Nowa ofensywa Lakers początkiem istotnych zmian?

Opublikowane przez , 1 marca 2016 w Artykuły, Podsumowania, 1 komentarz

Ostatni miesiąc rozgrywek NBA Jeziorowcy zakończyli aż ośmioma porażkami z rzędu. Swoje dwa jedyne spotkania zdołali wygrać tylko na początku lutego, przeciwko Timberwolves, a następnie Pelicans. Od starcia z San Antonio Spurs jednak, koszykarze Byrona Scotta nie potrafili dopisać do swego konta wygranej. Ale przynajmniej po jednej stronie parkietu, ich gra wyglądała naprawdę dobrze. Mowa tutaj o ofensywie, która po przerwie na All-Star Weekend wręcz eksplodowała. Dzięki ostatnim pięciu meczom, Lakers ostatecznie zaliczyli swój najlepszy miesiąc w ataku (mieli też drugie ORTg w nim wśród wszystkich ekip). Zdobywali średnio rewelacyjne 106.1 punktów, trafiali na 37% skuteczności zza łuku, a do tego prawie 31 razy stawali na linii rzutów osobistych w każdym pojedynku. Do poprawienia efektywności zabrakło im tylko i aż lepszego procentu na półdystansie oraz bardziej zespołowej gry (średnio tylko 16.6 asyst – ich najgorszy wynik w tym sezonie). Te dwa powody wystarczyły bowiem do tego, żeby w drużynie nastąpiły zmiany.

Trener 16-stokrotnych mistrzów NBA nie był zadowolony z ataku swojego zespołu i pod koniec miesiąca postanowił zmienić niemal wszystkie ofensywne schematy. Podobno Scott chciał nowy system zaimplementować dopiero w kolejnym sezonie ale ostatecznie stwierdził, ze nie ma sensu czekać. Jeziorowcy w teorii mają grać bardziej zespołową koszykówkę, opartą o tą, którą prezentują koszykarze San Antonio Spurs. Koniec więc z izolacjami, a więcej gry i ruchu bez piłki oraz kreowania okazji przez D’Angelo Russella. To jak funkcjonuje ta ofensywa mogliście zobaczyć w wyjazdowym meczu z Memphis Grizzlies, a następnie w niektórych momentach domowego spotkania z Niedźwiadkami. Wprowadzenie nowych schematów może z jednej strony dziwić, a z drugiej być może to i dobrze, że zamiast nieustannie uczyć defensywy (co kiepsko wychodzi Scottowi), zawodnicy przynajmniej rozwiną się w ofensywie.

Byron liczy, że dzięki temu zawodnicy będą czuli się bardziej komfortowo w ekipie, a przez to być może, będą w przyszłości bardziej skłonni do nauczenia się gry w defensywie. O ile oczywiście Scott pozostanie ich szkoleniowcem, czego w tej chwili nie da się przewidzieć. Jak na razie na pewno dobrze w tym wszystkim odnajduje się D’Angelo Russell, który w ostatni piątek zanotował 22 oczka, trafiając 6 na 9 oddanych rzutów, z czego 8 na 12 z linii osobistych. Oczywiście w starciu nie wystąpił Kobe Bryant, co na pewno miało znaczący wpływ na wygląd ofensywy Lakers i użyteczność rozgrywającego Lakers. Niemniej jednak postęp 20-latka dostrzega również Byron Scott i wreszcie otwarcie zaczyna chwalić swojego podopiecznego. Nie ma chyba jednak wyjsćia – w końcu od momentu powrotu do pierwszej piątki, D’Angelo notuje średnio 17 punktów i 5.3 asysty na mecz, rzucając na bardzo dobrej 50% skuteczności.

Wydaje mi się, że jest trochę nieskory do liderowania ale zawodnicy go szanują, choć nadal nie ufają mu w pełni. Czekają bowiem, aż będzie bardziej stanowczy w podejmowanych decyzjach.

Lakers podczas timeoutu

Ponadto Byron docenił także etykę pracy i podejście Russella do rozgrywanych spotkań w NBA. Nie mówił już negatywnie o jego pewności siebie i zarozumiałości, a zamiast tego ostatnio na każdym kroku chwali jego ciężką pracę na treningach. Można być rzec, że nareszcie przejrzał na oczy i zauważył, że nieustanna krytyka wcale nie pomaga byłemu rozgrywającemu Ohio State.

Koniec jednak dobrych słów. Nie możemy bowiem zapomnieć o defensywie. Prędzej czy później, Scott lub inny trener, będzie musiał się za nią poważnie wziąć. W lutym bowiem rywale Jeziorowców zdobywali prawie 112 oczek na mecz, trafiając na 50.7% skuteczności (w tym 36.9% zza łuku). To był bez wątpienia najgorszy okres gry w defensywie dla 16-stokrotnych mistrzów NBA. Przeciwnicy dominowali przede wszystkim w kategorii punktów z ponowień (15.8 – o 2.2 więcej niż w styczniu) oraz jeżeli chodzi o kontrataki (18 – o 1.9 więcej niż w poprzednim miesiącu). Stąd też często oglądaliśmy porażki Lakers pomimo tego, że zdobywali oni ponad 110 punktów (spotkania ze Spurs, Bulls, Grizzlies). Prawdopodobnie jednak nie prędko zobaczymy poprawę po tej stronie parkietu. Jeziorowcy zapewne będą się teraz przede wszystkim skupiać na nowej ofensywie, na czym bez wątpienia ucierpi ich i tak nie istniejąca przecież defensywa.

Tak czy inaczej, z odmienionym atakiem czy bez niego, Los Angeles Lakers nadal walczą o wybór w pierwszej trójce draftu. Ciągle są najgorszą drużyną w Konferencji Zachodniej i prawie najgorszą w całej lidze. Wątpliwe jest jednak, żeby udało im się „prześcignąć” Philadelphię 76ers, tym bardziej że za ich plecami czają się koszykarze Phoenix Suns, a do tego mimo wszystko nie można zapominać również o Brooklyn Nets. Jeżeli jednak podopieczni Byrona Scotta zaczną wreszcie efektywnie grać w ataku, to być może przynajmniej będzie na co popatrzeć choćby po tej stronie parkietu. W końcu spotkania z Bulls czy Grizzlies wcale nie były złe i na pewno oglądało się je lepiej niż wszystkie te, których świadkami byliśmy w styczniu. Czy jednak Scott zdąży nauczyć swoich zawodników czegoś nowego i czy aby na pewno zaowocuje to w przyszłości? Tego niestety nie wiem. Jego pozycja w zespole nadal jest zagrożona i w lato władze 16-stokrotnych mistrzów ligi na pewno będą o niej długo dyskutować. Kto wie, być może to właśnie dlatego Byron postanowił zaryzykować i spróbować czegoś nowego już teraz, kiedy jeszcze ma szanse udowodnić coś wszystkim zwolennikom koszykówki. Czy mu się to uda? Zobaczymy w najbliższym miesiącu.

 

1 komentarz

  1. Widać, że skupienie się na O (nie wiem, jeśli skupiał się Scott na D dotychczas to boję się czego ich uczył) pomogło Lakers. Co prawda są to ledwie namiastki nowoczesnej ofensywy, ale w porównaniu z dotychczasowym HCO… Szkoda tylko, że akurat doszło do plagi INJ i na obwodzie grać musimy naprawdę dziwnymi rotacjami. Zwłaszcza Clarkson i 4 tygodnie A.Browna to dość bolesne ciosy – wiadomo grać powinni jak najwięcej.

Skomentuj