Nowy Rok, nowy/a ja!

Opublikowane przez , 4 stycznia 2017 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Los Angeles Lakers zaczęli sezon 2016/17 naprawdę dobrze i po pierwszym miesiącu, kiedy ich bilans wynosił 10-10, a drużyna zajmowała 8. pozycję w Konferencji Zachodniej, wydawali się jednym z największych zaskoczeń początku rozgrywek. Młody skład wytrzymywał psychicznie zacięte spotkania, drużyna miała wiele opcji w ataku, mocną ławkę i grała przyzwoicie w obronie, a przede wszystkim atmosfera była świetna, budowana z każdym kolejnym zwycięstwem. Przed grudniem, który był miesiącem teoretycznie łatwiejszym, oczekiwania były duże, co pisaliśmy w zapowiedzi poprzedniego miesiąca, a niektórzy z Was prorokowali nawet bilans 8-8 lub 9-7 po 16 grudniowych spotkaniach. Niestety, wraz z ostatnim miesiącem roku przyszły kontuzje i pierwszy poważny kryzys w młodej ekipie trenera Waltona, co przypomniało wszystkim obrazki z poprzedniego sezonu, kiedy to bezradni Lakers seryjnie ponosili kolejne porażki. „Nowy Rok, nowy/a ja” – tak brzmi wyśmiewane w internecie styczniowe motto, ale jeśli do kogoś ono pasuje, to chyba do obecnych Jeziorowców. Zawodnicy i sztab szkoleniowy powinni wspólnie wyciągnąć wnioski z fatalnego grudnia, kiedy zanotowali bilans 2-14 i ze świeżymi głowami wejść w 2017 rok, bo szanse na playoffs się oddaliły, ale wciąż są realne.

Na początek podopieczni trenera Waltona zdążyli już przegrać ze świetnymi w obecnych rozgrywkach Toronto Raptors 114-123. Drużyna z Kanady umocniła tym samym swoją pozycję jako drugiej siły na Wschodzie, tuż za Cavaliers i z bilansem 23-11 traci do Kawalerzystów tylko 3.5 zwycięstwa. Liderami drużyny jest niesamowity duet obwodowy Kyle Lowry – DeMar DeRozan. Rzucający, bardzo przypominający stylem gry Kobego Bryanta notuje w tym sezonie świetne statystyki (27.5 punktów, 5.1 zbiórek, 4 asysty na mecz), a rozgrywający dokłada do tego równie świetne 22.7/4.9/7.2 na mecz. Trener Dwane Casey ma świetnie zbilansowaną drużynę, więc zwycięstwo z Raptors nikogo nie powinno dziwić.

Następnie Jeziorowcy wygrali u siebie z Memphis Grizzlies, którzy zajmują 7. miejsce na Zachodzie z bilansem 22-15. Trzeba przyznać, że po raz kolejny drużyna dobrze radzi sobie z kontuzjami kluczowych graczy i wydaje się pewnym kandydatem do awansu do playoffs z drugiej czwórki TOP8 Zachodu. Ekipa ta jest bardzo wyrównana, a liderami tradycyjnie jest trio Conley-Randolph-Gasol, choć świetnie spisuje się też Tony Allen, Troy Daniels, James Ennis III czy JaMychal Green. Vince Carter kolejny sezon zaprzecza swojemu wiekowi, a Andrew Harrison idealnie zastępuje w przypadku kontuzji Conleya. Łyżką dziegciu w dobrym sezonie Niedźwiadków jest fatalna forma Parsonsa, który przychodził do Memphis, aby zostać jednym z liderów z potężnym, 22mln kontraktem.

Następnie Lakers rozegrają 2 mecze w ciągu 2 dni, najpierw z Blazers, a następnie back-to-back z Miami Heat. Obie drużyny są jak najbardziej w zasięgu Jeziorowców i zwycięstwa z nimi mogłyby poprawić nastroje w drużynie po słabym grudniu i ciężkim początku stycznia. Blazers to bezpośredni rywale w walce o playoffs, którzy z bilansem 15-21 zajmują 9. pozycję w Konferencji Zachodniej, co jest zdecydowanie poniżej ich możliwości. Terry Stotts w poprzednim sezonie świetnie zarządzał młodą szatnią Blazers, jednak ten sezon jest lekkim rozczarowaniem dla fanów koszykówki w Portland. Mimo przeprowadzenia letnich wzmocnień (Turner, Ezeli, nowy kontrakt Crabbe’a) i oparciu gry na obwodowych gwiazdach, Lillardzie i McCollumie, drużyna notuje spory regres. Ezeli najpewniej wypadł do końca sezonu z kontuzją kolana, Turner nie spełnia oczekiwań, a Crabbe nie jest 6th manem, jakim miał być.

Lou Williams w starciu Lakers z Blazers

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Miami, którzy po odejściu Wade’a i wobec kontuzji Bosha są trzeci od końca na Wschodzie z bilansem 10-24. Jedynym pozytywem w drużynie z Florydy jest tak naprawdę Hassan Whiteside, który jest obecnie jednym z najbardziej dominujących centrów w lidze. W cieniu potężnego Whiteside’a rozwijają się powoli inne młode talenty drużyny z Florydy, które niedługo mogą stanowić trzon zespołu – Winslow i Johnson. Jednak ten sezon na pewno jest dla Heat okresem przejściowym, w czym mocno przypominają Jeziorowców.

