NBA Draft 2016: Simmons czy Ingram?

Opublikowane przez , 19 czerwca 2016 w Artykuły, Draft, 6 komentarzy

Już dzisiaj, w nocy z niedzieli na poniedziałek poznamy mistrza NBA, a tymczasem za cztery dni w Brooklynie odbędzie się tegoroczna edycja draftu, która jest pierwszym krokiem przed przystąpieniem do offseasonu. Z Los Angeles Lakers, jako że będą wybierać z drugim numerem, łączy się właściwie tylko dwóch zawodników – Bena Simmonsa oraz Brandona Ingrama. Na dzień dzisiejszy Ben według różnych źródeł trafi do Philadelphii 76ers. Do tej pory nie odbył i już nie odbędzie workoutu dla Jeziorowców, czy też Sixers (choć z tymi spotkał się osobiście). Wydaje się więc, że niemal na pewno nie dołączy on do złota i purpury, a miejsce w 76ers ma po prostu pewne. Ingram z kolei miał okazję zaprezentować swoje umiejętności w El Segundo i najprawdopodobniej (według kilku źródeł) potwierdził w nich swoją wartość i po prostu przekonał do siebie władze zespołu.

Poza tą dwójką, Lakers sprawdzili jeszcze kilku innych graczy. Byli to m.in. Kris Dunn, Marquese Chriss i Buddy Hield. Ten ostatni miał nawet przyjemność trenować z legendą drużyny – Kobe Bryantem. Do tego jest bardzo pewny siebie oraz swoich umiejętności i uważa, że 16-stokrotni mistrzowie NBA potrzebują właśnie kogoś takiego jak on. Choć oczywiście w grę wchodzi postawienie na kogoś z wyżej wymienionej trójki (Lakers mogą się bowiem zdecydować na wymianę na niższy pick i dodatkowo otrzymać jakiś asset), tak jednak jest to raczej mało prawdopodobne. Co prawda w Internecie plotek na ten temat nie brakuje (jak np. ta związana z D’Angelo Russellem – link) ale koniec końców, raczej wszystko sprowadzi się do wyboru Simmonsa lub Ingrama – w zależności od tego, który z nich będzie dostępny.

Ben Simmons

Zacznijmy oczywiście od Bena – 19-latka urodzonego w Australii, który według większości mocków, pójdzie z #1 w tegorocznym drafcie. Philadelphia bowiem podobno nie zamierza postawić na lepszy fit do ich zespołu, a na największy talent wśród wszystkich młodych zawodników. Tego Simmonsowi bez wątpienia nie brakuje. W swoim ostatnim roku gry w college’u notował średnio ponad 19 punktów, 11 zbiórek i 4 asysty na mecz, co zdarzyło się po raz pierwszy od czasu Rona Harpera grającego w Miami Ohio w 1986 roku. Naprawdę w tym dzieciaku jest sporo rzeczy, które mogą się podobać fanom koszykówki. Ma 208 centymetrów wzrostu, świetną koordynację ruchową i jest znakomitym atletą. Wyróżnia go przede wszystkim szybkość, dobra kontrola nad swoim ciałem i umiejętność inicjowania kontrataków. Ben niemalże natychmiast po zbiórce w obronie, rozpoczyna rajd w kierunku drugiej strony parkietu (ten sposób gry w ataku stanowi 26% jego ofensywnych posiadań według Synergy Sports Technology), co oczywiście idealnie pasuje do dzisiejszej koszykówki.

W half-cout offense z kolei, dobrze radzi sobie grą tyłem do kosza, a do tego imponuje umiejętnością do sprawowania kontroli nad piłką oraz podaniami. Według ekspertów ma świetny przegląd parkietu i potrafi dostarczyć idealne podanie do swojego kolei z drużyny. Jest tylko jednym z pięciu zawodników, mających przynajmniej 206 centymetrów wzrostu, którzy notowali ponad 5 asyst na 40 minut gry w NCAA (Luke Walton, Danny Ferry, Nick Thompson oraz Jerald Honeycutt) i jedynym, któremu udało się tego dokonać jako pierwszoroczniakowi.

