O co tak naprawdę grają Jeziorowcy?

Opublikowane przez , 31 marca 2014 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Ostatni miesiąc w wykonaniu Jeziorowców z pewnością nie należał do najlepszych. Choć zespół z Kalifornii rozpoczął marzec od zaskakującego zwycięstwa nad Portland Trail Blazers, to później było już tylko gorzej, a Lakers zaliczyli kilka naprawdę beznadziejnych w defensywie spotkań. Mike D’Antoni i jego gracze m.in. ośmieszyli się w derbach Los Angeles, pozwolili Spurs na odniesienie ich największej wygranej w historii starć obu organizacji, czy też wyglądali na zagubionych w meczu z Minnesotą Timberwolves. Gdyby tego było mało, to odnotowali zupełnie niepotrzebne zwycięstwa nad New York Knicks, czy Phoenix Suns, które bardzo zmniejszyły ich szanse na czwarty wybór w drafcie. W całym trudnym miesiącu Lakers wygrali 5 z 14 rozegranych spotkań ale mogliby (a nawet powinni) przegrać wszystkie, pod warunkiem, że w każdym z nich graliby z taką samą determinacją, zaangażowaniem i skutecznością w obronie.

Niestety to przez ich defensywę kompletnie odechciało się oglądać ich kolejne występy. W marcu Lakers prezentowali się po tej stronie parkietu najgorzej w sezonie, a wskaźnik traconych punktów na 100 posiadań mówi sam za siebie (DRTg – 116).  Żaden atak nie jest w stanie nadrobić tak wielkich braków w obronie i Jeziorowcy przekonali się o tym w większości rozegranych meczów. W końcu prawie zawsze rzucali na całkiem dobrej 46% skuteczności (w tym 38.6% zza łuku), agresywnie atakowali kosz (średnio 24 próby z linii rzutów osobistych) oraz co noc zaliczali 9.3 ofensywnych zbiórek (wzrost o 2.4 w porównaniu do zeszłego miesiąca), a i tak w ostatecznym rozrachunku nie potra­fili być lepsi od swo­ich rywali.

Mimo kilku wygranych, średni wskaźnik plus/minus Jeziorowców na koniec okresu wyniósł -9.3 (-21.2 w przegranych spotkaniach), co jest również ich najgorszym wynikiem w sezonie. Lakers pozwalali przeciwnikom na rzucanie na poziomie 50.5%, przez co też zbierali na własnej tablicy o ponad trzy piłki mniej niż w lutym (28.7). W polu trzech sekund tracili z kolei 50.4 punkty na mecz (wzrost o 4.7), a poza tym słabo wyglądała też ich defensywa na obwodzie, gdzie rywale trafiali prawie 40% swoich trójek (we wcześniejszych miesiącach średnia ta kształtowała się poniżej 35%). Ich obrona była po prostu beznadziejna w ciągu tych 30-31 dni, a jeżeli ktoś myślał po meczach z Magic, Knicks i Bucks, że uległa ona małej poprawie, to starcie z Minnesotą Timberwolves powinno rozwiać wszelkie jego wątpliwości.

Słaby poziom prezentowany w wielu spotkaniach w pierwszej połowie marca, nie przeszkodził jednak Jeziorowcom w jakiś sposób wygrać nad wspomnianymi powyżej Knicks i choć na pewno wolelibyśmy aby było inaczej, to obok tego pojedynku nie można przejść obojętnie. W końcu zawodnikom Mike’a D’Antoniego udało się ustanowić rekord organizacji w ilości rzuconych oczek w jednej kwarcie – 51. Pomogli im w tym sami gracze drużyny przyjezdnej, którzy mają być może nawet gorszą obronę od Lakers i w tamtym spotkaniu pozwalali gospodarzom naprawdę na wiele. Poza tym ci zagrali bardzo zespołowo w ataku (pięciu zawodników przekroczyło granicę 10 punktów, a Lakers rozdali w sumie 32 asysty przy 48 trafionych rzutach – w tym 18 zza łuku) i wykorzystywali każdy najmniejszy błąd dwukrotnych mistrzów NBA. Udało im się to nawet bez pomocy Jordana Hilla, który tej nocy miał problemy z faulami i spędził na parkiecie tylko 14 minut, zdobywając w tym czasie 9 oczek i zbierając 5 piłek.

