Niezapomniani Jeziorowcy: Pau Gasol

Opublikowane przez , 17 lipca 2014 w Historia, Niezapomniani, 3 komentarze

Pau Gasol trafił do Los Angeles Lakers 1 lutego 2008 roku – kilkanaście dni po tym jak Andrew Bynum nabawił się kontuzji kolana, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. W tamtym roku Jeziorowcy całkiem dobrze sobie radzili ze zdrowym centrem, wybranym w drafcie 2010 roku z numerem 10, o czym świadczy ich bilans 25 zwycięstw i 11 porażek po 36 rozegranych spotkaniach. Z nim w składzie byli jedną z czterech najlepszych drużyn na Zachodzie. Jednak uraz Andrew wszystko zmienił, a Lakers zaczynali więcej przegrywać, niż wygrywać, zaliczając przy okazji serię trzech porażek z rzędu. Mitch Kupchak dokonał jednak wtedy rzeczy niemożliwej i za Kwamego Browna, Javarisa Crittentona, Aarona McKie, pierwszorundowy wybór w drafcie 2008 i 2010 roku oraz prawa do Marca Gasola, pozyskał All-Stara – Pau Gasol. Ta wymiana to nie było tylko i wyłącznie pozyskanie zawodnika z najwyższej półki, na którego zarząd od dawna polował ale także takiego, który idealnie pasował do trójkątów – takiego, o jakim Phil Jackson zawsze marzył.

Gasol nie był gotowy ani na mecz z Toronto Raptors, ani Washington Wizards ale za to zagrał dwa dni później – 5 lutego przeciwko New Jersey Nets. Już w swoim pierwszym spotkaniu w barwach złota i purpury zdobył 24 punkty, zebrał 12 piłek i rozdał 4 asysty i każdy wiedział, że był on idealnym graczem dla Lakers. Ponadto między nim, a Kobe Bryantem już było widać chemię i więź, która później przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Katalończyk z miejsca uczynił z Jeziorowców contenderów. Choć szło im dobrze w pierwszej części sezonu, tak raczej nikt nie traktował ich poważnie. Jednak po tym jak drużyna Black Mamby wygrała 27 z 36 rozegranych spotkań z Hiszpanem w składzie, nie mogło być inaczej. Lakers awansowali tego roku do Finału NBA i choć przegrali w nim z Bostonem Celtics, tak nikt właściwie nie mógł mieć do nich o to pretensji, gdyż wcześniej awans do drugiej rundy playoffs uznany zostałby za sukces. Najważniejsze było to, że udało im się wskoczyć na wyższy poziom i każdy wiedział, że następne lata będą bardzo owocne. W końcu można było zacząć myśleć o mistrzostwie.

Jak się później okazało, ze zdrowym Andrew Bynumem oraz Trevorem Arizą, Lakers zaliczyli bardzo udany sezon 2008-09, kończąc go na pierwszym miejscu na Zachodzie z imponującym bilansem 67 zwycięstw i 15 porażek. Poza tym ponownie udało im się awansować do Finału NBA, gdzie tym razem odnieśli zwycięstwo, pokonując ostatecznie Orlando Magic 4-1. Gasol przeciwko podkoszowym drużyny z Florydy notował średnio 18.6 punktów (FG 54%), 9.2 zbiórek oraz 2.2 asysty na mecz, zaliczając ostatecznie bardzo równy i solidny drugi sezon gry w Mieście Aniołów. Pau był ogólnie najskuteczniejszym zawodnikiem w zespole (mając na uwadze tylko półdystans – FG 57%), jego drugim strzelcem (18.3) oraz czwartym zbierającym (9.4 biorąc pod uwagę 36 minut gry). Mało tego – jego ORTg wyniosło kosmiczne 126 punktów na 100 posiadań (najlepsze w karierze) – wyższe aż o 8 oczek od drugiego Andrew Bynuma i o 11 od piątego Kobe’ego Bryanta. Jego wpływ na grę drużyny był po prostu olbrzymi.

Pau Gasol był prawdziwą drugą opcją, która była wtedy bardzo potrzebna tamtemu zespołowi. Na Kobe’ego Bryanta można było liczyć każdej nocy ale Lamar Odom często nie potrafił sprostać oczekiwaniom i zdarzało mu się po prostu przechodzić obok spotkań niezauważonym. Przyjście Hiszpana ułatwiło mu jednak odnalezienie swojej roli w drużynie i The Goods stał się trzecią opcją w zespole. Będąc w cieniu Bryanta i Gasola, Odom był bardziej efektywny i przede wszystkim solidny. Nie czując na sobie presji, Lamar był w stanie co noc dawać od siebie blisko 14 punktów i 10 zbiórek na mecz (biorąc pod uwagę 36 minut gry). Nie przeszkodziła mu w tym nawet rola sixth mana, w której widział go Phil Jackson. Zresztą śmiem nawet twierdzić, że odnajdywał się w niej idealnie i świetnie przewodził drugiemu unitowi Lakers. Pau więc pośrednio uczynił z Lamara lepszego zawodnika. Zresztą tej dwójce bardzo dobrze się razem współpracowało i często można było oglądać ich razem na parkiecie, szczególnie w końcówkach rozgrywanych spotkań.