Uczestnik draftu - Ben Simmons po akcji zakończonej wsadem z góry

Ponadto w jego grze wyróżnia się także umiejętność do zdobywania punktów pod koszem, w szczególności za pomocą rzutów hakiem prawą ręką. Znawcy koszykówki chwalą także jego pracę nóg oraz zachowanie przy grze jeden na jednego. Mówi się, że jest po prostu zbyt szybki i kreatywny z piłką w porównaniu do większości wysokich graczy, z którymi przyszło mu się mierzyć w NCAA. Dzięki temu potrafił w college’u wymusić wiele fauli i zapewnić swojej drużynie kilka cennych punktów (9.8 prób na linii osobistych na 40 minut gry).

W defensywie natomiast Simmons posiada elitarny instynkt oraz umiejętność przewidywania tego, co się wydarzy. Grając na uniwersytecie notował średnio 12.9 zbiórek, 2.1 przechwytów oraz 0.9 bloków w 40 minut gry. Szczególnie wyróżnia go gra na desce, gdzie doskonale zastawia tablicę i potrafi przewidzieć, w którą stronę poleci piłka. Zdecydowanie szybciej reaguje na parkiecie w tym elemencie od innych graczy. Na dodatek potrafi bronić przeciwko różnym pozycjom. Dobrze porusza się na nogach, przez co radzi sobie nie tylko ze skrzydłowymi ale także z obrońcami. Jego siła, atletyczność i szybkość są mu w tym przypadku bardzo pomocne.

Jak więc widać Simmons ma bardzo wiele zalet. Niestety jednak ma również całkiem sporo wad, które oczywiście można wyeliminować. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, ze choć sam Ben zanotował świetny sezon w NCAA, tak jednak jego LSU Tigers nie spisało się najlepiej. Wygrali tylko 19 z 33 rozegranych spotkań, a gra Simmonsa nie przełożyła się na zwycięstwa dla Tygrysów. Do tego w półfinale turnieju SEC, zawodnicy Texas A&M po prostu zmiażdżyli ekipę Bena. Wtedy też stało się oczywiste, że przystąpi do draftu w 2016 roku. Zatrudnił nawet tego samego agenta co LeBron James, stąd też nic dziwnego, że wytworzyła się mała szopka wokół jego osoby.

Jeżeli chodzi o aspekty stricte koszykarskie, to największym problemem Simmonsa jest brak rzutu. Co prawda do tej pory z linii osobistych trafiał przyzwoite 67% ale na dystansie po prostu nie istniał. W 74 rozegranych meczach (począwszy od Mistrzostw Świata FIBA do lat 17, rozgrywanych w 2012 roku) trafił tylko 12 na 50 prób zza łuku (24%). Od samego początku nie potrafił nikogo zachwycić na obwodzie i mimo upływu czterech lat, Simmons nadal nie poprawił swojej gry na dystansie. Jako że dzisiejsza NBA opiera się w dużym stopniu na trójkach, to może to być problem dla ofensywy jego przyszłej drużyny.

Ben Simmons wiąże się nie tylko z wielkim talentem, ale także ze sporą liczbą znaków zapytania

Dzięki temu niektórym obrońcom w NCAA udawało się powstrzymać Bena w ataku. Wystarczyło, że oddalali się na parę kroków od niego i pozwalali mu oddawać rzuty na półdystansie. Ben stawał się wtedy bardzo pasywny i zamiast grać agresywnie, to po prostu próbował swojego szczęścia z kilku metrów, co nie kończyło się dobrze dla niego i LSU Tigers. W NBA więc albo poprawi się pod tym względem, albo będzie pełnił rolę rozgrywającego i zostanie otoczony masą świetnych strzelców na dystansie. Te drugie rozwiązanie nie jest jednak idealne. Co prawda jak na swoje warunki, Ben świetnie kontroluje piłkę ale oczywiście nie jest typowym rozgrywającym i raczej w perspektywie długoterminowej, ten plan by się nie sprawdził. Tym bardziej, że ma problem z graniem pick & rolli, choć mogło to wynikać ze słabego spacingu w LSU Tigers.

