O tym, dlaczego Byron Scott musi odejść…

Opublikowane przez , 2 kwietnia 2016 w Artykuły, Trenerzy, 2 komentarze

Często zarzuca się fanom Los Angeles Lakers, że idą na łatwiznę i wszystko co złe próbują zwalić na Byrona Scotta. Bynajmniej, my również dostrzegamy wiele negatywów, które nie są bezpośrednio związane z trenerem Lakers. Jednakże argument, iż to nie Byron odpowiada za wszystkie problemy Jeziorowców nie może być przecież kluczowy jeśli chodzi o zatrzymanie posady przez Scotta! W poniższym tekście postaram się wypunktować swoje główne zarzuty względem trenera i wskazać z jakich powodów tak bardzo nie chcę oglądać w przyszłym sezonie zespołu wciąż pod jego wodzą.

Powód pierwszy – wyniki i bilans.

Czy Lakers posiadali w ostatnich dwóch sezonach skład pozwalający na walkę o wysokie cele? Zdecydowanie nie, ba paradoksalnie słaby bilans ma pozytyw w postaci lepszego rozstawienia przed loterią draftu. Jednakże u coacha, który ustawicznie powtarza że najważniejsze dla niego są zwycięstwa osiągnięcie rok temu najgorszego bilansu w historii organizacji, a w obecnym sezonie zapewne ustanowienie nowego negatywnego rekordu musi być uznane za porażkę. Same suche wyniki więc absolutnie nie bronią Scotta, wręcz przeciwnie w mojej opinii powinien z posiadanych zawodników stworzyć lepszą układankę. Co jak mam nadzieję uda mi się wykazać w dalszej części tekstu.

Powód drugi – ofensywa.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż atak Jeziorowców funkcjonuje po prostu słabo. Wizualnie odbiór ataku niech jeszcze będzie sprawą indywidualną widza, ale statystyki nie pozostawiają złudzeń – odstajemy od reszty ligi, posiadając 29 ofensywę (jedynie przed 76ers, ale to chyba oczywiste). Owszem po ASG Lakers Scott wreszcie wprowadził elementy bardziej nowoczesnej ofensywy – z grą motion weak i atak chwilowo się poprawił. Jednak chyba bardziej ma to związek z lepszą formą rzutową obwodowych. Spójrzmy jednak na wspomniane statystyki.

Izolacje – Lakers 10,3% procent swych posiadań kończą izolacjami. Jest to najwyższy odnośnik w lidze (przykładowo o 140 izolacji więcej niż Thunder z Durantem i Westbrookiem!), a dodatkowo zdobywają w nich zaledwie 0,78 puntów na posiadanie co jest fatalnym wynikiem i wskazuje, iż powinniśmy starać się unikać tak dużej częstotliwości gry w izolacjach.

Generowanie otwartych pozycji dla trójkowiczów – niezbędny element gry w obecnej NBA. Niestety Lakers w tej statystyce zajmują 29 miejsce w lidze, oddając dwukrotnie mniej takich rzutów na mecz niż choćby trzeci w lidze Warriors

Gra zespołowa – Niejako poziom gry ofensywnej najbardziej oddaje zła dystrybucja piłki. Lakers naprawdę mają w składzie zawodników potrafiących odnajdywać lepiej ustawionych partnerów, a mimo to są ostatni w lidze pod względem asyst.

Omówiłem tylko kilka przykładów. Drużyna Scotta jest przecież również 29 w lidze pod względem punktów na posiadanie w grze post-up, 26 w lidze pod względem częstotliwości gry jednego z najefektywniejszych zagrań zespołowych – cut. A próżno szukać szesnastokrotnych mistrzów NBA w czołówce jakichkolwiek zestawień. Gra w ataku Lakers pod wodzą Scotta zatrważa i świadczy zdecydowanie przeciw niemu.

"Ale jak to? Jesteśmy w ogonie ligi w każdej kategorii?" - tak pewnie myśli o tym wszystkim Byron Scott

Powód trzeci – defensywa.

