestał mieć jakiekolwiek znaczenie dla kibiców oraz zawodników Los Angeles Lakers. Szanse na awans do playoffs zniknęły już parę miesięcy temu, a kolejne kontuzje tylko pogłębiały otchłań w jaką spadali Jeziorowcy. Kwiecień będzie więc ostatnim miesiącem, w którym będziemy oglądać graczy Mike D’Antoniego na parkietach NBA w trakcie tegorocznych rozgrywek. Od teraz dużo ważniejsze będzie więc to nie ile spotkań Lakers wygrali, a jak odległe miejsce zajęli na koniec sezonu zasadniczego, bowiem od tego będzie zależeć jak wysoko będą rozstawieni w najsilniejszym od lat drafcie, który odbędzie się 27 czerwca. Najpierw jednak czeka nas jeszcze kilka spotkań, które ekipa z Los Angeles musi po prostu rozegrać. Spójrzmy więc co nas czeka w zbliżającym się miesiącu.

Na początku kwietnia Lakers czeka starcie back-2-back z Portland i Sacramento. Pierwsze z nich będzie miało miejsce w Staples Center, a rywalem będzie drużyna ze stanu Oregon, która cały czas walczy o jak najlepsze rozstawienie w fazie Playoff. Blazers byli rewelacją tegorocznych rozgrywek i wydawało się, że skończą nawet w pierwszej trójce na Zachodzie, ale od jakiegoś czasu w perfekcyjnej maszynie Terry’ego Stottsa coś się zacięło. Do tego doszła także kontuzja LaMarcusa Aldridge’a i trzeba przyznać, że ostatnio sytuacja Portland nie wygląda najlepiej. Może się okazać, że wypadną oni poza czołową ósemkę, ponieważ ich przewaga nad dziewiątymi Dallas (29 marca tak to wyglądało) zmalała do dwóch spotkań. Oznacza to, że każdy mecz będzie dla nich finałem i z pewnością będą chcieli pokonać osłabionych Lakers.

Zupełnie inaczej zapowiada się starcie w Sacramento. Miejscowi Kings również nie grają już o playoffs, odpadli na podobnym etapie co Lakers, dlatego również chcą zostać sklasyfikowani jak najniżej. Cały czas miejsca trzech najsłabszych ekip z Zachodu, czyli Sacramento, Utah oraz Jeziorowców zmieniają się jak w kalejdoskopie. Oznacza to, że obie drużyny będą wolały w tym spotkaniu polec. Zapowiada się więc nieco paradoksalnie, ale taka właśnie jest końcówka sezonu regularnego w NBA, dla teamów z końca tabeli.

Robert Sacre i Blake Griffin po styczniowym meczu Lakers - Clippers

Po powrocie z Sacramento Lakers zagrają aż pięć spotkań z rzędu w Staples Center, z tym, że do jednego przystąpią jako goście. 4 kwietnia do Los Angeles przyjadą gracze Dallas, cały czas walczący o playoffs. Dirk Nowitzki i spółka dzielnie walczą o czołową ósemkę, ale mają bardzo trudny terminarz, dlatego każda wygrana będzie dla nich na wagę złota. Podobnie jak dla Clippers, z którymi podopieczni Mike D’Antoniego zmierzą się dwa dni później. Ostatnie w tym sezonie derby L.A. zostaną rozegrane w niedzielę w godzinach popołudniowych czasu kalifornijskiego. Nie będą miały co prawda żądnego znaczenia dla układu tabeli, ale może ze względów psychologicznych Lakers zdecydują się bardziej niż w innych spotkaniach powalczyć z lokalnym rywalem. Oczywiście to Clippers będą przedstawieni jako faworyt, bo to oni zajmują miejsce w czołowej trójce na Zachodzie, lecz derby rządzą się swoimi prawami.

Kolejni rywale Houston, Golden State i Memphis to także ekipy, które cały czas walczą o rozstawienie przed Playoffami. Czołówka w Konferencji Zachodniej nie jest zbytnio rozciągnięta, więc nawet na tydzień przed zakończeniem sezonu regularnego nie powinno być jeszcze nic wyjaśnione, a to oznacza emocje do samego końca. Każda z tych ekip przyjedzie do Staples Center z zamiarem wyrwania zwycięstwa. Zdecydowanie inny przebieg może mieć starcie w Energy Solutions Arena. Tam właśnie dojdzie do ostatniego w tym sezonie starcia Utah Jazz i Los Angeles Lakers. Być może to właśnie mecz w Salt Lake City zadecydują kto uplasuje się na 15 miejscu w Konferencji Zachodniej.

16 kwietnia na zakończenie tegorocznych rozgrywek Lakers w San Antonio podejmą Spurs. Niekwestionowanego kandydata do walki o tytuł oraz najlepszą drużynę na Zachodzie. Koszykarze Grega Poppovicha mogą się pochwalić serią 16 zwycięstw z rzędu ( stan na 29 marca) i wszystko wskazuje na to, że przed Playoffami będą ekipą najwyżej rozstawioną. Wydaje się, że 16 kwietnia zobaczymy więc na parkiecie rezerwowych po stronie gospodarzy. W końcu Pop znany jest z tego, że lubi oszczędzać swoich czołowych graczy, jeśli nie ma jakiejkolwiek potrzeby ich nadwyrężania. Tym bardziej, że tegorocznej playoffs to może być ostatnia szansa Tima Duncana i spółki na wygranie tytułu.

Kent Bazemore wsadza piłkę z góry podczas ostatniego spotkania Lakers ze Spurs

Sezon dla ekipy Los Angeles Lakers skończy się 16 kwietnia, dlatego wypada się teraz zastanowić co dalej. Przede wszystkim kibice Jeziorowców patrzą teraz z nadzieją w przyszłość, gdyż już 20 mają będzie miała miejsce loteria draftu. To właśnie wówczas dowiemy się w jakiej kolejności będą wybierać drużyny. Oczywiście kluczowe znaczenie będzie tu miało to jakie kto miejsce zajmie w tabeli, gdyż im niższa lokata tym większa szansa na wylosowanie pierwszego numeru.  Od dłuższego czasu najgorszy bilans notują Milwaukee Bucks i wydawało się, że to właśnie ta drużyna będzie miała największe szanse losować z numerem pierwszym. Jednak Philadelphia 76 ers przypuściła ostry atak i wyrównała rekord najgorszej serii porażek w historii (29 marca było to 26 przegranych). Oznacza to, że wciąż nie wyjaśnione jest kto będzie na dnie tabeli. Jedno jest jak do tej pory pewne, drużyna, która będzie miała najwięcej piłeczek w loterii (patrz szans na wylosowanie numeru jeden) będzie pochodzić z Konferencji Wschodniej. Jednak jak to miało miejsce w historii NBA już wiele razy, to wcale nie oznacza, że to właśnie ona przystąpi do wyborów w drafcie jako pierwsza. Dlatego też Lakers przy tak niskim bilansie wcale nie są na straconej pozycji, wciąż mogą liczyć na to, że to właśnie im przypadnie w udziale szansa dodania do składu Andre Wigginsa czy Jabari Parkera.

Skomentuj