Wróćmy jednak do kolejnego sezonu – 2009-10. Nie był on już tak imponujący jak poprzedni, co było głównie spowodowane przyjściem Rona Artesta, poczuciem rozgrywania spotkań sezonu zasadniczego z konieczności oraz problemami zdrowotnymi Kobe’ego Bryanta. Mimo to Lakers bez problemu zdołali awansować do playoffs, zajmując na koniec ponownie pierwsze miejsce na Zachodzie (57-25). W rozgrywkach posezonowych pokonali kolejno Thunder, Jazz i Suns, aby w końcu trafić w finale na Boston Celtics. Choć Jeziorowcy w poprzednim roku wygrali mistrzostwo, to ich głównym celem było wzięcie rewanżu na Celtics za porażkę 2-4 i przegrany 92-131 mecz numer sześć w 2008 roku. Przede wszystkim jednak do udowodnienia miał coś Pau Gasol. Po finałach 2008 był on często określony jako miękki gracz, nie potrafiący znaleźć w sobie wystarczająco dużo waleczności i agresji, aby siać zamęt pod koszem. Choć był niezwykle utalentowany, tak odstawał od Kevina Garnetta, który zniszczył go niemal pod każdym względem w tamtym finale (18.2 punkty, 13 zbiórek, 1.7 przechwytów i 1 blok na mecz) i pokazał, że w playoffs gra się twardo i lepiej, żeby Hiszpan dostosował się do tych warunków (były to dla niego bowiem pierwsze istotne playoffy – wcześniej trzykrotnie awansował z Grizzlies ale nie wygrał ani jednego meczu). Sam Katalończyk notował w nich tylko 14.7 punktów, 10.2 zbiórki, 0.5 przechwytów oraz 0.5 bloków na mecz i grał ewidentnie poniżej oczekiwanego poziomu. Dla niego oraz również dla Kobe’ego Bryanta, starcie z Bostonem było więc rzeczą bardzo personalną.

Hiszpan na szczęście nie zawiódł nikogo w finale 2010 roku i pokazał jak długą oraz trudną drogę przeszedł przez te dwa lata. Już od pierwszego meczu imponował pod koszem, notując w nim 23 oczka i 14 zbiórek. Później nie było wcale gorzej, a Black Mamba wreszcie mógł liczyć na wsparcie od niego każdej nocy. Był on wtedy naprawdę ważnym punktem zespołu, typowanym nawet przez niektórych do zgarnięcia nagrody MVP. Gasolowi udało się wtedy odegrać Garnettowi za upokarzające finały sprzed dwóch lat, a ponadto stanął na wysokości zadania w decydującym siódmym meczu, podczas którego zdobył 19 punktów, zebrał 18 piłek (9 w ataku), rozdał 4 asysty i zaliczył bardzo ważne trafienie na 1:30 do końca. Pau był w tym czasie po prostu bestią pod koszem, walnie przyczynił się do 16 mistrzostwa złota i purpury, a przez wielu ekspertów był uznawany za jednego z trzech najlepszych podkoszowych w lidze.

W kolejnym sezonie Gasol potwierdzał swoją wartość i to, że poprzedni sezon (w tym finały) nie były dziełem przypadku. Imponował przede wszystkim w pierwszych 31 spotkaniach, kiedy to zastępował w pierwszej piątce kontuzjowanego Andrew Bynuma, notując w nich średnio 19.2 oczka oraz 11 zbiórek na mecz i prowadząc Lakers do niezłego bilansu 21 zwycięstw i 10 porażek. Momentami wyglądał nawet lepiej niż w poprzednim roku i po raz kolejny był pewną drugą opcją zespołu. Kryzys jednak przyszedł pod koniec sezonu na przełomie marca i kwietnia. Pau wyglądał ewidentnie na zmęczonego ciągłym graniem po 37 minut, a do tego problemy w szatni Jeziorowców, związane przede wszystkim z Shannonem Brownem i plotkami dotyczącymi jego oraz dziewczyny Gasola, również spowodowały, że po fantastycznym Katalończyku nie było już śladu. Pau przystępując do fazy playoffs był zupełnie bez formy. W serii z Hornets notował średnio tylko 13.5 punktów oraz 6.8 zbiórek na mecz, natomiast przeciwko Mavericks odpowiednio 12.5 i 9.3. Jego ORTg z kolei spadło z 126 z poprzednich rozgrywek playoffs, do zaledwie 111, a TS z 60% do 50%. To spodowodało, że nawet Phil Jackson zdecydował się osobiście przemówić do Gasola, czego nie ma w zwyczaju robić i zazwyczaj pozwala zawodnikom indywidualnie odnaleźć swoją formę i rytm meczowy. Na Hiszpana jednak nic nie działało, jego wartość rynkowa diametralnie spadła, a Lakers odpadli z rozgrywek posezonowych, nie stawiając właściwie żadnego oporu Dallas Mavericks – przyszłym mistrzom NBA.