Skuteczność Lakers w meczu z Knicks w trzeciej kwarcie oraz na przestrzeni całego meczu

Wspomniany center ekipy złota i purpury powrócił do gry dopiero 21 marca w starciu z Washington Wizards ale od razu przypomniał wszystkim o swoich możliwościach (9 punktów, 14 zbiórek). Od tego momentu w kolejnych sześciu pojedynkach, Hill notował średnio znakomite 15 punktów i 9.7 zbiórek na mecz (16.8/11 nie wliczając w to meczu z Phoenix Suns), rzucając do tego na 62.3 % skuteczności. Podczas tych 10 dni wyglądał tak samo dobrze jak w listopadzie, kiedy to wraz ze Steve’em Blake’iem rozbijali defensywne ustawienia swoich rywali. Pozostaje tylko pytanie, czy uda mu się utrzymać taką intensywność w grze i każdego wieczoru dawać tyle samo energii? Jest to bowiem problem, który kosztował go utratę minut pod koniec grudnia i na co zwrócił ostatnio uwagę Mike Trudell – report Lakers. Wszystko powinno się wyjaśnić w ciągu tych ostatnich 9 spotkaniach, które mogą mieć bardzo duży wpływ na wysokość jego przyszłej umowy. Jako jego fan, życzę mu jak najlepiej.

Oprócz Hilla, pozytywnym aspektem wydaje się być ofensywa, której założenia zawodnicy zaczęli w końcu poprawnie egzekwować. Jeziorowcy w marcu notowali zdecydowanie więcej punktów w strefie podkoszowej, niż we wcześniejszych miesiącach. Prawie 45% wszystkich oczek stanowiły właśnie te, zdobywane w polu trzech sekund, co jest wzrostem o prawie 4% w stosunku do lutego. Ich średni wyniosła natomiast 48.6 punktów na mecz i 46.2 na 100 posiadań, co dałoby 16 – krotnym mistrzom NBA wysokie dziewiąte miejsce w lidze pod tym względem. Wpływ na tak znaczącą poprawę miał też pewnie fakt, że Jodie Meeks i spółka przez większość rozgrywek (wyjątek stanowi grudzień) rzucali na wysokiej skuteczności zza łuku i przeciwnicy w końcu zwrócili na nich uwagę. To poprawiło ich spacing na parkiecie i tym samym otworzyło drogę do kosza wysokim złota i purpury.

Lakers udają się na przerwę na żądanie po kolejnym runie w ich wykonaniu

Niestety poza rekordową kwartą, Jordanem Hillem i lepszą ofensywą, Lakers nie wyróżnili się już niczym innym. Mało tego – mimo, że ich los i tak już dawno został przesądzony, zdołali jeszcze podirytować swoich fanów w kilku ostatnich meczach. Jeziorowcy albo nie starają się zupełnie (tak jak przeciwko Clippers, czy Timberwolves), albo grają na 110% swoich możliwości i notują zaskakujące i zupełnie niepotrzebne zwycięstwo nad wyżej rozstawionym rywalem. Tymczasem ich zaangażowanie w spotkaniach powinno być ograniczone do tego stopnia, aby pozwoliło na wyrównany pojedynek przez większość meczu ale w ostateczności nie przeszkodziło przeciwnikowi w odniesieniu zwycięstwa. W takiej sytuacji nikt by nie miał do nich pretensji o brak walki i seryjne przegrywanie. Fanom Lakers obecnie chodzi tylko o dobry poziom koszykówki – nic więcej. Niestety Nick Young i jego koledzy mają chyba inne zdanie na ten temat.

Ciągle walczymy i jeszcze się nie poddaliśmy. Chcemy każdej nocy grać z taką samą energią i zaangażowaniem. Tylko to się liczy.

Marzec miał być idealnym miesiącem na tankowanie ale był nim tylko w pierwszej jego połowie. W końcówce Lakers postanowili zrobić na przekór drużynom walczącym o playoffs, a także samym sobie i swoim fanom. Wydaje się, że te ostatnie dni pogrążyły ich szanse na wybór w pierwszej piątce draftu, a coraz niższa pozycja w obecnej sytuacji jest tak naprawdę chyba największa ich porażką w tym sezonie. Stąd też pytanie: o co tak naprawdę grają teraz Jeziorowcy? Czy pozbawianie Knicks, czy Suns awansu do playoffs coś zmieni? W tym wszystkim Swaggy P zapomniał, że przecież tym sposobem zmniejsza również szansę swojej ulubionej organizacji na wybranie przyszłego franchise playera. Nie wspominając już o tym, że pokazanie się z dobrej strony w jednym na pięć spotkań nic nie zmieni, a w przyszłości i tak nikt nie będzie o tym pamiętał. Fani, zawodnicy i Mike D’Antoni powinni być teraz po tej samej stronie, chociaż patrząc na ilość meczów pozostałych do rozegrania do końca sezonu, chyba i tak jest już na to za późno. Nie da się ukryć, że po obiecującym pod względem tankowania styczniu oraz lutym, przyszedł naprawdę rozczarowujący marzec, który może okazać się kluczowy w wyścigu po jednego z czołowych prospektów.

P.S. Średnia liczba punktów zdobywanych w pomalowanym wzrastała z miesiąca na miesiąc o około 3.5 punktów.

Skomentuj