Krytykowałem atak, a co powiedzieć o obronie, którą mamy najgorszą w lidze? Owszem Byrona można próbować usprawiedliwić –  wszakże rok temu nie posiadaliśmy klasowego rim protectora, a w obecnym sezonie na obwodzie zebrano grupę zawodników, którzy są słabi w obronie. Lecz ta defensywa nie powinna wyglądać tak kompromitująco! Mimo wszystko przecież sprowadzono przed sezonem graczy, którzy pokazywali na przestrzeni kariery, iż bronić potrafią – z czołowym rim protectorem ostatnich lat, czyli Hibbertem na czele. Scott nie pomógł zespołowi – nie stworzył żadnego jasnego systemu, a gigantycznego regresu Roya pod jego skrzydłami nie można zwalić tylko na zawodnika. Można się zastanawiać o ile lepiej broniliby Jeziorowcy mając innego trenera, ale ciężko wyobrazić sobie jakiegokolwiek szkoleniowca pod którym defensywa wyglądałaby gorzej.

Powód czwarty – rozwój młodych talentów.

Często w sieci spotykam się z pewnymi tezami – pierwsza z nich zakłada, iż lepsza gra po przerwie na ASG młodych Jeziorowców to zasługa Scotta i ma to pokazywać, iż w prawidłowy sposób rozwijał talenty, bo przecież mogło być gorzej. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Mogło być gorzej – mógł przecież w ogóle nie wystawiać młodych graczy. Mógł nie przywracać Russella do wyjściowego składu, co było dobrą decyzją, jednak spowodowaną wcześniejszą głupią o znacznym zmniejszeniu mu minut. Nie jest normalne, gdy nie rozmawiał z Russellem i Randlem o przeniesieniu do drugiej piątki. Wszelakie źródła i półsłówka talentów Lakers wskazują na to, iż ich współpraca z trenerem jest daleka od idealnej. Nie uważam, by nieustająca krytyka debiutantów w mediach dobrze wpływała na ich rozwój. W związku z ostatnią aferą dotyczącą Russella i Younga pojawiły się głosy, iż Scott miał rację w przeszłości. Kolejna bzdura – owszem D’Angelo może i zachowuje się jak duże dziecko, ale w jaki sposób coach mu pomagał? Ustawicznie go krytykując, zmniejszając jego minuty na boisku, podkopując jego pewność siebie w mediach? Uważam, iż młodzi potrzebowali pewnej opieki trenera, tak jak to dzieje się w pozostałych klubach NBA. Człowieka, który będzie im poświęcał jak najwięcej czasu, starając się im pomagać w każdy możliwy sposób. Natomiast Byron wyraźnie woli się od nich odseparować i być surowym zamordystą, nie traktując ich rozwoju jak priorytet. Dodatkowo na przestrzeni sezonu grali mniej niż mogli i co gorsza byli sadzani na ławkę w końcówkach.

Powód piąty – chemia w zespole i kontakty z mediami.

Trochę temu zagadnieniu poświęciłem czasu już w poprzednim punkcie. Sam jestem zwolennikiem teorii, iż atmosferę w zespole nakręca przede wszystkim dobra gra, której obecnie brakuje. Jednakże Scott na pewno nie pomaga. Zarzucić mu można przede wszystkim faworyzowanie weteranów, z Kobe Bryantem na czele. Nie jest trenerem, który potrafi dołożyć coś od siebie dla budowania dobrej atmosfery. Wspominałem też o nieustannej krytyce młodych zawodników w mediach. Właśnie mediów Scott używa w sposób nie do zaakceptowania. Regularne dystansowanie się od porażek i błędów (przykładowo zamiast określeń ,, popełnialiśmy błędy” używa sformułowań ,,popełniali błędy”) jest męczące, a nagminna próba zwalenia winy na rookies i sophomores po prostu irytuje.

Byron Scott już pewnych nawyków po prostu nie zmieni...

Powód szósty – trenerskie zadania.

Skupiałem się wcześniej na ofensywie i defensywie Lakers pod wodzą Scotta. Jednakże na ocenę jego pracy składają się także inne czynniki. Postaram się więc przynajmniej część z nich omówić w tym punkcie.

Game plan – Na palcach jednej ręki można policzyć spotkania, gdy Jeziorowcy próbowali zaskoczyć przeciwnika jakimiś zmianami w swojej grze. Nawet silne ekipy w poszczególnych grach starają się jak najbardziej wykorzystać swe przewagi, bądź zneutralizować zalety oponenta. Jednakże Lakers niezmiernie rzadko próbowali takich rozwiązań – a szkoda, bo wystarczy przypomnieć sobie choćby najbardziej udany mecz w sezonie, czyli zwycięstwo z Warriors, by wiedzieć, że dobry plan na spotkanie potrafi bardzo pomóc drużynie.