Pau Gasol po porzegranej serii z Thunder w 2012 roku

Kupchak widząc to i nie chcąc zmarnować kolejnych lat, wymienił go na początku sezonu 2011-12 na Chrisa Paula ale jak wszyscy wiemy, wymiana ta została zawetowana i bardzo negatywnie odbiła się na całym zespole. W drużynie wymiany zarządał Lamar Odom, natomiast Pau Gasol od tego momentu już do końca swojej kariery w Jeziorowcach, łączony był z różnymi plotkami dotyczącymi wymiany jego osoby. To z pewnością utrudniało mu odbudowanie się po beznadziejnej końcówce sezonu 2010-11. Jak się później okazało, tak naprawdę to chyba nigdy nie udało mu się już odnaleźć swojej formy. Zaliczył co prawda jeszcze przyzwoity sezon zasadniczy pod wodzą Mike Browna, czy drugą połowę poprzednich rozgrywek, grając jako center w systemie Mike’a D’Antoniego ale tak naprawdę Pau stracił gdzieś swoją zwinność, dynamiczność, a nawet powiedziałbym, że chęć do walki. Zamiast skupiać się na grze i szukać sposobu by pomóc drużynie, Pau wolał skarżyć się mediom na D’Antoniego, szukać wymówek itd., zapominając jednocześnie, że tak naprawdę to on jest głównym powodem jego słabej gry. Spadła jego skuteczność, agresynowść i efektywność w obronie. Pau nawet pomimo tego, że w sezonach 2011-12 i 2013-14 rzucał więcej niż pod okiem Phila Jacksona, to nie zdobywał więcej punktów. Jego średnie ORTg z trzech ostatnich sezonów wyniosło „tylko” 107, TS nigdy nie przekroczył 55% (wcześniej kształtował się on co sezon na poziomie około 60%), a wpływ na ofensywę z roku na rok spadał. Z niewyjaśnionych przyczyn Katalończyk zaczął grać dalej od kosza (nawet gdy trenerem był jeszcze Phil Jackson), oddając mniej rzutów z odległości od 0 do 3 metrów, a więcej od 5 do 7 metra. O playoffach nawet nie ma co mówić, gdyż tutaj sytuacja praktycznie w ogóle nie zmieniła się od 2011 roku. Gasola chyba za dużo energii kosztuje sezon zasadniczy, przez co nie ma później sił szaleć w rozgrywkach posezonowych, co potwierdzają lata 2011, 2012 oraz 2013.

Pau Gasol 2014 to z pewnością nie ten sam zawodnik, który przyszedł do Miasta Aniołów. W ostatnich latach nie wiedzieliśmy go w najlepszej dyspozycji i często wieszaliśmy na nim psy – szczególnie w obronie. Jednak mimo wszystko – w takiej chwili jak ta, w której po siedmiu latach odchodzi on z Los Angeles, najważniejsze są te dobre momenty – te w których razem z nim cieszyliśmy się sukcesami i dziękowaliśmy mu za dwa mistrzowskie tytuły. Bez niego, tylko ze zdrowym Andrew Bynumem, Jeziorowcom na pewno nie udałoby się trzykrotnie awansować do finałów NBA i być contenderem przez kilka lat z rzędu. Gasol przywrócił tej organizacji nadzieję, blask i chwałę i pozytywnie wpisał się do jej historii. Choć ostatnie lata nie były dla niego i dla nas (fanów) najlepsze, tak wszyscy powinniśmy zawsze utożsamiać Gasola z mistrzem i wspaniałym okresem gry pod wodzą Zen Mastera. Katalończykowi po 2011 roku nie udało się już odnaleźć tej samej formy, która pomogła Lakers dwukrotnie zdobyć mistrzostwo ale być może uda mu się to teraz – w Chicago, gdzie nie będzie musiał martwić się o to, czy jutro spakuje walizki i poleci do innego miasta, reprezentować nową drużynę. Być może to było właśnie potrzebne Katalończykowi i w Wietrznym Mieście uda mu się spełnić swoje marzenia i wygrać trzecie mistrzostwo w karierze. Szczerze mówiąc, bardzo na to liczę i mam nadzieję, że będzie konsekwentnie dążył do wyznaczonych celów na dalszym etapie swojej kariery. Buena suerte Pau!