Drugi tydzień stycznia Lakers rozpoczną starciem z dwunastymi na Wschodzie Magic (bilans 15-19). Drużyna Franka Vogela po odejściu Victora Oladipo radzi sobie nie najgorzej i do ósmych Bulls traci tylko 1 zwycięstwo. Świetnie w drużynie zaadaptował się Serge Ibaka, który wraz z Nikolą Vuceviciem stanowią świetny podkoszowy duet. Elfrid Payton został przesunięty na pozycję rezerwowego i w tym sezonie już kilkukrotnie udowodnił swój duży potencjał, decydując o zwycięstwach ekipy z Orlando. Jeśli dodamy do tego świetnego w obronie Biyombo, superstrzelca w postaci Fourniera i zadaniowców takich jak Gordeon, Augustin czy Green, to dobra dyspozycja graczy z Florydy nie jest już dużym zaskoczeniem.

Następnie Jeziorowcy spotkają się u siebie z Blazers, a potem czekają ich dwa starcia z potentatami Konferencji Zachodniej. Najpierw udadzą się do San Antonio na mecz z drugimi na Zachodzie Spurs (27-6). Drużyna trenera Popovicha niby nie jest wymieniana wśród faworytów, a ma lepszy bilans niż Cavaliers! Po odejściu na emeryturę Tima Duncana, pałeczkę po nim przejął Leonard do spółki z Aldridgem i to oni są głównymi autorami świetnego bilansu ekipy z Teksasu. Ze swoich zadań bez wątpienia wywiązuje się Pau Gasol, który jest ważną postacią drużyny, podobnie jak Patty Mills, który gra coraz więcej kosztem Parkera.

Po starciu ze Spurs, drużyna trenera Waltona wróci do LA, gdzie w roli gości zagra z Clippers. Po świątecznym zwycięstwie i wobec obniżki formy graczy Doca Riversa, Jeziorowcy wcale nie stoją na straconej pozycji, szczególnie, jeśli ktoś z dwójki Paul-Griffin będzie akurat kontuzjowany. Dodatkowo derby rządzą się swoimi prawami, ale nie wolno zapominać o tym, jak mocną ekipą są Clippers, a po spadku na 5. miejsce na Zachodzie (23-14) z pewnością będą chcieli powrócić do TOP3 kosztem Rockets.

D'Angelo Russell podczas świątecznego pojedynku Clippers z Lakers

Kolejne trzy spotkania Lakers zagrają również w Mieście Aniołów, wszystkie z ekipami środka tabeli. Najpierw do Staples Center przyjadą Pistons (11 miejsce na Wschodzie, 16-20), którzy po dobrym poprzednim sezonie w tym rozczarowują, podobnie jak Blazers. Mimo utrzymania trzonu zespołu i dobrej gry Drummonda, Caldwella-Pope’a, Harrisa, Morrisa i Jacksona, drużynie brak wyraźnego lidera, go-to-guya, który w trudnych momentach pociągnąłby grę zespołu.

Następnie Jeziorowcy zmierzą się z dziesiątymi na Zachodzie Nuggets (14-20), którzy za bardzo nie wiadomo, na jakim etapie są. Przydałaby się przebudowa i ściągnięcie do zespołu kogoś o statusie All-Stara, ale chętnych na Farieda czy Mudiaya nie ma. Rozgrywający, po dobrym pierwszym sezonie, w obecnym nie jest już takim zaskoczeniem dla obrony rywali. Gracze tacy jak Barton, Gallinari czy Chandler to zawodnicy doświadczeni i z pewnością groźni w ofensywie, ale raczej średniacy. Na pewno potencjał widać u rookie, Jamala Murraya, a także u świetnie rozwijającego się Jokicia, solidnie gra też Gary Harris, ale może to być za mało na playoffs, tym bardziej, że Nuggets praktycznie nie wygrywają z ekipami znajdującymi się nad nimi w tabeli.

Przedostatni styczniowy mecz w domu Lakers zagrają z Pacers. Ekipa trenera McMillana przed rozgrywkami typowana była do czołówki Wschodu, jednak początek rozgrywek to przykra niespodzianka dla fanów z Indianapolis – drużyna miała problemy wewnętrzne, nie było widać zrozumienia między graczami. Końcówka grudnia była też bardzo słaba w ich wykonaniu, przez co spadli na 7. miejsce na Wschodzie z bilansem 17-18. Gracze Pacers z pewnością chcą utrzymać miejsce gwarantujące playoffs, więc wyjazdowe zwycięstwo na Zachodzie będzie dla nich na pewno istotne.

Następnie Jeziorowcy udadzą się na trzy spotkania wyjazdowe. Najpierw z przedostatnimi na Zachodzie Mavericks (10-24), którzy są największym rozczarowaniem tego sezonu i drużyną kompletnie bez wyrazu i charakteru, a dodatkowo osłabioną brakiem Dirka Nowitzkiego. Potem po raz trzeci w styczniu zmierzą się z Blazers, a następnego dnia, 26 stycznia, podejmą w Salt Lake City Utah Jazz. Gracze z miasta Mormonów prezentują się bardzo dobrze i ostatnio wskoczyli na 4. pozycję na Zachodzie (21-13). Podopieczni Quina Snydera grają znakomicie zwłaszcza po bronionej stronie parkietu, a w ataku pierwsze skrzypce gra trio Hayward-Hill-Hood i prezentują się równie dobrze na własnym parkiecie, jak i na wyjazdach.

Na sam koniec miesiąca, 31 stycznia, Jeziorowcy wrócą do Los Angeles aby ponownie zmierzyć się z Nuggets, czym powinni pozytywnie zakończyć ten niełatwy okres, który może mieć jednak niebagatelne znaczenie przy walce o playoffs.

Skomentuj