W defensywie z kolei, choć ma ogromny potencjał do bycia świetnym defensorem, tak jednak Simmons rzadko daje w niej z siebie wszystko. Bardzo często jest leniwy, nie stara się dochodzić do strzelców, a do tego unika kontaktu fizycznego pod koszem. Zamiast tego woli spróbować wyrwać piłkę z rąk atakującego, co albo kończy się przechwytem albo nie udaje się i przeciwnik zdobywa łatwe punkty. Co gorsza, Simmons z roku na rok coraz mniejszą wagę przywiązywał do obrony i to nawet podczas bardzo ważnych meczów, co powinno dać organizacjom NBA sporo do myślenia. Tak samo jak i jego zachowanie poza parkietem. Ben bowiem sprawia wrażenie, jakby mu bardziej zależało na całej otoczce, sławie itd., a nie na odniesieniu sukcesu w lidze.

Brandon Ingram

Pewnym przeciwieństwem Bena Simmonsa jest Brandon Ingram – 18-latek, który w college’u miał okazję reprezentować barwy Duke. Jak powszechnie wiadomo – Duke bardzo dobrze przygotowuje swoich graczy do realiów NBA, a do tego uczy ich pokory, skupianiu się na aspektach koszykarskich oraz gry zespołowej. Potwierdzeniem tego jest właśnie Brandon Ingram, który po raz pierwszy zachwycił ekspertów w USA pod koniec jego kariery w szkole średniej, kiedy to zaliczył znakomity występ w meczu McDonald’s All-American, co przełożyło się także na zaproszenie do Nike Hoop Summit. Podczas tego wydarzenia, eksperci po raz pierwszy zobaczyli warunki fizyczne Ingrama. Rozpiętość ramion na poziomie 221 centymetrów oraz zasięg pionowy wynoszący 277 centymetrów, bardziej pasują do centra, niż do niskiego skrzydłowego. A tymczasem Brandon to właśnie popularna trójka, mająca świetne warunki do gry po obu stronach parkietu.

Statystyczne porównanie Ingrama i Simmonsa

Ogólnie Brandon mierzy 206 centymetrów. Gra bardzo płynnie na parkiecie, może pochwalić się szybkością i zwinnością, a do tego jest bardzo dobrym i stabilnym strzelcem na dystansie. W poprzednim sezonie w NCAA, trafił 41% swoich rzutów zza łuku, oddając ich w sumie prawie 200 w 36 spotkaniach. Świetnie spisuje się w sytuacjach catch & shoot, których skutecznie wykorzystał 42% (1.247 punktów na posiadanie, trzecie miejsce wśród wszystkich prospectów, za Buddy Hieldem oraz Jamalem Murray’em). Szybko składa się do rzutów i je oddaje, a do tego wszystkiego jest bardzo inteligentny i bardzo dobrze porusza się bez piłki, szukając okazji do zdobycia punktów z dogodnej pozycji.

Ale to nie wszystko – Ingram w ofensywie potrafi również grać z piłką. 44% jego posiadań to były izolacje, pick & rolle (jako ball-handler), zagrania z ręki do ręki oraz transition offense (według Synergy Sports Technology), co bardziej by wskazywało na to, że jest obrońcą, a nie typowym skrzydłowym. To pokazuje wszechstronność, jaka cechuje Brandona. Trener Mike Krzyzewski czasami wykorzystywał także Ingrama jako głównego kreatora, każąc mu inicjować kontrataki po zebranej w obronie piłce, oraz rozgrywać akcje w half-court offense, podczas sytuacji jeden na jednego. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, gdyż świetnie sprawuje on kontrolę nad piłką, znakomicie pracuje na nogach i potrafi w różny sposób atakować obręcz rywala. W swoim arsenale zagrań korzysta zarówno z pompek, crossovera, jab stepów, jak i zwykłego jumpera, który powinien być respektowany przez obrońców przez cały czas. W odnalezieniu się na parkiecie pomaga mu oczywiście to, że jest zarówno chętnym do podań skrzydłowym, który ma dobry przegląd parkietu jak na swój wzrost, oraz agresywnym scorerem, potrafiącym dołożyć kilka celnych trafień.

W przyszłości może być ogromnym problemem dla defensorów w NBA, gdyż jest zwyczajnie zbyt duży dla większości niskich skrzydłowych w lidze i za bardzo utalentowany jak na silnych skrzydłowych, którzy grają small ball. Ingram bez problemu może trafiać rzuty nad obrońcami, czy też mijać ich na wykroku i kreatywnie wykańczać akcje w polu trzech sekund. Ważne jednak będzie to, żeby poprawił się w rzutach po dryblingu. Oczywiście jeżeli zależy mu na byciu w przyszłości pierwszą lub drugą opcją w zespole.