Season Age Tm Pos G GS MP FG FGA FG% 3P 3PA 3P% 2P 2PA 2P% FT FTA FT% ORB DRB TRB AST STL BLK TOV PF PTS
2007-08 27 LAL C 27 27 34.0 7.3 12.3 .589 0.0 0.0 .000 7.3 12.3 .590 4.3 5.4 .789 2.3 5.6 7.8 3.5 0.5 1.6 1.6 2.0 18.8
2008-09 ★ 28 LAL C 81 81 37.0 7.3 12.9 .567 0.0 0.0 .500 7.3 12.9 .567 4.2 5.4 .781 3.2 6.4 9.6 3.5 0.6 1.0 1.9 2.1 18.9
2009-10 ★ 29 LAL C 65 65 37.0 7.0 13.0 .536 0.0 0.1 .000 7.0 12.9 .539 4.4 5.6 .790 3.7 7.6 11.3 3.4 0.6 1.7 2.2 2.3 18.3
2010-11 ★ 30 LAL C 82 82 37.0 7.2 13.7 .529 0.0 0.0 .333 7.2 13.6 .530 4.3 5.2 .823 3.3 6.9 10.2 3.3 0.6 1.6 1.7 2.5 18.8
2011-12 31 LAL PF 65 65 37.4 7.1 14.1 .501 0.1 0.4 .259 7.0 13.7 .508 3.1 4.0 .782 2.8 7.6 10.4 3.6 0.6 1.4 2.2 2.0 17.4
2012-13 32 LAL PF 49 42 33.8 5.5 11.8 .466 0.2 0.6 .286 5.3 11.2 .475 2.6 3.6 .702 2.3 6.3 8.6 4.1 0.5 1.2 2.1 1.9 13.7
2013-14 33 LAL C 60 60 31.4 7.1 14.8 .480 0.1 0.2 .286 7.0 14.5 .483 3.1 4.2 .736 2.1 7.6 9.7 3.4 0.5 1.5 2.4 2.1 17.4
Career 905 892 35.6 7.0 13.5 .515 0.0 0.2 .247 6.9 13.4 .518 4.3 5.8 .750 2.7 6.5 9.2 3.3 0.5 1.6 2.3 2.3 18.3
7 seasons LAL 429 422 35.7 7.0 13.3 .522 0.0 0.2 .263 6.9 13.2 .526 3.8 4.8 .780 2.9 7.0 9.9 3.5 0.6 1.4 2.0 2.2 17.7

Tagi:

3 komentarze

  1. Nostalgia uderzyla mnie dosc mocno po tym artykule. Doskonale pamietam jak Gasol niszczyl podczas finalow 2010-2011 z zielonymi. Cieszylem sie jak glupi po bloku na Garnecie. Szkoda ze nie podpisal kontraktu z Lakers. Chcialem bardzo zeby zakonczyl kariere jako jeziorowiec. Mam nadzieje ze w Bullsach odnajdzie forme i pokaze wszystkim ekspertom ze nadal potrafi byc druga opcja w ataku. Zycze mu tez zeby gdy juz zakonczy kariere, w Staples zawisnal jego numer. Wydaje mi sie ze swoimi 7 latami I dwoma pierscieniami zasluzyl na to.
    P.S Z innych akcji Hiszpana nigdy nie zapomne Submarine Dunk’a przeciwko Knicksom w sezonie 2012-2013.

    • Oczywiście super by było gdyby Pau zakończył karierę jako Jeziorowiec, miał np. mniejszą rolę w zespole i tym samym był bardziej produktywny itd. no ale niestety w obecnej sytuacji Lakers, ich cele nie pokrywały się z celami Gasola. Tak wyszło, a dla Pau mam szacunek, że chce zawalczyć o pierścień i wziął mniej pieniędzy. Po cichu liczę na to (tak jak zresztą Ty), że odbuduje się w Chicago, znajdzie znów chęć do gry i jeszcze o sobie przypomni.

      Co do numeru – myślę, że skoro Wilkesowi zawiesili numer, to i Pau ma na to szanse. Pożyjemy, zobaczymy ale Lakers ogólnie lubią wywieszać kolejne numery także jest to możliwe.

      http://youtu.be/7ynLfUc9dQo – tutaj ten dunk jakby ktoś chciał :)

  2. To prawda… Gasola zawsze zapamiętamy jako zwycięzcę i mistrza. Bez niego Kobe nie zdobyłby kolejnych dwóch tytułów. Wzniósł Lakers na wyższy poziom i za to go niezwykle szanuję i jestem mu wdzięczny. Jednak chyba dobrze się stało, że przeniósł się do nowego miejsca – zarówno dla Lakers jak i dla niego. Oby mu się udało, bo nam w najbliższym czasie raczej nie ma co mieć nadziei na jakikolwiek sukces.

Skomentuj