Starting lineups i rotacja – Niektóre pomysły Scotta od razu (jak choćby lineup z frountcourtem Young-Kelly-Bass) przyjmowano za chybione, jednak coach mimo to potrzebował czasu na dojście do wniosków, które przeciętny fan wyciągał po (a czasem jeszcze przed) chwili oglądania gry Lakers w takich zestawieniach. Scott wyjątkowo konserwatywnie podchodzi do wszelakich zmian. W wyjściowym składzie, nie licząc kontuzji praktycznie nie ich nie dokonywał (poza nieudanym przesunięciem Russella i Randle’a z S5 do drugiego unitu). Uparcie trzymał się swoich rotacji i regularnie sadzał młodych w 4Q, gdy dla przyszłości organizacji jest to bardzo złym posunięciem. Niemal brak niewymuszonych urazami zmian w rotacji oraz brak ciekawszych eksperymentów (poza próbą gry Nance’a na SF, co notabene postulowałem na długo przed ową decyzją Scotta) przy takich wynikach świadczy o Byronie po prostu źle.

Reakcja na boiskowe wydarzenia – jedno z najważniejszych trenerskich zadań. A coacha szesnastokrotnych mistrzów NBA znów trzeba ganić. Branie (lub co gorsza nie wzięcie ich w odpowiednich) w nieodpowiednich momentach przerw na żądanie to jeden problem, z którym łączy się kolejny czyli jedna z najgorszych w lidze egzekucji zagrywek po time-outach. Szokuje niezmienność regularnej rotacji, gdy błyskawiczny odjazd przeciwnika powinien wręcz zmusić trenera do zmian. Jeziorowcy bardzo słabo egzekwują swe przewagi w poszczególnych match-upach, natomiast Scott w odwrotnej sytuacji nie koryguje w żaden sposób złych ustawień Lakers względem przeciwnika. Ciężko napisać coś pozytywnego o naszym trenerze pod względem adjustments…

Powód siódmy – Offseason 2016

Nie ma co ukrywać, iż ostatnia afera nie pomoże Lakers w werbowaniu wolnych agentów. Tym bardziej należy dbać o każdy możliwy szczegół maksymalizujący szanse na przekonanie do gry w Los Angeles upatrzonych zawodników. Niewątpliwie koszykarze w NBA zawsze patrzą na osobę trenera przy wyborze nowego klubu. Nie wyobrażam zaś sobie, by dla kogokolwiek Byron Scott na ławce był argumentem za przejściem do Lakers. Wręcz przeciwnie, każdy zawodnik przykładający dużą wagę do tego pod jakim coachem będzie grał, z pewnością będzie starał się omijać ekipę, w której trenerem miałby być Scott.

2 komentarze

  1. DrJ

    Myślę, że ewentualna rola tej afery w nadchodzącym offseason jest przeceniana. Trener/lineup/perspektywy, w naszym przypadku jeszcze burdel w organizacji, będą brane pod uwagę. Afera Russell-leaks w dużo mniejszym stopniu, ale na pewno nie pomoże jak autor wspomniał.

    Już to kiedyś pisałem-sam się Scott nie zatrudnił. Ktoś z nim przeprowadził kilka rozmów przy rekrutacji, znał go dobrze i wiedział na co się pisze. Choć jak przypomnę sobie innych „kandydatów”, to różowo też nie było.

  2. StaryFan
    DrJ napisał(a):Trener/lineup/perspektywy, w naszym przypadku jeszcze burdel w organizacji

    To decydujące czynniki (niekoniecznie w tej kolejności). Afery rozporkowe nie robią w USA wrażenia.
    Byron zrobił to, po co go zatrudniono. Gdyby był jeszcze gorszy w LAL grałby KAT, Parker, a parę porażek więcej nie znaczy nic.

    Decydujący będzie burdel, który przyciągnie agentów gustujących w tego typu temetyce. A jak wiadomo w burdelu można znaleźć tylko jedno i nie myślę o intelektualnej rozrywce.

Skomentuj