W defensywie z kolei Ingram bardzo pozytywnie zaskoczył wielu analityków koszykówki. Mimo pewnych braków, Brandon pokazał waleczność, zaangażowanie i umiejętne wykorzystanie własnego wzrostu oraz rozpiętości ramion. To właśnie dzięki tym elementom potrafi odnaleźć się w obronie. Jest w stanie kryć zarówno silnych skrzydłowych, jak i obrońców, przez co nie ma problemu ze zmianą krycia przy pick & rollach. Do tego wykorzystuje swoje warunki do bronienia wielu rzutów i to nawet wtedy, gdy daje swoim obrońcom nieco więcej miejsca i swobody. Choć ogólne same warunki fizyczne ma gorsze od Simmonsa, tak jednak swoją determinacją nadrabia pewne braki i w ogólnym rozrachunku, na dzień dzisiejszy wydaje się być pewniejszą opcją po tej stronie parkietu, niż Ben.

Brandon Ingram podczas gry dla Duke przed zadeklarowaniem uczestnictwa w drafcie

Obecnie największym problemem Ingrama jest jego masa ciała. Zdecydowanie musi spędzić dużo czasu na siłowni, żeby dorównać standardom NBA i nie być niszczonym zarówno w ataku jak i w obronie. Brandon waży obecnie zaledwie 88 kilogramów, przez co z pewnością będzie miał problemy z większymi i silniejszymi rywalami. Przełoży się to zarówno na jego grę w defensywie, jak i w ataku, gdzie z tego powodu może mieć problem z wykańczaniem akcji. Nie jest bowiem tak atletyczny jak Ben Simmons. Brakuje mu pewnego rodzaju wybuchowości i mocy. Stąd też w college’u miał czasami problemy z punktowaniem w polu trzech sekund przeciwko bardzo dobrze zorganizowanym defensywom. Ogólnie z kolei skutecznie wykańczał tylko 48% akcji w strefie pomalowanej (według Synergy Sports Technology). Całkiem przyzwoicie radził sobie z wymuszaniem fauli (5.6 prób z linii rzutów osobistych na 40 minut gry) ale minusem było to, że trafiał ich tylko 68%. Ponadto choć chciał grać tyłem do kosza i korzystać ze swojej pracy nóg itd., to po prostu nie miał na tyle siły, by robić to regularnie przeciwko lepiej zbudowanym obrońcom.

W tym elemencie więc jest sporo do poprawy. Z drugiej strony Brandon ma dopiero 18 lat, więc nikt nie powinien oczekiwać od niego, że od razu będzie tak samo przypakowany, jak czołowi gracze w lidze. Najważniejsze na razie jest to, że mimo swego wzrostu, bardzo dobrze porusza się na parkiecie i ma dobrą koordynację. Nabranie masy mięśniowej po prostu ułatwi mu grę po obu stronach parkietu i rywalizowanie z najlepszymi. Dzięki niej powinien mieć więcej energii w nogach, a także siły do przepychania się pod koszem i poruszania się po zasłonach w obronie.

W samej defensywie z kolei Ingram musi być bardziej konsekwentny. Zdarza mu się bowiem czasami przysnąć, lub zgubić swojego zawodnika grając z dala od piłki ale to wszystko jest raczej czymś normalnym dla graczy w college’u i ten problem na pewno da się wyeliminować. Ponadto warto także wziąć poprawkę na to, że Duke nie dysponowało szeroką rotacją, przez co nie mogli pozwolić sobie na dopuszczenie do foul trouble Ingrama. Dlatego też Brandon nie mógł przez cały czas grać z taką intensywnością w obronie, z jaką by pewnie chciał.

Podsumowanie

Mówiąc krótko i powtarzając się po raz kolejny – to, kto trafi do Lakers, zależy właściwie tylko i wyłącznie od 76ers. Na dzień dzisiejszy bliżej Jeziorowców jest jednak Brandon Ingram i osobiście z tego się bardzo cieszę. Jest on nie tylko najmłodszym graczem z draftu (we wrześniu będzie miał dopiero 19 lat), ale przede wszystkim eksperci docenili w jego przypadku etykę pracy, charakter i waleczność, o czym raczej nie mówi się w przypadku Bena Simmonsa. Ten, choć teoretycznie ma większy potencjał, tak jednak zbyt często utożsamiany jest z życiem poza parkietem, gwiazdorzeniem i myśleniem tylko o sobie. Może to być oczywiście przesada, aczkolwiek liczba tzw. red flagów w jego przypadku, jest zdecydowanie większa niż Ingrama. Zresztą wydaje się, że Brandon lepiej pasuje do obecnych Lakers i systemu, który będzie chciał wprowadzić Luke Walton. Stąd też wydaje się, że postawienie na niego byłoby najlepszym wyborem dla Mitcha Kupchaka i spółki. Ale o tym jak to wszystko się ułoży, przekonamy się dopiero za kilka dni.

6 komentarzy

  1. To dobrze,że wybieramy drudzy.wiadomo ze wezmiemy tego albo tego.Jak nie wypali to trudno.Sixers natomiast w takim wypadku będą sobie pluli w brode.Simmons wydaje sie lepszy,ale ten brak rzutu bardzo razi,ja nie widze miejsca dla graczy obwodowych bez rzutu w obecnej lidze.Rondo,Rubio,Tony Allen.Inną sprawą jest,czy ten rzut wycwiczy.Chociaz pewnie będzie jak z LeBronem-nigdy raczej nie zostanie snajperem.Właśnie Simmons przypomina LeBrona,Ingram Duranta.

  2. Też jestem za Ingramem, tym bardziej, że w Los Angeles Simmons miał by ogromne pole do celebryckiego manewru, że tak to ujmę i mogłoby to być wyrzucenie drugiego numeru w błoto. Wobec takich charakterów jakie mają Russell czy Swaggy P, przyda się ktoś, kto zapieprza na treningach i po prostu pracuje na swoją markę.

    Pojawi się coś na temat picku 32? Dochodzą mnie słuchy, że Lakers intensywnie zastanawiają się nad Thonem Makerem, Diamondem Stonem czy Benem Bentilem. Można się spodziewać jakiejś analizy dalszego picku i prospectów, których można by było przechwycić z tym numerem? To istotne, biorąc pod uwagę, że w tamtym roku Nance Jr. zgarnęliśmy, a dwa sezony temu Clarksona i to z jeszcze dalszego. Już nie wspomnę o tym, że Draymond Green czy Isaiah Thomas byli wybierani w drugiej rundzie.

    Ten Thon Maker zapowiada się naprawdę dobrze.

  3. DrJ
    MyShadow1000 napisał(a):Ten Thon Maker zapowiada się naprawdę dobrze.

    Dlatego zostanie wybrany w pierwszej rundzie.

  4. dzejdi napisał(a):ja nie widze miejsca dla graczy obwodowych bez rzutu w obecnej lidze

    Simmons nie jest obwodowym.

  5. StaryFan
    MyShadow1000 napisał(a):Pojawi się coś na temat picku 32?

    Tomasz Gielo z 32. Właśnie daje pokaz przed Kupchakiem :shock: Jako krajanie, wypiją dwa wiadra bimbru czerpakiem, ponarzekają na pogodę i rząd (każdy na swój) i tyle.

    DrJ napisał(a):Ten Thon Maker zapowiada się naprawdę dobrze.

    Dlatego zostanie wybrany w pierwszej rundzie.

    Kupchak ostatnio zawsze ma po 5 PF, więc niech bierze w ciemno. To dopiero 3.

  6. MyShadow1000 napisał(a):Pojawi się coś na temat picku 32? Dochodzą mnie słuchy, że Lakers intensywnie zastanawiają się nad Thonem Makerem, Diamondem Stonem czy Benem Bentilem. Można się spodziewać jakiejś analizy dalszego picku i prospectów, których można by było przechwycić z tym numerem? To istotne, biorąc pod uwagę, że w tamtym roku Nance Jr. zgarnęliśmy, a dwa sezony temu Clarksona i to z jeszcze dalszego. Już nie wspomnę o tym, że Draymond Green czy Isaiah Thomas byli wybierani w drugiej rundzie.

    Tak, jutro coś wrzucę na ten temat ;)

Skomentuj